sobota, 7 grudnia 2019

Mirosław Wlekły "Raban! O Kościele nie z tej ziemi" - adwentownik 2019 #1



"Przejdź się więc ulicą. Wyjdź raz albo nawet dziesięć w ciągu dnia. Wybierz choć jeden dzień, aby wyjść do ludzi. To jest nasza misja. Porozmawiaj z nimi albo po prostu bądź, byleby wiedzieli, że przyszedłeś specjalnie dla nich. Tudo bem? Wszystko w porządku? - zapytaj. Czasami wystarczy. Od razu będą wiedzieć, że pracujesz. Że zatrudniłeś się jako pasterz zagubionych owiec." - s. 106


Od samego początku swojego pontyfikatu Papież Franciszek nawołuje do tego, by ożywić naszą religijność. Zachęca do aktywności, ponieważ wiara bez uczynków jest martwa. Przypomina, że o tym, jakimi jesteśmy chrześcijanami świadczą nie słowa, ale nasze czyny. Mamy być widoczni, słyszani. Żywa wiara to dzielenie się z innymi Ewangelią, tą która wyraża się w naszej codzienności. To ono jest świadectwem tego, czy zachowujemy słowa zapisane na kartach Pisma Świętego. Niektórzy ogromnie wzięli sobie do serca stwierdzenie, by robić "raban w Kościele". Co więcej działają tak, że nie mieszczą się w utartych schematach. 

czwartek, 28 listopada 2019

O wiedzy wszelakiej i ludziach renesansu - Miesięcznik Znak nr 774


"Ludzie z pewnością są obdarzeni wolą, tyle że nie wolną. To nie my decydujemy o tym, jakie mamy pragnienia. Nie jesteśmy w stanie postanowić sobie, że będziemy introwertykami albo ekstrawertykami, osobami opanowanymi bądź nerwowymi, homo- bądź heteroseksualnymi. Ludzie dokonują wyborów, ale nigdy nie są to wybory niezależne. Każdy wybór zależy od szeregu uwarunkowań biologicznych, społecznych i jednostkowych, na które nie mamy wpływu." - s.13

Jego nazwisko słyszał niemal każdy. Jedni mają go za człowieka renesansu, kogoś, kto wskazuje drogę w dzisiejszej zwariowanej rzeczywistości i wyjaśnia świat. Inni patrzą pobłażliwie. Niektórzy wręcz nie chcą o nim słyszeć, oskarżając go o uprawianie pseudonauki. Jest znany, lubiany, nienawidzony, uznaje się go za autorytet lub traktuje jak bajkopisarza. W bibliotekach jego książki są stale w wypożyczeniu lub rezerwacji. Czytamy go, słuchamy audiobooków, oglądamy na youtube. Po prace Yuvala Noaha Harariego sięgają nawet ci, którzy nie za często łapią za książkę, bo niezręcznie powiedzieć, nie znam człowieka i nie wiem, co mówi.

niedziela, 24 listopada 2019

Jaroslav Rudiš "Grandhotel. Powieść nad chmurami"



"Wiem, że to wszystko brzmi jak wariackie gadanie. Może jestem wariatem. Nie jesteście jedynymi, którzy tak myślą. (...) Może jestem chory. A może nie, może chory jest świat wokół mnie, choć uznaję, że szanse na to, że tak jest, są niewielkie." - s. 35

Chmury są piękne, majestatyczne. Pobudzają wyobraźnię, pozwalają się zrelaksować. Z dzieciństwa większość z nas pamięta słodkie leżenie na trawie i wpatrywanie się w niebo, odgadywanie kształtów, w które układały się pierzaste olbrzymy. To po chmurach można odgadnąć zmieniającą się pogodę. Obserwacja nieba pozwala poznać niektóre tajemnice świata. Daje wytchnienie, jest czymś, co powinno nam towarzyszyć.

środa, 13 listopada 2019

Małgorzata Rejmer "Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii"




"Był sobie raj, stworzony w najsłuszniej socjalistycznym kraju na świecie. 

Gdzie wszystko należało do wszystkich i nic nie należało do nikogo. 

Gdzie każdy umiał pisać i czytać, ale pisać można było tylko to, z czym zgadzała się władza, a czytać tylko to, co władza zatwierdziła.

(...)

W raju nie było jednak więzień politycznych, a jedynie "obozy reedukacji", służące do zmiany świadomości wrogów ludu za pomocą lektur, tortur i katorżniczej pracy.
W raju wszyscy byli równi, ale ludzi dzieliło się na lepszych i gorszych - tych z dobrą biografią, którzy wiedli żywot poczciwy, i tych ze złą, gnębionych od urodzenia. (...).
Władza trzymała w rękach życie każdego obywatela i decydowała: (...) Komu będzie się wiodło, kto będzie wegetował, komu ukradnie się życie. 
(...)
Ci, którzy żyli zgodnie z regulaminem raju, wierzyli, że są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Wprawdzie niektórzy przed zaśnięciem zastanawiali się, czym jest wolność, ale inni uważali, że nie brakuje im niczego. Władza dawała dach i jedzenie, szkołę i pracę, więc obywatele nie musieli martwić się o nic. Musieli tylko uważać na to, co mówią, robią i myślą." - s. 11-13.

W spokojny jesienny wieczór usiądźcie i posłuchajcie. Opowiem Wam o książce, która zostanie w Waszej pamięci i nie pozwoli o sobie zapomnieć. Nie będzie to radosna opowieść, więcej nawet, nie będzie choćby spokojna. Wejdziemy do świata, o którego istnieniu lepiej nie wiedzieć. Rzeczywistość, która się przed nami otworzy, będzie jak z powieści Kafki z tą różnicą, że to nie powieść. Wszystko wydarzyło się naprawdę. Będziecie zachodzić w głowę jak można było tak żyć, przyjdą chwile zwątpienia i zastanowienia się, czy faktycznie to prawda. A jednak. Małgorzata Rejmer przedstawi Wam opowieść o kraju ogrodzonym murami i drutem kolczastym. Raju, z którego nie można było wyjść. Z tą różnicą, że będzie ona złożona z samych faktów, nie zaś jak w przypadku baśni, fikcji z ziarnem prawdy.

sobota, 2 listopada 2019

Maria Paszyńska "Dwa światła"



"Świat się dla mnie zatrzymał. Byłem ja i muzyka przenikająca każdy fragment mojego ciała. Nie wiem, dlaczego akurat to wykonanie zapamiętałem, przecież w moim domu było dużo pięknych dźwięków, często słuchałem rozmaitych koncertów orkiestrowych i występów solistów, a jednak zdarzają się czasem takie chwile, po których nic nigdy nie jest takie samo". - s. 110

Lubię muzykę, ostatnio przy pisaniu muszę słuchać jazzu. Ot taka fanaberia, rzekłby ktoś, że lansowanie się, bo dobra literatura, jazz. Nic bardziej mylnego. To raczej tropienie piękna niż wywyższanie się. Jak w powyższym fragmencie, szukam i czasami zatrzymuję się, nad dźwiękami, słowami, obrazami. Zapisuję je głęboko w sercu i już wiem, że wrócą, w odpowiednim miejscu i czasie. Będą pracować we mnie, choć nie zawsze mam świadomość, że tak się dzieje. Ale wiem, że pewnego dnia zaświtają w mojej pamięci, odezwą się czystym i pięknym głosem, by pozwolić zrozumieć, wyjaśnić coś, pomóc. Tym jest siła literatury i sztuki, której nie sposób pojąć i objąć rozumem.

poniedziałek, 21 października 2019

O spoglądaniu w niebo z 773 nr "Miesięcznika Znak"



"Wszystko zaczyna się mniej więcej po godzinie patrzenia. Tutaj nie da się tego zrobić w trybie fast. Jest jeszcze jeden warunek: nie analizować, nie interpretować. Mniej więcej po godzinie umysł z oporem przyswaja fakt, że obserwuje nieskończoność, a w perspektywie znajduje się punkt, w którym załamują się znane prawa fizyki. Patrząc horyzontalnie, nie można tego doznać. Ta reakcja zachodzi spokojnie i długo, lecz na jakiś czas, nim nie skołuje nas codzienność, zmienia strukturę świadomości, otwierając ją na nieopisywalny a dominujący fragment rzeczywistości. Człowiek czuje się, jakby żył tam, na dole, w płytkim, ale ponurym kłamstwie, które wszystko to, co zbyt trudne do przyswojenia, błyskawicznie przypisuje do kategorii fikcji". - s. 26

Od zarania dziejów spoglądamy w niebo. Wznosimy wzrok z zafascynowaniem, zauroczeniem, odpoczywamy, podziwiamy, pozwalamy myślom płynąć. Dzięki gwiazdom odnajdujemy drogę do domu, jesteśmy w stanie ustalić nasze położenie i właściwy kierunek podróży. To nocne niebo daje otuchę nawet tym, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Wszyscy mieszkamy pod jednym sklepieniem, dachem świata. Patrzymy na te same gwiazdy, dzięki temu wydajemy się być bliżej tych, za którymi tęsknimy. Od wieków marzyliśmy o tym, by wznieść się w przestworza. Latać jak ptaki. Gdy to osiągnęliśmy nasze marzenia poszły dalej. Zapragnęliśmy polecieć w kosmos, stanąć na Księżycu. Dziś coraz śmielej mówimy o locie na Marsa a kolonizacja innej planety wcale nie wydaje się wyjęta z filmu science fiction. Niebo zdaje się być bliżej niż kiedykolwiek.

środa, 16 października 2019

Sławomir Wernikowski "Passacaglia"


"Ciąłem bezbronne powietrze uderzeniami klawiszy, a niebiosa załamywały się pod ciosami, jakie zadawałem pedałom. Moje dźwięki wracały do mnie odbite i potrzaskane, a ja odprawiałem je w nicość jeden za drugim. Byłem już tylko ja i ściana dźwięku, odgradzająca mnie od pamiętania o świecie, od pamiętania o ludziach, od pamiętania o sobie. (...) Uwielbiałem to oszustwo. Poddawałem się mu. Rozdmuchiwałem nadzieję, że przeznaczenie można oszukać, że nie wszystko jeszcze stracone, że teraz po wsze czasy przyszło nam się radować, nie pamiętać o śmierci, cierpieniu, przemijaniu." - s. 33

Życie pisze najciekawsze scenariusze. Nieraz człowiek nie wpadłby na to, co go spotyka. Czasami nawet technika płata takiego figla, że nie wiadomo, co powiedzieć. Książka, o której opowiem trafiła do mnie przez chochlika, wujka Googla, który uparcie twierdził, że ją zrecenzowałam i powinnam mu za ten upór podziękować. To dzięki niemu mogłam zapoznać się z "Passacaglią" Sławomira Wernikowskiego. A było to naprawdę przyjemne i wartościowe doświadczenie czytelnicze, ale po kolei.

sobota, 5 października 2019

Maja Wolny "Jasność"




"Człowiek straszliwie się rozpanoszył na planecie, którą uznał za swoją. Wierci dziury w poszukiwaniu surowców, spala tony śmieci lub topi je w oceanie. Żyjemy na olbrzymim wysypisku pełnym cywilizacyjnych wymiocin. Czytelnicy tej gazety dobrze wiedzą, że nie jestem nawiedzonym ekologiem, tylko realistą. Tak jak ja, obserwujecie Państwo na co dzień, co się wyprawia w pogoni za zyskiem albo po prostu z lenistwa, z rozpędu, z czystej inercji." - s. 63

Serial "Czarnobyl" rozpalił wyobraźnię jednych, dla innych był dobrą lekcją historii. Fascynował, przyciągał, zdobył uznanie. Przedstawił jedną z największych katastrof, jakie wydarzyły się w ciągu wieków. Mistrzowsko obrazował bezradność osób próbujących ratować ludzi i całą naszą planetę, poświęcających się dla społeczeństwa i przyszłych pokoleń. Odkrył oblicze partii, dla której fałszywa propaganda była ważniejsza niż przyszłość ludzkości. W końcu wyjaśniał, dlaczego doszło do katastrofy, której przecież można było uniknąć. Tragedii, która i dziś, mimo lat, ma wpływ na nasze życie.

sobota, 21 września 2019

Krótka refleksja o relacjach z frontu czyli co przeczytałam w 772 numerze Miesięcznika "Znak"




"Pojechałem na wojnę wiedziony prostackim, choć poważnym przekonaniem, że trzeba umieć patrzeć na wszystko. Poważnym, bo wprowadziłem je w czyn, a prostackim, bo nie wiedziałem - dopiero wojna mnie tego nauczyła - że jesteś tak samo odpowiedzialny za to, na co patrzysz, jak za to, co robisz." - s. 5

Jest w nas jakiś głód informacji. Zawsze chcemy wiedzieć, co dzieje się na świecie. Ludzkość od zarania dziejów jest ciekawa tego, co jątrzy daną społeczność, co słychać się w najbliższej okolicy, jak wygląda życie w odległych krajach. Słuchamy o rozwoju kultury, literatury, muzyki, filozofii, śledzimy odkrycia i działania zbrojne. Trzymamy rękę na pulsie, by nic nie uciekło naszej uwadze. Obecnie mamy znacznie łatwiejszy dostęp do informacji niż kiedyś. Nie oznacza to jednak, że wiemy wszystko. Wydaje się, że właśnie teraz musimy być bardziej czujni niż dawniej. Natłok informacji, odmienne narracje, sprzeczne doniesienia, fake newsy, to wszystko sprawia, że łatwo się pogubić.  Trudno nam stwierdzić, co jest prawdą a co kłamstwem. Coraz więcej osób potrzebuje szkolenia z tego, jak ocenić czy informacja jest wiarygodna. Mnogość mediów daje nam niemal nieograniczoną szansę bycia tu i teraz. Znalezienia się niemal w samym oku cyklonu historii, która dzieje się na naszych oczach. W zalewie doniesień możemy jednak czuć się nieco zagubieni. Wtedy zawsze warto kierować się ku sprawdzonym źródłom.

sobota, 7 września 2019

Katarzyna Olubińska "Puste miejsca"




" (...) o. Krzysztof Pałys OP zaskoczył mnie odkrywczą myślą, że nawet w dniu, w którym wydaje się, że nie mamy czasu, możemy ten czas dla Boga "wyszarpnąć". Sposób? Są to - jak nazwał je ojciec Krzysztof - te wszystkie na pozór "puste momenty". Czyli takie chwile w ciągu dnia, kiedy patrzysz, jak gotuje się woda na kawę, idziesz na tramwaj, biegniesz na metro, stoisz w korku, jedziesz windą lub czekasz na poczcie. To również te momenty, w których przeżywasz spontaniczną radość albo ukrywasz się w czterech ścianach i walczysz ze swoją samotnością i smutkiem. Kiedy pozornie nic się nie dzieje. Kiedy nie dopuszczasz myśli, że w takiej zwyczajności możesz myśleć o Bogu. A On z tobą jest. Cały czas. I bardzo czeka na twoje choćby jedno słowo."  - s. 8-9

Zabiegana codzienność, gdy minuty nieubłaganie pędzą na złamanie karku, gdy nie wiadomo kiedy mija dzień, słońce chyli się ku ziemi, a my ze zdziwieniem stwierdzamy, że nastał wieczór. Poranny bieg do autobusu czy metra. Przyspieszam, bo wszyscy wokół poruszają się w zaawansowanym tempie. Szybko wypita kawa, potem praca. Godziny, które często sama nie wiem, kiedy mijają, innym razem zdają się stać. Powrót w korkach, zakupy, lektura w autobusie, obiad, prasowanie, obowiązki domowe i już minął dzień. Jestem zmęczona, opadają ze mnie całodzienne emocje, wszystkie sytuacje, które nadszarpnęły moje nerwy, stres, że tyle jeszcze do zrobienia a przecież już tak późno. Kolejne sprawy pozostały nietknięte. Jak w tym wszystkim znaleźć czas dla Boga?

sobota, 31 sierpnia 2019

Spacerowe rozkminy #16




Zbliża się ten czas, który lubię najbardziej. Gdy poranki są orzeźwiająco chłodne, ale słoneczne. Gdy na spacer można założyć cienką sukienkę i długi sweter. Kiedy świat przybiera tak cudowne kolory, że nie mogę oderwać od niego wzroku. Znów będę pakować do torby wodę z cytryną, książkę i wyruszę na poznawanie warszawskich parków. Będę długo spacerować, robić tuziny zdjęć, a potem czytać i nie będę się nigdzie spieszyć. Już nie mogę doczekać się tych niespiesznych jesiennych sobót, kiedy odetchnę, zatrzymam się i będę kontemplować piękno przyrody oraz literaturę, tę smutną, poważną, idealną na wrześniowe i październikowe wieczory.

sobota, 17 sierpnia 2019

O mikrowyprawach słów kilka "Znak" nr 770-771




"Bezinteresowna działalność, jaką bez wątpienia jest wędrowanie, włóczenie się czy - po prostu - chodzenie, zostaje od razu umiejscowiona po stronie elitarnych fanaberii dostępnych tym, którym się powodzi i którzy mają dużo wolnego czasu. Albo tym, co odmawiają radzenia sobie w trybach gospodarki rynkowej." - s. 9

W czasach, gdy każda minuta zdaje się na wagę złota. Gdy nasze życie jest już zaplanowane od najmłodszych lat a harmonogram napina się do granic możliwości, wolność zdaje się luksusem jedynie dla wybranych. Nie błądzimy bez celu. Nie słyszy się często o ludziach pokroju Edwarda Stachury, którzy wybrali tułaczy tryb życia. Nie wędrujemy dla samych siebie w romantycznym stylu, często bez określonego celu. Zawsze musimy mieć obrany kierunek i czas przeznaczony na wędrówkę. Chodzimy z mapami, aplikacjami, skrupulatnie liczymy kroki i kalorie. Stajemy się nieraz niewolnikami poszczególnych trendów, mód, tendencji.

sobota, 10 sierpnia 2019

Maria Paszyńska "Owoc granatu. Powroty"



"Widzieli zapadający nad światem zmierzch, wyczuwali czające się już zupełnie blisko zło, a mimo to na przekór wszystkim i wszystkiemu chcieli wierzyć, że miłość ich ocali, że uda im się zachować samych siebie oraz to uczucie, które ich połączyło. Jak bardzo byli naiwni! Jak łatwowierni, sądząc, że przejdą przez otchłanie piekielne nieskalani, że nic nie zdoła złamać im ducha." - s. 174

Są książki, które wyjaśniają świat i człowieka. Pozwalają lepiej zrozumieć siebie. Wchodzą w głąb serca. Dają odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie wypowiedziało się głośno z różnych powodów. Pokazują, że inni snują podobne, jeśli nie takie same refleksje jak my. Całkowicie zagarniają człowieka, przenoszą go do innego świata i nie wypuszczają, aż wybrzmi ostatnie zdanie. Nie czuje się przy nich, że to literatura. Są dialogiem w najczystszej postaci, nie wiem tylko czy z mentorem, siłą wyższą czy w końcu ze sobą, poszukującym prawdy o świecie.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Spacerowe rozkminy #15




Długo nie pisałam, choć paradoksalnie miałam urlop. Nie jestem jednak przystosowana do upałów, które naprawdę źle znoszę. Dlatego mimo wolnego czasu, czytałam mniej i praktycznie nie pisałam, ale teraz nadrabiam.

Mniej mnie w mediach społecznościowych. Na facebooku cisza, na Instagramie także. Pracy po urlopie było dużo, był Big Book festival, o którym Wam niedługo opowiem. Były pokaźne zadania, na które przeznaczyłam sporo mojego czasu, nawet wolnego, było przeziębienie, które mnie na tyle rozłożyło, że po prostu musiałam się porządnie wygrzać i wyspać. Ale miałam też czas pomyśleć o tym, co usłyszałam i co z tym dalej zrobić. 

niedziela, 7 lipca 2019

Gabe Habash "Nazywam się Stephen Florida"



"- Chodzi o to, żeby skierować resztę życia na właściwe tory za pomocą tego, co osiągnę, mając dwadzieścia dwa lata. Żeby następne pięćdziesiąt lat przebiegło pod tym znakiem. Potem mogę umrzeć, mając siedemdziesiąt dwa lata, pomarszczony jak żółw, sikający przez cewnik, i wszystko będzie w porządku. Bo uporządkowałem świat, nie mając zmarszczek i w pełni kontrolując swoje ciało: użyłem go jako narzędzia, żeby rozdeptać wszystkich matołów. Z drugiej strony może być tak, że w przyszłym roku zginę pod kołami autobusu. Powiedziałbyś: "Jaka szkoda!". Wcale nie! Zginałem, ale spójrz, co udało mi się osiągnąć! Moja śmierć nie ma żadnego znaczenia. Bo pokierowałem własnym życiem i nikt nie będzie mógł mi zarzucić, że nie byłem do czegoś zdolny." - s. 94-95

Co bylibyście w stanie zrobić, żeby osiągnąć sukces? Jak wiele wysiłku włożylibyście w realizację planu? Jak szczegółowo zaplanowalibyście każdy krok? Czy bylibyście gotowi coś poświęcić, a jeśli tak, to jak wiele? Jak wielu ludzi zadaję sobie pytanie, jak kreuję własne życie. Z planowaniem nie jestem za pan brat. Robienie listy rzeczy to jedno, realizacja to drugie. Właściwie to lubię powtarzalność, ale w kwestii realizacji planów osobistych zazwyczaj rządzi u mnie chaos. Tylko w pracy jest inaczej, metodycznie. Może to tak naprawdę pozwala zachować w życiu stabilność. Połączenie ładu z chaosem, porządku z roztrzepaniem, znalezienie równowagi między byciem poukładanym a zagmatwanym. 

środa, 19 czerwca 2019

Filip Zawada "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek"



"Nie rozumiem na czym polega problem w znalezieniu odpowiedzi. Życie ma sens, kiedy uważnie poruszamy się między przedmiotami i potrzebami. Kiedy się to zrozumie, zadawanie takiego pytania wydaje się zupełnie nie na miejscu, a podobno to są takie rzeczy, które się nawet filozofom nie śnią. Wniosek jest więc prosty: większość filozofów to tępe kołki i nie mają się co równać z prawdziwymi bękartami, które tak naprawdę są siłą napędową wszechświata, i nie tylko." - s. 173

Nikt tak jak dzieci nie odbiera świata. Nie ma podobnych pomysłów, nie widzi spraw tak prosto i jednoznacznie. Wiara w ludzi i ufność zmienia się z wiekiem. Czasem jednak nie trzeba lat, by wnioski o rzeczywistości i ludziach były głębokie i niezwykle trafne. Widać to u dzieci, które nie mają łatwego i radosnego dzieciństwa. Z jednej strony nie rozumieją pewnych mechanizmów rządzących światem, nie zawsze potrafią sobie wytłumaczyć, czemu ich codzienność jest inna, z drugiej wykazują się niezwykłą dojrzałością jak na swój wiek. Zdają się wiedzieć to, do czego my dochodzimy latami.

piątek, 24 maja 2019

Maria Paszyńska "Owoc granatu. Świat w płomieniach"



"- Akurat o naszych losach zadecydowano za nas... - wymamrotała niechętnie.
- Nie - odparła stanowczo Szirin. - Zadecydowano o miejscu, w którym przyjdzie wam żyć, i okolicznościach waszego funkcjonowania, lecz nikt nie może za was podjąć najważniejszej decyzji: w jaki sposób przeżyjecie to życie, jakkolwiek trudne by było." - s. 120

Są książki, które na zawsze pozostają w nas. Możemy nie pamiętać dokładnie całej fabuły. Potrafić nakreślić jedynie jej zarys, ale nie sposób zapomnieć emocji, które w nas wzbudziła. To właśnie fakt, że zapadła głęboko w serce, zapisała się emocjami w duszy, świadczy o jej sile i niezwykłości. Bo doskonale przecież wiemy, że takie niezatarte wrażenie, którym chcemy dzielić się z innymi, pozostawiają jedynie wyjątkowe historie.

środa, 15 maja 2019

Ursula Dubosarsky "Kuba i Kanga"




"Nigdy przedtem tak się nie czuła. Szczęście. Siła. Wolność. Pędziła dalej w głąb buszu, mijając drzewa i skały. Nie bała się niczego, nawet psów dingo, teraz nic jej nie zrobią. Nie była jeszcze w pełni dorosłym kangurem, ale wiedziała, że jest szybka.



Dingo jej nie dogoni. Nocą busz kipiał różnymi odgłosami. Wyczuwała, że obserwują ją setki par oczu, słyszała bicie tysiąca serc i oddechy wielu istot." - s. 93

Parne, gorące dni. Przepełniony życiem busz. Zieleń wśród której rozbrzmiewa śpiew ptaków, odgłosy zwierząt, szum rzeki. Niemal idylliczny krajobraz Australii, w której ze swoim ojcem mieszka Kuba. Chłopiec prowadzi spokojne, czasem można by rzec, nudnawe życie. Jak sam przyznaje, nie ma nadziei na to, że w okolicy stanie się coś ciekawego. Dni są do siebie podobne, spokojne, nieco senne. Czas umilają mu jego zwierzęcy przyjaciele - pies Bobik, kura Petronela, kot Rik. Są oni świadkami życia bohatera oraz kompanami jego codzienności. 

sobota, 20 kwietnia 2019

Spacerowe rozkminy #14


 


Wielki Tydzień zawsze kojarzy mi się z ciszą. Gdy wychodzę rano z domu zawsze jest spokojnie i cicho. Nawet, gdy ludzie gnają w każdym kierunku, gdy w sklepach gra muzyka, klienci niecierpliwią się w kolejkach do kasy, powroty do domu to często przepychanie się i wysłuchiwanie kłótni, to jednak wewnętrznie jest spokój i cisza. I nawet ta przedświąteczna bieganina spowita jest jakąś aurą, której nazwać nie umiem. 

Doświadczam tych cichych poranków, jak tamten pamiętny, gdy kobiety wyszły do grobu Jezusa i spotkały Anioła. Mam wrażenie, że świat czeka na te dni, które dla mnie mimo swojego piękna i nadziei, jaką niosą, są trudne. Dopiero Wielka Sobota wprowadza ze sobą radość i pozwala odetchnąć. To nie jest łatwy czas, ale czy to, co najważniejsze kiedykolwiek było łatwe? Trudny czas ma swoją wartość i zawsze musi się pojawić.

wtorek, 16 kwietnia 2019

Marta Guzowska "Raj"



"Powoli zbliża się do ognia. Płomienie hipnotyzują, nie może oderwać od nich wzroku. Robi jeszcze kilka kroków do przodu, chociaż czuje, jak skóra na twarzy zaczyna go palić. A potem nagle cały świat staje się czarny". - s. 343

Gdy tylko poznałam nazwę miejsca wydarzeń nowej książki Marty Guzowskiej od razu przypomniał mi się Dante i jego wędrówka. Przejdźmy się zatem alejkami galerii handlowej o szumnej nazwie "Raj", która staje otworem przed żądnymi doznań i zakupów klientami. Zasmakujmy klimatu sobotniego lenistwa przed majowym weekendem. Tego idealnego czasu, by w poczuciu luzu nadchodzących wolnych dni wydać trochę gotówki i wzbogacić się o nowe ubrania, buty, kosmetyki, gadżety. W końcu nigdzie nie trzeba się spieszyć, a Raj przyciąga pięknym wnętrzem oraz luksusem i kusi towarami. Wkroczmy zatem do przybytku konsumpcji, zbytku, żądz i pragnień.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Magdalena Kiełbowicz "Huczy jak w ulu"




"Lubię czytać książki. To moja największa pasja. Dzięki książkom mogę być bardzo daleko, nawet jeśli nie wychodzę z domu. To prawie jak czary! Zaczynam czytać i po kilku zdaniach jestem na pustyni, w lesie, na statku pirackim, w jakimś nieznanym kraju albo na innej planecie. Poznaję nowe miejsca, nowych ludzi i ich przygody. Jasne, że w wyobraźni, ale to bez różnicy, bo śmieję się tak samo, jak śmieję się naprawdę, tak samo się denerwuję i smucę." - s. 45

W życiu czasami jest jak w ulu. Huczy, dzieje się, jest zamieszanie, choć każdy zna swoje miejsce i robi to, co do niego należy. Wszystko jest uporządkowane, ale gdybyśmy spojrzeli z zewnątrz, odnieślibyśmy wrażenie chaotyczności. Zachodzące interakcje nadają miejscu życia, swoistej magii. Szczególnie widać to, gdy jest się dzieckiem ciekawym całego świata.

poniedziałek, 18 marca 2019

Maria Paszyńska "Instytut Piękności"




"Pamięć to przedziwna rzecz. Tak wiele przeżyłam dni, a z większości nie pamiętam nic. Z reszty także pozostały tylko wycinki, strzępki, urywki, przebłyski. Chwile, które tak bardzo chciałam zatrzymać, gdy trwały, rozpłynęły się we mgle, te zaś, które pragnęłabym na zawsze wymazać z pamięci, nie tracąc barw, są wciąż żywe." - s. 216

Zbieram myśli. Wiem, że każde słowo, jakie napiszę, będzie otwierać mnie coraz bardziej. Czuję nieprzepartą chęć opowiedzenia o tej historii, a jednak tli się we mnie jakaś potrzeba nabożnej ciszy, zadumania się nad tym, co przeczytałam, co przeżyłam z tą opowieścią. Jestem trochę jak dziecko, które pragnie mówić, ale i zatrzymać w sekrecie to, co przeżyło.

niedziela, 3 marca 2019

Robert Seethaler "Trafikant"




"Ale w zasadzie naszym przeznaczeniem jest raczej nie wiedzieć dokąd idziemy. Naszym przeznaczeniem jest raczej n i e wiedzieć o tym. Nie przychodzimy na świat po to, by znaleźć odpowiedzi, lecz by stawiać pytania. Można by rzec, że na ślepo wymacujemy drogę w wiecznych ciemnościach i tylko czasem, przy mnóstwie szczęścia, widzimy błysk światełka. I tylko dzięki mnóstwu odwagi lub uporu, lub też głupoty, lub najlepiej dzięki temu wszystkiemu naraz udaje się czasami tu i ówdzie zatknąć własny drogowskaz!" - s. 256

Są książki, na które czeka się naprawdę niecierpliwie. Tak też było i tym razem. Po lekturze "Całego życia" chciałam więcej, pragnęłam znów zanurzyć się w pozbawioną zbędnych słów, esencjonalną, filozoficzno-poetycką prozę Roberta Seethalera. Chciałam chłonąć ją całą sobą.

niedziela, 10 lutego 2019

Spacerowe rozkminy #13




Staram się, by weekendy były dla mnie. To czas na regenerację, czytanie, spacery, spotkania i to, co zostaje gdzieś zepchnięte na bok w czasie tygodnia. W zasadzie zasypiając w piątek, mogłabym nucić "I do południa budzikom śmierć...". Nie nastawiam alarmu, zwalniam, mam czas się wyspać. W tym tygodniu jednak jakoś nie bardzo to wysypianie mi się udaje. Budzę się po szóstej i ze spania nici. Jestem jakaś zabiegana, zmęczona. Nie czytam tego, co chcę, bo całość czasu zajmuje mi przygotowanie się do spotkania, które prowadzę, obowiązki. 

A jednak dziś rano nie czułam się zmęczona. Przypomniałam sobie, jak dobrze jest wstać wcześniej, wyjść na Mszę. Iść ulicami Warszawy, gdy ruch nie jest jeszcze taki duży (część mieszkańców nie wróciła jeszcze z ferii), a spotkanie kogoś na ulicy to nadal wyczyn ;-). Zrobić sobie spacer w drodze do i z Kościoła. Posłuchać dobrego kazania i pięknego śpiewu braci. Wystawić twarz do słońca i nawdychać się zapachu nadchodzącej wiosny.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Georgi Gospodinow "Fizyka smutku"




„Historia, w której czasy się doganiają i przeplatają. Niektóre wydarzenia dzielą się teraz, inne w dalekiej i zapomnianej przeszłości. Przestrzenie także się mieszają, pałace z piwnicami, kreteńscy władcy z tutejszymi pasterzami budują labirynt historii o chłopcu-Minotaurze, póki się w niej nie pogubisz. Opowieść wije się niczym labirynt, więc nie jestem w stanie wrócić po jej śladach, niestety. Historia głuchych korytarzy, nici, które się rwą, ślepych zakamarków i oczywistych niedopasowań. Im bardziej nieprawdopodobna ci się wydaje, tym bardziej jej wierzysz. Blada i prosta linia, tylko tak mogę ją teraz przekazać, bez magii tamtej opowieści, głosi mniej więcej, co następuje.” – s. 14

Wszyscy jesteśmy Minotaurami zagubionymi w labiryncie życia. Błądzimy nie wiedząc, dlaczego świat nas nie akceptuje, czemu natura, którą przyjęliśmy nie spotyka się ze zrozumieniem. Zamknięci uciekamy przez nieznanym. Pragniemy wydostać się na wolność, znaleźć swoje miejsce, zakotwiczyć się gdzieś. Z czasem możemy stać się Tezeuszem, który wyłania się z kolejnego skrzyżowania korytarzy. Tropi potwora, napawającego świat lękiem. Zna go jedynie z legend, ale nie przeszkadza mu to kroczyć na rzeź, której istoty nie rozumie. Nie docieka prawdy, po prostu ma spełnić swoje zadanie. Po lekturze powieści Georgi'ego Gospodinowa zadaję sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje?

czwartek, 31 stycznia 2019

Rebecca Fleet "Zamiana"




"Przez jakiś czas dokarmiam swój gniew, aż zaczyna grozić eksplozją. Gdy dochodzi do tego punktu, znów sięgam po długie, ostre kuchenne nożyce i idę na korytarz. Zdejmuję ze ściany jedną fotografię po drugiej, odchylam haczyki z tyłu i podnoszę szybki. Trzęsą mi się ręce, a moje zadanie wymaga precyzji, więc siadam i czekam na powrót chłodnej koncentracji. Zawężam pole widzenia do zdjęć ułożonych w równych rządkach na dywanie. Podnoszę każde po kolei i nacinam je starannie, wbijam czubki nożyc w jej twarz i zataczam kręgi, aż zupełnie znikną z fotografii." - s. 179-180

Kilka wolnych dni w nowym miejscu, swoboda, odpoczynek, inne środowisko. To miał być naprawdę udany czas. Planów nie brakowało, wyjazd był też swoistym remedium na ostatnie problemy bohaterów, szansą na umocnienie więzi. Dom, choć pustawy i wyglądający na niezamieszkany, prezentował się całkiem dobrze, choć brak osobistych rzeczy wywoływał lekki chłód. Na pozór sterylne i bezosobowe miejsce, kryło jednak pewną tajemnicę. Poukrywane drobiazgi, których postronni by nie zauważyli, były ważnym komunikatem dla Caroline. Przeszłość wróciła z całą siłą, ale kobieta nie wiedziała dokładnie, dlaczego?

piątek, 18 stycznia 2019

o. Adam Szustak "Targ zamknięty. Lekcje Hioba. Droga do zbawienia"

książki z duszą



"Ojcze, jakby ludzie żyli według tego, co ojciec mówi, że Pan Bóg każdy grzech przebacza i strasznie kocha grzesznika, to wszyscy zaczęliby grzeszyć na potęgę. Bo ojciec przecież twierdzi, że nieważne, jak się żyje, nieważne, czy jest się dobrym czy złym i tak Bóg nas wszystkich przyjmie. Tak, tak właśnie głoszę (...)" - s. 91

O Hiobie słyszał chyba każdy, nawet niewierzący. Jego historię przerabia się w szkołach, wierszach, dramatach, dziełach sztuki. Interpretacji jest naprawdę wiele, niektóre moim zdaniem sobie przeczą, być może idą w niewłaściwą stronę, czasem pozostawiają niesmak. Gdy dziś patrzę na tę opowieść, mam wrażenie, że umyka w niej coś, co powinien zrozumieć każdy. Zakryty zostaje najważniejszy sens, podczas gdy na pierwszy plan wysuwają się mniej istotne rzeczy.

wtorek, 8 stycznia 2019

Jakub Małecki "Nikt nie idzie"




"Nie wiedziała, jakim cudem - inni nie zauważali. Podchodził wtedy i opierał jej twarz na tym miękkim, wrażliwym kawałku ciała pomiędzy szyją a mostkiem. Ręce trzymał przy bokach. Miała wtedy ochotę płakać do końca świata. Opierał się o nią jak kłoda, nie człowiek - jak jeden z tych zwyczajnych przedmiotów, które tak lubił." - s. 116

Wszystko zaczęło się od pewnego chłopca-mężczyzny podróżującego komunikacją miejską z balonami. To on nie dał autorowi spokoju. Zadomowił się na dobre w jego umyśle, by pozostać zapamiętanym jako bohater książki. Czy kiedykolwiek dowie się o tym, że był swoistym natchnieniem? Tego nie wiem, być może nie. 

niedziela, 6 stycznia 2019

Spacerowe rozkminy #12




Trochę nie ogarniam noworocznych postanowień, bo nagle wszyscy szaleją, nabierają zapału do zmiany siebie, świata, rzucenia się z motyką na słońce. Pisanie planów a potem zapominanie o nich, chowanie do szuflady, bo zmienia się jedna cyfra w dacie to dla mnie nieco zabawne zjawisko. W pragnieniu zmiany i doskonalenia siebie nie ma nic złego. Nie rozumiem jedynie dlaczego wszyscy jak jeden mąż uparli się na 1 stycznia. Znam teorie o nowych początkach, rytuałach przejścia, znaczeniu nowego startu, tak, ja to wszystko rozumiem, ale jak dla mnie można równie dobrze zacząć 2go, 7go czy 13go stycznia albo każdego innego dnia dowolnego miesiąca. Czekanie na to aż zacznie się nowy rok, to odkładanie rzeczy na wieczne nigdy, bo potem i tak jedynie nieliczni trzymają się tych spisanych na kartkach i w plannerach rzeczy.