Ismail Kadare "Kronika w kamieniu" - recenzja

 


Są książki, o których mówi się za mało, choć powinny pojawiać się dosłownie wszędzie. Ta jest jedną z nich. Przeszła zdecydowanie zbyt cicho, choć znalazła się na liście zgłoszonych do Angelusa 2024, a ja mocno trzymam za nią kciuki. 

"Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że świat natychmiast zadrżał. Nagle jego linie napięły się, zebrały i bezlitośnie wyklarowały. Przez dłuższy czas, trzymając w ręku szkło przy jednym oku i mając drugie zamknięte, obserwowałem szeroką panoramę rozpościerającą się z naszego domu. Była zdumiewająca. Zdawało się, że jakaś niewidzialna ręka przetarła świat tak, jakby to było zaparowane lustro, które teraz prezentowało się przede mną nowe i przejrzyste. Taki obraz jednak mi się nie spodobał. Byłem przyzwyczajony, że oglądałem świat zaparowany, gdzie linie łączyły się i rozdzielały wytyczanymi granicami. Miałem wtedy wrażenie, że okapom dachów, ulicom, słupom telefonicznym nikt nie wytyka ich drobnych odchyleń. Tymczasem teraz, za okrągłym szkłem, świat wydał mi się skurczony i skąpy, nie oferował nic ponad to, czym był. Przypominał dom, w którym każda rzecz, oliwa, woda, mąka są dokładnie odmierzone, niczego nie ma w nadmiarze i nic się nie dzieje przypadkowo." - s. 21

Na szczęście ani świat, ani dobra literatura nie są skąpe i uszyte na miarę. Zaskakują, oferują znacznie więcej, niż mogłoby się nam wydawać. Uwodzą i zawsze pozostaje w nich coś do odkrycia. 

Opowieść o mieście z kamienia

To miasto, jak żadne inne. Zbudowane z kamienia, piętrowe. Płynie przechodzące w kolejne budynki o szarych, ostrych dachówkach. Miasto, które tętni życiem i rani zarazem. Pełne tajemnic i osobliwych mieszkańców. Takie, w którym władza przechodzi z rąk do rąk tak szybko, że sami mieszkańcy nie nadążają. I tylko jeden mężczyzna zdaje się wiedzieć, jak teraz zmienić swoje imię i nazwisko. Gdzie pewną jest tylko to, że będą kolejne obwieszczenia, przepisy do których trzeba się dostosować, następne niespodziewane wydarzenia. Gjirokastra kipi od emocji i wieści przekazywanych sobie przy nieustannie popijanej kawie (bez względu na porę dnia i nocy). Jest żywym organizmem, który wraz z mieszkańcami cierpi podczas wojny. Niczym kolory w kalejdoskopie, w mieście zmieniają się okupanci. Włosi ustępują miejsca Grekom, by po krótkim czasie powrócić i znów odejść. W ostatecznym rozrachunku zaś na miejscu pojawiają się Niemcy. 

Samoloty nadlatują, zrzucając bomby. Ludność chowa się po schronach urządzonych w piwnicach, stara się chronić też w innych miejscach. Miesza się ze sobą, co burzy ustalony porządek. Pod kamiennymi dachówkami mimo trudów toczy się zwykłe życie. Sąsiedzi spotykają się, zawierane są małżeństwa, wymieniane plotki. Dzieją się codzienne dramaty - córce pewnego człowieka wyrasta broda, piękna żona pozostaje na wskroś samotna i opuszczona przez męża, ktoś powszechnie uważany za człowieka "pomiędzy" pragnie nagle mieć żonę, rzucane są czary. Dzieci biegają uliczkami i uczą się świata. Wśród wszystkich małych czynności, dających poczucie normalności, wybrzmiewają echa wielkiej wojny. Pojawiają się spiski, ścierają się ze sobą różne siły, zmieniają się żołnierze. Kiełkują nowe idee, które doprowadzają do śmierci niektórych osób. 

Stary świat kruszeje, podobnie jak miasto. Ustępuje nowemu, choć przyszłość pozostaje dla czytelnika nieznana. W niestabilnej rzeczywistości są jednak pewne stałe. Dom dziadka, do którego od czasu do czasu zagląda bohater. Rozmowy babci z sąsiadkami, którym się przysłuchuje. Kamienny dom, dający schronienie, znajome ulice i zakamarki. A jednak trzeba wielkiego wysiłku, by odkrywać i interpretować wszystko, co dzieje się wokół. By smakować słowa i ubierać je w znaczenia, nadawać sens wydarzeniom, odpowiadać lub milczeć wobec dorosłych. 

Świat oczami dziecka

Właśnie taką rzeczywistość stara się zrozumieć bohater "Kroniki w kamieniu" - alter ego pisarza. Kilkuletni chłopiec styka się z wydarzeniami, których nie potrafi jeszcze pojąć dziecięcym umysłem. Dotykają go sytuacje, których nie powinien widzieć. Słyszy słowa niebędące przeznaczone dla jego uszu. Świat bez względu na wszystko prze do przodu, rozpędzona wojenna machina przynosi mu strach, ale i zachwyt samolotami. Wrzuca go w miejsca, w których nie chciał się znaleźć, ale i pozwala docenić wartość domu. 

Wśród tego wszystkiego pojawiają się przyjaciele, znajomi, rodzina. Dzieją się rzeczy błahe, śmieszne, czasami nawet nacechowane niedorzecznością. Gjirokastra jawi się jako mikrokosmos, w którym wszystko może się wydarzyć, poza którym wydaje się nic nie istnieć, choć przecież gdzieś rosną wszystkie sprzedawane warzywa i mieszczą się państwa, o których się słyszy. A jednak istnienie czegoś poza kamiennymi murami wydaje się nierealne. Rozmazane, jak niewyraźny horyzont, który lekko drga i zarysowuje się miękko. 

"Kronika w kamieniu" - moja opinia

Nie jest łatwo pisać o wybitnej książce. Mówić o historii nacechowanej, nie zawsze zrozumiałą dla nas, ale bogatą kulturą. Czytać o wydarzeniach, o których wiemy mało lub nic. A jednak Ismail Kadare nie stawia barier. Czyniąc narratorem dziecko, delikatnie wprowadza czytelnika w świat zdarzeń. Pozwala mu poznawać rzeczywistość razem z bohaterem. Dziwić się zdarzeniom, zastanawiać nad padającymi słowami, częstymi niedopowiedzeniami. 

"Kronika w kamieniu" uwodzi językiem - metaforycznym i poetyckim. Dopracowanym i zwartym stylem bez wielosłowia. Dosadnością tam, gdzie jest to potrzebne, w innych zaś rejonach refleksyjnością. Znajdziecie w niej ironię czy groteskę, ale także wiele symbolicznych fragmentów czy zdań, które zapadną Wam w pamięć i nie pozwolą o sobie zapomnieć. Tu należy zaznaczyć wielką i doskonale wykonaną pracę tłumacza Marka Jeziorskiego, który oddaje całe bogactwo powieści, jej esencję - to co czyni Kadarego pisarzem nietuzinkowym, świetnym warsztatowo i wartym czytania. 

Nie jest to lekka proza podająca na tacy wszystkie odpowiedzi. To literatura, do której trzeba wracać, czytać od nowa, wyłapywać kolejne okruchy, zachwycać się nią. Jest wielowarstwowa i pisana z trzech perspektyw - autora kroniki, narratora, bohatera-dziecka. "Kronika w kamieniu" jest powieścią dla koneserów, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Tych, którzy kochają smakować język, zagłębiać się w treści, widzieć coś więcej poza przedstawioną historią, wyłapywać literackie perełki. W końcu zaś godzić się na niedopowiedziane, choć przecież nigdy nie da się odczytać dzieła w całości. Dla innych będzie pewnie dobrze napisaną historią autora pochodzącego raczej z literackiej niszy w naszym kraju. Ja chciałabym polecić ją Wam jako literackie doświadczenie, które trzeba przeżyć, poczuć na własnej skórze, dać mu się uwieść. To momentami surowa proza, ale jakże inna i bogata. 

Ismail Kadare, Kronika w kamieniu, przeł. Marek Jeziorski, Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa 2023.

Komentarze

  1. Czytałam "Córkę Agamemnona" autora i to nie jest styl dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Córka Agamemnona" jest nieco inna. Powiedziałabym, że "Kronika w kamieniu" pewnie z perspektywy narratora-dziecka jest łatwiejsza do przyswojenia. Zdecydowanie do dzieło bardziej nieuchwytne i poetyckie.

      Usuń

Prześlij komentarz