Mam wielką słabość do dystopii. Sięgam po nie, nie dlatego, że fascynuje mnie czytanie o katastrofach, które dziesiątkują społeczeństwa czy wizjach, przez które włos jeży się na głowie. Poznaję je, bo nawet w najbardziej nieprawdopodobnych ustrojach, kryje się ziarno prawdy. Gorzkie i bolesne, ale nadal możliwe do zrealizowania.
„Bo kłamstwa służą też do tego, żebyśmy nie widzieli niesprawiedliwości i nękania. Do ukrycia tych, którzy cierpią. Do zamiecenia pod dywan nierówności i znieważania. Są jak narkotyk, dzięki któremu odurzone społeczeństwo żyje w sztucznym raju, który gnije od środka.” – s. 194
Nowy wspaniały świat
Witajcie w świecie, w którym nikt nie wyobraża sobie życia bez technologii. Posiadanie smartfona to oczywistość, podróż odbywa się w niezwykle cichych, elektrycznych samochodach, które są najczęściej automatyczne. Prawie nikt nie czyta już książek, nawet nie przechowuje ich w domu. Prasa zajmuje się błahymi tematami z półki celebrytów, nowych gier i nowinek technologicznych. Społeczeństwo nadal dzieli się, jak od wieków, na uprzywilejowanych bogaczy i walczących o lepsze życie biednych. To kim jesteś, decyduje o tym, czy dostaniesz się na lepsze studia i będziesz miał większy dostęp do informacji.
Palenie jest nie tyle zabronione, co nielegalne. Stało się przestępstwem, ale dla dobra obywateli. Skoro sami nie potrafili poradzić sobie ze szkodliwym nałogiem, pomogło im w tym dobre państwo. Kolejne decyzje rządu przyjmowane są ze społeczną aprobatą. W końcu Ministerstwo Prawdy wie najlepiej, co dobre dla ludzi. Przyklejeni do ekranów nawet nie starają się dostrzec niczego więcej. Czy pamiętają, że kiedyś było inaczej? Z szeregu wyłamują się jeszcze przedstawiciele starszego pokolenia. Ludzie, którzy widzą, co się dzieje. Społeczeństwo jednak nie rozumie ich buntu. Wydają się śmieszni z tymi swoimi protestami, brakiem przywiązania do smartfonów czy tabletów. Szaleńcy poprzedniej epoki.
A kiedy przyjdą
Był legendą dziennikarstwa. Jego nazwisko otwierało wiele drzwi. Pisał teksty, które kształtowały opinię publiczną i wywoływały dyskusję. Teraz nie można już nazwać go nawet cieniem samego siebie. Nieodłącznym atrybutem Gabriela Romer jest butelka. Jego córka Julia widzi w nim przegranego alkoholika, który kiedyś był kimś. Boli ją to tym bardziej, że sama marzy o karierze dziennikarskiej. Po śmierci ojca, której w przeciwieństwie do oficjalnej wersji władz, nie uznaje za samobójstwo, dowie się, jaka była prawda. Zobaczy prawdziwe oblicze rodzica.
Poszukiwanie prawdy doprowadzi ją do szokujących odkryć. A te pociągną za sobą dotkliwe konsekwencje. Jeśli szukasz informacji, zadajesz niewygodne pytania, próbujesz odkryć zamiary rządzących, wiedz, że nie jesteś bezpieczny. Nie szukaj prawdy w świecie kłamstw, bo drogo za to zapłacisz. Kiedy w skrzynce pocztowej znajdziesz egzemplarz "Roku 1984", wiedz, że depczą ci po piętach. Są na tyle blisko, że jedyne, co powinieneś zrobić, to ratować się ucieczką. Bo puste plamy w gazetach, pojawiające się znikąd szczury, znikające smsy, to ostrzeżenia. Oni nadchodzą, a najgorszym z nich jest poeta. Zagadka pokoju 101 nęci, ale czy warta jest poświęcenia życia?
Lubię dystopie, ale "Ministerstwo prawdy" wydaje mi się za ciężkie na mój gust.
OdpowiedzUsuńWbrew pozorom jest w nim mniej brutalności niż w niejednym kryminale i np. "Igrzyskach śmierci". Co robi tutaj robotę, to uświadamianie, że krzywdzimy samych siebie ciągle przesiadując w ekranach i przyjmując większość wiadomości na wiarę. "Ministerstwo prawdy" jest o ogłupianiu społeczeństwa, manipulowaniu, zniewoleniu, ale też naszym przyzwoleniu na to, by dawać sobą rządzić i pozwalać odbierać sobie wolność. I to za kompletne błahostki. To przykra refleksja o tym, że nie potrafimy doceniać prawdziwie wartościowych rzeczy.
UsuńKsiążka zdecydowanie warta przeczytania i przemyślenia.