wtorek, 24 stycznia 2017

Złap się za Słowo - dzień dwudziesty czwarty




Senny dzień. Czas płynie wolno. Zakupy zrobione, za chwilę będę mogła spokojnie usiąść z lekturą i zagłębić się w świat powieści. Robi się coraz ciemniej. Przyda się jeszcze gorąca herbata i zapachowa świeczka. Cisza spokojnie przepływa przez pokój, słychać tylko moje stukanie na klawiaturze. Jest dobrze. 

Jezus bierze teściową Szymona za rękę i podnosi. Kobiecie wraca zdrowie i pierwsze co robi, to zaczyna Mu usługiwać. Rodzi się we mnie pytanie, czy to był zwykły odruch, wyćwiczony przez tyle lat, związany z rolą kobiety w domu czy chęć okazania wdzięczności, Chrystusowi. A może lepiej pomyśleć, że nic nie jest czarno-białe i stwierdzić, że te dwie rzeczy były ze sobą połączone? Kobieta zobaczywszy gościa, chciała Mu usłużyć, a w całą swoją pracę włożyła serce, by podziękować za wrócone zdrowie? Może uśmiechała się nieśmiało i rzucała ukradkowe spojrzenia, chcą lepiej zrozumieć, Kim jest ten niezwykły człowiek. Przeżyła coś niezwykłego, niełatwo wytłumaczyć sobie coś takiego. Na pewno czuła się inaczej i zdecydowanie musiał intrygować ją Gość. 



Czasem znane czynności pomagają zebrać myśli. Coś w tym jest. Lubię zastanawiać się nad wieloma sprawami sprzątając. To pozwala mi się wyciszyć, nabrać dystansu, rozważyć pewne kwestie. Może tak było z bohaterką tego fragmentu? Jezuita Grzegorz Kramer pisze, że Bóg nie ograniczył się do aktu stwórczego. Jest z człowiekiem i troszczy się o niego przez całe życie. Każdy jest bliski Jego sercu. Chciałabym, żeby częściej ta bliskość była odczuwalna bardziej po ludzku. Tak po prostu. 

Ostatnio dużo myślę o tym, jak powinno wyglądać życie. Jesteśmy wtłaczani w pewne schematy, wchodzimy do określonych grup, mamy narzucane obowiązki. Zastanawiam się, ile osób powiedziałoby, że jest szczęśliwych. Czy spełniamy swoje marzenia? Robimy to, co kochamy? Szukanie własnego miejsca na świecie i swojego powołania, to istota tego, co powinniśmy robić. Można przeżyć życie, nie wiedząc, kim się jest, ale cóż wtedy? Wszyscy, którzy spotkali Jezusa, wiedzieli kim są, co powinni robić, choć to przychodziło pewnie nieraz z czasem. A my tak często szukamy. To trudne, rozpocząć na nowo, iść, choć nie wiadomo, co przed nami i czy się uda. A jednak, czy może pójść źle coś, co przecież jest dane człowiekowi? Wiele trudu i wysiłku trzeba włożyć, by się realizować, ale głęboko wierzę, że to, co osiągnęliśmy z trudem, doceniamy najmocniej, to świadczy o nas i naszej sile. To pozwala nam rozkwitać. Czy Bóg nie będzie sprzyjać temu, co dla nas zaplanował? Naszemu szczęściu? Najtrudniej zrobić pierwszy krok. Odważyć się, wiedzieć jak zacząć. Potem trzeba tylko siły i konsekwencji.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz