piątek, 11 września 2015

Szybciej niż prędkość światła do granic wytrzymałości - Remigiusz Mróz "Ekspozycja"



Komisarz Forst po odsunięciu od śledztwa postanowił zacząć współpracę z dziennikarką NSI Olgą Szrebską: „Taki mam plan (…). Jestem gotów ruszyć z tobą ramię w ramię, o ile zagwarantujesz mi, że nie puścisz żadnego materiału bez mojej zgody. (…). Kolejne warunki są natury osobistej. Ale przedstawię ci je, kiedy się lepiej poznamy (s. 37)”.

Wiktor Forst nie sprawia dobrego wrażenia. Współpracownicy nie mają o nim zbyt dobrego zdania, a co dopiero komisarz, którego córkę niewygodny współpracownik uwiódł. Nie mniej jednak trzeba przyznać, że policjant zna się na rzeczy i całkiem nieźle kombinuje. Gdy dostaje zawiadomienie o tym, że na Giewoncie wisi nagi denat ze starożytną monetą w ustach, rusza górskim szlakiem, by odnaleźć prawdę o tym makabrycznym zdarzeniu.

Widok na naczelnym szczycie Tatr wywołuje dreszcze, jednak bohater kontempluje go, starając się ustalić, jak doszło do tego zdarzenia. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to samobójstwo, a jednocześnie nie ma śladów potwierdzających tezę, że ktoś zaciągnął tu zmarłego siłą. Z biegiem czasu pojawiają się kolejne przesłanki. Groza jedynie rośnie, śmierć nie była przypadkowa i krótka, ktoś napawał się jej widokiem i przeciągał męki, tak długo jak to tylko możliwe.

-Ta moneta to ślepy zaułek – skwitowała. – Ktoś, kto zadał sobie tyle trudu, nie zostawiłby w gardzieli trupa poszlaki, która może do niego doprowadzić. To tylko podpis. Makabryczny, ale wciąż tylko podpis. (s.37)

Olga Szrebska przystaje na warunki współpracy. Zaczyna prywatne śledztwo z odsuniętym z niewiadomych przyczyn od postępowania policjantem. Czyjeś niejasne posunięcia zataczają coraz szersze kręgi. Działanie tajemniczej osoby błyskawicznie zagęszcza sytuację, a to dopiero początek problemów w prawem…

Szaleńczy bieg ku tarapatom

Rozmowa ze znanym profesorem nie wyjaśnia wiele. Do tego policja zaczyna poszukiwać Forsta. Szrebska i Wiktor starają się zgubić nadciągający pościg i samodzielnie dokończyć śledztwo. Trafiają do lasu, gdzie babinka-poczciwinka dzięki naczelnemu radiu Polski wzywa posiłki, a następnie ulega genialnej manipulacji policjanta. Dalszy bieg wypadków to ekstremalnie karkołomny sport obejmujący pościgi, łapanki, tortury, rozmowy przez skype’a z uznanym uczonym, tajemnice, uwięzienie, sprawę sądową, pobyt w najgorszym z możliwych więzień, bijatyki, rozmowy z adwokatem, ucieczki, współpracę z ministrem.

- Teraz pozostawało tylko unieruchomić alfę i jak najprędzej się stąd oddalić. Przestrzelenie opon nie wchodziło w grę – takie bzdury działały tylko na filmach. Guma była gruba i potrafiła odbić nawet pocisk. By ją przebić, trzeba było trafić pod dobrym kątem lub w odpowiednie miejsce, gdzie bieżnik był najcieńszy. Albo mieć coś ostrego. (s.81)

Bohaterowie zostają rozłączeni, od tego czasu akcja będzie przez dużą część toczyć się w dwóch rożnych miejscach. Spotkania z adwokatem i rzeczywistość więzienna. Dwa całkiem absurdalne światy, do których trafiają w wyniku tego, że ktoś nie potrafi słuchać. Nagłe zwroty akcji postępują jeden po drugimi. Ciągłe problemy zdają się nie mieć końca, adrenalina rośnie z każdą sekundą, serce bije coraz szybciej i mocniej, tętno i ciśnienie krwi wzrasta, zęby zaczynają nerwowo szczękać, drżą ręce a gdy już wydaje się, że po wszystkim, że będzie spokojniej, czytelnik dostaje obuchem w głowę. Nie mój drogi, to dopiero początek, zdaje się mówić Autor. I tak, pędzi się za bohaterami zostawiając daleko za sobą światło, bo przy tym, co dzieje się w tej książce prędkość światła, wydaje się zaledwie powolnym spacerkiem.

Poszlaki, z początku wydarzeń, nabierają nowych znaczeń. Trop wzbogaca się, ale jednocześnie nie zostaje wyjaśniony do końca. Dochodzą nowe okoliczności, które rzucają na morderstwa, bo tak moi drodzy, trupów przybywa, ścielą się gęsto nie tylko przez mordercę, całkiem inne światło. Ofiar pozornie nic nie łączy, brak jakichkolwiek pomysłów, ale z biegiem czasu, coś zaczyna się klarować. Autor zdumiewa. Każe czytelnikowi kroczyć ścieżką wątku religijnego, historycznego, osobistą tragedią. Tajemnicze monety, stare rękopisy, okrutna karta z polsko-ukraińskiej historii, a w tym wszystkim bohaterowie, którzy zostali wrzuceni wprost w ocean, a nie na głęboką wodę. Aurę tajemniczości dopełniają krótkie odniesienia do pewnego starca, który zdaje się znać rozwiązanie tajemniczych morderstw i nic z tym nie robi…

„Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz” – Tadeusz Boy Żeleński :-)

Postaci w „Ekspozycji” jest wiele i Remigiusz Mróz zadbał, by były dopracowane, szalenie realne, żywe, ekspresyjne i ciekawe. Wiktor Forst powala swoim urokiem i ciągłym nagabywaniem Szrebskiej. Jego ironiczny ton i żarty, nawet w najmniej spodziewanych chwilach po prostu powalają. Jest niezwykle inteligentny, trzeźwo ocenia sytuacje i w myśl swojej zasady „by gasić trwające pożary i nie przejmować się tymi, które dopiero wybuchną” (s.108) odnajduje zawsze jakieś rozwiązanie problemu, nawet gdy wydaje się to niewykonalne. Jest w nim jednak pewna mroczniejsza struna, której nie poznajemy do końca…

-Gdybym miała obsadzać kogoś w roli Jamesa Bonda to obsadziłabym Wiktora Forsta – przyznaje blogerka Ewelina ze Spaceru wśród słów – choć, nie to byłaby ujma dla tego człowieka, bo Bond to pikuś przy Forście. Takich mężczyzn nam trzeba, silnych, nieprzewidywalnych, a jednak potrafiących się zachować.

Policjant jednak ma swoje słabości. Zostaje poddany przeróżnym próbom, które wpływają na jego psychikę. To człowiek, który zmienia się w czasie trwania akcji. Doznaje wielu krzywd, które odbijają się w jego duszy. Nie jest to postać statyczna. Wiktor nie tyle dojrzewa, bo jest ukształtowanym człowiekiem, co przechodzi przemianę, po wydarzeniach i czynach, które musi popełnić, ale odnosi się wrażenie, że wychodzi z tego cały, choć zakończenie mocno sugeruje nadciągającą ciemność.

Olga jest jego doskonałym uzupełnieniem. Twarda, nieustępliwa, nieufna wobec szaleńczego i nieobliczalnego partnera, z czasem przywiązuje się do niego, choć stanowczo temu zaprzecza. Los łączy ich a nawiązana współpraca owocuje nicią sympatii. Ten niezwykły duet jest po prostu wybuchowy i kibicowałam mu przez całą książkę.

„Zastrzelić łatwo, podłożyć ładunek wybuchowy łatwo, pewnie nawet zadźgać kogoś łatwo. Ale żeby zatłuc na śmierć? Trzeba być wyjątkowo zdeterminowanym”. (s.310)

Pod względem językowym „Ekspozycji” nic nie można zarzucić. Wszystko jest tu przemyślane. Język jest dostosowany do postaci, miejsc, sytuacji. Kiedy trzeba Remigiusz Mróz serwuje brutalność, innym razem ironię, humor czy encyklopedyczną wiedzę. Nie ma tu pustosłowia. Rozdziały są klarowne, przemyślane, akcja urywa się w najciekawszym momencie i  czytelnik zostaje przeniesiony do kolejnej odsłony historii, by tylko wzmocnić w nim uczucie napięcia i oczekiwania. Autor niczym wirtuoz prowadzi akcję i czytelnika, wodzi go za nos, doprowadza na skraj wytrzymałości czytelniczej, by potem z uśmiechem i gracją, powiedzieć „mój drogi, wszystko jeszcze przed tobą”. Czytając tę książkę, nie można czuć się bezpiecznie, ale historia tak wciąga, że nie sposób oderwać się od niej. Jest niczym narkotyk, którego ciągle mało, a gdy dochodzisz do końca…, chcesz więcej.

-Przyznam, że zakończenie było dla mnie totalnym zaskoczeniem a zarazem złamało mi serce. Nie tego się spodziewałam! Miałam ochotę tupać, krzyczeć, rzucać książką, zrzucić ją z Giewontu a jednocześnie błagać o więcej. Tak nie można robić z człowiekiem!!! – płacze wspomniana blogerka.

Jeśli zatem macie na tyle odporności psychicznej, nie boicie się doskonale prowadzonej akcji, która wzniesie was na wyżyny odporności psychicznej, nie pozwoli ruszyć się z fotela do końca, będzie przerażać, bawić, zadziwiać, wodzić was za nos. Jeśli jesteście na tyle odważni, by zmierzyć się z prawdziwą literaturą w najlepszym wydaniu, przygotujcie zapas kawy, herbaty, kanapki, koc, żarówkę i wygodny fotel i powędrujcie od szlaku na Giewont, przez Polskę, Białoruś, Rosję, po mroczne miejsca w historii i ludzkiej duszy. Ja gorąco polecam!!!


Remigiusz Mróz, Ekspozycja, t. 1., wyd. Filia, Poznań 2015.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz