niedziela, 13 lipca 2014

Zapach orientu – Elif Safak „Bękart ze Stambułu”


"Deszcz i smutek są do siebie podobne: człowiek obu próbuje unikać, chce być bezpieczny i suchy, ale w razie niepowodzenia zaczyna w końcu widzieć zjawisko nie jako sekwencję osobnych kropel, lecz nieprzerwaną kaskadę, i wtedy stwierdza, że właściwie może zmoknąć".


    Lubię, kiedy znajomi podrzucają mi coś do czytania, ponieważ każdy ma inny gust, a przede wszystkim nie jest możliwością ogarnięcie wszystkich ciekawych i wartych naszej uwagi książek. Dzięki takiej pomocy można wzbogacić swój literacki świat. „Bękart ze Stambułu” był propozycją, którą zasugerowała mi koleżanka ze studiów - Aneta wielkie dzięki.

   Mamy więc historię, która rozpoczyna się pewnego deszczowego dnia, by potem nabrać rozmachu. Niesamowity klimat wschodniej kultury, trudny wątek historyczny, tyle jedzenia, że człowiek robi się głodny i ma ochotę powiedzieć, ej zaproście mnie do stołu, też chcę spróbować tego wszystkiego i dwie niesamowite rodziny, których losy są ze sobą związane, choć wszystko okryte jest mgłą tajemnicy, tak w skrócie można opisać dzieło Elif Safak.

   Kobiety z rodziny Kazanci to nie tylko silne, ale powiem szczerze oryginalne osobowości. Każda z nich jest jak dla mnie nieco zakręcona J. Za to Czachmaczianowie to przywiązani do historii i pielęgnujący swoją niechęć do Turków Ormianie. W Turcji poznajemy dobroduszną Mateńkę, istnego generała – babcię Gulsum, która bez większych trudności wygrałaby każdą wojnę i postawiła do pionu wszelką istotę, Zelihę, młodą wyzwoloną kobietę, która żyje na swój sposób, niekoniecznie rozumiany przez rodzinę, jej córkę Asyę, nihilistkę, kobietę wyzwoloną, zagubioną, ale i pragnącą poznać swoje korzenie oraz jej ciotki. W domu pań Kazanci nie ma mężczyzn, gdyż nad rodem ciąży tajemnicza klątwa, która wybija męskich potomków i w ogóle wszystkich mężczyzn wżeniających się w rodzinę. Z tego powodu pod jednym dachem spotykamy wdowy, kobiety samotne z wyboru lub porzucające swoją rodzinę. Niektóre silne i niezależne, nieugięte i pewne siebie, inne zagubione, zbuntowane, uduchowione czy po prostu lekko „stuknięte” jakby powiedziała Asya. Jedynym żyjącym mężczyzną jest syn Gulsum, Mustafa, który od lat przebywa w Stanach i zdaje się nie pamiętać o swojej rodzinie w Turcji. 

    Z drugiej strony mamy Armanusz, Ormiankę żyjącą w USA, której przemiłe ciotki zrobią wszystko, by zeswatać ją z jakimś chłopakiem, gdyż dziewczyna ma jedną dziwną i niemiłą przypadłość, zdaje się bardziej lubić książki niż chłopców. Jak na rasowego mola przystało, bohaterka jest nie tylko inteligentna i oczytana, ale wszystkie wolne pieniądze przepuszcza na książki J. Jest zmęczona staraniami rodziny, chodzeniem na zaaranżowane randki i odnoszę wrażenie, potrzeba jej trochę więcej stanowczości. Głowę Armanusz zaprząta również podejście jej rodziny do Turków. 

    Obie dziewczyny, Asya i Armanusz spotykają się, gdy pierwsza z nich, przyjeżdża do Stanów, by spróbować poznać prawdę o przeszłości rodziny. 

    „Bękart ze Stambułu” obfituje w ciekawe zdarzenia, piękny język, niemal namacalny wschodni klimat, ogromne ilości jedzenia, którymi można wyżywić wojsko, spojrzenie nieco inne niż nasze europejskie, dywagacje o życiu oraz historyczny wątek trudnych relacji Turecko-Ormiańskich, które jak dla mnie zakończyły się bardzo mądrym wnioskiem bohaterów. Wszystko to składa się w magiczną całość, która całkowicie mnie pochłonęła. Wszystkim mającym trochę wolnego czasu na czytanie, gorąco polecam!!! 


Elif Safak, Bękart ze Stambułu, przeł. Michał Kłobukowski, wyd. Literackie, Kraków 2010. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz