wtorek, 11 sierpnia 2015

O Kopciuszku inaczej - Marissa Meyer "Cinder"



" - Wiem, że to bardzo zły moment, ale wierz mi, że moim postępowaniem kieruje tylko instynkt samozachowaczy. - Gwałtownie wciągnął powietrze. - Czy zechciałabyś pojawić się na balu jako mój osobisty gość?" - s. 187


   Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam baśnie. Chyba jakieś dwa lata temu, jak nabrałam ochoty na to, by przypomnieć sobie "Królową śniegu". Kiedy o nich myślę, przypomina mi się dzieciństwo i mama trzymająca w rękach jeden z tomów "Baśni" Andersena. Pogodne wieczory, gdy przenosiłam się do świata fantazji i pięknych historii. 

   Tym razem sięgnęłam po nieco inną książkę. Zastanawiam się czy mogę napisać reinterpretację baśni o "Kopciuszku". Bo poza samą osią, kręgosłupem, jest to całkiem nowa historia. Przejdźmy zatem do sedna. Linh Cinder jest nastoletnim cyborgiem, który znany jest z tego, że potrafi naprawić wszystko. Ma sławę najlepszego mechanika w Nowym Pekinie, tworze który pojawił się po czwartej wojnie światowej. Przyszłość kreowana przez autorkę nie napawa optymizmem. Ziemia jest doświadczona kolejnymi konfliktami zbrojnymi, po których świętuje się pokój, ludność jest dziesiątkowana przez tajemniczą chorobę Leutomosis, na którą nadal nie wynaleziono lekarstwa, a nad zjednoczonymi siłami błękitnej planety, które są mniej niż małe ciąży groźba ataku ze strony Lunarów. Pomimo doskonale rozwiniętej technologii, która potrafi ratować ludzkie życie, przemieniając człowieka w pół maszynę, Ziemia jest planetą, której się nie wiedzie. Ludzie lękają się tajemniczej zarazy, która atakuje znienacka i zmusza ich do izolowania ognisk zarażeń, a co za tym idzie zmniejszania powierzchni życiowej. Nowy Pekin to miejsce, w którym jedno lokum wyrasta na drugim, a ludzie zdają się żyć nie obok siebie, ale niemal na sobie. Władcy wszystkich państw, a właściwie to lepiej byłoby powiedzieć kilka osób rządzących, żyją w strachu przed mieszkającą na Księżycu rasą, która potrafi sterować ich zachowaniem. 

   W takiej rzeczywistości przyszło żyć Linh. Dziewczyna pewnego dnia została adoptowana i znalazła się w domu Ardi Linh, która delikatnie rzecz ujmując nie zapałała do niej sympatią. Traktuje podopieczną jak zwykłą maszynę, która ma po śmierci męża utrzymać ją i dwie jej córki. Do tego ciągle wypomina głównej bohaterce, że nie jest człowiekiem. Mamy zatem złą macochę, ale rodzina nie jest taka jak z bajki. Jej dwie siostry są swoimi przeciwieństwami. Co prawda obie nie robią nic poza spędzaniem czasu na bezproduktywnym siedzeniu w domu i bawieniu się oraz czytaniu informacji o celebrytach, ale podczas gdy Pearl jest złośliwą i wredną jędzą, Peony można nazwać przyjaciółką Linh. Inną powiernicą i towarzyszką nastolatki jest robot Iko, który jest całkiem charakterny i marzy o księciu Kaiu podobnie jak wszystkie dziewczyny w Nowym Pekinie. 

   Ten pożądany młodzieniec pewnego dnia zjawia się u Cinder ze swoim zepsutym Androidem. I tak zaczyna się historia, pełna wydarzeń, tajemnic i emocji. Bohaterka bowiem nie pojawia się ni stąd ni z owąd na balu, ale utrzymuje realną relację z następcą tronu. Gdy jej siostra zapada na Leutomosis, Linh zostaje oddana przez swoją prawną opiekunkę jako królik doświadczalny na testy nowych leków. Jak okazuje się niezwykła? Przeczytajcie sami. Powiem tylko, że "Cinder" nie jest historią całkiem baśniową. Nie znajdziecie bowiem idealnego balu, olśniewającego romansu, ale pełną trudności i niedopowiedzeń historię. 

   Bohaterowie nie są papierowi, ale realni do bólu. Cinder mimo swoich mechanicznych części aż kipi od emocji, choć nie zawsze może je uzewnętrznić. Czuje się wyobcowana nie tylko przez to kim jest, ale przez swoje pochodzenie. Nie ma wspomnień, nie pamięta rodziny. Marzy jedynie o tym, by zacząć nowe życie, w którym nie będzie niczyim służącym. W relacji z księciem jest ostrożna, kontroluje się, wiedząc, że ujawnienie prawdy o jej naturze nie skończy się niczym dobrym. Kai również jest bohaterem niejako tragicznym, który został postawiony niemalże w sytuacji bez wyjścia. Doskonale wie, że w trudnych czasach, w jakich przyszło mu żyć, każdy wybór pociągnie za sobą ofiary. Choć jest najbardziej pożądaną partią w Nowym Pekinie, nie wykorzystuje sytuacji. Odnosi się wrażenie, że pragnie normalnego traktowania, zwykłej ludzkiej sympatii i miłości. W końcu królowa Levana. Tajemnicza postać, która wzbudza skrajne emocje. Z jednej strony jest znienawidzoną i odrzucającą postacią, która nie zna żadnych uczuć, z drugiej dzięki swojemu czarowi kreuje się na pociągającą, uroczą piękność, której nie sposób nie kochać i nie ufać. Jaką rolę odegra Cinder w życiu tych dwóch monarchów? Czy uda się na bal organizowany przez księcia i przyczyni się do znalezienia leku na przerażającą chorobę? 

   Przyznam, że czytając "Cidner" całkowicie wciągnęłam się w historię i zadomowiłam w świecie stworzonym przez Marissę Meyer. Żywa, energiczna i ironiczna Cinder oraz dobroduszny Kai wzbudzili we mnie sympatię. Pojawiające się podczas lektury pytania podsycały ciekawość, a lekki klimat baśniowości sprawiał, że książkę czytało się z rosnącą przyjemnością. Pisana prostym językiem, wypełniona tajemnicami oraz dużą dawką emocji lektura, była tym ciekawsza, że znacząco odbiegała od baśni o "Kopciuszku". I tu tkwi jej siła. Nie była to opowiedziana po raz kolejny tylko na nieco innym tle znana już historia, ale całkiem nowa fabuła stworzona przez autorkę, która wykorzystała jedynie szkielet baśni, by zbudować oryginalną i porywającą treść. Czy wprowadzenie dużej dawki technologii, przybyszów z innej planety, dziesiątkującej rodzaj ludzki choroby i rzeczywistości po kolejnych światowych konfliktach nie było zbytnią przesadą? Myślę, że nie. Książka zyskała dzięki temu inne tło, pojawiło się więcej wątków, a cała historia tylko zyskała na intensywności. 

   Przyznam, że czekam aż dorwę się do kontynuacji, ponieważ ciekawią mnie dalsze losy Linh i całego jej świata. Zaczynając czytać, zastanawiałam się, czy nie jestem za stara na tę lekturę, ale śmiało mogę powiedzieć, że może się w niej odnaleźć zarówno młodszy jak i starszy czytelnik, bo każdy czytał kiedyś baśnie. Miło zatem powrócić do starych czasów i dać się zaskoczyć, całkiem nowym ujęciem historii z przeszłości :-).


Marissa Meyer, Cinder. Saga księżycowa, t.1, przeł. Dorota Konowrocka, wyd. Egmont, Warszawa 2012. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz