Zabójca widmo - Janusz Koryl "Urojenie" - Recenzja





„Mężczyzna w kapeluszu wyglądał dość upiornie. Na połach płaszcza widać było duże krwawe plamy. Żeby przyjść w takim stanie na komendę policji, trzeba mieć albo jakiś ważny powód, albo być zdrowo stukniętym. W każdym razie coś z tym facetem było nie tak. To się rzucało od razu w oczy. (…)
Mężczyzna w płaszczu, patrząc w oczy Stopyrze, zakomunikował:
- Zabiłem kobietę”. – s. 18
Sylwestrowa noc. Wszyscy świętują, szampan płynie strumieniami, zewsząd słychać muzykę. Na Komendę Miejską Policji w Rzeszowie przychodzi dziwny człowiek w zakrwawionym płaszczu, staromodnym kapeluszu i z nożem, pokrytym krwią. Twierdzi, że zabił kobietę i chciał zgłosić swój czyn. Zdezorientowany sierżant Witold Stopyra zamyka przybysza w celi a następnie dzwoni do przełożonego. Tymczasem aspirant Mateusz Garlicki bawi się z żoną świętując Nowy Rok. Zmęczony wychodzi z budynku, by zaczerpnąć świeżego powietrza, to wtedy ratuje młodą kobietę, którą szarpią mężczyźni, choć sam zostaje nieco poturbowany. Następnie udaje się na komendę, by przesłuchać dziwnego przybysza. Tadeusz Olczak, bo tak nazywa się domniemany sprawca, jest dziwnie spokojny, odpowiada rzeczowo i nic nie wskazuje na to, by coś było nie tak, poza jednym faktem, za bardzo współpracuje. Przyznaje się do zamordowania Anieli Grodzickiej i nawet wskazuje adres mieszkania, w którym doszło do tragedii.

Rozpoczyna się śledztwo, które od samego początku było przedziwne. Po pierwsze rzadko się zdarza, by ktoś podawał policji wszystkie informacje na tacy, po drugie, by znikał z zamkniętej celi. Oszołomieni policjanci rozpoczynają poszukiwania mężczyzny, który w niewyjaśniony sposób wydostał się na wolność i zdaje się z nimi pogrywać. Nikt nie wie, co się wydarzyło. Zamknięte pomieszczenie, a do tego nagły brak zapisu z kamery, każde podejrzewać, że ktoś z pracowników, pomógł wydostać się podejrzanemu. Zdenerwowany komendant, nakazuje podwładnym milczeć o sprawie i jak najszybciej odnaleźć uciekiniera. Co więcej, okazuje się, że informacje, których udzielił nijak się mają do rzeczywistości. Wspomniane mieszkanie jest zamieszkiwane przez inne osoby i wcale nie doszło w nim do żadnej tragedii. Tadeusz Olczak jak w dobrym thrillerze mija się z policją, szczęśliwy że w końcu wyjawił prawdę i nieco ukoił sumienie. Podrzuca również śledczym coraz to nowe wskazówki, uparcie utrzymując, że do zbrodni faktycznie doszło. Do czego doprowadzi gra ze stróżami prawa? Czy śmierć Anieli Grodzickiej okaże się prawdą, jak utrzymuje bohater? Jaki jest sens całej historii spędzającej aspirantowi sen z powiek?


Janusz Koryl serwuje czytelnikom pełną napięcia i tajemnic powieść. Uczucie niewiadomej związanej ze sprawą oraz obłędu zdającego się dotykać Mateusza Garlickiego, któremu śni się Olczak, pragnący zabić jego i jego żonę, staje się coraz silniejsze. Mężczyzna zaczyna jawić się jako upiór, nieuchwytny morderca, który może zrobić wszystko. Im więcej faktów wydaje się niemożliwych, tym atmosfera zagęszcza się coraz bardziej. W „Urojeniu” rzeczywistość miesza się z ze światem nadprzyrodzonym, tworząc ciekawą i klimatyczną mieszankę. Akcja przypomina trochę walkę z przeznaczeniem, mijanie się bohaterów, podsyca napięcie i sprawia, że czytelnik zastanawia się, o co tak naprawdę chodzi. Ciekawie wypadają również wspomnienia podejrzanego o Anieli, które pozwalają rzucić nieco światła na prowadzoną sprawę. Zagadka morderstwa, małe podpowiedzi, które dostają policjanci, przedziwne fakty, a wszystko to na tak bliskich mi rzeszowskich ulicach. Janusz Koryl po raz kolejny udowadnia, że nie wypuści czytelnika, póki w powieści nie padnie ostatnie słowo. A na koniec, pozostaje jedynie wielkie zdziwienie. Serdecznie polecam ten świetny kryminał na letnie popołudnia i nie tylko.


Janusz Koryl, Urojenie, wyd. I, wyd. Dreams, Rzeszów 2013.

Komentarze