sobota, 8 sierpnia 2015

Kwadrans uważności - dzień szósty - BICIE SERCA

Kiedy przeczytałam dzisiejsze ćwiczenie nie wiedziałam, co z tego będzie. Wszystko brzmiało trochę abstrakcyjnie, może też z racji tego, że jestem po wczorajszym dniu strasznie zmęczona a za oknem mamy klimaty afrykańskie, co powoduje jedynie senność ;-). 

Serce jak większości nierozerwalnie kojarzy mi się z miłością, ale nie z walentynkami lecz z uczuciem, którym darzymy innych. I nie dziwi mnie to, co pojawiło się w moim umyśle. Zaczęłam po kolei. Starałam się wyczuć swój puls na szyi i na nadgarstku, ale było ciężko. Był słaby i pomagałam sobie wyobraźnią, która podpowiadała mi jak naczynia krwionośne pracują, transportując moją krew po organizmie. To był akurat trudniejszy etap zadania. Następnie skupiłam się na biciu serca i tu nagle wszystko stało się jaśniejsze. Czułam i słyszałam je wyraźnie (tak, nawet w mieście zdarzają się ciche popołudnia :-) a ja dzisiaj takie miałam). Skupiłam się zatem na tym wewnętrznym głosie i nagle stał się on głośniejszy. Tego się nie spodziewałam, ale mocno dudnił mi w uszach, co tylko uwydatniała cisza wokół. Nie podejrzewałabym nigdy, że ten dźwięk może być aż tak donośny. To coś zupełnie innego niż bicie uspokajającego się po wysiłku serca, może dlatego moje zaskoczenie było tak duże. Ciało podążało za moim zadaniem, gdyż miałam wrażenie, że odczuwam lekkie drżenia spowodowane każdym uderzeniem. I właśnie to było dla mnie największą niespodzianką, ponieważ podczas spokojnego popołudnia, siedząc bez ruchu na łóżku, jeszcze nigdy nie odczułam tak mocno pracy serca.

Nie zdziwiło mnie, że wsłuchując się w jego głos, zaczęłam myśleć o wszystkich bliskich mi osobach. Pojawiły się piękne i radosne wspomnienia, ale także to, co jest trudniejsze. Trochę tęsknoty, smutku i inne uczucia. Z pewnymi osobami jest to przecież nierozerwalnie związane. Tym razem jednak nie kontrolowałam niczego, chciałam, by moje myśli płynęły wolno i swobodnie, nawet gdy niekoniecznie nastrajały mnie optymistycznie. Skoro postanowiłam posłuchać, co moje serce ma mi do powiedzenia, to należało to zrobić porządnie. Dzięki temu łatwiej będzie mi uporządkować pewne sprawy, bo nie wszystkie wydawały się oczywiste. Nad pewnymi rzeczami trzeba się będzie jeszcze zastanowić. 

Po raz pierwszy mogę napisać, że naprawdę całkowicie wgryzłam się w ćwiczenie. Od początku pracy z "Kwadransem uważności" nie doznałam niczego tak dogłębnie, choć pewne zadania były bardzo intensywne i pozwoliły mi lepiej zapoznać się z moim odczuwaniem. Dziś jednak mogę śmiało powiedzieć, że wsłuchałam się w siebie. I znów dowiedziałam się czegoś nowego :-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz