poniedziałek, 29 października 2018

Spacerowe rozkminy #10




Październik prawie się kończy. Minęły ciepłe, bajeczne, wypełnione słońcem dni, w które można było grzać się w parku z książką. Spacerować, podziwiać cudownie kolorowe drzewa. Dziś za oknem deszcz, mocny wiatr, zimno i jakoś tak melancholijnie. Na biurku leży zaczęty "Sekret Tatiany", "Ucho igielne" i "Nikt nie idzie". Jesień to dla mnie czas refleksyjnych, trudnych i smutnych książek, o czym już wspominałam. To dobry okres na klasykę, coś co wypełni człowieka smutkiem, ale jednocześnie wleje nadzieję, skłoni do zadumy, każe pomyśleć. Specyficzna pora i konkretne lektury.



Tym razem październik przyniósł mi moc wrażeń w sensie literackim. Dziś śmiało mogę powiedzieć, to był owocny miesiąc. 10 października wraz BajkochłonkąKsiążkojadamiLiterackimi skarbami świata całego oraz Literacką Kavką wzięłam udział w debacie "Promotorzy czytania" zorganizowanej przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Rzeszowie. Moderatorką naszej dyskusji była Anna Dziewit-Meller, która świetnie poprowadziła całą rozmowę od a do z. Mówiłyśmy najpierw o sobie, kim jesteśmy, skąd wziął się pomysł na nasze blogi, co się na nich znajduje. Padło wiele słów o projektach, które wyróżniają każdą z nas, naszych literackich sympatiach. Rozmowa dotyczyła wielu tematów. Poruszyłyśmy kwestię recenzji zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, sprawę warsztatu, naszego stylu, chęci pisania dla szerszego grona, ale już w nieco innym wydaniu. Zastanawiałyśmy się, jaką rolę pełnią dziś blogerzy, jak wpływają na czytelników. Nie zabrakło oczywiście pytań dotyczących etyki blogerskiej, spraw związanych z tym, czy możemy otrzymywać wynagrodzenie za recenzję. Poruszyłyśmy również temat zasięgów, które nieraz spędzają sen z powiek.



Przede wszystkim jestem pod ogromnym wrażeniem doboru zaproszonych osób. Każda z nas jest inna, ma swoje własne literacko-blogowe "poletko", dzięki czemu rozmowa była ciekawa, żywiołowa i przyniosła konkretne wnioski. Rzetelność, prawdziwość, zaangażowanie, pasja i pozostawanie sobą. To przede wszystkim powinno cechować blogera. Ważne jest również doskonalenie siebie i swojego warsztatu. W dobie kultury obrazkowej, w której nie mamy za wiele czasu, blogi zdają się odchodzić do lamusa, choć to co dzieje się na naszych stronach zaprzecza temu. Piszemy z pasji, chęci dzielenia się swoimi przemyśleniami, otwartości na rozmowę i ukłon w stronę Instargama, który staje się coraz popularniejszy, tego nie zmieni. Kocham pisać i nie potrafiłabym się ograniczyć do kilku zdań i zdjęcia. Zachęcać do czytania, propagować dobre książki, ale pozostawiając czytelnikowi wolność. Nie wprowadzać absolutnie żadnych podziałów, gdyż one czynią szkodę, a nie uświadamiają, że istnieje proces dojrzewania czytelnika. To zadanie, które sobie stawiam a jednocześnie dobre podsumowanie naszej debaty, zachęcać do czytania w wolności wyboru.

Jeśli chcecie posłuchać nieco o tym, co miałyśmy do powiedzenia, zapraszam do relacji w Radio Rzeszów - Relacja z debaty oraz do krótkiej informacji z TVP3 Oglądajcie od 22 minuty 40 sekundy.

Październik był też miesiącem nowości, które starałam się jak najszybciej recenzować i po raz kolejny naszła mnie refleksja, że muszę bardzo uważnie dobierać lektury. Bo taki naprawdę intensywny maraton recenzencki jest fajny, ale raz na jakiś czas. Cieszy mnie fakt, że pisałam o naprawdę dobrych książkach, ale wszystko w swoim czasie i przekładane lekturami spoza nowości. Wróciłam jednak do pisania o poezji i mam zamiar robić to częściej, bo jak głosi hasło kampanii "kultura leczy" - "Poezja leczy prozę życia". Ja co prawda uważam, że codzienność jest piękna, ale poezja znacznie ją wzbogaca <3





Idąc tym tropem chciałam wspomnieć o premierze tomiku "Atropina" Adriana Sinkowskiego, w której uczestniczyłam. O samym tomiku już pisałam, ale szalenie ciekawie było powrócić do niemalże akademickiego świata miłośników literatury, którzy wgryzają się w poezję, by wyciągnąć z niej mnogość emocji i sensów. Wielowątkowość tomiku, różnorodność interpretacji gości była świetnym świadectwem tego, że nie istnieje jeden właściwy sposób odczytywania utworu. Poezja tętni życiem, czaruje, ukazuje coraz to nowe obrazy, poddaje się doświadczeniu i wiedzy czytającego i to jest jej siłą. Tego wieczoru pojawiły się pytania o to, co kryje się poza dosłownym znaczeniem słów. Znam to, miałam podobnie. Pozostawałam jakoś bezradna, ze świadomością tego, że coś mi ucieka, drga na brzegu świadomości i podświadomości, nieznanego i znajomego, wymyka się, pozostając nieuchwytne, choć praktycznie jest w zasięgu ręki. Czy brakowało nam cierpliwości, wiedzy? Myślę, że w każdym czytelniku drzemie pokusa, by skonfrontować swoje przekonania z zamysłami autora, dowiedzieć się więcej, przekonać czy dobrze odgadło się tropy, odczytało sensy. To pokłosie szkolnej interpretacji tak innej od tego, co usłyszałam i co dało mi autentyczną radość. Jednak przekonać się, że zrozumiało się poetę tak jak on widzi teksty, to dobre doświadczenie. Wielką przyjemność sprawiło mi słuchanie dociekań, zamysłów interpretatorów i samego autora, który mówił o tym, co chciał przekazać, pozostawiając jednak niedopowiedzenia, by czytelnik mógł sam odkryć "Atropinę".



Poezja nadal jest niedoceniana. Wydaje się trudna, odstrasza skutecznie po latach szkoły. Brakuje nam do niej serca. Brakuje pokory i wolności wyciągania wniosków. Niby istnieje hermeneutyka (rozumiana jako otwarcie się na dialog), ale jakoś mało jej w szkole. Czy tak bardzo przeraża nas, że ktoś widzi w tekstach coś, czego my nie dostrzegamy? Czym innym jest całkowite odejście od tekstu, a czym innym strach przed wyjściem poza klucz. Drugim tomikiem, całkiem innym od "Atropiny" był "Raport zza mgły" Piotra Duraka, typowo jesienna lektura. Smutna, wgryzająca się w duszę, z pesymistyczną refleksją, zapisem rozczarowań podmiotu lirycznego, upadkiem ideałów, przeniesieniem zainteresowań człowieka z ludzi na maszyny. Jednocześnie w tym ponurym świecie ogromną wartość zyskuje wyszukiwanie piękna i prostych radości. Manifestowanie wolności i szukanie człowieka wśród tłumu, w którym jest się dogłębnie samotnym. To bolesna literatura, ale skłaniająca do przemyśleń i pisana pięknym językiem proza poetycka.



Jesień to również drugi tom "Owocu granatu", który czytałam aż do rana, czując, że ta książka powstała dla mnie. To zapis pytań i szukania na nie odpowiedzi, z którym zmagałam się na różnych etapach życia. To nie sielankowa powieść o miłości, ale historia dogłębnie życiowa, taka która każe zatrzymać się i zastanowić, jakim cudem odnajduję siebie na kartach książki, jak powieść o zabarwieniu historycznym może być jednocześnie traktatem o człowieku i jego odwiecznych problemach. Jeśli nie czytaliście, nie traćcie czasu. Wypożyczajcie, kupujcie, zamawiajcie, bo takiej literatury się nie zapomina, nie omija, nie pozwala się przejść obok niej obojętnie.



Jeśli jesteśmy przy Marii Paszyńskiej to październik to również czas, w którym pojawił się pierwszy spacerowy patronat <3 czyli "Córka gniewu", trzeci tom trylogii sułtańskiej. O mojej bezgranicznej miłości do książek tej pisarki nie muszę chyba nikomu mówić. Jestem ogromnie szczęśliwa, dumna i zaszczycona, że mogłam objąć patronatem tę powieść, bo jak sami wiecie, dobrej literatury nigdy dość!

Skończył się czas zbierania kolorowych liści, zaczął przeziębień, herbaty z imbirem i miodem oraz spokojnych wieczorów spędzanych z książką przy lampce. I choć żal mi ogromnie Krakowskich Targów Książki, na których nie byłam, to listopad zapowiada się naprawdę ciekawie literacko i spotkaniowo, ale o tym następnym razem. Ubierajcie się ciepło, nie zapominajcie o czapce, herbacie i dobrej lekturze. 

P.S. Po kliknięciu w pogrubione tytuły książek, przeniesiecie się do ich recenzji :). Miłej lektury.



2 komentarze:

  1. Patrzę na te Wasze spotkania blogowe i myślę, czy bym się na nich odnalazła. Tobie, jak widać, idzie świetnie :)) Byle tak dalej. Gratuluję patronatu, a co do końca tej ciepłej jesiennej aury... U nas na północy jeszcze ciepło, niestety ;) A ja wolę przedzimowy chłodek. Dobrego listopada <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnajdywanie się na spotkaniach, szkoleniach i w ogóle w różnych miejscach to zawsze wyzwanie. Ale gdy mogę porozmawiać o książkach, to łapię jakiś flow. Po prostu to mój świat :). Myślę, że Ty też byś się odnalazła, jakby nie było to ludzie o podobnych zainteresowaniach, jak my. Co do ciepła, tak lubię je, ale właśnie ciepłą jesień i wiosnę. Upałów nie lubię, a zima, tak ale jak jest mroźna. Tobie również życzę dobrego listopada :)

    OdpowiedzUsuń