wtorek, 17 kwietnia 2018

Szymon Żyśko "Po tej stronie nieba. Młodzi święci"

z cyklu Książki z duszą



"Im trudniej ci dostrzec w bliźnim przyszłego świętego, tym większe prawdopodobieństwo, że jego życie skrywa prawdziwe perły." - s. 126

Zacznę od tego, że żałuje, że nie znałam treści tej książki, w niedzielę, gdy byłam na spotkaniu z autorem. Usłyszałam o niej od Eryka z bloga "Przez pryzmat wiary" (zaglądnijcie do niego, pisze dobre i mądre teksty), a potem powiedział mi o niej Michał z Wydawnictwa WAM (dziękuję :) Michał). Zaczęłam czytać czekając na spotkanie Łobuzów. I wiedziałam już, że to będzie coś naprawdę dobrego.

Czym jest świętość? Mówi się o niej w Kościele przecież niemal cały czas. Chyba ciężko byłoby mi zliczyć, ile razy w życiu słyszałam, że mam być święta. Czy mnie to jednak pociągało? Dziecko ma w głowie obraz aniołków, radości, spokoju, jakiegoś pięknego miejsca i tego, że ludzie podziwiają osobę wyniesioną na ołtarze. Mówi mu się o dobrych czynach świętego, który jawi się jako duchowy superbohater, ale bez wielkich przygód. Gdy ma się naście lat i czyta książki o osobach, które powinniśmy naśladować włącza się coś, o czym już na pierwszych stronach pisze autor, czyli dystans i brak zainteresowania. To nawet nie kwestia dzisiejszego świata, który jest całkiem inny, niż gdy ja byłam nastolatką. Nikt nie uwierzy, że młody człowiek zafascynuje się postacią, o której pisze się, że modliła się od rana do wieczora, czekała na cierpienie, męczeństwo czy śmierć. Po prostu nie. Na człowieka, który przyjmuje ciężkie doświadczenia z pogodą ducha, pokojem i zachowuje radość można patrzeć z podziwem, ale nie chce się go naśladować. Ludziom kojarzy się to bardziej z rezygnacją. Święci przywodzą na myśl cierpiętnictwo i pragnienie opuszczenia tego świata. A przecież nastolatkowie chcą żyć, spełniać swoje marzenia, plany, cieszyć się każdym dniem. 

Szymon Żyśko pokazuje całkiem inną stronę świętości, która z dawną hagiografią niewiele ma wspólnego. Pisze o postaciach, w większości mi nieznanych. Słyszałam zaledwie o czterech bohaterach. Pokazuje na kartach ludzi z jednej strony niesamowitych, pełnych energii, życia, radości, z wielkimi talentami, ogromnie inteligentnych i zdolnych do wielkich rzeczy, z drugiej tych zwykłych, którzy żyli po prostu dobrze i to właśnie stanowi ich piękno. Czytelnik poznaje Stanisława Kostkę, który tak zafascynował się jezuitami, że zapragnął spędzić całe życie w zgromadzeniu. Nie zawahał się postąpić wbrew woli rodziców, uciec i dopiąć swego czyszczeniem toalet, ciężką fizyczną pracą i gorliwością. Nie przywykł do służenia, pochodził przecież z bogatego rodu, marzenie jednak było ważniejsze. Autor pisze o Antonim Marczewskim, dominikaninie wyłapującym ptasi śpiew w głośnej Warszawie. Opowiada historię Agaty Mróz, dla której spełnianie marzeń, w tym tego o byciu mamą, było sensem życia. Wspomina Janinę Jandulską założycielkę Żywego Różańca, Antoniettę Meo, mającą szansę stać się najmłodszym doktorem Kościoła. Przedstawia Carlo Acutis'a, który pewnego dnia może zostać ogłoszonym patronem Internetu. Część z bohaterów jest już błogosławiona, inni czekają na decyzję Kościoła w swojej sprawie. Nie tytuł jest tu jednak ważny, ale ich życie, które jest wzorem do naśladowania i może nas wszystkich wiele nauczyć.

To nie ludzie z legend, odlegli od zwykłego zjadacza chleba jak to tylko możliwe, ponad wszystko idealni, wybrani. Nie, to postaci z krwi i kości, które były ciekawe świata, miały swoje marzenia, pasje, plany życiowe, wady, czasami trudny charakter. Nie znajdziecie wśród nich uładzonych i nieskazitelnych osób, budzących w niektórych frustracje. Bohaterowie "Po tej stronie nieba" są niezwykli i to bardzo. Czytając balansuje się gdzieś między nadzieją, że ja też mam szansę na świętość a obawą, że jednak jestem inny, że brak mi czegoś. To właśnie pokłosie myślenia o tym, że trzeba być doskonałym. Nic bardziej mylnego. Nie jestem w stanie spać po 3-4 godziny jak Helena Kmieć, nie znam się na ptakach ani specjalnie na komputerach, wiem, że nie byłabym zdolna do heroicznych czynów, ale Szymon Żyśko pisze coś ogromnie ważnego. Świętość jest dostępna dla wszystkich! To walka o powołanie, które trzeba odkryć prędzej czy później, wyzbycie się nienawiści, umiłowanie życia, miłość do ludzi (szczególnie tych, których kochać najtrudniej), bycie dla innych i patrzenie na świat oczami Boga. Taka jest właśnie recepta na świętość i oś przewodnia książki, bo z tych sześciu perspektyw czytelnik poznaje młodych świętych. W tym wszystkim trzeba zadbać o czas na modlitwę i budowanie głębokiej relacji z Bogiem, gdyż w Nim jest źródło, z którego czerpie się siłę do jakby to ujął ks. Kaczkowski "życia na pełnej petardzie".



"Po tej stronie nieba" polemizuje z obrazem człowieka, który zamknął się na świat i całą swoją siłę skupia na kontemplacji i pracy. Obala mit nienawiści do świata, bo przecież to miejsce, które stworzył Bóg, piękne, pełne dobra, ale jednocześnie trudne do życia, wymagające. Świętość to działanie, chęć zmieniania przede wszystkim siebie, pracy nad swoimi wadami, rozwijaniem talentów, byciem dla innych, korzystaniem z każdej minuty życia. Największa przeszkoda do jej osiągnięcia jest zawsze w nas, bo tu nie "rzeczywistość skrzeczy", ale lenistwo i wygodnictwo. Jak mówił Czepiec w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego "duża by już mogli mieć/ ino oni nie chcom chcieć". Co ogromnie podoba mi się w książce Szymona Żyśko to fakt, że udowadnia, iż nie trzeba być geniuszem, siłaczem i nie wiadomo kim, by uczynić świat lepszym. Zmieniła go siedmioletnia dziewczynka, zmienił ponad trzydziestoletni mężczyzna. Czy zrobili coś wielkiego? I tak i nie. Czasem po prostu czynili najmniejsze gesty i to wystarczyło. 

Jak pisze autor, Bóg mówi do każdego w jego własnym języku i trzeba być przede wszystkim sobą, żeby rozpocząć dialog. Nie każdy zostanie prorokiem, który ujmowany jest tu jako pionier, ktoś kto po prostu widzi dalej, wprowadza rzeczy, które teraz dla nas są normalne, ale wówczas były odkryciem. Nie każdy będzie w stanie znieść cierpienie czy pogodzić się z ekstremalnie krótkim życiem, ale myślę, że Bóg nie wymaga tego od ludzi, którzy nie daliby rady. Co prawda nadal mam problem z tym, że ktoś zbyt wcześnie odchodzi, choć bohaterowie książki udowadniają, że można w pełni przeżyć nawet najkrótsze życie. Po ludzku ciężko mi się z tym zgodzić, budzi się we mnie jakiś bunt, a jednak podziwiam te osoby. Każdy jest inny, ma swoją niepowtarzalną drogę do świętości, uszytą na jego miarę, zdolności, ograniczenia, dopasowaną do charakteru. Trzeba tylko wysiłku, bo nie czarujmy się, samo nic się nie zrobi. Muszę podnieść się z kanapy, otworzyć oczy, budować relację z Bogiem i człowiekiem. Poznać swoje mocne i słabe strony i każdego dnia pracować nad tym.

"Mówimy, że Bóg nas stworzył, ale ja wolę myśleć, że Bóg nas sobie wymarzył. Byliśmy Jego wielkim marzeniem, którego spełnienia nie mógł się doczekać. Nie ma ludzi przypadkowych, wszyscy są chciani, kochani i wyczekiwani na tym świecie." - s. 268

"Po tej stronie nieba" to książka, pokazująca że świętość jest czymś pięknym, fascynującym. To otwarcie się na Boga, świat i człowieka. Bycie najpiękniejszą wersją samego siebie. Nie ma w niej nic z nudy czy ponuractwa. To przygoda, która czasem trwa naprawdę długo, innym razem krótko, choć nie wiem, dlaczego. W świetnym, nieco gawędziarskim stylu, prostym i obrazowym językiem Szymon Żyśko opowiada o ludziach, którzy przewrócili świat do góry nogami, zainspirowali wielu, choć nie każdy z nich dokonał wielkich czynów. Po prostu byli sobą i pozwolili się prowadzić. Dali sobie prawo do kochania siebie, życia, bliźniego i świata. Nade wszystko kochali Boga. Nie stracili nic z tego, co najważniejsze, choć musieli dokonywać wyborów. Autor odbrązawia pojęcie świętości, pokazując że jest ona czymś dostępnym dla każdego, przygodą, która porywa. Książka redaktora portalu Deon.pl jest pozycją, do której trzeba wracać, czytać wciąż na nowo, przypominać sobie o tym, że warto się starać, że są ludzie, od których trzeba się uczyć. To opowieść dla każdego, rozbudzająca pragnienia, wzruszająca, dająca do myślenia.

Gdy przeczytałam dedykację od autora nieco się zdziwiłam. Teraz wiem, że nie są to czcze słowa czy pobożne życzenie. To przesłanie nabrało realności i bliskości. Jest mało książek, przy których płaczę, ale w tej jest tyle dobra i słów, które bezpośrednio dotykają człowieka, że nie sposób pozostać obojętnym. Myśli kołaczą się po głowie i jest inaczej, może już nigdy nie będzie tak jak było? Jeśli jakimś cudem autor przeczyta tę recenzję to dziękuję, za każde słowo, które mam nadzieję zakiełkuje i wyda owoc i za piękna lekturę. Szkoda tylko, że tak krótką.

Fragment książki do przeczytania TU


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM

Szymon Żyśko, Po tej stronie nieba. Młodzi święci, wyd. WAM, Kraków 2018.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Warszawskie Targi Wydawców Katolickich - 15 kwietnia 2018





Grzegorz zastanawia się, co przeczytać, coś czuję, że może dojść do starcia ;) o książki...

Warszawa nadal jest dla mnie ogromnym miastem, które pędzi. Są jednak chwile, gdy mam wrażenie, że stolica zwalnia. Szczególnie doświadczam tego, gdy stykam się tu z wydarzeniami duchowymi i katolickimi. Chodzi mi o zajęcia u Ojców Dominikanów, Eucharystię, czuwania, również Targi Książki, szczególnie tej katolickiej. 



Wstaję o 6 rano, choć chętnie bym pospała, ale wiem, że czeka na mnie fantastyczna niedziela. Za oknem piękne słońce, dzień już zbudził się porządnie. Wybieram się na Eucharystię do Dominikanów. Na spotkaniu z Łobuzami usłyszę później, że Zakon Kaznodziejski zainwestował w piękno liturgii i teraz ich kościoły są pełne. Zgadzam się z tym. Msze mają cudowną oprawę muzyczną i nie tylko, widać, że dba się tu o każdą minutę spotkania z Bogiem :). Czekam na przystanku. Podchodzi Pani i mówi, że mam fajną torbę. Jest zainteresowana tym, gdzie ją kupiłam. Od razu odpowiadam, że pandziowa torba (bo pytało mnie o nią jeszcze kilka osób na targach, także zrobiła furorę) jest do kupienia na stronie Wydawnictwa WAM w zakładce gadżety. 



Wsiadam w autobus, przesiadam się na następny. Potem już tylko kilka minut spaceru i zaczynam swój targowy dzień. Siostra Małgorzata Chmielewska onieśmiela mnie swoją mądrością. Czekałam na to spotkanie. Przysłuchuję się temu, co mówi i chłonę. Wiem, że to niesamowita osoba, od której powinniśmy się uczyć. 



Potem udaję się na spotkanie z "Łobuzami" i to jest naprawdę wartościowy czas. Rozmawiamy o tym, co dzieje się obecnie w Kościele, o katechezie, naszym przekonaniu, że Polska jest ostoją katolicyzmu. Pojawiają się pytania o język kazań i listów biskupów. Z dyskusji i padających pytań wyłania się prosty wniosek, w życie Kościoła musimy być zaangażowani wszyscy. Nie chodzi o żadne fajerwerki, ale o szczere rozmowy, tworzenie wspólnoty, zadawanie pytań, robienie czegoś, by było lepiej. Autorzy przekonują, że nie ma tematów tabu. Słucham i myślę, że szybko pochłonę lekturę. Jestem ciekawa poruszanych na kartach zagadnień, otwartości, z jaką uczestnicy spotkania mówią o wielu sprawach, w tym także o byciu odpowiedzialnym za swoje słowa i czyny. Chyba nie będę dziś spać...


"Łobuzy" w akcji :)




Zagaduję krótko do Przemysława Wilczyńskiego. Mówimy o hospicjach, ale również o powstawaniu jego książki. Rozmówcach, którzy często zaskakiwali autora oraz o tym, że o ks. Kaczkowskim trzeba pisać szczerze. Przypomnieć, że poza tym, że stał się niemal mityczną postacią, był przecież też człowiekiem, z poczuciem humoru, pazurem, stanowczym i szalenie ciekawym. 



Maria Miduch podbiła moje serce już w trakcie lektury "Biografii Boga Ojca". Trafiłam na tę książkę podczas okresu, w którym szukałam odpowiedzi na pewne pytania, poruszenia emocjonalnego, doświadczenia żywej wiary. Zaskoczyło mnie to z jaką lekkością pisze o ogromnie trudnych rzeczach. Pięknie, z pasją i w nieco nawet gawędziarskim stylu. Staram się to wszystko z siebie wydobyć podczas rozmowy, choć słowa uciekają. Czasami, gdy spotykasz kogoś, kto pisze tak, że czujesz się w książce niczym w domu, trudno wypowiedzieć wszystko, co by się chciało. Jest mi jednak ogromnie miło, że mogę zamienić z Panią Marią choć kilka słów. 



Następnie udaję się do Szymona Żyśko, który pisze o młodych świętych. Przed spotkaniem z Łobuzami podczytuję nieco "Po tej stronie nieba" i doskonale rozumiem, co autor miał na myśli. Poznaję własne przemyślenia i wątpliwości sprzed lat. Pytania, które wówczas wydawały się nie na miejscu, bo jak to tak myśleć, że powszechne przekonanie o świętości nie jest pociągające. A przecież było to łaaadnych "parę" ;) lat temu, a co dopiero dziś, w dobie Internetu i całkiem innego stylu życia. Czuję jednak, że ta książka wywróci wiele do góry nogami, zatrze błędne pojęcie o tym, kim jest święty. 



Mój targowy dzień kończę w Wydawnictwie Bratni Zew. O. Andrzej Zając, z którym miałam przyjemność prowadzić spotkanie, opowiadał mi o żywocie św. Franciszka autorstwa Tomasza z Celano, o którego istnieniu nie wiedziałam. Zaglądam właśnie po tę książkę. A Wam polecam "Kodeks rycerski" O. Zająca, bardzo pouczająca lektura, warta przemyślenia :).

Ogromnie podoba mi się hasło "Bratamy ludzi ze Słowem" <3 Serdecznie dziękuję za książkę :)

Dzień powoli dobiega końca. Jestem trochę zmęczona i szczęśliwa. W głowie kotłuje mi się tak wiele myśli. Pociągają mnie "Łobuzy". Zerkam również na książkę, która przykuła moją uwagę "Niczego nie musisz udowadniać. Dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać". Przekorny tytuł, który daje do myślenia, szczególnie w dobie bycia najlepszym, ścigania się z innymi. Jestem ciekawa, co znajdę w środku. 

Na koniec przesłanie od Łobuzów i ks. Kaczkowskiego. Po pierwsze, nie bójmy się pytać i być w Kościele, bo to ważne, po drugie pamiętajmy, by żyć na pełnej petardzie :). 

Moje zakupy i książki od Wydawnictwa WAM. Dziękuję bardzo :) 






Skusiłam się u Wydawnictwa W drodze :) (dziś nie podchodziłam, bo musiałabym do końca miesiąca jeść książki ;) ale odbiję sobie w maju) i u Bożych Krówek, zapewniam, że to najlepsze krówki świata :)


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze "Krótka historia o długiej miłości"



"Ukochana! Niechaj Ci nie będzie nigdy smutno - w takich chwilach wspominaj zawsze o Twoim Ju, który lubi patrzeć na Twój uśmiechnięty buziak (tak jak na fotografii, którą od Ciebie dostałem - pamiętasz?). Wiesz przecież, Malutka, że jesteś promykiem oświetlającym drogę mego życia, promykiem, bez którego ciepło życia zamiera. Mała - czy wyobrażasz sobie nasze spotkanie po tylu latach rozłąki?
[...] Ten dzień, ta jedna chwila radości zrekompensuje nam cały trud, wszystkie nasze niedole, całą naszą rozłąkę." - s. 112-113

Mówi się o miłości od pierwszego wejrzenia, o gromie z jasnego nieba, pewności, że to właśnie ta właściwa dla nas osoba. Skąd takie przekonanie? Czasem się to po prostu wie, jak mówią niektórzy. Czy można jednak zakochać się w kimś, kogo się nie widziało? Z kim rozmawiało się nie w normalny sposób, ale za pomocą alfabetu Morse'a? Z kim połączyła nas wspólna niedola?

Lata po zakończeniu drugiej wojny światowej nie były łatwe, szczególnie dla tych, którzy brali udział w walce z okupantem, należeli do AK lub robili cokolwiek, by przywrócić Polsce wolność. Gdy tylko zapanował pokój paradoksalnie zaczął się kolejny terror. Nie było wiadomo, kto i za co zostanie aresztowany. Pewnego dnia Wiesława Pajdak, studentka stomatologii dostała się do więzienia. Jej grzechem była działalność antyniemiecka podczas okupacji i posiadanie dolarów. Jerzy Śmiechowski również nie uniknął aresztowania. Długa tradycja patriotyzmu w rodzinie, udział w walce o niepodległość, w końcu pomoc w wyjeździe z kraju ostatniemu delegatowi rządu londyńskiego na kraj sprawiły, że stanowił zagrożenie dla państwa. Oboje trafili do więzienia. Jej nikt nie torturował, za to sytuacja mężczyzny była zgoła inna. Poznali się przez ścianę. Krótka rozmowa o tym, kim jest, za co siedzi i czy wie, co dzieje się na zewnątrz.

Potem konwersacje przybrały na sile. Podstawową zasadą w więzieniu było wybadanie, czy ktoś jest godny zaufania, czy donosi. Bohaterowie zapałali do siebie wzajemną sympatią i pewnością, że jedno nie skrzywdzi drugiego. Ich uczucie przypominało historię o Tristanie i Izoldzie, którą Wiesława opowiedziała kiedyś Jerzemu. Dzieliły ich ściany, a jednak czuli, że są bratnimi duszami. Nie rozdzieliło ich wyjście na wolność Wiesławy, nie pokonał utrudniony kontakt najpierw jedynie przez ojca Jerzego, potem przez własne listy, w końcu sporadyczne spotkania ani odwrócenie się sytuacji. Bohaterowie przeszli przez naprawdę trudny czas. Rozłąka i piętrzące się trudności nie zniszczyły ich związku, który pozostaje dla mnie niesamowitą zagadką, ponieważ rozwijał się przede wszystkim poprzez więzienne rozmowy i krótką korespondencję. Przeciwności losu przynosiły niepewność, zakochani potwierdzali swoje uczucia, mając nadzieję na wzajemność. Łączyła ich swoista emocjonalna karuzela, ale nie zachwiała ona miłością, którą się darzyli, która musiała czekać na lepsze czasy. Która zakwitła i rosła pomimo wszystkiego.

Angelika Kuźniak i Ewelina Karpacz-Oboładze przestawiły zaskakującą historię uczucia, które zrodziło się w więziennej celi między ludźmi, którzy nie tylko się nie znali, ale nawet przez bardzo długi czas nie widzieli. Autorkom udało się wychwycić drgające emocje, wahania nastrojów, przypomnieć towarzyszące bohaterom nadzieje, lęki, niepewności. Z książki wyłania się opowieść o ludziach, którzy stracili kilka lat życia przez władze komunistyczne, ale pozostali pełni ufności, optymizmu i nadziei na lepsze jutro. Ludzi, którzy wbrew wszystkiemu stworzyli piękną relację, rozwijającą się w bardzo niesprzyjających warunkach. Więź, która pozwoliła przetrwać najtrudniejsze chwile i zbudować szczęśliwą przyszłość. Z jednej strony lakoniczność książki sprawia, że czytelnik chciałby czegoś więcej, z drugiej jest zrozumiała, oddaje naprawdę ograniczoną komunikację, jaka możliwa była w więzieniu. Zabrakło mi jednak rozwinięcia historii, choćby rozdziału o tym, jak wyglądało życie bohaterów po więzieniu, gdy w końcu mogli realizować swoje plany, być razem. Mimo tego "Krótka historia o długiej miłości" jest interesującą lekturą, ukazującą siłę uczucia, które przetrwało nawet w warunkach komunistycznego więzienia, niepewności, rozłąki. To opowieść o relacji, która zrodziła się inaczej niż większość i zwyciężyła.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.

Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze, Krótka historia o długiej miłości, wyd. Znak, Kraków 2018.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Marta Guzowska "Ślepy archeolog"



"Jednak to jedno zdanie zapamiętałem jeszcze z czasów, kiedy widziałem i mogłem sam czytać książki. I kiedy bawiły mnie jeszcze takie rzeczy. "Kiedy wyeliminujemy już wszystko, co niemożliwe, cokolwiek by zostało, jakkolwiek byłoby nieprawdopodobne, musi być prawdą". Logika przydaje się w życiu każdemu, ale ślepcowi szczególnie. To, czego nie widzę, muszę uzupełnić dedukcją." - s. 361

Grecja państwo, które nadal kryje w sobie mnóstwo tajemnic. Kolebka cywilizacji śródziemnomorskiej. Raj nie tylko dla turystów, ludzi pragnących spokojnego życia, ale i archeologów. Ziemia niezmiennie kryje w sobie ślady przeszłości, które tylko czekają aż ktoś je odkryje. Piękne widoki, ciepły klimat, wspaniałe jedzenie i tajemnicza zagadka. 

To miał być kolejny zwykły dzień dla pracowników Kreteńskiego Centrum Badań Archeologicznych w Pachia Ammos. Wczesna pobudka, wyjazd do stanowisk archeologicznych, wykopaliska, papierkowa robota i miły wieczór w gronie grupy. Coś jednak zakłóciło pracę młodych ludzi. Zamiast ceramiki znaleźli oni martwych turystów, który mieli przy sobie starożytne skorupy naczyń. Nie minęło wiele czasu a dyrektor ośrodka omal nie zginął przez zepchniętego ze skały psa asystentki. Następnie pojawiły się dziwne esemesy o zastanawiającej treści. To był początek zabawy, którą dla archeologa przygotował osobliwy przeciwnik. Zaproszenie było obowiązkowe, gdyż odrzucenie gry równało się śmierci asystentki. Wyścig z czasem, zmieniające się jak w kalejdoskopie podejrzenia, kradzieże wewnątrz Centrum i tykający zegar. Czy Bohaterowi uda się znaleźć prawidłowe odpowiedzi, uratować współpracownicę oraz powstrzymać szaleńca? Kto stoi za kradzieżami, morderstwem i podejrzeniami, które rzucają się cieniem na Toma Marę?

Lubię wyraziste postacie a główny bohater "Ślepego archeologa" niewątpliwie do takich należy. Młody, przystojny, inteligentny i ogromnie ironiczny Tom Mara momentami wkurza, innymi zadziwia. Nienawidzi roztkliwiania się, woli nie mówić, ale potocznie rzecz ujmując "rąbać" prawdę prosto w oczy. Nie dla niego są określenia niewidomy, nie. On jest ślepy i tak każe to wszystkim ujmować. Lata praktyki i ćwiczeń pamięci, którą doprowadził do granic wręcz nierealnych sprawiają, że porusza się po miejscu pracy bez trudności. Laską posługuje się jedynie, gdy chce wzbudzić litość dla własnych celów. Jest niezwykle pewny siebie, zarozumiały, bywa arogancki, irytujący i wyrachowany. Wie, co i jak wykorzystać, by osiągnąć zamierzone cele. Pod maską profesjonalisty i aroganta, który często krzyczy na współpracowników i nie potrafi okiełznać własnych emocji tkwi  jednak mężczyzna, który momentami jest po prostu bezradny. Cała brawura i samodzielność po prostu ulatują, gdy dochodzi do momentu, w którym nie może polegać na zmysłach i wyćwiczonych sztuczkach. To specyficzny bohater, ale choć jak pisze sama autorka jest dupkiem, można go polubić właśnie przez to, że jest charakterny i lubi szczerość. 

To własnie Tom jest narratorem powieści, co nadaje jej specyficzny klimat, ponieważ czytelnik poznaje otaczający go świat i bohaterów przez pryzmat osoby niewidomej. Rzeczywistość opisywana jest z perspektywy dźwięków, nawet tych najcichszych lub niesłyszalnych dla zwykłego człowieka, ruchu, dotyku, zapachu i ciętego języka bohatera. Co więcej, narrator zwraca się bezpośrednio do czytelnika. To, co wiemy o wyglądzie postaci jest tylko informacją od nich podaną, inaczej rzecz ma się z charakterem i specyficznymi cechami bohaterów.  Wszystko niemal jest subiektywnym punktem widzenia archeologa, przepuszczonym przez jego niecierpliwość wobec świata i ludzi. Odbieranie rzeczywistości innymi zmysłami niż wzroku jest naprawdę interesujące, zwłaszcza, że Tom zwraca uwagę na to, co pomijają osoby, które widzą. Kieruje się niezwykle wyćwiczoną pamięcią, korzysta z wiatru, promieni słonecznych, odległości mierzy za pomocą kroków i swoistej wyobraźni. Potrafi też określić czy jest ciemno czy jasno. To wszystko nadaje powieści smaczku, zwłaszcza że osobie takiej jak Mara nie jest łatwo rozwiązywać zagadki tajemniczych zniknięć zbiorów czy tragedii, które się rozgrywają. 

Lakoniczne esemesy, piętrzące się pytania, ginące figurki, czyhające zagrożenie i wyścig z czasem to wszystko serwuje czytelnikom Marta Guzowska. Wybierając na głównego bohatera osobę niewidomą z bardzo trudnym charakterem, stawiając go wobec niezrozumiałych niebezpieczeństw i tajemnic, które trudno byłoby odkryć zwykłej osobie, a co dopiero komuś, kto nie widzi, zapewnia nie tylko dreszczyk emocji, ale również trzymający w napięciu kryminał. Z gracją myli tropy, podsuwa tezy, które okazują się mylne czy niepewne. Zarysowuje delikatnie pozostałych bohaterów, by byli dokładnie takimi, jakimi widzi ich Tom. Ludźmi złożonymi z czynów, zapachów, dźwięków, często nie do końca rozpoznanymi przez charakternego bohatera. Dzięki temu też siłę zyskuje gra, jaka toczy się między niezidentyfikowanym nadawcą sms-ów a archeologiem. Przesycony ironią język, niespodziewane zwroty akcji, humor oraz dobry styl autorki sprawiają, że "Ślepy archeolog" nie pozwoli wam się nudzić, wodząc za nos, bo nic nie jest takim jakim się wydaje. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy. 

Marta Guzowska, Ślepy archeolog, wyd. Marginesy, Warszawa 2018. 

sobota, 31 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień siódmy

z cyklu książki z duszą 



Dziś ostatni wpis z tego cyklu. Jutro świętowanie, wielka radość, znów usłyszę moje ukochane słowa:

Niech w święto radosnej Paschalnej Ofiary
składają jej wierni uwielbień swych dary.
Odkupił swe owce Baranek bez skazy,
pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy.
Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy. Maryjo, Ty powiedz, coś w drodze widziała? Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.
Żywego już Pana widziałam grób pusty i świadków anielskich, i odzież, i chusty. Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja, a miejscem spotkania będzie Galilea.

Wiem, że będę czekać na te Słowa. Wstanę rano, gdy świat spowija jeszcze cisza i lekka mgła, a ptaki powoli zaczynają się odzywać. Wszystko budzi się do życia. A ja wyjdę, by usłyszeć radosną nowinę o Zmartwychwstałym Chrystusie. Dziś jednak o jednej ważnej sprawie. 

Wybieram fragment o niewiernym Tomaszu, bo jest mi bliski. Gdy dla części uczniów było jasne, że Pan żyje, Tomasz nie potrafił przyjąć tej wiadomości. Po ludzku coś mu nie pasowało, bo jak? Jak mówi Papież, Bóg dał mu osiem dni na przyswojenie sobie tej informacji, ale i to niewiele pomogło. On musiał dotknąć Jezusa, żeby uwierzyć. Bóg jednak specjalnie posłużył się upartym człowiekiem, by podkreślić to, co się stało. Gdy apostoł-niedowiarek spotkał w końcu Zmartwychwstałego, jak zaznacza Ojciec Święty, nie przytaknął, tak wierzę teraz. Nie, on nazwał Chrystusa swoim Panem i Bogiem. Wyznał wiarę, którą i my wyznajemy na każdej Eucharystii. To była jego droga do prawdy i Boga. 

Papież Franciszek opowiada również o innych ścieżkach obieranych przez ludzi. O drodze medytacji, samej pracę, umartwienia, surowego trybu życia, samej pokuty i postu, wysiłków. Te drogi nie są pełne, nie pozwalają na spotkanie Boga-Człowieka. Czegoś w nich brakuje. Jedyna ścieżka, na której można w pełni doświadczyć Jezusa to pełnienie miłosierdzia wobec duszy i ciała bliźniego. Bo w głodnych, spragnionych, ubogich, uwięzionych, poniżonych, opuszczonych, chorych mieszka Bóg. 

To niezmiennie przypomina mi się św. Brat Albert, św. Franciszek z Asyżu, ks. Kaczkowski, s. Małgorzata Chmielewska i wielu innych, którzy w drugim człowieku widzą Boga. Nie jest to łatwe, bo przecież boimy się bezradności, samotności, chorób, odmienności. Nie wiemy, co powiedzieć, jak zacząć. A może wystarczy, Boże ja idę, a o słowa i czyny zadbaj Ty (w sensie ja słucham i zrobię to, czego oczekujesz, potrzebuję tylko małej podpowiedzi). Czasem przypominam Tomasza i typową kobietę zarazem. Chcę, by Bóg mówił mi o swojej miłości, potrzebuję tego. Chcę usłyszeć, nie raz, nie dwa, ale wiele razy wyznanie kocham cię. Wiem, że Bóg oddał za mnie swoje życie, a jednak potrzebuję słów, gestów. Czy to niewiara czy istota ludzkiej natury? A może jedno i drugie? Tomasz nie był zły. On potrzebował znaków, ja także ich potrzebuję. Pragnę czułości Pana. Myślę, że nie tylko ja. To przecież ludzkie i piękne.

W ciszy Wielkanocnego poranka przepełnionego oczekiwaniem na wspomniane Słowa, wyjdę na spotkanie Chrystusa w drugim człowieku. Czekam na jasność, która przepełnia duszę i na radość, taką prawdziwą, bo łatwo nie będzie. Ale wymagająca droga przepełniona jest pięknem. 

Wam wszystkim życzę Błogosławionych Świąt i poczucia miłości Zmartwychwstałego. 
A jeśli moje rozważania coś Wam dały, to napiszcie proszę. Będzie to dla mnie wielka radość. 

piątek, 30 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień szósty

z cyklu książki z duszą 



Wielki Piątek, dzień który nieodmiennie kojarzy mi się ze smutkiem, choć powinien przypominać raczej o wielkiej miłości. Może dlatego sięgam dziś po cytat z Ewangelii św. Jana. "Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności." (J 12,45). 

Ojciec Święty pisze o kulcie boga słońca, o tym że ludzie od zawsze potrzebowali w życiu jasności, chcieli poczucia bezpieczeństwa wobec tego, co skrywało się za ciemnością. Słońce jednak zachodzi, nie jest w stanie rozproszyć mroków śmierci, lęku. W tym wszystkim szczególne znaczenie ma światło, które przynosi ze sobą Chrystus. Jasność, której nie pochłonie nic. Już nie trzeba obawiać się śmierci, którą zwyciężył, nie trzeba obawiać się niczego. Jednocześnie Pan przemienia wszystko w życiu, rozjaśnia ciemności grzechów, niedociągnięć, zła. Poganie wyznawali kult boga słońca, ale jak wspomina Papież nikt nie oddałby za niego życia, tymczasem chrześcijanie umierali za swoją wiarę. 

"Kto wierzy, widzi; widzi dzięki światłu oświecającemu cały przebieg drogi, ponieważ przychodzi ono do nas od zmartwychwstałego Chrystusa, niezachodzącej nigdy gwiazdy." - s. 215

Jakiś spokój zawsze ogarnia mnie w Wielkim Tygodniu. Nawet idąc do sklepu wydaje mi się, że niektórzy nieco zwalniają. Ludzi jest mniej, ale może dlatego, że jeszcze pracują. Wiosna wkrada się już na dobre. Jest ciepło. Zaglądam do Kościoła i odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Potrzebuję chwili wytchnienia, jasności szczególnie w tym smutnym dniu. Staram się myśleć o miłości, której pragnie każdy z nas. O nieco innym świecie na zewnątrz. O tym, że Bóg nie cofnął się przed niczym, by mnie zbawić, by udowodnić jak bardzo mnie kocha. Na ulicy pachnie ciastami i słodkimi bułkami, uderza mnie on od razu gdy wychodzę z Kościoła. Lubię to moje rodzinne miasto, miejsce gdzie jaśniej się myśli, wszystko płynie swoim czasem, gdzie łatwiej zatrzymać się i kontemplować Boga w świecie. Gdzie piekarnia znajdująca się obok Kościoła kojarzy mi się z pysznym jedzeniem, ale też dobrocią i hojnością Pana.

Przypomina mi się dziś obraz "Współcierpienie". Człowiek z krzyżem przytulony do wiszącego na krzyżu Jezusa. Swoista manifestacja miłości i czułości, ale także współczucia. Zatrzymuję się dziś. Pozwalam sobie zwolnić, zostaję pogrążona w ciszy i refleksji. Szukam jasności całą sobą, czekam na Zmartwychwstanie. 

Wiosna w lekturach :)


Jest kilka pozycji, na które ogromnie czekałam, bądź nadal czekam, by chwycić je w swoje łapki, wgłębić się w treść. Niektóre ukazały się już jakiś czas temu, inne dopiero do mnie dojdą. To takie moje wiosenne TBR. A jakie to książki? Zobaczcie sami :)


1. Marta Guzowska, Ślepy archeolog, wyd. Marginesy, Warszawa 2018. 




"Tom Mara jest błyskotliwym, pewnym siebie i odnoszącym spore sukcesy archeologiem, szefem wykopalisk na Krecie. I od lat jest niewidomy. Stracił wzrok jako osiemnastolatek podczas trzęsienia ziemi. Ma jednak doskonały słuch, węch i niezwykle wrażliwy dotyk. Wykształcił pamięć niemal absolutną - pamięta dokładnie każdy kamień, a na podstawie zapachu powietrza i kąta padania promieni słonecznych na twarz jest w stanie podać dokładną lokalizację. 
I uważa, że ma rzeczywistość pod kontrolą. 
Aż na terenie wykopalisk ktoś znajduje ciała polskich turystów. Chwilę później ginie pies asystentki, a Tom zaczyna dostawać esemesy z zagadkami - jeśli ich nie odgadnie, asystentka także zginie. Mara podejmuje niebezpieczną grę. Wie, że przeciwnik nie cofnie się przed niczym.
Gdy rzeczywistość zaczyna płatać figle, Tom gubi się w domysłach. Ktoś chce go wrobić w kradzieże? Postradał rozum i wszystko mu się wydaje? A może wszystko to część misternego planu, w którym stawką jest jego życie?"


2. Atticus Lash, Następne życie, przeł. Szymon Żuchowski, wyd. Poznańskie, Poznań 2018. 



"Nowy Jrok. Zou Lei żyje na marginesie społecznym jako nielegalna imigrantka. Próbuje przetrwać, pracując ponad siły w podrzędnych chińskich restauracjach w niebezpiecznej okolicy. Każdego dnia zasypia na brudnym materacu w przeludnionym pensjonacie. Brad Skinner zmaga się z niestabilnością, traumą i zniszczoną psychiką po trzykrotnym pobycie w Iraku. Podróżując autostopem do miasta, ma nadzieję na wypędzenie z siebie demonów przeszłości. Gdy pewnego razu spotykają się na skraju Queens, oboje znajdują w drugiej osobie coś, czego od dawna szukali i pragnęli." 


3. Charlie English, Przemytnicy książek z Timbuktu, wyd. Poznańskie, Poznań 2018.



"Mogło się wydawać, że zagrożeniem dla manuskryptów z Timbuktu są jedynie klimat i termity, ale gdy miasto zajęli dżihadyści, stało się jasne, że wspaniałe skarby wiekowej cywilizacji zostaną zniszczone. Abdel Kader Haïdara wraz z innymi bibliotekarzami podjął się niezwykłej operacji godnej kart powieści Johna Le Carré. Udało im się potajemnie wywieźć niemal cały zbiór składający się z ponad pół miliona dokumentów – w praktyce ocalili przed zapomnieniem całą cywilizację.

Równolegle Charlie English przywołuje pasjonującą historię europejskich i amerykańskich odkrywców, którzy wyruszali do Timbuktu, by spróbować odkryć mityczną stolicę odległego i bogatego afrykańskiego królestwa.

Obydwie te historie splatają się w bogatą i pełną napięć opowieść o współczesnym i dawnym Timbuktu, pomagając pełniej zrozumieć świat, który przypadł nam w spadku."


4. Lidia Liszewska, Robert Kornacki, Napisz do mnie, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2018.



"Jeden list może zmienić wszystko…On – dziennikarz radiowy o zniewalającym głosie, którym uwodzi kolejne kobiety.
Ona – romantyczna i zmysłowa malarka, która chce od życia czegoś więcej.
Oboje mają po czterdzieści lat i zaczynają dostrzegać, że do ich dotychczasowych związków wdarły się rutyna i fałsz. 
Ich znajomość zaczyna się od słów. Gdy On znajduje w kawiarni list zgubiony przez Nią, zaintrygowany postanawia Jej odpowiedzieć. Na kartach papeterii powoli rodzi się uczucie. Choć nie są już beztroskimi nastolatkami, jeszcze zdążą zmienić w swoim życiu wszystko. 
Doskonała powieść iskrząca się ogniem namiętności i prawdziwymi emocjami. 
Takich listów jak On nie pisze nikt. "


5. Andrzej Franaszek, Herbert. Biografia, wyd. Znak, Kraków 2018. 



"Niestrudzony podróżnik. Porywający eseista. Genialny poeta. 

Wieczny dowcipniś i kawalarz? Czy raczej pisarz dręczony depresjami, gniewem, przez dekady walczący z bólem ciała i duszy? Nieprzenikniony? Zawsze osobny? Z pewnością: człowiek budujący swe życie na przekór historii, modom, przeciwnościom losu, biedzie, własnym słabościom. Płynący pod prąd.

Andrzej Franaszek, autor znakomicie przyjętej w Polsce i na świecie biografii Czesława Miłosza, z pieczołowitością portretuje Zbigniewa Herberta. Nie pomija tematów trudnych czy kontrowersyjnych, głęboko wczytuje się w korespondencję i prywatne, dotąd nieznane notatki, by na nowo oświetlić twórczość poety. Pogmatwane losy Herberta wpisuje w historyczną panoramę, co sprawia, że z niemal dwóch tysięcy stron wyłania się nie tylko pasjonująca wielowątkowa opowieść o jednym z najwybitniejszych polskich twórców dwudziestego wieku, ale i o epoce, która go kształtowała i inspirowała."


6. Paul Auster, 4 3 2 1, przeł. Maria Makuch, wyd. Znak, Kraków 2018. 



"Cztery losy. Jeden człowiek. Jedna miłość.
Dzieło życia Paula Austera.

3 marca 1947 roku na świat przychodzi Archibald Isaac Ferguson. Człowiek, który może przeżyć swoje życie cztery razy. Za każdym razem los prowadzi go zupełnie inaczej. Tylko jedno się nie zmienia: uczucie do niesamowitej Amy Schneiderman. 

Precyzyjnie skonstruowana i pełna pasji monumentalna powieść mistrza literatury amerykańskiej znalazła się na wszystkich listach najważniejszych książek 2017 roku i osiągnęła status bestsellera. Nazwano ją epopeją XX wieku."


7. Grzegorz Kramer, Łukasz Wojtusik, Piotr Żyłka, Łobuzy. Grzesznicy mile widziani, wyd. WAM, Kraków 2018.



"Czy Kościół może być normalny? Bez tematów tabu, pouczania i krzywdzenia innych?

Grzegorz Kramer SJ i Piotr Żyłka w szczerej rozmowie z Łukaszem Wojtusikiem. 

Kontrowersyjni. Prowokujący do myślenia. Nie wahają się mówić o sprawach trudnych, choć nie zawsze jest to mile widziane. Ale jedno jest pewne – kochają Kościół. Znaleźli w nim swoje miejsce i są w stanie wiele dla niego zrobić.

Jeśli patrzysz na Kościół przez pryzmat skostniałej instytucji, politycznych kazań lub skandali z udziałem duchownych – ta książka pozwoli Ci sięgnąć głębiej i zobaczyć zupełnie inny wymiar chrześcijaństwa. Jak nie stracić wiary w Kościele? Czy Bóg karze za nieprzestrzeganie przykazań? W jaki sposób wiara wyzwala z lęku?

3 osobowości. 3 perspektywy. Ksiądz, kawaler oraz mąż i ojciec. Ponad 300 stron zmagań z wiarą."


8. Monika Milewska, Latawiec z betonu, wyd. WAM, Kraków 2018.



"40 lat. 16 klatek schodowych. I jedna krowa na balkonie.

Pofalowane betonowe morze. Czysty modernizm. Porzucona wśród trawy rzeźba. A może 860-metrowy moloch z przytłaczająco niskimi sufitami, klaustrofobicznymi mieszkaniami, kapryśną windą dojeżdżającą na wybrane piętra oraz idealne miejsce dla samobójców?

Znudzony i zmęczony upałem twórca falowca wyrusza w podróż krętymi ścieżkami mieszkaniowego labiryntu, odkrywając, że zupełnie niechcący udało mu się zakrzywić czas. Inżynier odbywa krótkie podróże w przyszłość. Przeżywa kształtowanie się Solidarności, dowiaduje się, czym są e-mail, Ikea, odwiedza sąsiadów, którzy prowadzą gospodarstwo rolne na dziesiątym piętrze, a także wysłuchuje gorzkich opowieści o konstrukcji bloku. 

Realizm magiczny powieści przeplata się z satyrą, historią Gdańska i Przymorza, ważnymi dla Polski wydarzeniami, sprawiając, że Latawiec z betonu to literacki majstersztyk, który na długo pozostaje w pamięci.

Kiedy przyszli pierwsi ludzie - rybacy, pasterze i dokerzy - nie wiedzieli, że z dziełem diabła mają do czynienia, ale myśleli, że to wiatr od morza tak ten dom pofalował, że wije się w pyle i kurzu budowy. I nazwali go falowcem. I zamieszkali w nim. 

Jestem z falowca. Klatka C, trzecie piętro, sześciometrowy pokój od strony zawsze zacienionej galerii. Spędziłam tam dwadzieścia lat. Uroczyście przysięgam, że wszystko w fascynującej książce Moniki Milewskiej jest prawdą. Zboczeńcy, UFO nad falowcem, karaluchy i mrówki faraonki, ściany pokryte lodem podczas zimy stulecia i dzieci szukające pęknięć w bloku z ograniczonym terminem użycia. Tylko krowy na balkonie nie pamiętam, być może jednak mieszkała w klatce A. Nie mogłam się oderwać od przygód Inżyniera – konstruktora falowca. Sam sobie winien."


9. Maria Miduch, Kobiety, które kochał Bóg, wyd. WAM, Kraków 2018.



"Biblia – historia zakochanego Boga

Dlaczego w drzewie genealogicznym Jezusa znajdziemy imiona Tamar, Rachab czy Batszeby, mimo że tradycyjne rodowody raczej pomijały kobiety? Dlaczego wbrew starożytnym obyczajom to właśnie one miały często decydujący wpływ na losy Izraela?

Maria Miduch, autorka bestsellerowej trzytomowej biografii Trójcy Świętej, pisze o kobiecości z nowej perspektywy. Bohaterki jej książki nie są idealne, są słabe, grzeszne ale równocześnie piękne, wybrane i święte. Ich życiorysy są opowieścią o odwadze, sile i zaufaniu Bogu. Dowodem na to, że historia zbawienia jest w dużej mierze historią kobiet.

Część z nas przez krew, a część przez wiarę jest uczestniczkami dziedzictwa biblijnych kobiet. Warto je poznać, warto odkryć nasze korzenie. One wcale nie są aż tak odległe ani archaiczne. Kiedy spotykamy się z nimi twarzą w twarz, serce w serce, okazuje się, że ich rozterki, radości, smutki, upadki i próby powstania są nam bardzo bliskie.

Ewa i Sara – życie

Anna i Estera – droga

Miriam i Rut – odwaga

Judyta i Batszeba – zranienie

Hagar i Tamar – samotność

Sefora i Rachab – sprawiedliwość

Debora i Jael – moc

Elżbieta i Miriam – obietnica"


10. Andrzej Krajewski, Krew cywilizacji. Biografia ropy naftowej, wyd. WAM, Kraków 2018. 



"To ona rządzi światem. Twoim też.

Pozwala przemieszczać się w mgnieniu oka, dokąd chcesz. Przekształciła przemysł, politykę i handel. Wykreowała sukces Churchilla, sprowadziła klęskę na nazistów i dała majątek Rockefellerowi. To ona rozstrzyga o tym, które państwa są mocarstwami, a które uzależnionymi od mocarstw klientami. Drażni wszystkich żyjących w zgodzie z naturą.

Ropa. Niektórzy wróżą jej rychły koniec, jednak ona ciągle pojawia się na salonach, bryluje, potem siada do dyskretnych rozmów. Ma nas wszystkich w garści. Wiodła życie gwałtowne. Czy wreszcie się ustatkowała? „Pani triumfu i upadku" rozpoczęła karierę w Polsce za sprawą Ignacego Łukasiewicza, pierwszego światowego potentata naftowego. Andrzej Krajewski podąża jej czarnymi ścieżkami. Tropi gigantyczne interesy paliwowe, ujawnia kontrowersje i rzuca światło na awanturniczą historię ropy - krwi naszej cywilizacji."


11. Ginny Kubitz Moyer, Dotknij, poczuj, zasmakuj. Doświadczenie Bożej dobroci wszystkimi zmysłami, wyd. WAM, Kraków 2018.




"Doświadczaj Boga wszystkimi zmysłami

Słodki smak truskawek, czuły dziecięcy pocałunek, odgłos ruchliwej ulicy, zapach lawendy i palonego w ognisku drewna, blask ognia… To wszystko znaki Jego obecności.

Ginny Kubitz Moyer pokazuje, jak dźwięk, smak, obraz, zapach oraz dotyk zbliżają cię do Boga i otwierają na spotkanie z Nim w codziennym życiu. Dwadzieścia lat temu autorka była „niepraktykującą katoliczką”, która chrześcijaństwo kojarzyła z pogardliwym nastawieniem do ciała oraz zmysłowości. Dziś, jako kobieta, żona i mama, każdego dnia szuka śladów Boga we wszystkim.

Obojętnie, w jakim punkcie teraz jesteś i na czym polega twoja podróż, ta książka pomoże ci odkryć prawdę, z której zdawał sobie sprawę Święty Ignacy, a mianowicie, że Boga naprawdę można odnaleźć we wszystkim. Wystarczy, że zechcesz modlić się zmysłami i pozostaniesz otwarty na myśl, że Pan pragnie zbudować z tobą osobistą relację."


12. Przemysław Wilczyński, Jan Kaczkowski. Życie pod prąd, wyd. WAM, Kraków 2018.




"Co sprawiło, że wikary z niewielkiej miejscowości na Kaszubach stał się najbardziej rozpoznawalnym duchownym w kraju?

Kochała go cała Polska. Chętnie opowiadał o swoim życiu, walce z rakiem i założonym przez siebie hospicjum. Ale czy znaliśmy go naprawdę?

Przyjęcie do seminarium dzięki protekcji znanego polityka, rozpacz po przybyciu do Pucka, wpływanie na lokalne wybory, tęsknota za ojcostwem i skomplikowane relacje z „synkami” oraz kulisy konfliktu z arcybiskupem – to tylko kilka z mniej znanych faktów, które złożyły się na historię Jana Kaczkowskiego w równym stopniu, co rola „onkocelebryty”.

Tysiące godzin pracy. Setki przejechanych kilometrów. Stu kilkudziesięciu rozmówców. Zdobyte zaufanie rodziny. Niepublikowane dotąd fotografie. Przemysław Wilczyński stworzył obraz człowieka, który według księdza Adama Bonieckiego „uratował honor polskiego kapłaństwa”."


13. Papież Franciszek, Dominique Wolton, Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie, wyd. WAM, Kraków 2018.


"„Niczego się nie boję…”
Papież Franciszek podsumowuje pięć lat swojego pontyfikatu

Zwolennicy nazywają go prorokiem, zagorzali krytycy – heretykiem. Od momentu objęcia urzędu wprowadza rewolucyjne zmiany w Kurii Rzymskiej. Zadziwia świat, rezygnując z mieszkania w papieskich apartamentach, obmywając nogi muzułmance i transseksualiście, dokonując gestów pojednania z tradycjonalistami i świętując pięćsetlecie reformacji.

Do czego prowadzą jego reformy?
Czemu służą jego pozornie niespójne gesty?
Dlaczego nie został zrozumiany w Polsce?

W tej niecodziennej rozmowie z francuskim intelektualistą Franciszek odważnie opowiada o życiowych doświadczeniach, które go ukształtowały. Pierwszy raz tak szeroko kreśli wizję naprawy świata i Kościoła."


14. Helen Prejean, Przed egzekucją, wyd. WAM, Kraków 2018.



"– Wytrzyma pani? – pyta. – Jest pani w stanie?

Ma zatroskaną twarz. Widzę, że na jego czole lśnią kropelki potu. Może od jupiterów.
– Obiecałam mu.

Siostra Helen Prejean porzuciła spokojne życie, aby towarzyszyć mordercom prowadzonym na krzesło elektryczne. Jej książka to wstrząsająca opowieść i głośny apel społeczny. Przejmująca historia walki o godne traktowanie skazańców nikogo nie może pozostawić obojętnym.

Książka trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”, była również nominowana do Nagrody Pulitzera. Ekranizacja w reżyserii Tima Robbinsa okazała się sukcesem kinowym, a Susan Sarandon za rolę siostry Helen otrzymała Oscara."


15. Iwona Majewska-Opiełka, Szczęście dla każdego, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2018.




"Ta książka jest o szczęściu, o życiu w poczuciu dobrze spędzanego czasu, z przekonaniem, że dostajemy od życia to, czego pragniemy. A jeśli nie czujemy, że dostajemy tego, czego chcemy, uwierzmy, że jest to to, co jest nam potrzebne do rozwoju, do wzrastania. Szczęście to stan umysłu, i nie zawsze jest wysoko skorelowany z obiektywną sytuacją, w jakiej znajduje się konkretna osoba. Ileż to razy widzimy szczęśliwych ludzi, których otoczenie obfituje raczej w kolce niż w kwiaty róż, oraz nieszczęśliwych - w sytuacjach, w których wydawać by się mogło, że jedynie ptasiego mleka może im brakować. Tak, w odczuwaniu szczęścia kluczową rolę pełnią nie fakty z życiorysu i ich oprawa, ale raczej nastawienie, przekonanie i umiejętność koncentrowania się na jaśniejszej stronie życia."

16. Dagny Kurdwanowska, A może nie ma się czego bać? Jak zmienić lęk w ciekawość, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2018.




"Przewodnik na czas zmian. Nie tylko tych dobrych.

Coraz częściej słyszę wokół o lękach, o przytłoczeniu rzeczywistością, o zagubieniu - „Nie ogarniam” stało się słowem-wytrychem, które opisuje wszystkie sytuacje i doświadczenia, z którymi nie dajemy sobie rady. Jednocześnie wciąż snujemy plany, marzenia, chcemy realizować projekty.

Czy wymówkami racjonalizujemy i usprawiedliwiamy nasze lęki? W obawie przed zmianą i wysiłkiem z nią związanym, umacniamy bariery i barykady w naszych głowach? Czego właściwie się boimy? I czy naprawdę jest się czego bać?

Ta książka będzie próbą odpowiedz na te pytania. Przyjrzymy się bliżej rozmaitym przyczynom naszych lęków, sprawdzić jak na nas wpływają, czy słusznie wzbudzają nasz lęk i w jaki sposób radzić sobie z nimi tak, by czerpać z nich informację i siłę, ale nie dać im zdominować naszego życia. To książka o tym, jak przestać bać się życia."


17. Karina Sęp, Twoja mapa marzeń, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2017.




"Mapa pokazuje kierunek i pomaga dojść do celu. Pozwala też na odnalezienie się w miejscu, w którym jesteśmy, i ruszenie dalej, we właściwą stronę.

Mapa marzeń to narzędzie do porządkowania życia. Pomaga przyjrzeć się sobie w kompleksowy sposób, zastanowić się, gdzie jestem, z kim, w jakim otoczeniu, z jakimi ludźmi i czy to aby na pewno jest to, czego chcę.

Skoro ta książka trafiła w twoje ręce, to znaczy, że czas na prawdziwe, dobre życie. Na przebudzenie i na decyzję. Czas na to, aby w końcu odważyć się żyć tak, jak marzysz i pragniesz.

Masz jedno życie. Odważ się i poukładaj je tak, jak chcesz!"


A jakie Wy lektury planujecie na wiosnę? Piszcie.

czwartek, 29 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień piąty

z cyklu książki z duszą 



Zaczęły się najważniejsze święta w roku. Czas płynie wolniej, skupiamy się na przeżywaniu Triduum, wchodzimy głębiej w duchową rzeczywistość. 

Jezus dał się poznać przez łamanie chleba. Ten gest, który dziś ma szczególny wydźwięk, w dniu w którym obchodzimy pamiątkę ustanowienia sakramentu kapłaństwa i Eucharystii, był znakiem rozpoznawczym. To wówczas uczniowie przejrzeli i postanowili opowiedzieć, że widzieli swojego Mistrza. Zmartwychwstałego Pana. Ojciec Święty zwraca uwagę na to, że droga do Emaus symbolizuje naszą drogę wiary. Na niej kluczowe znaczenie mają dwie rzeczy - Pismo Święte i Eucharystia właśnie. Nie są oderwane od życia, one najgłębiej oddają to, co przeżywa każdy człowiek, bo układa się przecież różnie. Czasami jest dobrze, ale bywają i trudne momenty, bolesne chwile. Wówczas Ciało Chrystusa i Jego Słowo są tym, co nas umacnia. 

"Kiedy jesteś smutny, weź do ręki Słowo Boże. Kiedy jesteś przygnębiony, sięgnij po Słowo Boże i idź na niedzielną mszę, by przyjąć Komunię świętą i uczestniczyć w misterium Jezusa. Słowo Boże, Eucharystia: one napełniają nas radością." - s. 201.

Życie przynosi różne doświadczenia. Nieraz czuje się jak uczniowie. Idę ze zwieszoną głową,bo mój Mistrz odszedł. A przecież wcale tak nie jest. Troski jednak przysłaniają świat, zasnuwają radosną prawdę o zmartwychwstaniu. Jest taka piosenka "List do Boga" lubię jej słuchać, gdy mi ciężko. Ma w sobie specyficzne połączenie smutku, nadziei, goryczy i wiary. Siadam wtedy i opowiadam Bogu moje życie, wątpliwości, radości. Nie jest to łatwe, bo często ludzie w moim wieku uczeni byli ukrywać swoje prawdziwe uczucia. Powiedzenie, że mam żal za to, co się dzieje, że nie rozumiem i jestem rozgniewana były nie do pomyślenia, jakby Bóg nie znał serca człowieka. Jakby miał mieć za złe to, że jest człowiekiem z całą rozpiętością uczuć, jaką go obdarował. Nim zasnę, rozmawiam z Bogiem jak z przyjacielem, którego przyznam nie zawsze rozumiem. Gdy mi smutno lubię usiąść w Kościele, nasycić się ciszą, czasami nawet nic nie mówić, po prostu być. Innym razem otwieram Pismo Święte i szukam w nim słowa, które Pan do mnie kieruje. 

Dziś wsłuchajmy się w Słowo. Pobądźmy z Bogiem. Otwórzmy swoje serca. Nie ukrywajmy siebie, tego kim i jacy jesteśmy, bo Bóg kocha nas właśnie takimi, z naszymi talentami, zaletami, niedoskonałościami. I z nami idzie drogą do Emaus czekając aż Go poznamy.


środa, 28 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień czwarty

z cyklu książki z duszą



Dziś przypowieść o Synu Marnotrawnym, jeden z najbardziej refleksyjnych tekstów w Biblii i fragment, w którym jak usłyszałam na ostatnich zajęciach nie ma ani jednego zbędnego słowa. Jeśli się nad tym zastanowić to głęboka prawda. Wszystko tu odsyła do pewnych znaczeń, jest użyte by ukazywać naprawdę wiele. 

Ojciec Święty mówi o niej jako o przypowieści o miłosiernym ojcu, źródle nadziei. Podkreśla, że mimo niewierności syna, rodzic nie wyrzuca go ze swojego serca. Codziennie wychodzi i wypatruje z tęsknotą swojego dziecka, które znalazłszy się w ciężkiej sytuacji, zapomniane przez przyjaciół wraca, stęsknione za dostatnim życiem, ale też ciepłem rodzinnego domu. Gdy tylko ojciec zauważa syna, wybiega mu naprzeciw, przyjmuje do siebie i czyni na powrót umiłowanym dzieckiem. Bez żadnych wyrzutów, bez wymagań, tłumaczeń. Papież zwraca uwagę na to, że Bóg na nieskończenie wielką cierpliwość. Taka postawa pozwala mieć człowiekowi nadzieję na to, że zawsze może wrócić do Pana. "Bóg odpowiada na nasze słabości swoją cierpliwością i to jest powodem naszej ufności, naszej nadziei. Jest to jakby dialog pomiędzy naszą słabością i cierpliwością Boga" (Księga Ognia, str. 196)

Pamiętam jak przeczytałam, że życzenie syna odnośnie zabrania swojej części majątku, było jak powiedzenie ojcu, że już nie żyje. Biorę to, co swoje i opuszczam cię, odtąd będę wiódł swój własny żywot, w którym nie ma dla ciebie miejsca. Przypomina to coś? Grzech kojarzy mi się właśnie z czymś takim. Nie ma Cię Boże, są tylko moje racje. A Pan cierpliwie czeka, wygląda, pragnie mojego powrotu. Czy to nie nazbyt drastyczne porównanie? Pewnie zależy od tego, co się zrobiło. Ale gdy tak sobie myślę, że wybieram świadomie i dobrowolnie coś, co jest po prostu złe, to jest nie inaczej niż w przypowieści. Odwracam się od Kogoś, Kto mnie kocha, gardzę Jego miłością. Gubię się. Wydaje mi się, że odejście syna wynika z tego, że był znudzony, ciekawy świata, chciał sam przekonać się czym jest życie, prowadzić je po swojemu, całkowicie nieskrępowany rodzicielskimi prawami i nakazami. Być może był to pewien rodzaj buntu, może przekonanie, że ja wiem lepiej i moja codzienność będzie inna, kolorowa, szaleńcza, pełna doznań. 

Nieważne ile ma się lat, w człowieku zawsze tli się pewien rodzaj przekonania, że lepiej mu będzie na swoich ścieżkach, że ma ciekawszy pomysł na swoje życie, a to co narzucone tylko go pęta. To taka ludzka przekora. Im więcej mam lat, tym lepiej rozumiem, że te chwile z jednej strony uczą mnie pokory wobec tego, co mi przekazywano, co okazuje się dobre, właściwe, mądre. Z drugiej pozbawiają złudzeń co do własnej pychy i chęci działania po swojemu. Najpiękniejsze są jednak te momenty, gdy zaczynam tęsknić, kiedy brakuje mi Boga i tak namacalnie czuję, że chcę być blisko Niego. Czy trzeba odejść, by zatęsknić? By docenić? Nie wiem, ale trudne sytuacje sprawiają, że ten pomost między moją słabością, niedociągnięciami, tymi krętymi ścieżkami, którymi się przechadzam a cierpliwością, miłością i czułością Pana jest czymś niezwykłym. Zaczynam doceniać go coraz bardziej, choć nie łudzę się, że znów skręcę nie tam gdzie trzeba. Kojąca jest jednak myśl, że Ktoś na mnie czeka, pragnie mojego powrotu.

wtorek, 27 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień trzeci

z cyklu książki z duszą



Wędruję nadal z Ojcem Świętym przez Biblię. Tym razem zatrzymuję się nad fragmentem z Księgi Ezechiela, która opowiada o odrzuconej dziewczynce, którą Bóg bierze w opiekę, daje jej wszystko, łącznie z bogactwem, a ona Go zdradza. Traci z oczu obraz dobrego Pana, który uczynił jej życie piękne. Postępuje jak pierwsi ludzie w raju. Zwraca się jedynie ku sobie, swoim pragnieniom. Zafascynowana urodą, jaką została obdarowana, zaczęła uprawiać nierząd i oddawać cześć bożkom. Przekreśliła wszystko, co powinno być istotą jej życia.

Bóg jednak nie odwraca się od niej, pamięta o przymierzu, jakie zawarł ze swoim ludem. Przymierzu, którego nigdy nie złamie. Wspomina, że wywyższy swoją zagubioną córkę, by przypomniała sobie o Nim i doznała wstydu z powodu swojego zachowania. W swojej wierności i miłosierdziu Pan pragnie dobra dla swoich dzieci, nawet jeśli te zbłądziły i to srodze.

Wstyd, jak zaznacza Papież Franciszek to łaska, która jest dana człowiekowi. Pozwala ujrzeć postępowanie, takim jakie jest i prawdziwie je ocenić. Dzięki niemu lepiej widać szaloną miłość Boga, który zawsze troszczy się o człowieka. Gdy pomyślę jak łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, jak źle znoszę przykre sytuacje. W końcu jak z biegiem lat trudniej mi nie brać pewnych rzeczy do siebie, nie pamiętać o przykrościach, które wyrządzili mi inni, nie odpuszczać ludzi, z którymi po prostu nie da się być mimo licznych szans, to chylę czoło przed wielkością Boga. Nie porzuca On człowieka bez względu na to, czego by nie uczynił. Jest wierny sobie i słowu, jakie dał ludziom, swojej miłości i ojcowskiej opiekuńczości. Nawet, jeśli zbłądzę, mam do kogo wrócić. To piękne i szczególnie ważne przy okazji zbliżających się dni.

poniedziałek, 26 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień drugi

z cyklu książki z duszą



Ojciec Święty odwołuje się do fragmentu Pierwszej Księgi Samuela, w którym Pan wzywa tytułowego bohatera. Młodzieniec nie wie jeszcze, że mówi do niego Bóg. Wstaje i idzie do Helego, by mu usługiwać. Dopiero za trzecim razem nakazuje on mu odpowiedzieć "Mów Panie, bo sługa twój słucha". Papież wspomina, że brak proroków jest czymś złym, prowadzi nie tylko do zagubienia, ale klerykalizmu i wręcz niehumanitarnego trzymania się przepisów prawa. Jak wiadomo każda skrajność jest szkodliwa i nie kończy się niczym dobrym. Owce bez pasterza giną pozostawione na pastwę niebezpieczeństw, podobnie dzieje się z ludźmi pozbawionymi przywódcy. Brną w złą stronę. 

Skąd wynika zdziwienie Samuela i jego niewiedza? Jak czytamy w Piśmie Świętym, Bóg nie miał proroków w "owym czasie", ludzie nie znali Jego głosu. Izrael modlił się o kogoś takiego, brakowało mu nie tylko obecności samego Boga, ale człowieka, który pokierowałby nim. Tego, który rozmawiając z Panem umiałby dawać wskazówki całemu ludowi. Który pełniłby rolę pośrednika między nimi a Stwórcą, swoistego nauczyciela. 

Czy jednak tylko wybrani mogą usłyszeć Boga? Papież Franciszek przypominał, że każdy ochrzczony jest prorokiem, a zatem nosi w sobie zdolność do rozpoznania głosu Pana. Ponieważ nie jest to łatwe zadanie, potrzebna jest modlitwa, otwartość serca i umiejętność interpretacji tego, co dociera do człowieka. Bardzo łatwo wypaczyć nawet najpiękniejsze słowa, nadać im pozór dobra dla własnych korzyści, a przecież chodzi o to, by budować coraz lepszy świat. 

Usłyszeć głos Pana, który mówi cicho, delikatnie, ale dosadnie. Nienachalnie i na ogromnie wiele sposobów. Zastanawiam się, czy Izraelici faktycznie tęsknili za Bożym głosem czy po prostu czuli się jedynie zagubieni. Czemu Stwórca milczał wobec modlitw, skoro chcieli Go słuchać? Czy potrzebowali zatęsknić za Nim? Czy chodziło o coś innego. Może zabrnęli tak daleko, że mieli zamknięte uszy i potrzebowali właśnie głosu proroka. Kogoś, kto bardzo jasno i dosadnie będzie im mówił, co i jak mają robić. Nieraz jest tak, że udaje mi się rozpoznać głos Boga w tym, co dzieje się w moim życiu i nie są to jakieś spektakularne wydarzenia, ale proste rzeczy, które wydają się całkiem zwyczajne, codzienne. Ale czuję głęboko, że są odpowiedzią na moje pytania, wątpliwości, wskazówką, której potrzebuję i szukam. Tylko trzeba być czujnym jak Samuel. Słuchać, wsłuchiwać się i dawać się prowadzić. A wtedy jakoś łatwiej iść drogą życia, znajdywać odpowiedzi, nawet jeśli przychodzą później niżbym chciała. Nawet, jeśli są trudne i nie takie, jakie sobie wyobrażałam.