sobota, 31 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień siódmy

z cyklu książki z duszą 



Dziś ostatni wpis z tego cyklu. Jutro świętowanie, wielka radość, znów usłyszę moje ukochane słowa:

Niech w święto radosnej Paschalnej Ofiary
składają jej wierni uwielbień swych dary.
Odkupił swe owce Baranek bez skazy,
pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy.
Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy. Maryjo, Ty powiedz, coś w drodze widziała? Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.
Żywego już Pana widziałam grób pusty i świadków anielskich, i odzież, i chusty. Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja, a miejscem spotkania będzie Galilea.

Wiem, że będę czekać na te Słowa. Wstanę rano, gdy świat spowija jeszcze cisza i lekka mgła, a ptaki powoli zaczynają się odzywać. Wszystko budzi się do życia. A ja wyjdę, by usłyszeć radosną nowinę o Zmartwychwstałym Chrystusie. Dziś jednak o jednej ważnej sprawie. 

Wybieram fragment o niewiernym Tomaszu, bo jest mi bliski. Gdy dla części uczniów było jasne, że Pan żyje, Tomasz nie potrafił przyjąć tej wiadomości. Po ludzku coś mu nie pasowało, bo jak? Jak mówi Papież, Bóg dał mu osiem dni na przyswojenie sobie tej informacji, ale i to niewiele pomogło. On musiał dotknąć Jezusa, żeby uwierzyć. Bóg jednak specjalnie posłużył się upartym człowiekiem, by podkreślić to, co się stało. Gdy apostoł-niedowiarek spotkał w końcu Zmartwychwstałego, jak zaznacza Ojciec Święty, nie przytaknął, tak wierzę teraz. Nie, on nazwał Chrystusa swoim Panem i Bogiem. Wyznał wiarę, którą i my wyznajemy na każdej Eucharystii. To była jego droga do prawdy i Boga. 

Papież Franciszek opowiada również o innych ścieżkach obieranych przez ludzi. O drodze medytacji, samej pracę, umartwienia, surowego trybu życia, samej pokuty i postu, wysiłków. Te drogi nie są pełne, nie pozwalają na spotkanie Boga-Człowieka. Czegoś w nich brakuje. Jedyna ścieżka, na której można w pełni doświadczyć Jezusa to pełnienie miłosierdzia wobec duszy i ciała bliźniego. Bo w głodnych, spragnionych, ubogich, uwięzionych, poniżonych, opuszczonych, chorych mieszka Bóg. 

To niezmiennie przypomina mi się św. Brat Albert, św. Franciszek z Asyżu, ks. Kaczkowski, s. Małgorzata Chmielewska i wielu innych, którzy w drugim człowieku widzą Boga. Nie jest to łatwe, bo przecież boimy się bezradności, samotności, chorób, odmienności. Nie wiemy, co powiedzieć, jak zacząć. A może wystarczy, Boże ja idę, a o słowa i czyny zadbaj Ty (w sensie ja słucham i zrobię to, czego oczekujesz, potrzebuję tylko małej podpowiedzi). Czasem przypominam Tomasza i typową kobietę zarazem. Chcę, by Bóg mówił mi o swojej miłości, potrzebuję tego. Chcę usłyszeć, nie raz, nie dwa, ale wiele razy wyznanie kocham cię. Wiem, że Bóg oddał za mnie swoje życie, a jednak potrzebuję słów, gestów. Czy to niewiara czy istota ludzkiej natury? A może jedno i drugie? Tomasz nie był zły. On potrzebował znaków, ja także ich potrzebuję. Pragnę czułości Pana. Myślę, że nie tylko ja. To przecież ludzkie i piękne.

W ciszy Wielkanocnego poranka przepełnionego oczekiwaniem na wspomniane Słowa, wyjdę na spotkanie Chrystusa w drugim człowieku. Czekam na jasność, która przepełnia duszę i na radość, taką prawdziwą, bo łatwo nie będzie. Ale wymagająca droga przepełniona jest pięknem. 

Wam wszystkim życzę Błogosławionych Świąt i poczucia miłości Zmartwychwstałego. 
A jeśli moje rozważania coś Wam dały, to napiszcie proszę. Będzie to dla mnie wielka radość. 

piątek, 30 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień szósty

z cyklu książki z duszą 



Wielki Piątek, dzień który nieodmiennie kojarzy mi się ze smutkiem, choć powinien przypominać raczej o wielkiej miłości. Może dlatego sięgam dziś po cytat z Ewangelii św. Jana. "Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności." (J 12,45). 

Ojciec Święty pisze o kulcie boga słońca, o tym że ludzie od zawsze potrzebowali w życiu jasności, chcieli poczucia bezpieczeństwa wobec tego, co skrywało się za ciemnością. Słońce jednak zachodzi, nie jest w stanie rozproszyć mroków śmierci, lęku. W tym wszystkim szczególne znaczenie ma światło, które przynosi ze sobą Chrystus. Jasność, której nie pochłonie nic. Już nie trzeba obawiać się śmierci, którą zwyciężył, nie trzeba obawiać się niczego. Jednocześnie Pan przemienia wszystko w życiu, rozjaśnia ciemności grzechów, niedociągnięć, zła. Poganie wyznawali kult boga słońca, ale jak wspomina Papież nikt nie oddałby za niego życia, tymczasem chrześcijanie umierali za swoją wiarę. 

"Kto wierzy, widzi; widzi dzięki światłu oświecającemu cały przebieg drogi, ponieważ przychodzi ono do nas od zmartwychwstałego Chrystusa, niezachodzącej nigdy gwiazdy." - s. 215

Jakiś spokój zawsze ogarnia mnie w Wielkim Tygodniu. Nawet idąc do sklepu wydaje mi się, że niektórzy nieco zwalniają. Ludzi jest mniej, ale może dlatego, że jeszcze pracują. Wiosna wkrada się już na dobre. Jest ciepło. Zaglądam do Kościoła i odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Potrzebuję chwili wytchnienia, jasności szczególnie w tym smutnym dniu. Staram się myśleć o miłości, której pragnie każdy z nas. O nieco innym świecie na zewnątrz. O tym, że Bóg nie cofnął się przed niczym, by mnie zbawić, by udowodnić jak bardzo mnie kocha. Na ulicy pachnie ciastami i słodkimi bułkami, uderza mnie on od razu gdy wychodzę z Kościoła. Lubię to moje rodzinne miasto, miejsce gdzie jaśniej się myśli, wszystko płynie swoim czasem, gdzie łatwiej zatrzymać się i kontemplować Boga w świecie. Gdzie piekarnia znajdująca się obok Kościoła kojarzy mi się z pysznym jedzeniem, ale też dobrocią i hojnością Pana.

Przypomina mi się dziś obraz "Współcierpienie". Człowiek z krzyżem przytulony do wiszącego na krzyżu Jezusa. Swoista manifestacja miłości i czułości, ale także współczucia. Zatrzymuję się dziś. Pozwalam sobie zwolnić, zostaję pogrążona w ciszy i refleksji. Szukam jasności całą sobą, czekam na Zmartwychwstanie. 

Wiosna w lekturach :)


Jest kilka pozycji, na które ogromnie czekałam, bądź nadal czekam, by chwycić je w swoje łapki, wgłębić się w treść. Niektóre ukazały się już jakiś czas temu, inne dopiero do mnie dojdą. To takie moje wiosenne TBR. A jakie to książki? Zobaczcie sami :)


1. Marta Guzowska, Ślepy archeolog, wyd. Marginesy, Warszawa 2018. 




"Tom Mara jest błyskotliwym, pewnym siebie i odnoszącym spore sukcesy archeologiem, szefem wykopalisk na Krecie. I od lat jest niewidomy. Stracił wzrok jako osiemnastolatek podczas trzęsienia ziemi. Ma jednak doskonały słuch, węch i niezwykle wrażliwy dotyk. Wykształcił pamięć niemal absolutną - pamięta dokładnie każdy kamień, a na podstawie zapachu powietrza i kąta padania promieni słonecznych na twarz jest w stanie podać dokładną lokalizację. 
I uważa, że ma rzeczywistość pod kontrolą. 
Aż na terenie wykopalisk ktoś znajduje ciała polskich turystów. Chwilę później ginie pies asystentki, a Tom zaczyna dostawać esemesy z zagadkami - jeśli ich nie odgadnie, asystentka także zginie. Mara podejmuje niebezpieczną grę. Wie, że przeciwnik nie cofnie się przed niczym.
Gdy rzeczywistość zaczyna płatać figle, Tom gubi się w domysłach. Ktoś chce go wrobić w kradzieże? Postradał rozum i wszystko mu się wydaje? A może wszystko to część misternego planu, w którym stawką jest jego życie?"


2. Atticus Lash, Następne życie, przeł. Szymon Żuchowski, wyd. Poznańskie, Poznań 2018. 



"Nowy Jrok. Zou Lei żyje na marginesie społecznym jako nielegalna imigrantka. Próbuje przetrwać, pracując ponad siły w podrzędnych chińskich restauracjach w niebezpiecznej okolicy. Każdego dnia zasypia na brudnym materacu w przeludnionym pensjonacie. Brad Skinner zmaga się z niestabilnością, traumą i zniszczoną psychiką po trzykrotnym pobycie w Iraku. Podróżując autostopem do miasta, ma nadzieję na wypędzenie z siebie demonów przeszłości. Gdy pewnego razu spotykają się na skraju Queens, oboje znajdują w drugiej osobie coś, czego od dawna szukali i pragnęli." 


3. Charlie English, Przemytnicy książek z Timbuktu, wyd. Poznańskie, Poznań 2018.



"Mogło się wydawać, że zagrożeniem dla manuskryptów z Timbuktu są jedynie klimat i termity, ale gdy miasto zajęli dżihadyści, stało się jasne, że wspaniałe skarby wiekowej cywilizacji zostaną zniszczone. Abdel Kader Haïdara wraz z innymi bibliotekarzami podjął się niezwykłej operacji godnej kart powieści Johna Le Carré. Udało im się potajemnie wywieźć niemal cały zbiór składający się z ponad pół miliona dokumentów – w praktyce ocalili przed zapomnieniem całą cywilizację.

Równolegle Charlie English przywołuje pasjonującą historię europejskich i amerykańskich odkrywców, którzy wyruszali do Timbuktu, by spróbować odkryć mityczną stolicę odległego i bogatego afrykańskiego królestwa.

Obydwie te historie splatają się w bogatą i pełną napięć opowieść o współczesnym i dawnym Timbuktu, pomagając pełniej zrozumieć świat, który przypadł nam w spadku."


4. Lidia Liszewska, Robert Kornacki, Napisz do mnie, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2018.



"Jeden list może zmienić wszystko…On – dziennikarz radiowy o zniewalającym głosie, którym uwodzi kolejne kobiety.
Ona – romantyczna i zmysłowa malarka, która chce od życia czegoś więcej.
Oboje mają po czterdzieści lat i zaczynają dostrzegać, że do ich dotychczasowych związków wdarły się rutyna i fałsz. 
Ich znajomość zaczyna się od słów. Gdy On znajduje w kawiarni list zgubiony przez Nią, zaintrygowany postanawia Jej odpowiedzieć. Na kartach papeterii powoli rodzi się uczucie. Choć nie są już beztroskimi nastolatkami, jeszcze zdążą zmienić w swoim życiu wszystko. 
Doskonała powieść iskrząca się ogniem namiętności i prawdziwymi emocjami. 
Takich listów jak On nie pisze nikt. "


5. Andrzej Franaszek, Herbert. Biografia, wyd. Znak, Kraków 2018. 



"Niestrudzony podróżnik. Porywający eseista. Genialny poeta. 

Wieczny dowcipniś i kawalarz? Czy raczej pisarz dręczony depresjami, gniewem, przez dekady walczący z bólem ciała i duszy? Nieprzenikniony? Zawsze osobny? Z pewnością: człowiek budujący swe życie na przekór historii, modom, przeciwnościom losu, biedzie, własnym słabościom. Płynący pod prąd.

Andrzej Franaszek, autor znakomicie przyjętej w Polsce i na świecie biografii Czesława Miłosza, z pieczołowitością portretuje Zbigniewa Herberta. Nie pomija tematów trudnych czy kontrowersyjnych, głęboko wczytuje się w korespondencję i prywatne, dotąd nieznane notatki, by na nowo oświetlić twórczość poety. Pogmatwane losy Herberta wpisuje w historyczną panoramę, co sprawia, że z niemal dwóch tysięcy stron wyłania się nie tylko pasjonująca wielowątkowa opowieść o jednym z najwybitniejszych polskich twórców dwudziestego wieku, ale i o epoce, która go kształtowała i inspirowała."


6. Paul Auster, 4 3 2 1, przeł. Maria Makuch, wyd. Znak, Kraków 2018. 



"Cztery losy. Jeden człowiek. Jedna miłość.
Dzieło życia Paula Austera.

3 marca 1947 roku na świat przychodzi Archibald Isaac Ferguson. Człowiek, który może przeżyć swoje życie cztery razy. Za każdym razem los prowadzi go zupełnie inaczej. Tylko jedno się nie zmienia: uczucie do niesamowitej Amy Schneiderman. 

Precyzyjnie skonstruowana i pełna pasji monumentalna powieść mistrza literatury amerykańskiej znalazła się na wszystkich listach najważniejszych książek 2017 roku i osiągnęła status bestsellera. Nazwano ją epopeją XX wieku."


7. Grzegorz Kramer, Łukasz Wojtusik, Piotr Żyłka, Łobuzy. Grzesznicy mile widziani, wyd. WAM, Kraków 2018.



"Czy Kościół może być normalny? Bez tematów tabu, pouczania i krzywdzenia innych?

Grzegorz Kramer SJ i Piotr Żyłka w szczerej rozmowie z Łukaszem Wojtusikiem. 

Kontrowersyjni. Prowokujący do myślenia. Nie wahają się mówić o sprawach trudnych, choć nie zawsze jest to mile widziane. Ale jedno jest pewne – kochają Kościół. Znaleźli w nim swoje miejsce i są w stanie wiele dla niego zrobić.

Jeśli patrzysz na Kościół przez pryzmat skostniałej instytucji, politycznych kazań lub skandali z udziałem duchownych – ta książka pozwoli Ci sięgnąć głębiej i zobaczyć zupełnie inny wymiar chrześcijaństwa. Jak nie stracić wiary w Kościele? Czy Bóg karze za nieprzestrzeganie przykazań? W jaki sposób wiara wyzwala z lęku?

3 osobowości. 3 perspektywy. Ksiądz, kawaler oraz mąż i ojciec. Ponad 300 stron zmagań z wiarą."


8. Monika Milewska, Latawiec z betonu, wyd. WAM, Kraków 2018.



"40 lat. 16 klatek schodowych. I jedna krowa na balkonie.

Pofalowane betonowe morze. Czysty modernizm. Porzucona wśród trawy rzeźba. A może 860-metrowy moloch z przytłaczająco niskimi sufitami, klaustrofobicznymi mieszkaniami, kapryśną windą dojeżdżającą na wybrane piętra oraz idealne miejsce dla samobójców?

Znudzony i zmęczony upałem twórca falowca wyrusza w podróż krętymi ścieżkami mieszkaniowego labiryntu, odkrywając, że zupełnie niechcący udało mu się zakrzywić czas. Inżynier odbywa krótkie podróże w przyszłość. Przeżywa kształtowanie się Solidarności, dowiaduje się, czym są e-mail, Ikea, odwiedza sąsiadów, którzy prowadzą gospodarstwo rolne na dziesiątym piętrze, a także wysłuchuje gorzkich opowieści o konstrukcji bloku. 

Realizm magiczny powieści przeplata się z satyrą, historią Gdańska i Przymorza, ważnymi dla Polski wydarzeniami, sprawiając, że Latawiec z betonu to literacki majstersztyk, który na długo pozostaje w pamięci.

Kiedy przyszli pierwsi ludzie - rybacy, pasterze i dokerzy - nie wiedzieli, że z dziełem diabła mają do czynienia, ale myśleli, że to wiatr od morza tak ten dom pofalował, że wije się w pyle i kurzu budowy. I nazwali go falowcem. I zamieszkali w nim. 

Jestem z falowca. Klatka C, trzecie piętro, sześciometrowy pokój od strony zawsze zacienionej galerii. Spędziłam tam dwadzieścia lat. Uroczyście przysięgam, że wszystko w fascynującej książce Moniki Milewskiej jest prawdą. Zboczeńcy, UFO nad falowcem, karaluchy i mrówki faraonki, ściany pokryte lodem podczas zimy stulecia i dzieci szukające pęknięć w bloku z ograniczonym terminem użycia. Tylko krowy na balkonie nie pamiętam, być może jednak mieszkała w klatce A. Nie mogłam się oderwać od przygód Inżyniera – konstruktora falowca. Sam sobie winien."


9. Maria Miduch, Kobiety, które kochał Bóg, wyd. WAM, Kraków 2018.



"Biblia – historia zakochanego Boga

Dlaczego w drzewie genealogicznym Jezusa znajdziemy imiona Tamar, Rachab czy Batszeby, mimo że tradycyjne rodowody raczej pomijały kobiety? Dlaczego wbrew starożytnym obyczajom to właśnie one miały często decydujący wpływ na losy Izraela?

Maria Miduch, autorka bestsellerowej trzytomowej biografii Trójcy Świętej, pisze o kobiecości z nowej perspektywy. Bohaterki jej książki nie są idealne, są słabe, grzeszne ale równocześnie piękne, wybrane i święte. Ich życiorysy są opowieścią o odwadze, sile i zaufaniu Bogu. Dowodem na to, że historia zbawienia jest w dużej mierze historią kobiet.

Część z nas przez krew, a część przez wiarę jest uczestniczkami dziedzictwa biblijnych kobiet. Warto je poznać, warto odkryć nasze korzenie. One wcale nie są aż tak odległe ani archaiczne. Kiedy spotykamy się z nimi twarzą w twarz, serce w serce, okazuje się, że ich rozterki, radości, smutki, upadki i próby powstania są nam bardzo bliskie.

Ewa i Sara – życie

Anna i Estera – droga

Miriam i Rut – odwaga

Judyta i Batszeba – zranienie

Hagar i Tamar – samotność

Sefora i Rachab – sprawiedliwość

Debora i Jael – moc

Elżbieta i Miriam – obietnica"


10. Andrzej Krajewski, Krew cywilizacji. Biografia ropy naftowej, wyd. WAM, Kraków 2018. 



"To ona rządzi światem. Twoim też.

Pozwala przemieszczać się w mgnieniu oka, dokąd chcesz. Przekształciła przemysł, politykę i handel. Wykreowała sukces Churchilla, sprowadziła klęskę na nazistów i dała majątek Rockefellerowi. To ona rozstrzyga o tym, które państwa są mocarstwami, a które uzależnionymi od mocarstw klientami. Drażni wszystkich żyjących w zgodzie z naturą.

Ropa. Niektórzy wróżą jej rychły koniec, jednak ona ciągle pojawia się na salonach, bryluje, potem siada do dyskretnych rozmów. Ma nas wszystkich w garści. Wiodła życie gwałtowne. Czy wreszcie się ustatkowała? „Pani triumfu i upadku" rozpoczęła karierę w Polsce za sprawą Ignacego Łukasiewicza, pierwszego światowego potentata naftowego. Andrzej Krajewski podąża jej czarnymi ścieżkami. Tropi gigantyczne interesy paliwowe, ujawnia kontrowersje i rzuca światło na awanturniczą historię ropy - krwi naszej cywilizacji."


11. Ginny Kubitz Moyer, Dotknij, poczuj, zasmakuj. Doświadczenie Bożej dobroci wszystkimi zmysłami, wyd. WAM, Kraków 2018.




"Doświadczaj Boga wszystkimi zmysłami

Słodki smak truskawek, czuły dziecięcy pocałunek, odgłos ruchliwej ulicy, zapach lawendy i palonego w ognisku drewna, blask ognia… To wszystko znaki Jego obecności.

Ginny Kubitz Moyer pokazuje, jak dźwięk, smak, obraz, zapach oraz dotyk zbliżają cię do Boga i otwierają na spotkanie z Nim w codziennym życiu. Dwadzieścia lat temu autorka była „niepraktykującą katoliczką”, która chrześcijaństwo kojarzyła z pogardliwym nastawieniem do ciała oraz zmysłowości. Dziś, jako kobieta, żona i mama, każdego dnia szuka śladów Boga we wszystkim.

Obojętnie, w jakim punkcie teraz jesteś i na czym polega twoja podróż, ta książka pomoże ci odkryć prawdę, z której zdawał sobie sprawę Święty Ignacy, a mianowicie, że Boga naprawdę można odnaleźć we wszystkim. Wystarczy, że zechcesz modlić się zmysłami i pozostaniesz otwarty na myśl, że Pan pragnie zbudować z tobą osobistą relację."


12. Przemysław Wilczyński, Jan Kaczkowski. Życie pod prąd, wyd. WAM, Kraków 2018.




"Co sprawiło, że wikary z niewielkiej miejscowości na Kaszubach stał się najbardziej rozpoznawalnym duchownym w kraju?

Kochała go cała Polska. Chętnie opowiadał o swoim życiu, walce z rakiem i założonym przez siebie hospicjum. Ale czy znaliśmy go naprawdę?

Przyjęcie do seminarium dzięki protekcji znanego polityka, rozpacz po przybyciu do Pucka, wpływanie na lokalne wybory, tęsknota za ojcostwem i skomplikowane relacje z „synkami” oraz kulisy konfliktu z arcybiskupem – to tylko kilka z mniej znanych faktów, które złożyły się na historię Jana Kaczkowskiego w równym stopniu, co rola „onkocelebryty”.

Tysiące godzin pracy. Setki przejechanych kilometrów. Stu kilkudziesięciu rozmówców. Zdobyte zaufanie rodziny. Niepublikowane dotąd fotografie. Przemysław Wilczyński stworzył obraz człowieka, który według księdza Adama Bonieckiego „uratował honor polskiego kapłaństwa”."


13. Papież Franciszek, Dominique Wolton, Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie, wyd. WAM, Kraków 2018.


"„Niczego się nie boję…”
Papież Franciszek podsumowuje pięć lat swojego pontyfikatu

Zwolennicy nazywają go prorokiem, zagorzali krytycy – heretykiem. Od momentu objęcia urzędu wprowadza rewolucyjne zmiany w Kurii Rzymskiej. Zadziwia świat, rezygnując z mieszkania w papieskich apartamentach, obmywając nogi muzułmance i transseksualiście, dokonując gestów pojednania z tradycjonalistami i świętując pięćsetlecie reformacji.

Do czego prowadzą jego reformy?
Czemu służą jego pozornie niespójne gesty?
Dlaczego nie został zrozumiany w Polsce?

W tej niecodziennej rozmowie z francuskim intelektualistą Franciszek odważnie opowiada o życiowych doświadczeniach, które go ukształtowały. Pierwszy raz tak szeroko kreśli wizję naprawy świata i Kościoła."


14. Helen Prejean, Przed egzekucją, wyd. WAM, Kraków 2018.



"– Wytrzyma pani? – pyta. – Jest pani w stanie?

Ma zatroskaną twarz. Widzę, że na jego czole lśnią kropelki potu. Może od jupiterów.
– Obiecałam mu.

Siostra Helen Prejean porzuciła spokojne życie, aby towarzyszyć mordercom prowadzonym na krzesło elektryczne. Jej książka to wstrząsająca opowieść i głośny apel społeczny. Przejmująca historia walki o godne traktowanie skazańców nikogo nie może pozostawić obojętnym.

Książka trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”, była również nominowana do Nagrody Pulitzera. Ekranizacja w reżyserii Tima Robbinsa okazała się sukcesem kinowym, a Susan Sarandon za rolę siostry Helen otrzymała Oscara."


15. Iwona Majewska-Opiełka, Szczęście dla każdego, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2018.




"Ta książka jest o szczęściu, o życiu w poczuciu dobrze spędzanego czasu, z przekonaniem, że dostajemy od życia to, czego pragniemy. A jeśli nie czujemy, że dostajemy tego, czego chcemy, uwierzmy, że jest to to, co jest nam potrzebne do rozwoju, do wzrastania. Szczęście to stan umysłu, i nie zawsze jest wysoko skorelowany z obiektywną sytuacją, w jakiej znajduje się konkretna osoba. Ileż to razy widzimy szczęśliwych ludzi, których otoczenie obfituje raczej w kolce niż w kwiaty róż, oraz nieszczęśliwych - w sytuacjach, w których wydawać by się mogło, że jedynie ptasiego mleka może im brakować. Tak, w odczuwaniu szczęścia kluczową rolę pełnią nie fakty z życiorysu i ich oprawa, ale raczej nastawienie, przekonanie i umiejętność koncentrowania się na jaśniejszej stronie życia."

16. Dagny Kurdwanowska, A może nie ma się czego bać? Jak zmienić lęk w ciekawość, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2018.




"Przewodnik na czas zmian. Nie tylko tych dobrych.

Coraz częściej słyszę wokół o lękach, o przytłoczeniu rzeczywistością, o zagubieniu - „Nie ogarniam” stało się słowem-wytrychem, które opisuje wszystkie sytuacje i doświadczenia, z którymi nie dajemy sobie rady. Jednocześnie wciąż snujemy plany, marzenia, chcemy realizować projekty.

Czy wymówkami racjonalizujemy i usprawiedliwiamy nasze lęki? W obawie przed zmianą i wysiłkiem z nią związanym, umacniamy bariery i barykady w naszych głowach? Czego właściwie się boimy? I czy naprawdę jest się czego bać?

Ta książka będzie próbą odpowiedz na te pytania. Przyjrzymy się bliżej rozmaitym przyczynom naszych lęków, sprawdzić jak na nas wpływają, czy słusznie wzbudzają nasz lęk i w jaki sposób radzić sobie z nimi tak, by czerpać z nich informację i siłę, ale nie dać im zdominować naszego życia. To książka o tym, jak przestać bać się życia."


17. Karina Sęp, Twoja mapa marzeń, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2017.




"Mapa pokazuje kierunek i pomaga dojść do celu. Pozwala też na odnalezienie się w miejscu, w którym jesteśmy, i ruszenie dalej, we właściwą stronę.

Mapa marzeń to narzędzie do porządkowania życia. Pomaga przyjrzeć się sobie w kompleksowy sposób, zastanowić się, gdzie jestem, z kim, w jakim otoczeniu, z jakimi ludźmi i czy to aby na pewno jest to, czego chcę.

Skoro ta książka trafiła w twoje ręce, to znaczy, że czas na prawdziwe, dobre życie. Na przebudzenie i na decyzję. Czas na to, aby w końcu odważyć się żyć tak, jak marzysz i pragniesz.

Masz jedno życie. Odważ się i poukładaj je tak, jak chcesz!"


A jakie Wy lektury planujecie na wiosnę? Piszcie.

czwartek, 29 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień piąty

z cyklu książki z duszą 



Zaczęły się najważniejsze święta w roku. Czas płynie wolniej, skupiamy się na przeżywaniu Triduum, wchodzimy głębiej w duchową rzeczywistość. 

Jezus dał się poznać przez łamanie chleba. Ten gest, który dziś ma szczególny wydźwięk, w dniu w którym obchodzimy pamiątkę ustanowienia sakramentu kapłaństwa i Eucharystii, był znakiem rozpoznawczym. To wówczas uczniowie przejrzeli i postanowili opowiedzieć, że widzieli swojego Mistrza. Zmartwychwstałego Pana. Ojciec Święty zwraca uwagę na to, że droga do Emaus symbolizuje naszą drogę wiary. Na niej kluczowe znaczenie mają dwie rzeczy - Pismo Święte i Eucharystia właśnie. Nie są oderwane od życia, one najgłębiej oddają to, co przeżywa każdy człowiek, bo układa się przecież różnie. Czasami jest dobrze, ale bywają i trudne momenty, bolesne chwile. Wówczas Ciało Chrystusa i Jego Słowo są tym, co nas umacnia. 

"Kiedy jesteś smutny, weź do ręki Słowo Boże. Kiedy jesteś przygnębiony, sięgnij po Słowo Boże i idź na niedzielną mszę, by przyjąć Komunię świętą i uczestniczyć w misterium Jezusa. Słowo Boże, Eucharystia: one napełniają nas radością." - s. 201.

Życie przynosi różne doświadczenia. Nieraz czuje się jak uczniowie. Idę ze zwieszoną głową,bo mój Mistrz odszedł. A przecież wcale tak nie jest. Troski jednak przysłaniają świat, zasnuwają radosną prawdę o zmartwychwstaniu. Jest taka piosenka "List do Boga" lubię jej słuchać, gdy mi ciężko. Ma w sobie specyficzne połączenie smutku, nadziei, goryczy i wiary. Siadam wtedy i opowiadam Bogu moje życie, wątpliwości, radości. Nie jest to łatwe, bo często ludzie w moim wieku uczeni byli ukrywać swoje prawdziwe uczucia. Powiedzenie, że mam żal za to, co się dzieje, że nie rozumiem i jestem rozgniewana były nie do pomyślenia, jakby Bóg nie znał serca człowieka. Jakby miał mieć za złe to, że jest człowiekiem z całą rozpiętością uczuć, jaką go obdarował. Nim zasnę, rozmawiam z Bogiem jak z przyjacielem, którego przyznam nie zawsze rozumiem. Gdy mi smutno lubię usiąść w Kościele, nasycić się ciszą, czasami nawet nic nie mówić, po prostu być. Innym razem otwieram Pismo Święte i szukam w nim słowa, które Pan do mnie kieruje. 

Dziś wsłuchajmy się w Słowo. Pobądźmy z Bogiem. Otwórzmy swoje serca. Nie ukrywajmy siebie, tego kim i jacy jesteśmy, bo Bóg kocha nas właśnie takimi, z naszymi talentami, zaletami, niedoskonałościami. I z nami idzie drogą do Emaus czekając aż Go poznamy.


środa, 28 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień czwarty

z cyklu książki z duszą



Dziś przypowieść o Synu Marnotrawnym, jeden z najbardziej refleksyjnych tekstów w Biblii i fragment, w którym jak usłyszałam na ostatnich zajęciach nie ma ani jednego zbędnego słowa. Jeśli się nad tym zastanowić to głęboka prawda. Wszystko tu odsyła do pewnych znaczeń, jest użyte by ukazywać naprawdę wiele. 

Ojciec Święty mówi o niej jako o przypowieści o miłosiernym ojcu, źródle nadziei. Podkreśla, że mimo niewierności syna, rodzic nie wyrzuca go ze swojego serca. Codziennie wychodzi i wypatruje z tęsknotą swojego dziecka, które znalazłszy się w ciężkiej sytuacji, zapomniane przez przyjaciół wraca, stęsknione za dostatnim życiem, ale też ciepłem rodzinnego domu. Gdy tylko ojciec zauważa syna, wybiega mu naprzeciw, przyjmuje do siebie i czyni na powrót umiłowanym dzieckiem. Bez żadnych wyrzutów, bez wymagań, tłumaczeń. Papież zwraca uwagę na to, że Bóg na nieskończenie wielką cierpliwość. Taka postawa pozwala mieć człowiekowi nadzieję na to, że zawsze może wrócić do Pana. "Bóg odpowiada na nasze słabości swoją cierpliwością i to jest powodem naszej ufności, naszej nadziei. Jest to jakby dialog pomiędzy naszą słabością i cierpliwością Boga" (Księga Ognia, str. 196)

Pamiętam jak przeczytałam, że życzenie syna odnośnie zabrania swojej części majątku, było jak powiedzenie ojcu, że już nie żyje. Biorę to, co swoje i opuszczam cię, odtąd będę wiódł swój własny żywot, w którym nie ma dla ciebie miejsca. Przypomina to coś? Grzech kojarzy mi się właśnie z czymś takim. Nie ma Cię Boże, są tylko moje racje. A Pan cierpliwie czeka, wygląda, pragnie mojego powrotu. Czy to nie nazbyt drastyczne porównanie? Pewnie zależy od tego, co się zrobiło. Ale gdy tak sobie myślę, że wybieram świadomie i dobrowolnie coś, co jest po prostu złe, to jest nie inaczej niż w przypowieści. Odwracam się od Kogoś, Kto mnie kocha, gardzę Jego miłością. Gubię się. Wydaje mi się, że odejście syna wynika z tego, że był znudzony, ciekawy świata, chciał sam przekonać się czym jest życie, prowadzić je po swojemu, całkowicie nieskrępowany rodzicielskimi prawami i nakazami. Być może był to pewien rodzaj buntu, może przekonanie, że ja wiem lepiej i moja codzienność będzie inna, kolorowa, szaleńcza, pełna doznań. 

Nieważne ile ma się lat, w człowieku zawsze tli się pewien rodzaj przekonania, że lepiej mu będzie na swoich ścieżkach, że ma ciekawszy pomysł na swoje życie, a to co narzucone tylko go pęta. To taka ludzka przekora. Im więcej mam lat, tym lepiej rozumiem, że te chwile z jednej strony uczą mnie pokory wobec tego, co mi przekazywano, co okazuje się dobre, właściwe, mądre. Z drugiej pozbawiają złudzeń co do własnej pychy i chęci działania po swojemu. Najpiękniejsze są jednak te momenty, gdy zaczynam tęsknić, kiedy brakuje mi Boga i tak namacalnie czuję, że chcę być blisko Niego. Czy trzeba odejść, by zatęsknić? By docenić? Nie wiem, ale trudne sytuacje sprawiają, że ten pomost między moją słabością, niedociągnięciami, tymi krętymi ścieżkami, którymi się przechadzam a cierpliwością, miłością i czułością Pana jest czymś niezwykłym. Zaczynam doceniać go coraz bardziej, choć nie łudzę się, że znów skręcę nie tam gdzie trzeba. Kojąca jest jednak myśl, że Ktoś na mnie czeka, pragnie mojego powrotu.

wtorek, 27 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień trzeci

z cyklu książki z duszą



Wędruję nadal z Ojcem Świętym przez Biblię. Tym razem zatrzymuję się nad fragmentem z Księgi Ezechiela, która opowiada o odrzuconej dziewczynce, którą Bóg bierze w opiekę, daje jej wszystko, łącznie z bogactwem, a ona Go zdradza. Traci z oczu obraz dobrego Pana, który uczynił jej życie piękne. Postępuje jak pierwsi ludzie w raju. Zwraca się jedynie ku sobie, swoim pragnieniom. Zafascynowana urodą, jaką została obdarowana, zaczęła uprawiać nierząd i oddawać cześć bożkom. Przekreśliła wszystko, co powinno być istotą jej życia.

Bóg jednak nie odwraca się od niej, pamięta o przymierzu, jakie zawarł ze swoim ludem. Przymierzu, którego nigdy nie złamie. Wspomina, że wywyższy swoją zagubioną córkę, by przypomniała sobie o Nim i doznała wstydu z powodu swojego zachowania. W swojej wierności i miłosierdziu Pan pragnie dobra dla swoich dzieci, nawet jeśli te zbłądziły i to srodze.

Wstyd, jak zaznacza Papież Franciszek to łaska, która jest dana człowiekowi. Pozwala ujrzeć postępowanie, takim jakie jest i prawdziwie je ocenić. Dzięki niemu lepiej widać szaloną miłość Boga, który zawsze troszczy się o człowieka. Gdy pomyślę jak łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, jak źle znoszę przykre sytuacje. W końcu jak z biegiem lat trudniej mi nie brać pewnych rzeczy do siebie, nie pamiętać o przykrościach, które wyrządzili mi inni, nie odpuszczać ludzi, z którymi po prostu nie da się być mimo licznych szans, to chylę czoło przed wielkością Boga. Nie porzuca On człowieka bez względu na to, czego by nie uczynił. Jest wierny sobie i słowu, jakie dał ludziom, swojej miłości i ojcowskiej opiekuńczości. Nawet, jeśli zbłądzę, mam do kogo wrócić. To piękne i szczególnie ważne przy okazji zbliżających się dni.

poniedziałek, 26 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień drugi

z cyklu książki z duszą



Ojciec Święty odwołuje się do fragmentu Pierwszej Księgi Samuela, w którym Pan wzywa tytułowego bohatera. Młodzieniec nie wie jeszcze, że mówi do niego Bóg. Wstaje i idzie do Helego, by mu usługiwać. Dopiero za trzecim razem nakazuje on mu odpowiedzieć "Mów Panie, bo sługa twój słucha". Papież wspomina, że brak proroków jest czymś złym, prowadzi nie tylko do zagubienia, ale klerykalizmu i wręcz niehumanitarnego trzymania się przepisów prawa. Jak wiadomo każda skrajność jest szkodliwa i nie kończy się niczym dobrym. Owce bez pasterza giną pozostawione na pastwę niebezpieczeństw, podobnie dzieje się z ludźmi pozbawionymi przywódcy. Brną w złą stronę. 

Skąd wynika zdziwienie Samuela i jego niewiedza? Jak czytamy w Piśmie Świętym, Bóg nie miał proroków w "owym czasie", ludzie nie znali Jego głosu. Izrael modlił się o kogoś takiego, brakowało mu nie tylko obecności samego Boga, ale człowieka, który pokierowałby nim. Tego, który rozmawiając z Panem umiałby dawać wskazówki całemu ludowi. Który pełniłby rolę pośrednika między nimi a Stwórcą, swoistego nauczyciela. 

Czy jednak tylko wybrani mogą usłyszeć Boga? Papież Franciszek przypominał, że każdy ochrzczony jest prorokiem, a zatem nosi w sobie zdolność do rozpoznania głosu Pana. Ponieważ nie jest to łatwe zadanie, potrzebna jest modlitwa, otwartość serca i umiejętność interpretacji tego, co dociera do człowieka. Bardzo łatwo wypaczyć nawet najpiękniejsze słowa, nadać im pozór dobra dla własnych korzyści, a przecież chodzi o to, by budować coraz lepszy świat. 

Usłyszeć głos Pana, który mówi cicho, delikatnie, ale dosadnie. Nienachalnie i na ogromnie wiele sposobów. Zastanawiam się, czy Izraelici faktycznie tęsknili za Bożym głosem czy po prostu czuli się jedynie zagubieni. Czemu Stwórca milczał wobec modlitw, skoro chcieli Go słuchać? Czy potrzebowali zatęsknić za Nim? Czy chodziło o coś innego. Może zabrnęli tak daleko, że mieli zamknięte uszy i potrzebowali właśnie głosu proroka. Kogoś, kto bardzo jasno i dosadnie będzie im mówił, co i jak mają robić. Nieraz jest tak, że udaje mi się rozpoznać głos Boga w tym, co dzieje się w moim życiu i nie są to jakieś spektakularne wydarzenia, ale proste rzeczy, które wydają się całkiem zwyczajne, codzienne. Ale czuję głęboko, że są odpowiedzią na moje pytania, wątpliwości, wskazówką, której potrzebuję i szukam. Tylko trzeba być czujnym jak Samuel. Słuchać, wsłuchiwać się i dawać się prowadzić. A wtedy jakoś łatwiej iść drogą życia, znajdywać odpowiedzi, nawet jeśli przychodzą później niżbym chciała. Nawet, jeśli są trudne i nie takie, jakie sobie wyobrażałam. 

niedziela, 25 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień pierwszy

z cyklu książki z duszą



Kończy się Wielki Post. Przed nami najważniejsze dni w roku liturgicznym. Dlatego proponuję znaleźć chwilę, by pochylić się nad Pismem Świętym z Papieżem Franciszkiem. 

Sięgając po "Księgę ognia" odczułam po raz kolejny, że Biblia tętni życiem. Nie jest zapisem tego, co działo się kiedyś, ale stale aktualną wiadomością kierowaną do ludzi. Listem, który Bóg zostawił dla każdego z nas. Niezgłębioną skarbnicą, w której można odkrywać bez końca. 

Ojciec Święty proponuje rozważanie następujących słów "Nie bój się, robaczku Jakubie/ nieboraku Izraelu!/ Ja cię wspomagam - wyrocznia Pana - / odkupicielem twoim - Święty Izraela" (Iz 41, 14). 
Wskazuje na Boga jako kochającego Ojca. Tak jak dziecko nie odrzuca matczynej miłości, tak człowiek powinien przyjąć uczucie, którym darzy go Pan. Zachęca zatem do otwarcia swojego serca, wejścia w świat Boskiej czułości i zastanowienia się nad siedmioma wersami z Księgi Izajasza, które pozwolą lepiej zrozumieć słowa o wielkim uczuciu, jakim Stwórca darzy swoje dzieci. 

Otwieram zatem 41 rozdział Księgi Izajasza, wersety 13-20 i wczytuję się w nie. Po raz kolejny uderzają mnie słowa "Nie lękaj się!". Powtarzane w Biblii 365 razy. Tak, żeby każdego dnia przypominać sobie o tym, że przy Bogu nie trzeba się bać, choć w życiu bywa ciężko. Izrael robaczek i biedak, jest jakaś doza troski w tym słownictwie, czułości, którą cechuje się Pan. Jednak ten malutki, niepozorny robaczek przy wsparciu Boga staje się kimś, dla kogo nie ma rzeczy nie do pokonania. Urasta, ale nie swoją siłą, tylko mocą, która pochodzi od Tego, Który go miłuje. 

Bóg jest szalony w swojej miłości. Chce tworzyć strumienie na wzgórzach i w dolinach, zmieniać pustynię w jeziora, sadzić tam cedry, akacje, mirt, drzewa oliwne, cyprysy, a wszystko dla swojego ludu. To nie malutka pomoc, ale wręcz rewolucja, by pokazać człowiekowi, jak bardzo zależy na nim Bogu. Tu nie ma ograniczeń, jest łamanie praw przyrody, bo pustynia to morze, ale przecież piasku, to zaprzeczenie żyznych dolin wypełnionych ziołami, drzewami, krzewami i krystalicznymi źródłami. A jednak Bóg mówi, w czułości i miłości do ciebie człowieku zrobię to, co wydaje się po ludzku niemożliwe. Uczynię dla ciebie miejsce przyjazne, sprawię, że nie będziesz się musiał o nic martwić. 

Gdy myślę o tych słowach widzę, że to dzieje się w codzienności. Bóg przychodzi i mówi, nie lękaj się, będzie dobrze. W pustyni mojego życia, w trudnych sytuacjach daje znać o Swojej obecności. Nie zawsze ją dostrzegam i rozumiem. Nie zawsze działa błyskawicznie. Jest bardzo delikatny i czasem przez jedno słowo, jeden gest sprawia, że w tej trudnej chwili pojawia się promyk światła. Rozjaśnia mrok, jest jak źródło na pustyni. Podoba mi się ten Obraz Boga, który mówi do robaczka, by się nie bał, bo On się nim zaopiekuje. Tej czułości, jaka płynie z tych słów, oddania, które narusza porządek rzeczy, byle tylko robaczkowi działo się dobrze. To kojące, móc spocząć w tej pełnej tkliwości dłoni i po prostu odetchnąć, bo jest Ktoś, Kto czuwa. 

Zachęcam do lektury "Księgi ognia" to pięknie napisane rozważania, które są punktem wyjścia do zatrzymania się nad Słowem Bożym. Pomocne mogą być również piękne notesy, w których zawarte są cytaty z Pisma Świętego z duuużą ilością miejsca na rozważanie, w jakiej formie macie tylko ochotę. Czy to pytań, krótkich refleksji, długiego rozmyślania, punktów. Inwencja zależy od Was, a to naprawdę dobra droga do rozwoju duchowego i wcale nie musicie mieć godziny, wystarczy choćby kilka minut :). 

Papież Franciszek, Księga ognia, wybór i opracowanie Stefan von Kempis, przeł. Dariusz Chodyniecki, Arkadiusz Ziernicki, wyd. WAM, Kraków 2017. 

niedziela, 11 marca 2018

Roberto Allegri "Matka Teresa z Kalkuty. Droga do świętości"

z cyklu książki z duszą



"Nagle siostra Teresa dostrzega w głębi dworca człowieka chowającego się pod zakurzoną narzutą. Ma czarne włosy i głębokie spojrzenie, w którym jest tyle rozpaczy, że Teresa niemal mdleje. Nie wie, co robić. Wykonuje kilka nieporadnych ruchów rękami, a potem ociera łzy. Piersią wstrząsa szloch, który jednak nie wydostaje się na zewnątrz. Teresa nie może oddychać." - s. 129

Matka Teresa z Kalkuty niewątpliwie jest jedną z najbardziej fascynujących postaci w ciągu całej historii ludzkości. Niewysoka, cicha, uśmiechnięta, przepełniona miłością i ciepłem, widziała człowieka i Chrystusa w ludziach, których nikt nie zauważał i nie chciał. Pochylała się nad trędowatymi, chorymi, ubogimi, wszystkimi zepchniętymi na margines społeczny, mijanymi na ulicach Kalkuty i całego świata. Niewidzialnymi dla osób, którym lepiej powiodło się w życiu. 

Roberto Allegri opowiada historię o dziewczynce, która z domu wyniosła miłość do drugiego człowieka, okazywanie mu serca, troszczenie się o bliźnich w gorszym położeniu zarówno finansowym jak i zdrowotnym. Już mała Teresa odwiedzała ubogich sąsiadów, by nieść im pomoc. W jej duszy drgało pragnienie, które z czasem narastało. Nie zgasiła go ani śmierć ojca, ani trudniejsze życie. Zafascynowana misjonarzem, który pojawił się w jej parafii, aby opowiedzieć o swojej pracy w Indiach, zapragnęła zostać misjonarką i służyć potrzebującym w dalekim kraju. Nie podejrzewała, że kluczem do tego będzie wstąpienie do zakonu. W końcu zdecydowała się na to, by zostać Loretanką. 

"Gdyby nie my, umieraliby w kurzu, narażeni na obojętne spojrzenia przechodniów, cierpiący w samotności. Tutaj nikt nie umiera w rozpaczy. Nikt nie umiera bez miłości. My dajemy im to, o co proszą. Spełniamy ich ostatnie życzenie, czy to prośbę o papierosa, trochę wody, modlitwę czy o odrobinę czułości. Dlatego Nirmal Hridaj to najlepsze miejsce w Kalkucie." - s. 184-185

W końcu jej marzenie się spełniło. Wstąpiła do klasztoru i udała się do Indii. Pracowała tam w szkole zdobywając miłość nie tylko uczennic, ale ich rodziców. Jej serce jednak rwało się do pobliskiej dzielnicy biedy. Chciała pracować wśród najuboższych, ale wiedziała, że jeśli do nich wyjdzie, nie wróci już do swojego zakonnego życia opartego na nauczaniu. Odważyła się opowiedzieć o potrzebie swojego serca przełożonym, a potem biskupowi. Nie było łatwo. Siostry nie rozumiały wyjątkowego powołania Teresy, ale przełożona i biskup czekali na znak, wyczuwając, że Bóg ma względem tej zakonnicy wielkie plany. 

Po latach Teresa wyszła za mury klasztoru i rozpoczęła swoją misję. Radość mieszała się w niej z lękiem. Od tej chwili sama miała radzić sobie z wszystkim. Rozpoczynała nowe życie, w którym nie miała jak dotąd bezpieczeństwa zapewnionego przez rodzinę czy zgromadzenie zakonne. Szła do najuboższych z miłością i Bogiem w sercu, zalękniona, ale silna łaską Pana. Przywdziała najprostszy habit i zainspirowała najpierw swoje uczennice, potem inne kobiety a także mężczyzn. Od jednej pragnącej nieść ulgę, miłość i pocieszenie najmniejszym kobiety zaczęła się wielka rewolucja miłości. Nie brakowało rąk do pracy i osób zafascynowanych jej misją. Powstało żeńskie zgromadzenie, potem męskie. Matka Teresa podróżowała po całym świecie uwrażliwiając ludzi na potrzeby bliźnich, walcząc z wykluczeniem, niosąc dobro, miłość, zwracając uwagę wszystkich na cierpiących i ubogich. 

Książka Roberto Allegri nie jest biografią Matki Teresy z Kalkuty, ale opowieścią o miłości i wielkim marzeniu. Pokazuje drogę życiową jednej z najpiękniejszych kobiet świata. Tajemniczej zakonnicy, która poruszyła rzesze ludzi. Siostry mającej odwagę chcieć więcej i nieść czułość do każdego człowieka. Matka Teresa była niezmordowanym apostołem miłosierdzia, pragnącym nieść pociechę i ulgę każdemu człowiekowi, by nikt nie odchodził samotny, nie czuł się niekochany. Pracowała niestrudzenie w ciężkich warunkach, budząc podziw i zawstydzając wielkich tego świata. Ta mała kobieta zyskała posłuch wielu, sprawiła, że świat stał się lepszym miejscem. Wokół jej osoby narosło wiele legend, jednemu jednak nie sposób zaprzeczyć, w bliźnim widziała Chrystusa i traktowała go najlepiej jak mogła. Znała wagę swojej posługi, mówiła o tym otwarcie a jednocześnie pokornie. "Matka Teresa z Kalkuty. Droga do świętości" jest pięknie napisaną, porywającą książką pokazującą obrazy z życia świętej. Jak zaznacza autor nie miał on na celu opowiadania całego życia bohaterki. Przyświecała mu idea ukazania jej drogi, która nadal posiada momenty spowite mgłą tajemnicy. Nie stara się on wniknąć i odmalować jej przeżyć duchowych, najbardziej intymnych pragnień serca. Mimo tego książka nie traci nic ze swojego czaru, wciąga, urzeka, uczy. Jest historią, którą czyta się na jednym tchu i która zostaje w czytelniku. Po lekturze mam ochotę sięgnąć po zapiski Matki Teresy, poznać ją lepiej, choć wiem dobrze, że nie odnajdę odpowiedzi na najbardziej interesujące mnie pytania, gdyż to co dzieje się między Bogiem a człowiekiem, to jak rodzi się powołanie i jak przebiega relacja między stworzeniem a Stwórcą nie daje się ująć w słowa. 

Wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o św. Matce Teresie z Kalkuty, którzy lubią książki o świętych czy niezwykłych ludziach, serdecznie polecam.

Fragment książki możecie przeczytać TU



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuje Wydawnictwu WAM.

Roberto Allegri, Matka Teresa z Kalkuty. Droga do świętości, przeł. Anna Popławska, wstęp Al Bano Carrisi, wyd. WAM, Kraków 2016. 

piątek, 2 marca 2018

Jay Kristoff, Amie Kaufman "Illuminae. Illuminae_Folder_01



"Kiedy jego ludzie giną jeden po drugim. Kiedy kończą mu się naboje. Kiedy tylko jego uniesione pięści oddzielają go Od okrucieństwa czystej matematyki. Kiedy muzyka narasta nad rzezią, wciąż słyszę, jak szepcze: - Powiedz im, że o nich myślałem. Do samego końca." - s. 293

O tej książce już tyle napisano, że mam wrażenie, iż nie sposób powiedzieć czegoś nowego. Szturmem wdarła się do czytelniczego świata, sama historia jej wydania w Polsce to przecież dowód na to, że ludzie czytają, chcą poznać nowe tytuły a odstępstwo od normalnej formy tekstu ciągłego wcale nie jest żadną przeszkodą, wręcz przeciwnie. Akcja, którą zorganizowało Wydawnictwo Moondrive udowodniła, że z czytaniem w Polsce wcale nie jest źle, co więcej, że właśnie młodzież chce czytać i lubi literackie eksperymenty!



Gdy pewnego dnia Kady Grant zerwała z Ezrą Masonem, nie podejrzewała, że rozstanie będzie jej najmniejszym problemem. Nie wiedziała, że w spokojnej dotąd kolonii Kerenza dojdzie do prawdziwej apokalipsy. Nie przeczuwała nawet, że zatęskni za zwykłymi problemami nastoletniego życia, które wówczas wydawały się takie ważne. Niebo jednak zrobiło się ciemne i to nie za sprawą chmur. Rozpoczął się atak zainicjowany przez BeiTech. Ocalali znaleźli się na pokładzie Aleksandra, Hypatii i Copernicusa, trzech statków, które nadal walczyły o przetrwanie, uciekając przed pancernikiem Lincoln. Dowódcy dokładali wszelkich starań, by nie pozwolić zabić jedynych świadków tragicznego losu, jaki stał się udziałem kolonii. Tylko oni mogli zaświadczyć o wydarzeniach. Sytuacja jednak nie wyglądała różowo. Przebywających na Copernicusie dosięgła przerażająca i nikomu nie znana choroba. Również Alexander nie był bezpiecznym miejscem, szalał  tam bowiem Aidan - sztuczna inteligencja, która była odpowiedzialna za statek. Zmęczona niewiedzą Kady próbuje dociec, co tak naprawdę dzieje się dookoła. Wyniki jej śledztwa okazują się naprawdę niepokojące.

"Nie rozumiem ich. Ludzi. Żyją tak krótko, mają tak skromne marzenia, a ich nadzieja Zdaje się krucha jak szkło. Póki nie zobaczysz ich w świetle gwiazd." - s. 528

"Illuminae" to powiew świeżości w młodzieżowej literaturze z wielu powodów. Bohaterowie nie udają nikogo, kim nie są. To nastolatkowie, którzy potrafią rzucać mięsem, stroić niewybredne żarty, kłócić się ze sobą, a jednocześnie stać ich na poświęcenie i myślenie o innych. Kady jest osobą, która silnie reaguje emocjonalnie, choć ma problem z mówieniem o uczuciach. Jest dość zamknięta w sobie i sceptyczna, zdecydowanie nie brak jej jednak umiejętności technicznych. Ezra to jej przeciwieństwo. Chłopak potrafi bez problemu wyrażać to, co czuje, jest bardziej powściągliwy w okazywaniu gniewu i rzekłabym, nieco słabszy. To dziewczyna gra w tej książce pierwsze skrzypce, to ona ma silniejszą psychikę, choć wzajemnie bohaterowie świetnie się uzupełniają. Jest jeszcze jedna postać, którą starałam się zrozumieć, choć naprawdę nie mogę powiedzieć, bym pojęła jego sposób rozumowania. To Aidan, czyli program odpowiadający za wszystko, co dzieje się na pokładzie Alexandra. Przeszywały mnie ciarki, gdy czytałam jego spostrzeżenia, chłodne, rzeczowe,  bezuczuciowe, starające się przeniknąć ludzką logikę i emocjonalność. Do dziś, choć upłynęło naprawdę kilka miesięcy od momentu, gdy skończyłam czytać książkę Amie Kaufman i Jay'a Kristoff'a, zastanawiam się, jaki naprawdę był Aidan. Do dzisiaj mnie fascynuje. 



Przyzwyczajona do tradycyjnych publikacji przyznam, że nie do końca wiedziałam czy ta niebanalna powieść przypadnie mi do gustu. Czytelnik nie odnajdzie tu bowiem standardowej narracji. Na książkę składają się raporty, rozmowy z bohaterami, schematy statków, maile, zapisy z komunikatorów, informacje z komputerów, przekazy Aidana. Bardzo ważna jest forma graficzna, która wzbogaca treść. "Illuminae" czyta się bardzo szybko, wpływają na to wartka akcja, forma powieści, jak i prosty, współczesny język. Warto jednak zatrzymać się na wyróżnionych graficznie stronach. Żywi i wzbudzający sympatię bohaterowie, intrygujący system komputerowy, tajemnice, mnożące się przeszkody, to wszystko sprawia, że pochłonęłam powieść bardzo szybko i z niecierpliwością czekam na "Geminę", bo obok tej książki nie można chyba przejść obojętnie. Można się nią bardziej lub mniej zachwycać, ale jedno jest pewne, wzbudza emocje. 

Jay Kristoff, Amie Kaufman, Illuminae. Illuminae_Folder_01, tłum. Mateusz Borowski, wyd. Moondrive, Kraków 2017. 

A tak w ogóle, fajnie było wziąć udział w akcji Wyd. Moondrive, która miała na celu zebranie funduszy na wydanie tej książki w identycznej formie jak zagranicą. Udało się, a ja zyskałam świetny pakiet :)