niedziela, 26 marca 2017

Złap się za Słowo - dzień siedemdziesiąty dziewiąty - osiemdziesiąty piąty




"Wiosna, cieplejszy wieje wiatr" :). W sumie wieczory jeszcze chłodne, choć za dnia jest ciepło i aż chce się wybrać na baaardzo długi spacer :). Święta Wielkanocne coraz bliżej. A u mnie dzieje się tyle, że głowa mała. Po pierwsze dwa blogi, które od jakiegoś czasu czytam, czyli Bóg w wielkim mieście i Hipster katoliczka. Po drugie książki i audiobooki o. Adama Szustaka, które mnie totalnie urzekły. 

dzień siedemdziesiąty dziewiąty



Jezus wieczorem nakazał uczniom przeprawienie się na drugą stronę jeziora. Pozostawia tłum, a niektóre łodzie płyną za nim. 

Mistrz nie pozostaje długo w jednym miejscu. Naucza i wyrusza do kolejnych ludzi, by i oni mogli poznać dobroć Ojca. Chrystus niezmordowanie szuka zaginionych owiec. Nie ustaje w drodze, wypełniając swoją misję. Przychodzi do ludzi, pomaga im, wyrusza do następnych. Jest coś niezwykle pięknego w wędrowaniu Jezusa, tej potrzebie głoszenia Ewangelii, spotykania następnych osób. Taka tęsknota za człowiekiem, pragnienie dzielenia się dobrą nowiną, szerzenie jej na świecie.

Mam ostatnio dużo styczności z religijnymi tekstami pod postacią książek, audiobooków, kazań czy vlogów. Nadrabiam chyba zaległości z czasu, gdy jakoś trochę zaniedbałam się w tej materii. Co mnie uderza? Podejście. Przede wszystkim spokój tych przekazów. Mówienie o rzeczach trudnych, czasami bardzo wymagających prostym językiem i z perspektywy, dasz radę! Moja ostatnia duchowa lektura czyli "Garnek strachu" powaliła mnie po prostu na kolana. Spotkałam się z treściami, których wcześniej w ogóle nie słyszałam. Bo kto mówi zaakceptuj strach? Nie, teraz uczy się człowieka z nim walczyć, nie akceptować, ale bić go! Nikt nigdy nie powiedział mi, pozbądź się wszelkich oczekiwań innych ludzi, szukaj tego, co jest Twoją właściwością, co stanowi o Tobie. Nie próbuj naśladować nawet najlepszych, po prostu bądź sobą. Zawsze było, nie daj sobą kierować, ale zważ, że ktoś może mieć racje i doradzać ci dobrze. Inspiruj się, naśladuj a potem wypracowuj swój styl. A tu odwrotnie. Szukaj siebie, dopiero wtedy będziesz mogła być pewna, że to co robisz jest tym, co powinnaś wykonywać. Nie czerp z innych, dowiedz się najpierw kim jesteś, wtedy możesz się inspirować. Szukaj siebie w Bogu, wówczas znajdziesz wszystko. Szukam...


dzień osiemdziesiąty



Zrywa się wicher, rozpoczyna burza. Wzburzone fale są coraz bardziej niebezpieczne, woda zaczyna wlewać się do łodzi, a Chrystus śpi. 

Tak sobie myślę, jak ogromnie musiał być zmęczony Pan, że nie obudził go ani wicher, ani zimno, grzmoty, ani nawet wlewająca się do łodzi woda. Czasem śpimy tak, że mówimy, że nawet wybuch by nas nie obudził, ale wlewająca się woda? Nauczanie ludzi to nie była wcale lekka praca. Na pewno pojawiały się pytania, było tak wielu chorych i cierpiących, których Jezus uzdrawiał, czasem trzeba było nakarmić przybyszów. Długie godziny spędzone z ludźmi. Nic dziwnego, że nawet burza nie była w stanie zbudzić Nauczyciela. Nawet woda, choć może wydawać się to dziwne. Robi się niebezpiecznie, a Pan śpi.

Czasem tak jest, że mówię, mówię i nic się nie dzieje. Bóg sobie śpi pewnie. Dzisiaj słuchałam spotkania z Szymonem Hołownią na RTCK i strasznie spodobało mi się to, co powiedział. Po pierwsze, że dostajemy odpowiedzi od Pana, ale nie umiemy ich przyjąć. Chcemy nieraz swoich, a te właściwe leżą sobie obok. Po drugie, uważamy, że musimy na wszystko zasłużyć, być w stałej dyspozycji. Biegać od rana do wieczora, być zawsze miłym, wspaniałym doskonałym. Daj się Panu Bogu wykazać. Nie bądź Zosią Samosią i zaakceptuj, że to normalne mieć gorszy dzień, powiedzieć, że nie mam wiary i robię, co mogę, ale bez Boga rady po prostu nie dam.


dzień osiemdziesiąty pierwszy



Przerażeni uczniowie pytają Jezusa, czy nie obchodzi go to, że są blisko śmierci. Nauczyciel wstaje i ucisza wicher i jezioro.

Apostołowie drżą ze strachu. Mężczyźni, z których kilku było rybakami i przeżyło wiele burzy, którzy znali to jezioro, po ludzku są przerażeni. Czy powinno to mnie dziwić? Chyba nie, przecież bez względu na staż pływania żywioł to żywioł i jeśli doświadczeni ludzie zlękli się, musiał być naprawdę nieobliczalny. Nie znam człowieka, który nie doświadczyłby lęku, trudności i samotności. Są momenty, gdy po ludzku nie da się nic zrobić. Dzieje się coś, na co nie mam wpływu, coś co może mnie przerastać. Wtedy chyba takim ludzkim odruchem są wątpliwości, czy Bóg jest przy mnie, dlaczego milczy? Jestem nieraz jak apostołowie. Pojawia się strach i wtedy wołam "czy nic Cię to nie obchodzi, że ginę?". Rozglądam się nerwowo w poszukiwaniu pomocy, czegoś, co zapewni mi bezpieczeństwo, ukoi nerwy. Czasami to modlitwa, ale są sytuacje, gdy mimo szczerych chęci nie potrafię się uspokoić a lęk nie ustępuje. Staram się wierzyć, ale to trudne.

Nie zawsze da się odczuć obecność Boga. Są momenty, gdy jest ona niemal namacalna. W duszy pojawia się spokój, życie targa mną a ja jakby nigdy nic, mam wewnętrzne przekonanie, że będzie dobrze, że przetrwam. Innym razem sama powtarzam to sobie, zaklinając rzeczywistość. Uderzają mnie słowa, które wypowiedział ks. Jan Kaczkowski: "Bóg nie jest paskudnym dziadem siedzącym na chmurze, który nas nie lubi, więc rozdaje cierpienia i rozmaite przeciwności. On nas kocha w chwili naszego powodzenia, ale szczególnie blisko jest w momencie nieszczęścia. Nie opuszcza swoich dzieci. Fakt - czasem trudno zrozumieć tę bliskość." Zastanawiają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, dlaczego często słyszy się, że trzeba sobie zasłużyć na miłość Boga i Jego łaskę. Po drugie czy bliskość, którą rozumiem to bliskość w rozumieniu Boga?

Może zatem po kolei. Nie, nie zasłużę sobie nigdy na miłość Boga, choćbym nie wiem co i ile razy zrobiła. Mogę postawić swój świat do góry nogami, rozdać wszystko co mam, nawet siebie a i tak nigdy nie będę mogła powiedzieć, że sobie zasłużyłam na cokolwiek. Czemu? Bo zarówno miłość jak i łaska Boga są za darmo. One wypływają z tego, Kim On jest. To nie sprzedawca, któremu trzeba zaoferować jakąś walutę, ale Stwórca, który mnie ukształtował jak nikogo innego i choć to dla mnie czasem ogromnie trudne do przyjęcia, kocha mnie i błogosławi z samego faktu, że jestem jego dzieckiem. Jest w Biblii takie zdanie "Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami" (Iz 55, 8). A co jeśli tak naprawdę ten czas, który jest dla mnie smutny, pusty, pozbawiony obecności Boga, suchy jest właśnie tym, w którym On jest najbliżej tylko ja nie potrafię tego odczuć? Gdy przypominam sobie o wołaniu apostołów, lubię myśleć, że Bóg mógł im powiedzieć, "ależ obchodzi mnie, dużo bardziej niż moglibyście przypuszczać".


dzień osiemdziesiąty drugi



Chrystus pyta swoich uczniów, dlaczego się boją i nie mają wiary. Oni zaś zastanawiają się Kim jest, skoro jezioro i wiatr są mu posłuszne.

Dwa pytania, które się wymijają. Jezus zwraca uwagę na strach i małą wiarę apostołów. Takie zwykłe ludzie reakcje, pewną nieufność wobec Tego, Kto opiekuje się swoimi dziećmi. Oni tymczasem nie odpowiadają. Są zdumieni tym, co się stało, nagłym uciszeniem się żywiołu. Coś, co po ludzku nie mogło się zdarzyć właśnie rozegrało się na oczach prostych ludzi. Nie dziwi zatem szok i to, że zdają się oni nawet nie słyszeć pytania Mistrza.

Zatrzymuję się dłużej nad tym, co może mi umykać. Codziennie staram się wyławiać piękne chwile, łapać szczęście, wsłuchiwać się w to, co Bóg chce mi powiedzieć, wyciągać wnioski. Każda rzecz, która ma miejsce jest dana od Pana, jest jakimś komunikatem i warto poświęcić trochę czasu, by nie rozminąć się z pytaniami Jezusa jak uczniowie. Znaleźć czas wieczorem, porozmawiać z Bogiem i nauczyć się stopniowo odkrywać Go w zdarzeniach, ludziach. Co mówi do mnie Stwórca?


dzień osiemdziesiąty trzeci



Apostołowie i Nauczyciel przybijają do brzegu. Gdy tylko wychodzą z łodzi pojawia się opętany.

Osobliwy obrazek. Dopiero minęło niebezpieczeństwo, uciszyła się burza a tu znów pojawia się sytuacja, wobec której uczniowie są bezradni. Bo co zrobić z człowiekiem, który jest opętany? Jak mu pomóc?

Zarówno uczniowie, których przerosła sytuacja na jeziorze, jak i opętany przywodzą mi na myśl momenty, gdy szamoczę się z własnym życiem. Niby staram się ufać, dawać jakoś radę, ale idzie jak po grudzie. Nie jestem sama - te słowa czasami po prostu brzmią. Nie czuję, nie dowierzam i jakoś tak bywa pusto i strasznie. Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, nie zrobi absolutnie nic przeciw niemu. Co jednak z sytuacją, w której wołam i nie umiem tej pomocy przyjąć? Gdy po ludzku jestem przestraszona i czuje, że chciałabym interwencji, ale jestem zablokowana? Czasem modlitwa to zaproszenie wbrew temu, co jest w nas. Taka cicha prośba o przełamanie tego, czego sami objąć nie możemy, co przerasta nasze możliwości.


dzień osiemdziesiąty czwarty



Opętany mieszkał w grobach, chodził po górach, krzyczał i tłukł się kamieniami. Nie pomagało ani wiązanie ani przykuwanie, bo wydostawał się z pęt i łańcuchów.

Przerażający widok kogoś, kto w zasadzie stracił życie żyjąc. Obraz nie tylko zniewolenia, ale wielkiego cierpienia. Podobno o poganach mówiło się, że mieszkają w grobach i opis ten może odnosić się również do nich. Myślę, że nieważne czy będziemy ten tekst interpretować przez pryzmat tego, że to poganin czy człowiek, który jest pod wpływem złego ducha, wyłania się z niego  bowiem spostrzeżenie, jak zachowuje się ktoś oddalony od Boga. Nie chodzi o krzyki i robienie bezsensownych rzeczy, brak panowania nad sobą. Tu widać wielkie cierpienie, ból, zniszczone życie. Chodzenie bez łańcuchów a jednak całkowitą niewolę.

Mam swój pomysł na życie, to normalne, każdy powinien go mieć. Często jednak wiem lepiej. Brnę w sytuacje, które nie są dla mnie dobre, które ranią, wywołują złe skutki, bo mam przekonanie, że przecież znam się na wszystkim lepiej. Nieraz coś mi się podoba, ale niekoniecznie jest dla mnie, no ale jak? Ja nie zrobię? Dlaczego mam sobie czegoś odmawiać, skoro świat mówi mi, że przecież każdy tak robi, że to normalne, nowoczesne, modne. Tu przypomina mi się znane hasło, że jeśli ktoś powie ci, byś skoczył z mostu, to też skoczysz? Ok, pokusy mają różne oblicza, nie są czymś, co wygląda źle czy średnio, nie kojarzą się z kłopotami, ale właśnie z przyjemnością. Inaczej, kto by za nimi szedł? I powoli człowiek robi się taki ospały, wpada w duchowy marazm, idzie jakimiś skrótami, które prowadzą donikąd. Staje się podobny do bohatera z fragmentu Ewangelii. Wie swoje, a jest spętany, może nawet o tym nie wiedząc. Daj Boże, żeby potrafił przyjść i zawołać o pomoc, by opamiętał się, póki czas.


dzień osiemdziesiąty piąty



Opętany przybiega, oddaje Jezusowi pokłon i pyta, czego od niego chce. Krzyczy również, by go nie dręczył.

Zły duch wie, kim jest Chrystus i nie może zachować się inaczej. Upada przed nim, ale chce znaleźć się jak najdalej od Pana. Ta sprzeczność kojarzy mi się z pewnym powiedzeniem "Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek". Zdarza się tak żyć. Tu Msza Święta, modlitwa, post, gdzie indziej drobne ustępstwa. Czytałam ostatnio, że w tym jest właśnie największe niebezpieczeństwo. Nie w wielkich grzechach, które zawsze wywołują reakcję, mocno bolą, dotykają człowieka. Ale właśnie w malutkich, zdawałoby się mało istotnych rzeczach, które wydają się całkowicie niewinne a zaburzają sumienie. Najpierw jeden krok, potem drugi i tak leci.

Bóg nie odwraca się od człowieka, nie zostawia go samego, a jednak odczuwam często pustkę. To skutek grzechu, kolejne kłamstwo, w które mam przyjąć, że nic nie obchodzę Stwórcy. Przecież, gdy jest trudno łatwo w coś takiego uwierzyć. Cały czas zachwycam się podejściem Joli Szymańskiej i Katarzyny Olubińskiej do wiary. Nie ma smutnych, sztywnych, utrudniających życie nakazów. Jest wolna wola i mój wybór, co zrobię. Nie przymus, tylko pragnienie wypływające z relacji z Bogiem, który kocha człowieka. Cały czas tego się uczę, staram się dorastać, bo popatrzmy obiektywnie. Katolik kojarzy się z przygniecionym zakazami smutasem, który musi jakoś przecierpieć na tym padole łez swój żywot i może uda mu się coś zyskać po śmierci. Tymczasem wiara to wielka siła, to przygoda, wolność, jakiej można zaznać i piękno. To coś co wykracza poza pojęcie naszego szczęścia. Owszem to nie sielanka, poza wyżynami są też doliny, praca nad sobą, trudności, zmaganie się z pokusami, czasem nawet z własną emocjonalnością. Boli jednak wypaczenie tego, czym jest naprawdę. Mam gorsze dni i fizycznie i duchowo. Czasami bywa bardzo trudno, ale do tego maksimum szczęścia dążę i wierzę, że będzie coraz więcej lepszych momentów, bo Ten Który mnie kocha, przygotował dla mnie piękne, pełne wyzwań życie a nie jakiś poligon smutku, wyrzeczeń i trudności. Nie daj się dziwnej wizji, która pojawiła się gdzieś i zniekształca świat. Bóg jest Miłością, Bóg jest radością :).




sobota, 25 marca 2017

Share week 2017




Zazwyczaj publikuję kolejny spacer wśród blogów, dziś jednak postanowiłam, że w ramach akcji Share week po prostu napiszę o kilku blogach, na które zaglądam :) zatem zapraszam serdecznie :)

1. blogi literackie 


U Luki czuję się bardzo dobrze, uwielbiam jej cudowny styl pisania, taki nieco poetycki, melodyjny, oraz książki w wielu wypadkach całkiem inne od tych, które czytam ja. Często przekonuję się do polecanych przez nią lektur i podziwiam klimatyczne zdjęcia, które robi. Jednym słowem to literacki zakątek, gdzie naprawdę lubię przebywać. 



Agnieszka jest osobą wymagającą jeśli idzie o książki i to, co pisze lub nagrywa. Wybiera konkretne lektury i dopracowuje swoje teksty i wystąpienia tak jak to możliwe. Widać w niej polonistyczną krew, ale też to, że dobrze czuje się w różnych formach a literatura to jej świat. Dużo mądrych myśli, świetna forma i konkretna jakość :), słowem profesjonalizm.



Dianę cenię za to, że pisze naprawdę długie, wyczerpujące teksty o przeróżnych książkach. Często tych, po które i ja sięgam, czasem takich, do których bym nie dotarła i tych górskich <3. Tworzy w swoim, swobodnym i ciekawym stylu ze zdjęciami, które zawsze są pełne światła i uroku.


blogi religijne



Jola jest dla mnie cudownym przykładem na poparcie tezy, że katolik to nie żaden smutas, szaro-bura nudna istota, do tego taka, która nie korzysta z życia i w ogóle tylko zapłakać nad nią. Burzy stereotypy, które przylgnęły do katolików, jest szalenie ciepła i kobieca i robi naprawdę świetną robotę. A do tego cudownie się jej słucha i czyta. 



Kasia Olubińska to rasowa dziennikarka, która czaruje słowem, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ona po prostu świetnie pisze, a do tego jest otwarta w tym, o czym opowiada. Nie boi się powiedzieć, że czegoś nie wie, nie unika trudnych tematów. Pisze z sercem i za to wszystko lubię zaglądać na jej bloga. 



Do Eryka trafiłam przez Instagrama. To chyba jeden z niewielu takich przypadków u mnie, ale bardzo fajny. I tak sobie zaglądam, czytam i po prostu lubię, bo to kolejny blog, który jest szczery, bardzo szczery. Myślę, że trzeba mieć odwagę, by mówić o Bogu, a autor ewidentnie się tego nie boi. Pokazuje siebie i swoje przemyślenia, pisze czasem o słabościach i to jest fajne, ten autentyzm :).


3. blogi rozwojowe i kreatywne


Lubię zaglądać do Kasi, poczytać, pozachwycać się cudownymi zdjęciami, nabrać chęci na próbowanie czegoś nowego. To potrzebne, zwłaszcza gdy utknie się w jakimś miejscu, punkcie i jakoś brakuje motywacji do zmian. A tutaj oprócz porad motywacyjnych znajdziecie nawet sposoby na owsiankę.



Eweliny chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Większość zapewne ją zna albo z bloga albo z filmików na yt. Poza tematyką dotyczącą motywacji, kreatywności i rozwoju, o której jest tu naprawdę ogromnie wiele, lubię u autorki piękne fotografie i dzielenie się lekturami, po które zazwyczaj sięgam. Słowem, jeśli chcecie się rozwijać, warto tu zajrzeć.



Moje niedawne odkrycie, czyli blog który powoli poznaje i mam wrażenie, że zostanę tu na dłużej. Zwłaszcza, że tak, chciałabym zostać panią swojego czasu.


Oczywiście odwiedzam jeszcze wiele innych miejsc, ale dziś chciałam napisać o tych :) A Wy gdzie lubicie zaglądać? Piszcie, chętnie znajdę kolejne wspaniałe miejsca :)


wtorek, 21 marca 2017

Znajdź siebie – Adam Szustak OP "Garnek strachu. Droga do dojrzałości. Lekcje Gedeona"


z cyklu książki z duszą



„Strasznie kocham tego Gedeona, bo on jest w stu procentach człowiekiem. To nie jest super bohater, jakiś batman, który po prostu niszczy w proch wrogów. To jest prosty chłop, który cały czas mówi do Boga: „Przekonaj mnie”. Bóg robi cuda, a ten dalej: „Przekonaj mnie”. Ja ciągle tak robię w moim życiu. Jak planuję coś zrobić oczywiście mam wewnętrzne przekonanie, że rzeczywiście powinienem się tego podjąć, to cały czas mówię Bogu: „Daj mi znak, żebym był pewny”. Znak przychodzi, a ja dalej: „Potrzebuję, żebym był jeszcze bardziej pewny, bo sam wiesz – można różnie odczytać” itd. I tak przypuszczam u każdego z nas.” – s. 78-79

Długo przeżywałam i przeżuwałam tę książkę. Ojciec Szustak ma w sobie coś takiego, że od razu do mnie trafia. Po pierwsze umie pisać i gadać ;). Po drugie mówi prosto, o czymś co sam przeżył. Po trzecie ożywia Pismo Święte tak, że aż mi głupio, że traktowałam je po prostu jako historię, gdy to opowieść również o mnie. „Garnek strachu” chodził za mną długo, wdzierał się do serca, zmuszał do myślenia, nie dawał spokoju. Brzmi strasznie, prawda? Ale straszne nie jest. To tak, jakby ktoś stanął i powiedział mi, popatrz to o tobie, twoim życiu, a następnie dał wskazówki, co z tym wszystkim zrobić.

Gedeona traktuje się różnie, jedni mają go za bohatera, inni za kogoś kto przegrał życie. Dla mnie to facet, który trochę zgłupiał i zamknął się w kole historii. Wrócił do początku. To niepogodzony ze sobą i zalękniony mężczyzna, siedzący i młócący niedojrzałe zboże, z którego nie wiadomo czy będzie chleb, podczas gdy bracia walczą z najeźdźcą. Jest w nim ogromny lęk przed tym, co może się wydarzyć, jest również bunt, niezgoda na bezsens, który panuje w jego życiu, w końcu jest i beznadzieja, podanie się w stosunku do wszystkiego. Brzmi znajomo? Żeby tego było mało właśnie w tym momencie przychodzi do niego anioł i z niewinnym uśmiechem tytułuje go wojownikiem. No tak, gorzej już nie będzie, skoro nawet wysłannik niebios z niego kpi. Tymczasem to nie chodzi o dogryzanie czy szydzenie. W ten sposób Bóg mówi coś bardzo ważnego i zaprasza Gedeona do zmiany życia. Bohater krok za krokiem zostaje odarty z lęków, wyzbywa się przywiązania do bycia kimś innym, realizowania nie swoich marzeń i pragnień. Z zalęknionego chłopca wyrasta mężczyzna, który pokonuje wrogów. Nie czyni tego jednak własną siłą, o nie! Gedeon to nie heros, nawet nie wzór do naśladowania. To człowiek, który nie umie zaufać, nie ma pojęcia, kim jest. Gdy Bóg pokazuje mu, że jest z nim, on domaga się kolejnego dowodu i tak raz za razem. Odnajduje on w końcu to, co najważniejsze, przekonuje się, co jest wartością, ale ostatecznie i tak wraca do starej osobowości. Zwycięża po to, by przegrać. Historia zatacza koło i odnosi się wrażenie, że niczego się nie nauczył.

Porusza mnie ta historia, fascynuje, skłania do bolesnych przemyśleń. Autor pokazuje na przykładzie Gedeona, jak wygląda nasza codzienność, egzystencja, błędy, które popełniamy. Odziera czytelnika z fałszywych przekonań, marzeń, pragnień. Stawia twarzą w twarz z prawdą, której musi poszukać. Nic nie jest dane ot tak. Kolejne rozdziały wprowadzają w historię biblijnego bohatera, ale i w poszukiwanie siebie. Każdy z nich kończy się ćwiczeniem, przybliżającym do odnalezienia własnej tożsamości. Przekonania się, jaka jest moja właściwość, co niezwykłego stworzył we mnie Bóg i jak mam to rozwijać. Dominikanin w prostych, ale porywających słowach mówi, nie bądź tym, kim nie jesteś. Nie realizuj marzeń innych, bo to nie ty. Tak nigdy nie będziesz szczęśliwy. Pokazuje czym są lęki, które paraliżują, skąd się biorą, jak można je pokonać i że czasami warto się na nie zgodzić, warto iść tam, gdzie strach krzyczy najgłośniej. „Garnek strachu” to kubeł zimnej wody dla każdego. Niezwykła opowieść o tym, co totalnie zaprzecza temu, co słyszy się zewsząd. To nie tania psychologia czy kolejny poradnik jak być super szczęśliwym w siedmiu czy dwudziestu krokach. To zaproszenie do pracy nad sobą, stawania się dojrzałym z całą odpowiedzialnością za to słowo. Rzecz o zabijaniu w sobie niezdrowych przekonań, jak porównywanie się z innymi, realizowanie planów rodziców czy znajomych, uciekanie od prawdy o sobie czy wypełnianie pustki byle czym. Jeśli masz odwagę przeczytaj tę książkę, zmierz się ze sobą, z tym kim powinieneś być, a nie jesteś. Natomiast jeśli Ci jej brakuje, tym bardziej sięgnij po „Garnek strachu”, bo on stawia życie do góry nogami. Zaprzecza większości rzeczy, które słyszę od dzieciństwa. Każe mi przewartościować większość przekonań. I tak w -dziestym ;) roku życia, siedzę nad tą książką totalnie zdumiona, porażona, przejęta. Robię kolejne ćwiczenia, przerabiam tematy i jestem mocno przekonana, że to ma większy sens niż większość rzeczy, które robiłam.



Garnek strachu. Droga do dojrzałości. Lekcje Gedeona” to książka, którą moim zdaniem koniecznie trzeba przeczytać, przeżyć, przepracować i wracać do niej. Bo łatwo stać się Gedeonem i zaprzepaścić wszystko, łatwo zagubić się, czy nigdy nie dowiedzieć się, kim jestem w świecie, gdzie większość rzeczy jest „fast” a naśladownictwo często wpisane jest w codzienność. Pisana naprawdę lekkim i zrozumiałym językiem, charakterystycznym dla o. Szustaka stylem, z wyszczególnionymi ćwiczeniami pod koniec każdego rozdziału to świetny materiał do poznania Biblii i pracy nad sobą.

„Po pierwsze jest to coś, co Cię strasznie denerwuje, jakaś sprawa, rzecz, z którą nie wiadomo, co zrobić i jak ją opanować. Po drugie, jest to coś, co nosisz w sobie, coś, co się nazywa midiam, czyli miejsce prowokujące myśl, że zasługujesz na coś więcej. To są wszystkie momenty w życiu, kiedy mówisz sobie: Coś mnie omija. Coś jest nie tak. Inni mają lepiej, dlaczego ja mam gorzej? Ciągle czegoś mi brakuje. Dlaczego innym się powodzi, a ja mam to wiecznie niepoukładane? Czemu Bóg im bardziej błogosławi? itd. Madianita to właśnie ten moment rozgoryczenia. (…) Każdy normalny człowiek ma takie miejsce, w którym coś nie gra. Dobrze to w sobie odnaleźć, zobaczyć i nazwać, bo tylko tak możemy  zlokalizować naszego wroga” – s. 17-18

Znajdź zatem swojego Madianitę, znajdź siebie. Nie jakieś wyobrażenie, nie projekcję stworzoną przez rodzinę, nauczycieli, przyjaciół, pracodawców. Siebie – takiego, jakim stworzył cię Bóg. Wyjątkowego, niepowtarzalnego. Wyzbądź się głupich lęków, nie daj się paraliżować strachowi. Idź tam, gdzie pragniesz, mimo wszystkiego. Na przekór tym, którzy chcą byś się podporządkował, dopasował, upodobnił. Usiądź i pomyśl, czego pragniesz, co masz w sobie wyjątkowego. A jak nie lubisz czytać, zawsze możesz sięgnąć po audiobooka, którego fajnie się słucha J. Daj sobie szansę, stać się najpiękniejszą wersją samego siebie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu RTCK :)




Adam Szustak OP, Garnek strachu. Droga do dojrzałości. Lekcje Gedeona, wyd. RTCK, Nowy Sącz 2017. 


poniedziałek, 20 marca 2017

Krakowskie klimaty – Zbigniew Leśnicki „Kraków. Historie, anegdoty i plotki”




„Jako zewnętrzny emblemat tego kina Uziębło zaprojektował maskę, o której Boy napisał, że ‘przedstawia wyraz twarzy człowieka, który nieopatrznie usiadł gołym tyłkiem na gorącej blasze i udaje, że nic się nie stało’”. – s. 112

Jest jakaś magia w pewnych miejscach, to niemal namacalne poczucie historii, które rozgrywały się w danym mieście, klimat wolności, sztuki, muzyki, kreatywności. Wąskie uliczki, w których rozbrzmiewa tyle zdarzeń, mury będące świadkami epizodów miłosnych, tragedii, zabawnych sytuacji. Przeszłość zapisana nie tylko w książkach i ludzkich sercach, ale wisząca niemal w powietrzu, stale obecna, wyczuwalna. Mam sentyment i to ogromny do miejsc z duszą. Tak jest też z Krakowem. Lubię jego uliczki, piękne kamienice, zabytki, o które można się niemal potknąć, bo zdają się wyrastać z każdej możliwej strony. Gdy dostałam zatem propozycję zrecenzowania książki Zbigniewa Leśnickiego zabrałam się ochoczo za czytanie.

Fascynująca podróż po mieście królów to spacer po krakowskich lokalach, pachnących pysznym jedzeniem, słodkościami, doskonałymi trunkami. Miejscach, w których nie tylko korzystano z kulinarnych rozkoszy, ale rozmawiano także o nauce, sztuce, prowadzono różne dysputy, organizowano kabarety, wystawy. Autor zwraca uwagę na pewien rytuał, który wykształcił się u stałych bywalców, stworzenie swoistej tradycji, wpisanie w kulturę miasta spotkań przy kawie czy alkoholu. Ukazuje życie bohemy, nadającej kolorytu codzienności, rozprawiającej o szeroko pojętym życiu kulturalnym i plotkującej, bo plotki wpisane były w życie Krakowa niemal jak jedzenie czy oddychanie. Wspomina o Zielonym Baloniku i występach, które odbywały się w Jamie Michalika. Pisze o krakowskich tramwajach, ulicach, dawnych cmentarzach, po których mieszkańcy przechodzą i przejeżdżają codziennie. Przytacza anegdoty teatralne, psikusy, które robili sobie aktorzy, wspaniałe role, najznakomitszych dyrektorów, rządzących tak, że brakowało miejsc na przedstawienia, w których występowali wspaniali wykonawcy. Odmalowuje ludzi sztuki, niskiego Jana Matejkę znanego z tworzenia monumentalnych dzieł i historię jego obrazu Batory pod Pskowem, perypetie rzeźbiarza Xawerego Dunikowskiego, który zaciągnął kredyt na „cele seksualne” ;), Michała Bałuckiego jednego z najczęściej wystawianych na deskach teatru twórców czy choćby Stanisława Wyspiańskiego borykającego się początkowo z niezrozumieniem wymowy „Wesela”. W książce znajdziemy kilka słów o tym, kiedy Polacy nauczyli się przeklinać, jaki w miłości był król Kazimierz Wielki oraz poznamy perypetie krakowskich pomników w tym szczególnie jednego, przedstawiającego Adama Mickiewicza. Zbigniew Leśnicki opowiada również o miejskich duchach, które straszą w przeróżnych budynkach i specyficznym wpływie, jaki pałac Krzysztofory wywierał na swych właścicieli. A to jedynie część tego, co znajduje się w książce.

Kraków. Historie, anegdoty i plotki” to wciągająca publikacja pełna informacji, która jest świetnym uzupełnieniem przewodników po jednym z najstarszych miast Polski. Pisana prostym językiem, przyjemnym stylem, obfitująca w różne smaczki zarówno obyczajowe jak i kulturalne sprawia, że Kraków nabiera jeszcze więcej barw i zyskuje w oczach czytelników. Co najważniejsze nie nudzi, to nie podręcznik historii pisany "na zimno", ale przyjemna w odbiorze i pasjonująca lektura. To również świetna pozycja dla wszystkich zainteresowanych pisarzami, rzeźbiarzami, malarzami czy historią. Informacji jest tu naprawdę sporo i są podane bardzo przystępnie. Książki nie da się jednak czytać na raz. Sięgałam po nią przez ładnych kilka wieczorów, by w pełni móc delektować się historiami przyprawiającymi o śmiech czy czasem nawet strach. A po lekturze myślę, że dawna stolica Polski stała mi się bliższa, podobnie jak zapragnęłam wrócić do książek o barwnych czasach modernizmu i wszelkich wyskoków i szalonych pomysłów bohemy. Dla wszystkich miłośników historii, sztuki i miast z klimatem pozycja obowiązkowa.

A na koniec muzyczna wstawka :)



Film wrzuciłam z kanału Myslovitz Brasil
https://www.youtube.com/watch?v=zEGDEGeEjuY


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.




Zbigniew Leśnicki, Kraków.Historie, anegdoty i plotki, wyd. WAM, Kraków 2015. 

niedziela, 19 marca 2017

Złap się za Słowo - dzień siedemdziesiąty drugi - siedemdziesiąty ósmy




Zastanawiam się, jak będzie wyglądać ten tydzień. Jest trochę rzeczy, które mnie martwią, kilka spraw do przerobienia, średni humor i może nie "ciemność, ciemność widzę", ale jakoś tak pochmurno się zrobiło i wiosny nie widać ani w pogodzie ani w sercu. Ale nie daję się. 


dzień siedemdziesiąty drugi



Jezus pyta, czy światło jest po to, by postawić je pod łóżkiem lub korcem czy po to, by świeciło i rozświetlało ciemność. Nie istnieje bowiem żadna rzecz, która by nie była ujawniona.

Sam pomysł chowania światła pod łóżko lub przykrywania go korcem, czyli naczyniem jest dość absurdalny. Nikt bowiem nie zapala świecy, by potem schować ją w jakieś czeluście, ona ma rozjaśniać mrok. Jeśli jednak chcę ją przykryć, to tak jakbym próbowała być niewidoczna, kombinowała coś, żeby nikt mnie nie nakrył. Następnie zaś padają słowa, które być może przejmą grozą niejednego - nie ma niczego, co nie będzie ujawnione. Włosy się zjeżyły? Tajemnice, sekrety, to czego się wstydzę, o czym chciałabym zapomnieć, wszystkie głupoty, jakie zrobiłam w życiu, krzywda, którą komuś wyrządziłam. Jest wiele rzeczy, których nie mam ochoty wspominać, a co dopiero mówić o nich innym. Każdy ma takie sprawy. Czasami to może nawet nic strasznego, ale nie chcemy, by ktoś o tym wiedział. Tymczasem nie ma tajemnic, sekretów, nie ma niczego, bo by nie wyszło na jaw. 

Zatrzymałam się przy tym i zastanowiłam, jaki sens mają te słowa. Czy faktycznie będzie tak, że nagle ktoś zacznie mówić o tym, co zrobiłam przez całe moje życie? Może na sądzie ostatecznym tak. Da się w życiu zataić pewne rzeczy, ale Bóg przecież widzi wszystko. Wie, że nie podoba mi się nieraz to, co dzieje się u mnie, że bywam strasznie wkurzona, bezsilna, że mam ochotę krzyczeć i tak po ludzku bywam wredna. Nie jestem aniołem, czasem ktoś mocno mnie zdenerwuje, odgryzę się a potem mi głupio, bo można było inaczej, a tu nerwy wzięły nade mną gorę. Są słabości i rany, o których nie chcę z nikim rozmawiać i chowam się nawet przed Panem, choć wiem że gdybyśmy je przegadali i przepracowali, pewnie byłoby lepiej, ale to trudne tematy. Napomykam Mu o nich, ale nadal boję się całkiem otworzyć i przeżyć jeszcze raz to, co boli. On wie, ale czeka cierpliwie, bym sama zdecydowała, że to mój czas, że chcę Mu powiedzieć o wszystkim. I to jest piękne, bo pewnie czasami załamuje nade mną ręce i mówi "Dziecko, po co Ty się tak męczysz? Przecież wszystko może być pięknie. Pozwól mi tylko działać". Nie robi jednak nic na siłę. 

Cyprian Kamil Norwid pisał w "Promethidionie"

"Bo nie jest światło, by pod korcem stało,Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,Bo piękno na to jest, by zachwycałoDo pracy - praca, by się zmartwychwstało"

Nie, nie chodzi mi o to, by być przodownikiem pracy ;) nic z tych rzeczy. Światła się nie zasłania, podobnie jak nie czeka się aż sól straci smak. Piękno ma wywoływać wrażenia, poruszać człowieka, ale na tym nie powinno się kończyć. Ono ma być na tyle silne, by skłonić człowieka do działania, zainspirować. To właśnie wtedy zacznie pracować, a może to robić w przeróżny sposób. Nie tylko chodzi o pracę zawodową, ale pracę nad sobą, tworzenie piękna, wcielanie w życie dobra. Piękno i dobro bez czynów jest martwe, to taka niesłona sól czy zakryte światło. Istnieje, ale nie spełnia swojej roli. Zachwyciły mnie słowa Ojca Szustaka, szukanie ciekawostek w świecie i przekładanie tego na rozwój duchowy. Najważniejsze to iść dalej, nie poddawać się, kołatać, próbować, brać się za bary ze światem i nie gasić w sobie światła i nie tracić smaku. 

Jeśli nie wklejałam tego filmu to zobaczycie go po raz pierwszy, jeśli już się pojawił to dobrze go sobie przypomnieć, bo on zachwyca do pracy, do małych codziennych gestów, które zmieniają świat. 



Bezpośredni link do flimu z YT:


dzień siedemdziesiąty trzeci




Wszyscy słyszący powinni słuchać.

Kolejny raz padają te słowa i kombinuję, co bym jeszcze o tym mogła napisać. Było już o słuchaniu i słyszeniu. Może teraz o wsłuchiwaniu się w siebie? Paweł Krupa OP wspomina, że Bóg porozumiewa się z człowiekiem na różny sposób przez słowa Pisma Świętego, ludzi, sny, wizje, przez wydarzenia i wiele sytuacji. Przemawia nieustannie i niezmordowanie, mogłabym rzec. 

Staram się w ciągu dnia znaleźć choćby kilka minut na to by usiąść i ogarnąć się ;). Pobyć w ciszy, wsłuchać się w to, co pojawia się głęboko we mnie. Uciszyć gonitwę myśli, skupić się na najważniejszym, przemyśleć jakąś ważną sprawę, czasem po prostu pobyć z Bogiem bez żadnych słów. To nie jest łatwe, bo na głowie wiele rzeczy, duch niespokojny i w ogóle jedno wielkie szaleństwo. Ale uczę się tego czasami z przerwami, czasem dość regularnie. Chciałabym wyrobić sobie taki nawyk, by nie dać się zwariować w świecie. Umieć zatrzymać się i ustawić wszystko na właściwym miejscu. Nie martwić się niepotrzebnie, tylko słuchać, tego co ważne, niekoniecznie tego, co najgłośniejsze. Uwielbiam odnajdywać takie małe skarby dnia codziennego, radości, które niezmiernie łatwo pominąć, nie docenić. To dla mnie takie zatrzymanie się, bo te drobiazgi zawsze dają do myślenia i pielęgnuje je w sobie. Są trochę jak dmuchawce, delikatne, ulotne, ale czarujące :). Wam także życzę takich życiowych dmuchawców, które pozwolą przeżyć piękno dnia codziennego. 


dzień siedemdziesiąty czwarty




Pan nakazuje uważać na rzeczy, których słuchamy. Uzmysławia, że będziemy traktowani tak, jak my traktujemy innych, według używanej przez nas miary. Wspomina, że ci, którzy mają, dostaną więcej, a nieposiadającym odebrane zostanie nawet to, co mają.

Zawsze zastanawiają mnie te słowa. Dlaczego ci, którzy już mają dostają więcej, a ten komu brakuje jeszcze traci? Jaka sprawiedliwość się z tego wyłania? Zżymałam się na te słowa strasznie długo, bo to nie fair. Siedzi sobie taki biedak i jeszcze dostaje po głowie od życia. Za co? Tak mogłoby się wydawać, gdyby analizować ten tekst dosłownie. Ostatnio jednak łączyłam go z przypowieścią o talentach. Ten, który miał najmniej, utracił nawet to mało przez swoją gnuśność. Czy nie jest tak, że jeśli nie będę pracowała nad sobą, to stracę to, co mi ofiarowano? Nieważne czy miałam mało czy dużo. Po prostu nie wykorzystam tego, co otrzymałam, więc będzie się to marnować. 

Kto będzie współpracować z Bogiem otrzyma więcej niż może pragnąć. Więcej niż potrafi zrozumieć i Pan sobie poradzi, i z niedoświadczeniem człowieka i jego słabościami i "nadmiarem" jego talentu. Trzeba tylko pozwolić się poprowadzić. Mam znajomych, którzy mają tyle umiejętności, że głowa mała. Czasami zastanawiam się, czy jest coś, czemu by nie sprostali. I wcale nie jest tak, że to jacyś geniusze, którzy nie muszą się starać, mają wszystko od razu i bez wysiłku. Owszem trzeba mieć talent np. do śpiewu czy rysunku, bo warunki zawsze jakoś ograniczają człowieka. Jeśli nie mam tzw. "głosu" to nie będę śpiewać jak rasowa wokalistka, mogę co najwyżej nauczyć się tak, by nie terroryzować bliźnich w ławce ;). Mogę wyrobić sobie rękę, ale Matejką nie zostanę. I nie o to chodzi, by iść na przekór temu, co mam i czego nie posiadam. Jeśli chcę malować i zaakceptuję, że mam jakąś granicę, której nie pokonam to w porządku. Będę sobie malować dla własnej przyjemności i to też mnie rozwinie. Ale podobnie jak w tym, co jest moim ewidentnym talentem, będę musiała ćwiczyć, starać się, rozwijać. Rozmawiam ze znajomymi o tym, jak podoba mi się to, co robią i słyszę zawsze mądre słowa. Że to wszystko to wypracowane metodą prób i błędów, godzinami ćwiczeń, wysiłkiem, który w końcu przyniósł efekty i rezultaty. Ojciec Adam Szustak w #jeszcze5minutek mówił kiedyś, że trzeba spędzić 10 000 godzin, by stać się w czymś dobrym. Nic nie przychodzi człowiekowi samo, trzeba się starać, pracować, czasami pewnie zarywać godziny snu. Ale przecież to sprawia, że docenia się swoje dzieła, swój talent. Szczególnie jeśli to jest 10% talentu i 90% pracy. 

Tym, którzy chcieliby coś więcej posłuchać o tych 10 000 godzin, zostawiam link do kanału o. Szustaka :)




Link tutaj: 10 000 Beatlesów



dzień siedemdziesiąty piąty




Królestwo Boże podobne jest do ziarna, które zostaje wrzucone w ziemię i wyrasta.

W wierze nie chodzi tylko o wydanie plonu, Bóg dba o ziarno przez cały czas. Opiekuje się człowiekiem od momentu, gdy go stworzył (zasiał ziarno), przez cały proces wzrostu, po czas, gdy wyda ono owoc. Nie ma ważniejszych i mniej ważnych momentów. Liczy się każda chwila, czas, gdy zachwycam się Słowem, kiedy z trudem próbuje je wprowadzić w życie, upadam, podnoszę się, uczę się na błędach, zaczynam od nowa i w końcu, gdy mi się udaje. Życie wiarą to nie tylko wielkie decyzje, ale przede wszystkim takie codzienne zmaganie się z trudnościami, brak zgody na coś, co z pozoru może być niewinne, a w rzeczywistości jest złe. Bóg jest obecny wszędzie. Nie ogranicza się do kościoła, On jest w pracy, rozrywce, tym co pozwala mi odpocząć i tym, co nieraz przysparza mi nerwów. Nie ma dziedziny życia oderwanej od Niego, choć czasami może wydawać się to męczące, stale mieć się na baczności, myśleć o tym, że jest tyle zakazów, które należy przestrzegać. 

Tak, piszę to z przekorą. bo często tak to widzimy, nie jestem wyjątkiem. Zmęczona po dniu pracy, czy problemach, czasami po prostu chciałabym odetchnąć i powiedzieć, czemu nie może być łatwiej? Ale to nie chodzi o stawanie na rzęsach, terroryzowanie siebie, czy cokolwiek innego, ale postępowanie z miłością. Bóg daje ogromną wolność, nie prześladuje nikogo. Jest obecny we wszystkich płaszczyznach życia, by umacniać człowieka, a nie go sprawdzać. Tak, życie w zgodzie z wiarą nie jest łatwe, ale to także żadna mordęga. To świadomy wybór i zrozumienie, że to co wydawałoby się mnie ograniczać jest dobre i daje mi poczucie wolności. Dziwnie brzmi? Ale tak jest. Owszem łatwiej odpuścić, ale co wtedy powstanie? Zrobi się bałagan. Zresztą czy da się tak długo żyć? Wiara to nie przymus, to przyjęcie tego, co mówi Bóg i uczynienie najważniejszym w życiu, czerpanie radości z postępowania, przemyśleń, wszystkiego. Bo nawet trud może dać wiele satysfakcji. 

A na koniec trochę przekornie o tym, co można byłoby zrobić - Jola Szymańska czyli hipster katoliczka



Adres do vloga Joli: Hipster katoliczka tam znajdziecie film, który wrzuciłam.



dzień siedemdziesiąty szósty




Nasionko kiełkuje, rośnie, wypuszcza źdźbło, kłos, ziarno bez wiedzy siewcy. Nie jest ważne czy śpi czy czuwa, wszystko dzieje się poza nim. Reaguje on dopiero, gdy trzeba ściąć plony, bo pora na żniwo.

Wiele rzeczy dzieje się poza nami i przychodzi spoza nas. Czasem jest tak dobrze, że aż trudno w to uwierzyć. Przychodzi piękna, niepojęta obecność, radość. Nagle uderza mnie, że rozumiem słowa, które słyszałam tysiące razy. Widzę je całkiem inaczej i zachwycona wołam, przecież ja tak robię, a nawet o tym nie wiedziałam! Coś we mnie rośnie a ja nawet tego nie widzę. Robię swoje, czasami nawet niespecjalnie dobrze, nieraz tak po prostu i bum! Okazuje się, że mam plon. Bywa i odwrotnie, męczę się, staram, biję niemal głową w mur i nic. Przychodzą rzeczy, od których chciałabym uciec z krzykiem. I czekam zmęczona na koniec dnia, zasnąć, odpocząć, zapomnieć. Nie jestem herosem, doskonale to wiem. Czasami uciekam w książki, żeby nabrać dystansu, uspokoić się, ukoić to, co boli. Nieraz próbuję przegadać sprawę z przyjacielem. Bywa różnie. 

Najtrudniej zgodzić się na ciężkie chwile i doświadczenia, które ogromnie mocno dotykają. Uwierzyć, że są po coś i może z nich wyrosnąć wielkie dobro. Zaakceptować to, z czym przychodzi się zmagać. Nie powiem, że wszystko przyjmuję z otwartymi rękami, Są sprawy, które wymazałabym z życia, choć ktoś powie mi, że nie, tak nie wolno. Ale tak czuję i mam do tego prawo. To nie grzech, to po prostu emocje, bardzo silne. Żeby zrozumieć pewne rzeczy chyba nie wystarczy kilka miesięcy. Bywa, że trwa to latami. Czy dlatego, że człowieka szamocze się sam ze sobą? Czy nie chce odpuścić? Pogodzić się, zrozumieć? Nie wiem. Myślę, że każdy ma jakiś czas, w którym dojrzewa do określonych wniosków i nie ma sensu go popędzać, wyrzucać mu czegokolwiek. Po prostu można porozmawiać, przytulić, starać się zrozumieć, być. To może wydawać się niczym wielkim, a jest prawdziwą pomocą. Ziarno kiełkuje bez mojej wiedzy, w lepszych czy gorszych warunkach, ale rośnie. Cichutko, niemal niezauważalnie, czy śpię, czy patrzę na nie. 


dzień siedemdziesiąty siódmy




Nauczyciel porównuje Królestwo Niebieskie do ziarnka gorczycy, które jest niezwykle drobne, ale zasiane w ziemię rozrasta się do wielkiego drzewa, dającego cień i schronienie ptakom. 

Często jest tak, że to co niepozorne rozrasta się do wielkich rozmiarów. Ludzie, którzy w szkole byli szarymi myszkami, kujonami, zepchnięci gdzieś na margines, w życiu dorosłym stają się celebrytami, biznesmenami, doskonale sobie radzą. Osiągają sukces i przeganiają szkolne gwiazdy. Nikt nie spodziewałby się po nich czegoś takiego, a jednak budzą podziw i zaskoczenie. Amerykańskie marzenie od pucybuta do milionera to trochę taki obraz ewangeliczny. Dzięki uporowi i ciężkiej pracy, ktoś zdobywa wszystko. Tak jak malutka gorczyca okazuje się być ogromnym drzewem. 

Nie ma człowieka, który nie umiałby niczego. Czasami społeczeństwo skazuje niektórych na ostracyzm, lituje się zamiast wspierać. Krótkowzroczność sprawia, że nie widzę potencjału, a jedynie przeszkodę. Nie daję wędki, tylko rybę, a nie tędy droga. Można osiągnąć bardzo wiele w ogromnie trudnych warunkach. Do tego trzeba jednak wiary, uporu, siły, wsparcia. Podziwiam ogromnie Nick'a Vujicic'a który ma w życiu naprawdę pod górkę, a jednak uświadamia, że można wszystko. Zawstydza zdrowe osoby, ale nie w złym znaczeniu tego słowa. On wie jak to jest, poddać się, nie widzieć światła w tunelu, zmagać się z naprawdę trudnym życiem i brakiem akceptacji. A jednak jest dziś człowiekiem sukcesu, nie tylko pod względem finansowym (choć życzę mu tu również jak najlepiej), ale obalania mitów o ograniczeniach. Udowadnia, że miłość można znaleźć niezależnie od wszystkiego, że można robić coś dobrego, to co się kocha mimo wszystko. Cieszyć się życiem, próbować nowych rzeczy i to jest niezwykle piękne i inspirujące. Czasami jak mam doła lubię wracać do pewnego filmu, który na nowo przypomina mi, że każdy coś umie, może być dobry w jakiejś rzeczy, może inspirować. 

Zachęcam do obejrzenia, film wrzucony z kanału Sukces Marketingu:





dzień siedemdziesiąty ósmy




Chrystus głosi naukę jedynie w przypowieściach, nie przemawia do ludzi inaczej, swoim uczniom wyjaśnia zaś je osobno. 

Pan mówi do tłumów. Posługuje się obrazami, które powinni zrozumieć. Apostołom dodatkowo tłumaczy wszystkie przypowieści. Jakie mogły być tego przyczyny? Uczniowie pochodzili z prostych rodzin, podobnie jak większość słuchaczy Jezusa. Oni jednak musieli nawiązać z nim głębszą więź, czuć się wtajemniczeni w naukę, lepiej rozumieć, bo przecież mieli głosić ją innym. Musieli sprostać pojawiającym się pytaniom, wątpliwościom. Rozumieć, co tak naprawdę chce przekazać im Mistrz. Jezus uczył ich również otwartości dziecka, zaufania Bogu i bycia odpowiedzialnym za słowa, które będą przekazywać. Oni potrzebowali umocnienia, siły, zażyłości z Panem. 

Czy łatwo jest mówić o wierze? Chyba nie do końca. Ludzie reagują przeróżnie. Czasami patrzą się jak na kosmitę, gdy żegnam się przechodząc obok kościoła. Innym razem przyglądają się uważnie, bo przecież rozmawiam o wierze, jestem katolikiem, staram się żyć tym, co dla mnie ważne. No właśnie. To jednak nie czyni mnie nieskazitelną. Popełniam błędy, czasami coś psuję. Jak apostołowie potrzebuję relacji z Bogiem i Jego wsparcia. Muszę szukać odpowiedzi, zadawać pytania, wsłuchiwać się i nie załamywać, jak coś idzie nie tak. Poszukiwać swojej drogi, samej siebie i Boga. Brać odpowiedzialność za to, jaka jestem, ale i za drugiego człowieka. Nie będę nigdy doskonała, ale nie o to chodzi, ani też o to, by patrzeć komuś na ręce, rozliczać go ze wszystkiego. Ogromnie podoba mi się to, co robi Jola Szymańska. Odziera świat z pompy, niepotrzebnego patosu, pokazuje, że katoliczką można być całkiem na luzie, że nie trzeba być spiętym, zestresowanym, posępnym. Jest pogodna, otwarta, bardzo kobieca i udowadnia, że nie ma co komplikować sobie życia. Trzeba podejść do wszystkiego z głową, a wtedy widać jak wiele jest jasnych stron i jak to wcale nie musi być skomplikowane i karkołomne. Bo życie wiarą to nie wchodzenie z panicznym lękiem wysokości na wielką górę, na której nie ma barierek, łańcuchów, to nie przeskakiwanie przez wielkie przepaście bez asekuracji. To wymagająca, ale piękna wędrówka z kimś doświadczonym i to w pełnym zabezpieczeniu, zachwycanie się pięknem, odpoczynek, to miłe zmęczenie i pragnienie wchodzenia wyżej. Zatem nie kombinujmy, nie utrudniajmy sobie życia.

Zapraszam Was na bloga i vloga Joli, a tutaj podrzucam z nią wywiad. Warto przeczytać :)


Jeśli chcielibyście się ze mną czymś podzielić odnośnie wiary, tego co piszę, serdecznie zapraszam, będzie mi bardzo miło :) Do następnego tygodnia :).



czwartek, 16 marca 2017

Book haul marzec 2017




Nazbierał mi się stos przecudownych tytułów, głównie otrzymanych od wydawnictw, zatem zapraszam na przegląd tego, co nowego pojawiło się na moich półkach. 


Egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa Czwarta Strona - dziękuję bardzo :)



Natalia Sońska, Kropla zazdrości, morze Miłości, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2017.



"Kinga pogrąża się w smutku, zaniedbując pracę i przyjaciół. Czy otrząśnie się na czas, by nie stracić tego, co dla niej najważniejsze? Nie będzie łatwo, bo ilekroć wyjdzie na prostą, powracać będą do niej koszmary...
Hania tymczasem staje na początku nowej, niestety wyboistej życiowej drogi. Przeszkodą w dążeniu do szczęścia okazują się liczne zobowiązania oraz chęć osiągnięcia sukcesu. Rosnąca ambicja przyćmiewa wartości, dla których jeszcze nie tak dawno Hania była w stanie poświęcić wszystko. 
Kropla zazdrości, morze Miłości to nie tylko wspaniała opowieść o miłości, lecz także o emocjach - nie zawsze tych łatwych. Bohaterki Natalii Sońskiej wiedzą, że życie wymaga od nas dużo chęci i dobrej woli, by ład i harmonia mogły zagościć w nim na dobre."


Remigiusz Mróz, Inwigilacja, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2017.



"Chłopak, który zaginął kilkanaście lat temu na wakacjach w Egipcie, odnajduje się na jednym z warszawskich osiedli. Posługuje się innym imieniem i nazwiskiem, i mimo że rodzice rozpoznają w nim syna, on sam utrzymuje, że nie ma z zaginionym nic wspólnego.
Sytuację komplikuje fakt, że po przejściu na islam i powrocie do Polski mężczyzna znalazł się na celowniku służb. Gdy pojawiają się zarzuty, że przygotowuje zamach terrorystyczny, zwraca się o pomoc do prawniczki, która niegdyś zasłynęła obroną pewnego Roma.
Joanna Chyłka niechętnie podejmuje się sprawy. Słynie bowiem nie tylko z ciętego języka, ale także z niechęci do obcych. W dodatku nie jest przekonana, czy jej nowy klient w istocie nie planuje zamachu..."


Egzemplarze recenzenckie od Wydawnictwa Poczytne.pl - dziękuję bardzo :)


Pola Styx, Powieść(anty)feministyczna z mięsem w tle, wyd. Poczytne.pl, Gdańsk 2017.




"Ewa nie oddałaby kilkudziesięciu polubień jej wydarzenia na Facebooku za udział w paradzie sufrażystek w Waszyngtonie w 1913 roku. 
A gdyby drogą do kariery i uznania dla współczesnej kobiety były sukcesy w ujeżdżaniu świń bez siodła, Henryka Engel bez wątpienia zajechałaby niejedną bidulkę.
Niezbadane są drogi, którymi kobieta sięga po feminizm jak po surowe mięso."


Łucja Brzozowska, Zadziwiające losy wyrazów. Zabiór felietonów, wyd. Poczytne.pl, Gdańsk 2015.




"Czy pies łże? kto zacz Elunia Ludojadka? I czy dziennikarz poważnej gazety może napisać, że władze litewskie olały pogrzeb Miłosza?"


Przedpremierowy egzemplarz od Wydawnictwa Sonia Draga - dziękuję bardzo :)



Kerry Drewery, Cela 7, przeł. Patrycja Zarawska, wyd. Sonia Draga, Katowice 2017. (data premiery 29 marca 2017)




"Zamordowano uwielbianego przez tłumy celebrytę. Zatrzymana na miejscu zbrodni szesnastoletnia Martha Honeydew przyznała się do winy i zajęła miejsce w celi śmierci. 
Przyszła pora, aby sprawiedliwości stało się zadość.
O losie dziewczyny decydują widzowie reality TV, którzy mają siedem dni na rozstrzygnięcie, czy oskarżona ma żyć, czy umrzeć. Nie ma już sędziów - jest publiczność z telefonami w ręku. Sprawa budzi ogromne emocje, bo po raz pierwszy w historii programu w celi śmierci znalazła się nastolatka.
Martha uparcie twierdzi, że jest winna, ale czy to ona pociągnęła za spust? A może rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż obrazy, którymi karmią nas media?
Fascynująca opowieść o tym, jak wiele jesteśmy gotowi poświęcić w imię tego, co dla nas najważniejsze."

Niedługo więcej informacji o książce i zaproszenie na dedykowaną premierze stronę :).
Cela 7 - kliknijcie w tytuł obok i przenieście się na stronę :)


Pudełko nowości od Wydawnictwa WAM czyli zmasowany atak cudowności <3 - przeogromnie dziękuję <3


Katarzyna Olubińska, Bóg w wielkim mieście, wyd. WAM, Kraków 2017.



"Była jedną z wielu młodych, ambitnych dziewczyn, które zjeżdżają z całej Polski do Warszawy, aby spełnić swoje marzenia. Konsekwentnie realizowała plan na idealne życie. Praca kilkanaście godzin na dobę, perfekcja w każdym calu, błyskotki wielkiego miasta. Tylko dlaczego to wszystko nie dawało jej szczęścia? W końcu, wycieńczona pustką swojego życia, zawołała: "Ratuj!". On zareagował od razu, jakby tylko czekał na ten krzyk. Przyszedł w łagodnym powiewie. 
On - Bóg, który odpowiada na nasze wołania. Ona - Katarzyna Olubińska dziennikarka programu Dzień Dobry TVN. Autorka bloga Bóg w wielkim mieście. Opowiada o swojej drodze do Boga, pięknie małych gestów, celebracji życia. Rozmawia z gwiazdami pierwszego formatu o sprawach, wobec których wszyscy jesteśmy równi: o miłości, przyjaźni, strachu, cierpieniu, śmierci, rodzinie, karierze, marzeniach, szczęściu. Co się zmienia, gdy najważniejsze wydarzenia życia przeżywa się razem z Bogiem?"


Grzegorz Kramer SJ, Bóg jest dobry... I dam się za to zabić, wyd. WAM, Kraków 2017.



"Jestem przekonany, że każda nowina o tym, że Bóg jest dobry, która dotrze do człowieka (...) sprawi, że człowiek będzie chciał odpowiedzieć na tę dobroć Boga, a nie jej zaprzeczyć. Właśnie dlatego ta książka Grześka Kramera jest tak ważna i tak potrzebna. (...) Grzesiek w całym swoim nauczaniu nieustannie pisze i mówi, i swoim życiem świadczy o tym, że Bóg jest dobry. Powtarza to do znudzenia, do obrzydzenia. I bardzo dobrze, dlatego że to jest coś, co trzeba mówić do końca świata i nigdy nie będzie dosyć."


ks. Adam Boniecki MIC, Powroty z bezdroży. Notatki na marginesach Biblii, wyd. WAM, Kraków 2017.



"Wciąż wybieramy jakieś własne drogi i nie byłoby to nawet złe, gdyby nie prowadziły one na bezdroża. Dopiero widząc, gdzieśmy zabrnęli, zaczynamy pytać o kierunek. Historia naszej wiary to historia odejść z drogi i powrotów. 
Grupa przyjaciół. Zbierają się co piątek, aby rozmawiać o tekstach Pisma Świętego. Jest wśród nich ksiądz Adam Boniecki. Piątkowe spotkania są dla niego inspiracją do niedzielnych kazań. 
Może dlatego jego słowa poruszają tak wielu z nas? Nie tylko wnikliwie studiuje Święte Księgi, ale również uważnie słucha, co na ich temat mają do powiedzenia inni - przyjaciele, mistrzowie, codziennie spotykani ludzie. 
Teraz jego niepublikowane dotąd medytacje na Wielki Post trafiają do rąk czytelników. Dołącz do tego wyjątkowego kręgu biblijnego. Zapraszamy. Kościół jest otwarty."


ks. Jan Kaczkowski, Katarzyna Szkarpetowska, Dekalog księdza Jana Kaczkowskiego, wyd. WAM, Kraków 2017.



"Słuchaliśmy Go, bo na co dzień żył tym, co głosił. Docenialiśmy Go, bo poważnie traktował ludzkie problemy. Podziwialiśmy Go, bo do ostatnich chwil cierpliwie odpowiadał na nasze pytania i wątpliwości. Wśród wywiadów udzielonych przez ks. Jana Kaczkowskiego znalazł się również ten, który właśnie oddajemy do rąk czytelników. To rozmowa o sprawach fundamentalnych - Dekalogu i codziennych trudnościach życia zgodnie z przykazaniami. 
Ksiądz Jan Kaczkowski nie pouczał, raczej dzielił się swoim doświadczeniem. Był wiarygodnym świadkiem i dlatego Jego słowa są tak cenne."


Richard Rohr, Nieśmiertelny diament. W poszukiwaniu prawdziwego ja, przeł. Marek Chojnacki, wyd. WAM, Kraków 2017.



"Czy wiesz, kim jesteś? Czy znasz swoją prawdziwą wartość? Czy masz odwagę odkryć nieśmiertelny diament?
Książka ojca Richarda Rohra pomoże Ci spotkać się z samym sobą. Aby dotrzeć na to spotkanie, trzeba zdjąć maskę i zrezygnować z kontroli nad wszystkim, co nas otacza. Uwolnić się od schematów, które nas niewolą. Innymi słowy - doświadczyć śmierci fałszywego "ja". Warto, nawet, jeśli zaboli. Prawda zawsze wyzwala."


ks. Mirosław Maliński, Zatrzymaj się albo giń, wyd. WAM, Kraków 2017.



"Żyjemy w tym świecie, a nie innym. W świecie, który pędzi, a my razem z nim. Dlatego ta książka wypełniona jest bardzo krótkimi refleksjami, każdą z nich można przeczytać w niecałe dziesięć minut. Czy to wystarczy? By złapać grunt pod nogami, wystarczy. Podobnie jak we francuskich oddziałach Legii Cudzoziemskiej, ćwiczonych do walki w bardzo trudnych warunkach, zawołaniem stał się okrzyk: "Maszeruj albo giń!", tak w naszym pędzącym świecie hasłem, które może nas ocalić, jest: Zatrzymaj się albo giń!"


Tomasz Nowak OP, Tomasz Gaj OP, Mirra i pomarańcze, wyd. WAM, Kraków 2016. (czas trwania 3 godz.)



"Mirra jest symbolem goryczy. Wszystkiego, co w naszym życiu trudne i zranione. Zapach pomarańczy jest symbolem dominikańskiej świętości - radości, wolności, nieustannego bycia w drodze. Obie te rzeczy mówią o Bogu, który niezmordowanie szuka człowieka. Leczy zranienia i zbawia. 
Dzięki rekolekcjom Mirra i pomarańcze odkryjesz, jak cenny jesteś w oczach Boga. Poznasz wiele ciekawych anegdot z życia św. Dominika i zakonu kaznodziejów. Usłyszysz historie opowiedziane z pasją i zaangażowaniem przez dwóch dominikanów. Z różnej perspektywy i na wiele sposobów."


Miłość. Mądrość świętych kobiet, pod red. Klaudii Adamus, wyd. WAM, Kraków 2017. 



"Miłość to owoc, który jest dostępny o każdej porze roku i znajduje się w zasięgu każdej ręki. Możesz go zebrać każdy, bez żadnych ograniczeń. (Matka Teresa z Kalkuty)
Miłość to nie tylko uczucie. Kochać można wyłącznie wtedy, gdy człowiek chce się zaangażować i opiera się na trwałym fundamencie, którym nie mogą być jedynie przelotne i w dodatku przyjemne przeżycia. Święty Augustyn przekonał się o tym po wielu latach szukania miłości po omacku. A gdy ją znalazł, napisał w Wyznaniach: 'Nie jakimś mglistym uczuciem, lecz stanowczym wyborem kocham Ciebie, Panie'".


Moje zakupy z nieprzeczytane.pl



A. Scott Berg, Geniusz, przeł. Jakub Jedliński, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2017. 




"Max Perkins to człowiek, dzięki któremu narodziły się prawdziwe gwiazdy literatury: F. Scott Fitzgerald, Ernest Hemingway i Thomas Wolfe. 
Sam pozostawał w cieniu swoich słynnych podopiecznych, służąc im jako redaktor, krytyk, doradca, kredytodawca, psychoanalityk, wreszcie przyjaciel. Niezwykle bliskie relacje, które łączyły Perkinsa z najsłynniejszymi pisarzami, sprawiają, że jego biografię czyta się niczym fascynującą powieść."


Adam Szustak OP, Plaster miodu, wyd. Znak, Kraków 2015.



"Jeżeli wziąłeś tę książkę do ręki, to znak, że nadszedł twój czas. Czas na zmiany!
Szczerze. Konkretnie, Wprost do ciebie. Ojciec Adam Szustak nie bawi się w konwenanse, nie owija w bawełnę, nie marnuje czasu. Po prostu mówi, jak jest. Dlatego Plaster miodu to nie są zwykłe rekolekcje. To Słowa, które wytrącą cię z letargu, pozwolą pokonać niemoc i zobojętnienie, a jeśli trzeba - osłodzą również twoje życie. Bo Bóg nigdy nie zniechęca, a powrót do Niego zawsze jest możliwy. Tylko od ciebie zależy, czy dasz sobie szansę. 
Nigdy nie jest za późno, by spotkać Go na nowo!"


Adam Szustak OP, Góra obietnic, wyd. W drodze, Poznań 2015.



"Nazwałem tę książkę Górą obietnic, ponieważ w tym wyrażeniu kryje się dla mnie bardzo istotna perspektywa odczytania Dziesięciu przykazań. Zwykliśmy przykazania traktować jako zbiór nakazów i zakazów, pouczeń i wskazówek, które mają kształtować życie człowieka wierzącego. Jest to swoistego rodzaju kwintesencja moralności. I nie mam wątpliwości, że tak rzeczywiście jest. Ale jednocześnie wydaje mi się to czymś bardzo zawężającym perspektywę i de facto czymś, co obdziera przykazania z ich niezwykłej zawartości i piękna". 


A co pojawiło się nowego na Waszych półkach?