czwartek, 24 lipca 2014

Ło matko… ;-) – „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E.L. James oraz „Czarny Książę” Katarzyna Michalak



   Tym razem będzie hurtowo, bo o tych książkach można powiedzieć niewiele i niech tak zostanie ;).

Sięgnęłam po „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, bo zastanawiałam się, o co całe halo. Skąd taki pęd do czytania, co jest w tej książce, że gdziekolwiek bym się nie obróciła to albo widzę reklamy, albo słyszę jakieś fragmenty w radiu albo ktoś mi o niej mówi. Postanowiłam więc na własnej skórze sprawdzić, z czym to się je. Zaczęłam czytać i…

Cóż…, poza tematem erotycznym, który może zainteresować niektórych, nie dostrzegłam w tej książce nic. Fabuła niezbyt ciekawa, bohaterowie papierowi - bogaty, skrzywiony chłopiec, który wyrósł fizycznie na mężczyznę, bo emocjonalnie to do końca nie jestem o tym przekonana oraz niezwykle naiwna, denerwująca, dziecinna bohaterka, która pragnąc księcia z bajki, dostaje pana i władcę, który ma jej rozkazywać. Co mnie dziwi? Jak łatwo przychodzi jej odrzucanie przebłysków logiki i brnięcie w sytuację, która niedoświadczoną dziewczynę raczej bardziej przerazi niż pociągnie, zważywszy, że bohaterka była mało zainteresowana sprawami seksualnymi. Anastazja niby inteligentna i oczytana, a idzie ślepo za człowiekiem, którego kompletnie nie zna i pozwala mu na przekraczanie granic, o których istnieniu nie miała zielonego pojęcia. Bardzo łatwo przychodzi jej podejmowanie decyzji, które wymagają zastanowienia się i czasu. Właściwie to najpierw robi, a potem myśli, co w połączeniu z jej „święty Barnabo” i odnośnikami do wewnętrznej bogini, czyni ją po prostu śmiesznym dzieciakiem.

Nie ma zielonego pojęcia, kim jest Christian i co może jej zrobić, ale co tam. Podpisze mu umowę, bo przecież te jego hipnotyzujące oczy, ciekawość i rosnące pożądanie wystarczą za wszystko. I jeszcze będzie zachwycona, ona która pragnie uczucia, a dostaje jedynie kontakt fizyczny i zgadza się na to. Bo co by nie mówić, uroczy i pociągający Christian, może złym człowiekiem nie jest, ale uczuciowo zatrzymał się na poziomie makreli J. Z całym szacunkiem dla autorki, ale mało przekonujące to wszystko. Tak więc mamy dużo erotyki, brak ciekawych zdarzeń, obsesyjne przygryzanie wargi, dwoje mocno niewyżytych ludzi, masę paplaniny, którą trzeba zapełnić strony książki i dość kiepski język. Jak dla mnie, poza wątkiem erotycznym, nie rozumiem, co mogłoby w tej książce jeszcze przyciągnąć uwagę. Więc szczerze? Jeśli ktoś chce się odmóżdżyć, czy odpocząć po ciężkim dniu, owszem bardzo dobra lektura (pod warunkiem, że jest się odpornym na irytację, jaką wywołuje Anastazja), ale dla wszystkich bardziej wymagających literacko raczej nie polecam. Owszem, byłam ciekawa, czy coś się w bohaterach zmieni, czy przejdą jakąś metamorfozę, ale kiedy dostałam w łapki drugą część, nawet jej nie ruszyłam, po prostu „nie urzekła mnie ta historia”.

Kiedy już myślałam, że Greyopodobnych lektur, które wyrastały jak grzyby po deszczu nie znajdę raczej w rodzimej literaturze, nie zawiodłam się J! Czytając „Mistrza” Katarzyny Michalak, choć brakowało mi w nim rozwinięcia tematu w wielu miejscach, całkiem miło spędziłam czas, więc byłam ciekawa nowej książki autorki. O zgrozo…, nie spodziewałam się, że dostanę coś jakby połączenie słabego kryminału z Greyowym umiłowaniem do igraszek…

Smutne jest to, że już po samym krótkim wpisie blogerki zamieszczonym na okładce, która stwierdza, że czytelnik będzie zaskoczony osobą, która morduje młode kobiety i po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, człowiek jest pewien, o kogo chodzi i zero zabawy z wodzeniem czytelnika za nos i zmuszaniem go do kombinowania. Pomijam, że bohaterowie nie są za bardzo ciekawi. Konstancja jest oczywiście tak piękna, że ludzie oczu od niej oderwać nie mogą, mężczyźni ślinią się na jej widok, kobiety chętnie by jej wbiły nóż w plecy, a ona cicha, nieświadoma swojej urody od razu zdobywa zainteresowanie Maksa, zwanego czarnym księciem. Dodajmy do tego wyrodnego ojca, wyrachowaną ciotkę, która chce sprzedać dziewczynę niczym kawał mięsa, momentami nawet całkiem inteligentnego inspektora Paula i mamy „Czarnego Księcia”. Pomijam fakt, że można zwątpić, kiedy do głównej bohaterki dobierają się niemal wszyscy, od służącej, przez ciotkę po Maksa, a nawet inspektor ma na nią ochotę, choć tu akurat Konstancja gra pierwsze skrzypce. Jednym słowem wielkie halo wokół jednego dziewczęcia, które moim zdaniem nie jest warte całego zamieszania i wątek kryminalny, za łatwy do rozwikłania dla kogoś, kto lubi kryminały i zagadki.

Rozumiem, że autorka chciała dobrze, ale powiem szczerze, tym razem nie wyszło. Historia jest banalna, jej rozwiązanie jasne jak słońce, więc przychodzi czytelnikowi bajecznie prosto. Wątek erotyczny jest niesmaczny, sam język powiem szczerze, jakoś nie kojarzy mi się z Panią Michalak. Czasami miałam wrażenie, że to książka całkiem innej osoby. Jedyną zaletą „Czarnego księcia” jest to, że szybko się go czyta, więc nie straciłam dużo czasu, ale ogromnie się zawiodłam na tej historii, która miała być ciekawa, a powiem szczerze, jest słabsza nawet od „Greya”.

E. L. James, Pięćdziesiąt twarzy Greya, tłum. Monika Wiśniewska, wyd. Sonia Draga, Katowice 2012.
Katarzyna Michalak, Czarny Książę,  seria z tulipanem, Poznań 2014.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz