piątek, 7 sierpnia 2015

Kwadrans uważności - dzień piąty - SMAK

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy to, co dziś jadłam mi smakowało, powiedziałabym, że tak. Jednak gdyby kazał mi opisać smak potraw, byłoby ciężko. Jest jakaś prawda w tym, że żyjemy w świecie "fast". Wszystko ma być szybko. Gubimy piękne chwile, nie celebrujemy życia. Lubimy dobre jedzenie, piękną muzykę, świetne filmy, ciekawe książki, ale czy tak naprawdę odczuwamy to, co tak lubimy? 

Cały dzień w zabieganiu. Dużo do zrobienia w pracy, kilkanaście godzin poza domem. Zmęczenie, ograniczony czas, obowiązki, gonitwa myśli. W końcu wieczór. Wracam do domu i siadam do ćwiczenia. Przygotowuję sobie sok pomarańczowy i pomarańczę. Czytam zadanie i zaczynam. Pierwszy łyk. Jest zimny, orzeźwiający i przyjemny zwłaszcza w ten duszny wieczór. Powoli delektuję się nim i pozwalam sobie poczuć jak wędruje przez mój organizm. Nigdy tego nie robiłam, nie zastanawiałam się nad tym, jaki to ma na mnie wpływ. Jedzenie miało być zdrowe i dobre. Miało mi smakować, ale fakt, nie zawsze czułam, że mam z niego przyjemność. Nieraz wszystko było w biegu. Byle smaczne, ciepłe i szybko. Tym razem mam czas. Siedzę sobie z moim sokiem i czuję go, tak jak czuje się wodę gaszącą pragnienie w upalny dzień. Dobrze mnie to nastraja.

Czekam, smak pozostaje na bardzo długo. Aż dziwię się tym. Zazwyczaj działam szybko. Tym razem wszystko na spokojnie. Nie spieszę się, ale muszę ciągle pamiętać o tym, by trwać w tym doświadczeniu, a nie jak zwykle prędko pić i koniec. Czy ja wszystko robię w takim tempie? Sączę (tak, to dobre słowo) sok dalej. Czuję cierpki smak pomarańczy, lekko szczypiący, ale im dłużej mam z nim do czynienia, tym wyraźniej odczuwam słodycz tego napoju. Sok jest cieplejszy, śmiem twierdzić że nieco aksamitny. Czuję smak coraz dłużej między łykami. Jest mi dobrze, mogłabym zasnąć. Wszystko wokół jest ciche, ja wyciszam się dodatkowo tym ćwiczeniem. Mam zamknięte oczy, skupiam się na doznaniach, na tym, że to co dotychczas smakowałam wydaje mi się nikłe, blade, moje odczuwanie było połowiczne. Czy gdybym miała choć kilka minut więcej byłoby inaczej?

Może to sprawka zmęczenia, a może powoli uczę się skupiać, ale poza nielicznymi myślami związanymi z pracą, nic nie zaburza mojego ćwiczenia. Łatwiej mi się wczuć w zadanie, bo po godzinie 22 nie śmiem mówić o koncentracji ;-). Mało mnie jednak odrywa od sedna zagadnienia. A może to zasługa tego, że doznanie jest dość mocne?  Myślę o moim doświadczeniu i dochodzę do wniosku, że chcę czuć więcej, chcę choćbym miała wstawać wcześniej, nie przełykać, ale delektować się, smakować posiłki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz