czwartek, 19 stycznia 2017

Złap się za Słowo - dzień dziewiętnasty




Dziś wolny ranek, więc piszę o innej niż zwykle godzinie. Obok kończy się już kawa ;) a za oknem nadal biało i zimno. Lubię zimę, świat wydaje się wtedy taki magiczny, czysty, otulony białym puchem, sprawia wrażenie całkiem innego niż ponurą końcówką jesieni. Czasem mam wrażenie, że odbicie tego, jak wygląda świat w konkretnych porach roku, można w jakimś stopniu odnaleźć w ludzkiej duszy. To bardzo uproszczony obraz, ale chyba sugestywny. Jest zimowa biel czystości, jest wiosenny rozwój, letnia dojrzałość i jesienne przekwitanie, gdy pojawia się grzech. Ot, tak mnie dziś naszło na obrazowy styl ;).

Jezus naucza w synagodze. Co najbardziej zaskakuje? Przecież to syn cieśli, prosty, niewykształcony człowiek, a naucza nie tylko jak uczeni w piśmie, on głosi z mocą. Ciekawe, co bardziej denerwowało uczonych, to że Jezus odważył się nauczać czy to, że robił to skuteczniej niż oni, nie skończywszy żadnej szkoły? Łatwo mówić piękne, wyuczone słowa, odwoływać się do przeczytanych mądrości, ale trzeba mieć coś jeszcze, charyzmę. Jeśli człowiek nie potrafi porwać innych, kiepski z niego mówca, jeśli nie żyje tym, co głosi, żaden nauczyciel wiary. Tymczasem przecież w świątyni działo się dużo rzeczy odbiegających od przykazań, często nakładano na ludzi kolejne obowiązki, samemu ich nie wypełniając. A tu przychodzi młody człowiek, który ma wielką odwagę mówić jak jest, nauczać o Bogu i nie ma żadnych kompleksów. Co więcej, nie ma mu czego zarzucić, bo żyje tym, co głosi. 



Wolność, którą otrzymaliśmy od Boga to wielki dar, ale zdecydowanie nie jest łatwy. Mamy sumienie, 10 przykazań, Pismo Święte, ale równocześnie jesteśmy podatni na grzech, często wiemy lepiej, a czasami po prostu buntujemy się przeciw zakazom. Podobno z psychologicznego punktu widzenia działamy przekornie do wszystkiego zaczynającego się od "nie". Jeśli sparzymy się, nauczeni własnym doświadczeniem, nie popełnimy tego błędu kolejny raz. Ale są sytuacje, które mogą się powtarzać. Nikt chyba nie lubi, gdy mu się czegoś zabrania. Dlatego lubię myśleć o przykazaniach na zasadzie zaproszenia do czegoś. Nie pamiętam już kto tak właśnie je zaprezentował, ale chwała mu za to :). Wolność - mogę wszystko, bo nie jestem marionetką. Sama wybieram to, co robię, nawet jeśli nie podoba się to Stwórcy. Na tym polega też miłość, na pozwoleniu kochanej osobie błądzić. Nie chodzi o to, że Boga to nie obchodzi, nie boli, ale kochając, nie zmusza nikogo do niczego. Mam wybór, mogę postąpić dobrze, a mogę źle. Mam narzędzia, które pozwolą mi ocenić mój czyn i jego skutki, choć te często nas zaskakują. Bóg przyjął wszystko, co niesie ze sobą nasza wolność, dlaczego sami nieraz ją ograniczamy? Może to taka ludzka natura, a może trzeba jeszcze wiele wysiłku, by nauczyć się odróżniać piękne wizje od podstępów? Swoją drogą, jak silna musi być miłość, która wszystko znosi i jedynie sugeruje delikatnie, co powinniśmy robić.

Każdy dzień to zaproszenie do wolności i miłości. Całe 24 godziny, podczas których można zrobić coś dobrego i mądrego. Same słowa nie wystarczą, one mają nas pobudzać do czynów. Zatem owocnego dnia moi Drodzy, wsłuchujcie się w Dobrego Nauczyciela i czyńcie dobro. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz