poniedziałek, 16 stycznia 2017

Złap się za Słowo - dzień szesnasty




Dzień minął szybko, choć wydawało mi się, że tak nie będzie. Poranek zachwycił mnie pięknym słońcem, mimo że widziałam je krótko. Potem praca i teraz powrót do domu. Trochę śmiechu, trochę nadziei i planów na nieco dłuższy odpoczynek. Ale to dopiero przede mną. Wyciszyłam się nieco ostatnio. Coś się zmienia :).

Jezus proponuje uczniom coś większego niż dotychczas. Będą rybakami, ale nie takimi zwykłymi, od dziś będą łowić ludzi. Oj trzeba się przy tym napracować pewnie jeszcze więcej, bo ryby nie są tak przekorne ;) i nie mają tak dużo do powiedzenia na temat swojej racji. A poważniej, to również ogromny obowiązek, odpowiedzialność za człowieka, którego się pociąga. To sztuka zyskać czyjeś zaufanie. Można zainteresować, zatrzymać na chwilę, ale skłonić do zmiany życia, do postępowania drogą, która wcale nie jest łatwa, wymaga wyrzeczeń, pracy nad sobą. A jednak ci prości ludzie to potrafili. Dlaczego? Myślę, że to wypływało z ich miłości do Jezusa. Nią zarażali i to ona zjednywała im ludzi. 



Siostra Chmielewska pisze, że ci którzy pobłądzili mogą być bliżej Boga, gdyż jest w nich pokora, skrucha, prawda i pragnienie miłości. Może to wynika z oczyszczenia, które przychodzi czasem przez ból. Jest źle, boli i jakoś tak łatwiej uświadomić sobie pewne rzeczy, zrozumieć cierpienie innych ludzi. Łatwiej doświadczyć Bożej miłości, która przychodzi najmocniej, gdy człowiek chciałby się schować w ciemny kąt. Co mną zawsze wstrząsa? Że gdy mi "smutno, duszno i ciemno", gdy coś sknociłam i faktycznie przemykam gdzieś pod ścianami i chowam się po kątach, gdy mi najnormalniej w świecie wstyd, On potrafi pokazać mi ogrom Swojej miłości. I to jest jak kubeł zimnej wody, otrzeźwienie, to rozbraja człowieka doszczętnie. Ja cię kocham, mimo, że zrobiłaś świństwo, mimo, że znów zawaliłaś. Kocham cię i nic tego nie zmieni! I jak tu pozostać obojętnym???

Zmarły ks. Maliński pisał kiedyś, że może będzie taki czas, że nie będziemy mogli popatrzeć na siebie w lustrze, bo zrobimy coś, co by nam zupełnie przez myśl nie przeszło. I takie sytuacje się zdarzają. A Bóg nie odwraca się wtedy do nikogo plecami. Zarzuca wędkę i przyciąga, żeby przytulić. Nie porzuca. Owszem, wszystko ma swoje konsekwencje, ale może czasem faktycznie trzeba palnąć głupotę, żeby namacalnie doświadczyć przebaczenia i miłości? Żeby stać się człowiekiem, tak naprawdę, a nie na papierze czy w swoim mniemaniu. Cierpienie uszlachetnia, a ja powiem, że uczy, otwiera, oczyszcza. Daj się więc złapać na wędkę odpowiedniemu rybakowi, a zobaczysz, będzie pięknie, trudno, ale pięknie :).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz