sobota, 30 lipca 2016

Gorączkowy pościg - Waldemar Ciszak, Michał Larek "Mężczyzna w białych butach"


PRZEDPREMIEROWO


„Zabójca spojrzał na dzieci, które wybiegły ze szkoły.

Uśmiechnął się urzeczony tym pocztówkowym widokiem, który wprawił go w jakiś słodki, kojący stan.

W jednej chwili cały zewnętrzny świat przestał istnieć.

Mężczyzna w białych butach zaczął wnikliwie przyglądać się uczniom i uczennicom, instynktownie wyławiając wzrokiem miłych, ładnych chłopców.

Oblizał się i powoli, krok po kroku, sunął w kierunku wesołego zbiegowiska”. – s. 127






Nie można zrozumieć wszystkich, każdego czynu, zachowania, tego dlaczego dochodzi do zbrodni. Co siedzi w głowie kogoś, pozbawiającego drugą osobę życia, torturującą ją, niszczącą rodzinę? Tym bardziej nie da się pojąć, jak można krzywdzić dzieci. Policjanci, mają w swojej pracy niełatwe zadanie, podążać za tymi, którzy nie baczą na cierpienie, nie mają sumienia, nie potrafią funkcjonować w społeczeństwie, nie mają nieraz ludzkich odruchów.

Rok 1991, w Polsce trwa trudne śledztwo związane z mężczyzną przeciętnym aż do bólu a jednocześnie będącym jednym z najokrutniejszych bandytów. Poszukiwany praktycznie niczym się nie wyróżnia, jeśli chodzi o wygląd. Zdradza go owinięty bandażem palec, białe buty, lekka nadwaga i czarna teczka. Jego twarz jest jednak ogromnie pospolita, ginie w tłumie. Jeśli chodzi o czyny, ma na sumieniu kradzieże, czyny nierządne, gwałty, zabójstwa. Mężczyzna nie działa na jednym terenie. Do zbrodni dochodzi w wielu miejscach Polski, ale co jakiś czas wraca on do znanych mu miast. Zawsze szuka chłopców i pod pretekstem pracy czy przysługi dla rodziców nakłania ich do powrotu do mieszkania. Tam zabiera to, co cenne, zabija lub gwałci ofiary. Społeczeństwo jest coraz bardziej poruszone, giną kolejne dzieci a mimo zaangażowania ogromnej liczby stróżów prawa, zabójca pozostaje nieuchwytny. Dochodzi do pierwszego zatrzymania, które okazuje się nietrafne. W prasie wzmagają się doniesienia, pojawia się portret pamięciowy poszukiwanego, na wysokości zadania stają media. Odcinek programu „997” wywiera na widzów duży wpływ, wyczula na zachowania mężczyzn i skłania do informowania policji o każdym podejrzanym zajściu. Dzięki postawie obywatelskiej i szybkiej reakcji organów ścigania sprawca zostaje zatrzymany. Rozpoczynają się przesłuchania. Śledczy próbują wyjaśnić, dlaczego dochodziło do tak straszliwych zbrodni? Co kierowało człowiekiem, który spokojnie przedstawia szczegóły poszczególnych zdarzeń, tak jakby opisywał zwyczajny, nudny dzień pracy.

Z kart książki wyłania się obraz policji, nadkomisarza Jerzego Jakubowskiego, komisarza Bronickiego, sierżantów Kowalskiego i Ostrowskiego. Ludzi oddanych sprawie, szukających najmniejszych szczegółów, robiących co w ich mocy, by złapać przestępcę. Czytelnik obserwuje pracę śledczych, ich sposób działania, charakterystyczny język, współpracę z innymi jednostkami. To także obraz Polski lat 90-tych ubiegłego wieku, zafascynowania kulturą amerykańską, seriali znanych mi z dzieciństwa, dawno niesłuchanej muzyki. Autorzy przedstawiają zdarzenia mające miejsce wśród blokowisk, wielkich osiedli, gdzie większość dzieci chodzi do szkoły sama i nosi ze sobą na szyi klucz. Czasu, gdy wydawać by się mogło było dużo bezpieczniej niż dzisiaj. A jednak to tylko pozory.

Sprawca wszystkich okrutnych czynów opisanych w „Mężczyźnie w białych butach” to człowiek dziwny. Przy dzieciach stanowczy, groźny, nieobliczalny, po złapaniu okazuje się kimś zupełnie spokojnym, niemal wyzutym z emocji, podczas gdy w pogoni odnosimy wrażenie, że policja szuka nieumiejącego zapanować nad żądzami szaleńca. A jednak odczucie, że te dwa tak różne obrazy są ze sobą spójne, jest prawidłowe. Korzystający z  fizycznej i psychicznej przewagi nad ofiarami oskarżony w obliczu dorosłych mężczyzn okazuje się potulny, przestraszony, uległy. Z niepanującego nad własnym popędem i żądzą zabijania osobnika przeistacza się w wypranego emocjonalnie człowieka, który opisuje swoje zbrodnie bez mrugnięcia okiem. Jak wspominają autorzy ten dziwny typ, nie ma oporów przedstawiać mordów, ale milczy na temat sfery intymnej. Ma wybiórczą pamięć, z jednej strony doskonale potrafi opisać pewne miejsca, z drugiej zapomina całe zdarzenia. Czytając ciągle zastanawiałam się, czy była to prawda, czy decyzja milczenia, gdy mordercy było wygodniej. Jedno jest pewne, to postać która przeraża swoimi czynami, ale również i bezdusznością, brakiem jakiejkolwiek empatii, zrozumienia, co do swoich działań, swoistym wypraniem z ludzkich odruchów.

 „Każda zbrodnia wywołuje potępienie, ale gdy jej ofiarą jest dziecko, sprzeciw ten wzmaga się wielokrotnie” – pisał na pierwszej stronie „Expressu Poznańskiego” Zbigniew Szymański „Żuk”, znany specjalista od wydarzeń kryminalnych.” – s. 37 

Mężczyzna w białych butach” to mocna i wciągająca relacja z wydarzeń, które wstrząsnęły całą Polską. Szybkie tempo, ciekawe przedstawienie pracy policjantów, relacja ze śledztwa przeplatana doniesieniami z prasy, zbrodniami poszukiwanego, w końcu wgląd w przesłuchania i wizje lokalne oraz króciutki epizod związany z ojcem jednej z ofiar składają się na niepokojącą i intrygującą całość. Wszystko szczegółowe, językowo dostosowane do bohaterów, podane w krótkiej, zwięzłej formie. Książka sytuuje się gdzieś między reportażem, kryminałem i relacją. Ciężko zakwalifikować mi ją do jednego gatunku, ale przyznam, że nie czytałam jeszcze niczego takiego. Dużą zaletą dla mnie jest to, że czyny mordercy nie są szczegółowo opisane, dzięki czemu czytelnik nie styka się  z informacjami, które nawet dla policjantów były ciężkie do przetrawienia. Wszystko zostaje nakreślone w odpowiednich proporcjach, w taki sposób, iż niemal można poczuć emocje związane z pogonią za oskarżonym, uciekającym czasem, zagrożeniem kolejnymi czynami. Sama struktura książki jest intrygująca. Podzielenie jej na części, z których I buduje napięcie, wciąga w pościg, II informuje o udanej akcji, a III jest poszukiwaniem odpowiedzi na pytania o istotę zbrodni i zła, to naprawdę przemyślany i doskonały zabieg. Idealnym uzupełnieniem historii jest opinia psychoanalityka oraz fragmenty artykułów, zawarte w dodatku.  Książka Waldemara Ciszaka i Michała Larka mimo ciężkiego tematu nie przytłacza czytelnika, gdyż nie poznaje on dogłębnie psychiki „Dusiciela”. Otrzymuje wgląd w jego zachowanie, czyny, ale pozostają pewne niedopowiedzenia, które na pewno związane są również z finałem sprawy. To zdecydowanie niepokojąca, pełna emocji, napięcia i przerażającej prawdy o człowieku książka, choć w takich sprawach słowo „człowiek” wydaje się nie na miejscu.

Na koniec kilka słów. Mimo świetnie poprowadzonej akcji i wielu zalet, które doceniam tym bardziej, że jestem wrażliwą i empatyczną osobą, a pisać o takich zdarzeniach, nie druzgocząc czytelnika jest dla mnie po prostu wielką sztuką, (zatem głęboki ukłon z mojej strony w kierunku autorów, bo myślę, że ta książka da też do myślenia i wywoła może niejedną rozmowę z dziećmi na temat ich bezpieczeństwa i zachowania względem obcych) na pewno nie jest to pozycja dla młodszych czytelników.  


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.




Waldemar Ciszak, Michał Larek, Mężczyzna w białych butach, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.



*klikając w tytuł książki podany powyżej, przeniesiecie się na stronę wydawnictwa :)

czwartek, 28 lipca 2016

Wędrówka po Biblii - Bp Grzegorz Ryś "Moc słowa"

z cyklu książki z duszą

„Pyta, gdyż chce nawiązać dialog. Właśnie On chce. Od Niego wychodzi inicjatywa. (…) Zawsze jest właśnie tak: to On szuka dialogu, rozpoczyna rozmowę, nie godzi się na „ciche dni”. Zadaje pytanie i bardzo jest ciekaw odpowiedzi! Nie udaje, że słucha. Słucha naprawdę, jest dla Niego ważne, co człowiek odpowie – jak sam opisze swoją sytuację”. – s. 12


Ostatnio mam szczęście do trafiania na książki, które wyjaśniają ogromnie wiele i do tego pozwalają poznać nowe interpretacje tekstów biblijnych. Biskupa Grzegorza Rysia znałam z wypowiedzi, filmików wyd. WAM, więc gdy w moje łapki wpadła książka, o której mowa byłam ciekawa, co znajdę na jej kartach.

Moc słowa” to 152 wędrówki po Biblii. Może nie tyle są to odniesienia do konkretnych przypowieści (bardziej ich fragmentów), co krótkie i niezwykle treściwe refleksje nad konkretnymi wydarzeniami i postaciami. Przypominały mi nieco codzienne kazania ojców Dominikanów, które ogromnie lubię. Jeszcze na studiach czułam radość, gdy mogłam pójść na 12-tkę czyli Mszę Świętą w samo południe. Lubiłam się wyciszyć i wsłuchać w króciutkie kazania, jakie wygłaszają zakonnicy. To był taki cudowny powiew wiatru, głęboki oddech w ferworze dnia. Podobnie jest z tekstami Biskupa Rysia. Zatrzymują na chwilę, pozwalają odnieść się do konkretnych słów Pisma, które bez problemu można wyszukać w Biblii, by pogłębić refleksję.

Co mnie urzekło najbardziej? To, że można spokojnie włączyć je w swoją modlitwę. Pomedytować kilka, może kilkanaście minut dziennie. Nie trzeba wiele czasu. Nie ma przymusu czytania po kilka rozdziałów od razu. Nawet nie da się objąć większej partii rozważań, ponieważ nic z nich wtedy nie wyniesiemy. To nie powieść, to piękne, głębokie, pisane prostym i zrozumiałym językiem przemyślenia nad tym, co odnajdujemy na kartach Pisma Świętego. Nie trzeba studiów czy nie wiadomo jak wielkiej mądrości, by je zrozumieć. Zaletą jest to, że docierają do wszystkich, nasuwają skojarzenia, rodzą pytania, sprawiają, że chce się pomyśleć nie tylko nad tym, co przedstawia Autor, ale i nad tekstem biblijnym. Są jak kazania św. Franciszka skierowane do najprostszych, ale i urzekające uczonych.

Dla mnie stały się początkowo niedzielną lekturą po dwa, trzy teksty, ale z czasem doszłam do wniosku, że lepiej czytać je pojedynczo, częściej. W wolnej chwili, podczas porannej i wieczornej modlitwy. Niekoniecznie po kolei, ale wybierając fragment, który akuratnie w konkretnym dniu będzie dla nas najlepszy, w czym pomogą tytuły rozważań. Można też otwierać książkę na chybił trafił ;) choć tutaj zawsze się trafia, na mądre, pełne wiary słowa. Ważne jednak, że „Moc słowa” można czytać na wiele sposobów, robić notatki, zaznaczać fragmenty, ale jakkolwiek byśmy do tej pozycji nie podeszli, jedno jest pewne. Warto do niej wracać, wczytywać się w teksty i słowa Biblii, przeżywać je, bo właśnie o to chodzi, by wędrować duchowo, szukając odpowiedzi, zbliżając się do Boga. Właśnie do takiej wędrówki zaprasza Autor i jest to naprawdę piękne i poruszające.


Za egzemplarz recenzencki i piękny spacer wśród słów Pisma Świętego i słów Biskupa Rysia serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.





Bp Grzegorz Ryś, Moc słowa, wyd. WAM, Kraków 2016.

niedziela, 24 lipca 2016

Dawca miłości - Maria Miduch "Biografia Ducha Świętego"

z cyklu książki z duszą

„Taki jest właśnie Duch Święty – stwarzający, udzielający życia, rodzący do życia. Nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, Jemu posłuszne są wszelkie prawa natury. Nie przestał działać, nie zawiesił swojej mocy po stworzeniu świata, po zwiastowaniu, po nawiedzeniu; ciągle działa, ciągle stwarza, ciągle pozostaje w ruchu, ciągle ma misję do wypełnienia”. – s. 48


Na niektórych książkach powinno być jakieś ostrzeżenie „Uwaga, ta książka może zmienić twoje życie, czytasz na własną odpowiedzialność!”. Po lekturze „Biografii Boga Ojca” poprosiłam Wydawnictwo WAM o egzemplarz recenzencki „Biografii Ducha Świętego”. Chciałam bardziej, głębiej poznać Trójcę Świętą. Było we mnie poczucie niedosytu, głód wiedzy, doznań, pytania, które kołatały się po głowie. Wątpliwości, co ja robiłam przez te wszystkie lata? Brałam udział w rekolekcjach, czytałam religijne książki, wgryzałam się we wiarę, nie powiem mocno, bo zawsze czuję małość przed tym słowem, jeśli mowa o wierze, ale nie byłam bierna. Zadawałam pytania i nie czekałam aż odpowiedzi spadną z nieba, choć może czasami tak trzeba... Sięgałam do łatwiejszych i trudniejszych lektur. Nie jestem jakimś znawcą, ciągle czegoś nie wiem, nie rozumiem, często najprostsze rzeczy wydają mi się nie do ogarnięcia. Maria Miduch jednak wprowadziła mnie w świat, który wydał mi się całkiem inny. Jej książki oparte o kulturę judaistyczną zdały się powiedzieć wiele więcej niż znalazłam przez wiele lat. Pokazały coś całkiem nowego.

Kim jest Duch Święty? Pamiętam jak u Dominikanów pewien Ojciec opowiadał, że jeden ze współbraci zawsze uśmiechał się, gdy ktoś miał mówić o Trzeciej Osobie Trójcy Świętej, bo jednak ciężko nam pojąć Jej istotę, która kojarzy się z wiatrem lub gołębicą. Autorka jednak stanęła na wysokości zadania. W każdym z rozdziałów opisuje nieco inny wymiar Miłości, bo Duch jest właśnie Miłością, osobową Miłością. Jeśli w tym momencie ktoś przestał pojmować spokojnie, ja też. A może wcale nie trzeba tego zrozumieć, tylko uwierzyć? Przyjąć na wiarę i iść dalej, bo im więcej czytasz, tym robi się ciekawiej.




W każdym człowieku tkwi Boża iskra, tchnienie, które Pan umieścił stwarzając nas. Bez względu na to, czego byśmy nie zrobili, nie możemy usunąć z duszy i serca tego obrazu, daru, jaki dostaliśmy na starcie. Duch jest w nas obecny i przychodzi, zsyła swoją łaskę, napełnia nas jeśli tylko na to pozwolimy. Miłość, to właśnie nią pragnie nas nasycić Pan. Chce uczucia, które zmieni nasze życie. Jest Oblubieńcem, na którego czekamy, którego przyjścia nie możemy się doczekać, mimo naszej niedoskonałości. Bo miłość uzdalnia, oczyszcza, stwarza na nowo. Autorka podkreśla, że nie ma dla Boga rzeczy niemożliwych. Na przykładzie proroka Ezechiela pokazuje, że może On ożywić kości i znaleźć człowieka nawet w najciemniejszym miejscu, bo nie brakuje Go nigdzie.

Co mnie najbardziej urzekło? To, że Bóg jest jak kobieta, trochę nieprzewidywalny, trochę niezrozumiały. To pocieszające, że ma w sobie coś z mężczyzny i kobiety, a właściwie, że to my mamy coś z Niego. Że nie podchodzi do świata i człowieka tak, jak my to rozumiemy, jakbyśmy przewidywali. On przychodzi inaczej, Duch przybywa inaczej. Nic nie jest w stanie Go powstrzymać, ani grzech, ani niedociągnięcia. Przychodzi nawet do nieobecnych, do tych, którzy ociągają się i są obcy. Autorka przypomina jak wielką drogę przeszli Apostołowie, którzy musieli zmagać się z licznymi problemami, ustanawiać, jak powinno wyglądać przyjmowanie chrześcijaństwa przez pogan. W tym wszystkim byli jednak posłuszni Duchowi, który był z nimi i który jest z każdym z nas. Wyraźnie akcentuje, że nic nie zmieniło się od pierwszych wieków. Duch Święty nadal działa z taką samą mocą. Jest przy każdym z nas. Paraklet, nie rozumiałam tego słowa, było dla mnie kolejnym imieniem Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, ale coś się zmieniło. Maria Miduch ukazała prawdziwe znaczenie tego terminu. Znaczenie, które mną wstrząsnęło, gdyż okazało się, że to obrońca, ktoś, kto samą obecnością przemawiał na korzyść oskarżonego. Kto jest i broni, podczas gdy wokół padają oskarżenia. Kto nie odstępuje, mimo wszystko.




Przedziwna jest hojność, o której pisze autorka. Hojność wolnej woli, wolności, którą czasami sami sobie odbieramy, miłości przekraczającej wszelkie bariery i łaski. Jest w nas Duch Boży, daje nam swoje błogosławieństwo i daje z obfitością, a nie wydziela. Obdarowuje wszystkimi darami w równym stopniu, o czym rzadko się mówi. Zaskakuje, prowadzi drogą, której człowiek się nie spodziewa, tak jak prowadził proroków. Ta nieprzewidywalność, pociąga, zdumiewa, zwłaszcza że najpiękniejsze jest stale przed człowiekiem.

Biografia Ducha Świętego” pozwala lepiej poznać Miłość, która rozlewa się w sercach. Która trwa przy człowieku, w nim samym, która stoi w opozycji do oskarżyciela i nie zna granic. Bo dla Boga nie ma nic niemożliwego, kości mogą znów ożyć, człowiek dostąpić oczyszczenia a poganin prorokować. Maria Miduch wskazuje na wiele aspektów, które często pozostają niejasne, nieporuszone. Odnosi się do kultury żydowskiej, dzięki czemu łatwiej zrozumieć wiele staro i nowotestamentowych wydarzeń i pojąć choć odrobinę, kim jest Duch Święty. Wszystko to prostym, zwięzłym językiem, choć przyznam, że książkę trzeba czytać etapami. Dużo w niej informacji, spraw wymagających przemyślenia, odniesienia się jeszcze raz do słów Pisma, więc warto i trzeba dawkować sobie jej lekturę. A jednak wnika w czytelnika, zachęca do poznawania, pozwala ujrzeć chrześcijaństwo w innym, być może nieznanym dotąd świetle.






Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM




Maria Miduch, Biografia DuchaŚwiętego, wyd. WAM, Kraków 2015.

piątek, 22 lipca 2016

Spacer wśród blogów #4




Czas na kolejną wędrówkę, tym ciekawszą, że nabierało się trochę wspaniałych wpisów. Zatem bez zbędnych wstępów zapraszam na wędrówkę :)


Przystanek 1






Zawsze z niecierpliwością czekam na nowy wpis na "Przestrzeniach tekstu", bo po pierwsze ten piękny i urzekający język, jakimi Luka pisze teksty, po drugie dobór lektur i styl całego bloga (oj, uwielbiam jej zdjęcia :) ). Tym razem zapraszam do tekstu recenzji "Poza mapą", książki której pewnie sama bym nie znalazła, ale po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że ludzi tak różnych od siebie, może wiele łączyć a ja zawsze jestem wdzięczna, że na "Przestrzeniach" odnajduję powiew nowości, czegoś co pewnie by do mnie nie trafiło, gdyby nie Autorka. I za to wielkie serducho dla Luki <3


Przystanek 2



Agnieszka zawsze stawia poprzeczkę wysoko i jeśli pisze, że książka jest dobra, to wiem, że do niczego się przyczepić nie będę mogła. Tym razem wędrujemy w stronę orientu. Chiny i chińskie kobiety. Aga nie zdradza za wiele, co tylko zaostrza apetyt, zwłaszcza, gdy słyszę, że za każdym razem, mogę wyciągnąć z książki coś nowego. No właśnie, czy to nie jest tym, czego też szukamy w książkach? Jakąś mądrością, która do nas stale powraca? 


Przystanek 3


Bardziej lubię książki niż ludzi




Czy można całe życie bujać w obłokach? A jeśli dałoby się przeżyć życie marzeniami? Przecież większość chciałaby czegoś takiego doświadczyć. Diana zaprasza do książki, która jest jedną wielką baśnią, a jak wiadomo baśnie uczą, wprowadzają w dorosły świat. Sprawiają, że czasem ma się ochotę do nich wrócić, zanurzyć się w ten z pozoru nieskomplikowany świat, w którym pod pięknymi opowieściami kryje się prawdziwe życie, uczucia, emocje, problemy. Myślę, że warto sięgnąć po tę lekturę, powrócić do prostego stylu i przekazu, który może sprawić, że usiądziemy i pomyślimy nad pewnymi sprawami. 


Przystanek 4






Lekka, letnia letkura z przymrużeniem oka mówiąca o tym, co wielu kobietom spędza sen z powiek. Bo czas mija, starzejemy się, nie towarzyszą temu super wydarzenia, choć mówi się, że kobieta jest jak wino. Co jednak zrobić, gdy tkwi się w wiecznym bezczasie? Gdy zatrzymało się na pewnym etapie, a czas nadal nieubłaganie biegnie? Może rzucić się w wir jakiegoś szaleństwa i pozwolić sobie choć raz błądzić, by znaleźć drogę? Marta szczerze zachęciła mnie do sięgnięcia po "Hormonię" i poznania jej bohaterów. 



Przystanek 5






Najciekawsze intrygi zawsze dzieją się w małych, zamkniętych społecznościach. Nigdy nie wiadomo, co komu strzeli do głowy, komu udaje się skrywać sekret, mimo że wszyscy wiedzą o sobie wszystko. Małe, wakacyjne miejscowości zawsze mają swoje tajemnice i świetnie osadza się w nich zbrodnie. Gaja Grzegorzewska również poszła tym tropem. Paweł zachęca do sięgnięcia po jej debiut, który pomimo kilku niedociągnięć,warto przeczytać.


Przystanek 6






Obcy człowiek w obcym miejscu. Próba odnalezienia się w nieswoim kraju, wśród wielu obcych kulturowo, etnicznie, metntalnie ludzi. Książka o wielu tematach, które nakreślają obraz współczesnej Europy. Monika poleca lekturę, skłaniającą do myślenia, gorzką w swojej wymowie i świetną w formie. 


Przystanek 7






Tym razem o fantastyce, której nie czytam zbyt dużo, ale po pierwsze wszyscy mówią o tej okładce i zgadzam się z większością, jest okropna (choć salami mi nie przypomina ;) ), po drugie sama fabuła wydaje się zachęcająca. Janek wspomina o kalkach, ale trzeba przyznać, że wielką sztuką jest stworzyć coś nowego w połączeniu z czymś, co mimowolnie nasuwa pewne skojarzenia. Świat interesujący, akcja, która się rozkręca i rekomendacja "Tramwaju nr 4", czego chcieć więcej? 



Przystanek 8





Gosia zazwyczaj recenzuje powieści, lubi literaturę kobiecą i ciekawie o niej pisze :). Tym razem zaskoczyła mnie wyborem lektury. Temat poważny, bardzo na czasie, ciężki, przerażający. To, co dzieje się obecnie na świecie napawa lękiem, zadziwia. Nie rozumiemy mechanizmów rządzących tym, co skłania ludzi do budowania na przemocy i to w najokrutniejszej wersji. Żyjemy niby w czasach pokoju, ale tak naprawdę coraz częściej odnosi się wrażenie, że to jednak czasy ciszy przed burzą. W intrygującej recenzji Gosia opowiada o książce, która ukazuje zjawisko od środka, z wielu punktów widzenia, dogłębnie i mam nadzieję wyczerpująco. 


Przystanek 9






Nie mogło zabraknąć poradnika :). Paula wspomina o książce, która po pierwsze pisana jest prostym językiem, dzięki czemu nie będziecie mięli ochoty uciekać z krzykiem, po drugie pozwoli się lepiej zorganizować i nie marnotrawić czasu, co dzisiaj jest naprawdę ważne. A zatem, zaglądnijcie :).



Przystanek 10 czyli smakowity bonus :)







Rafała chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, bo pisze naprawdę świetne teksty i jeśli tylko lubicie literaturę faktu, a nie wiecie, co warto przeczytać, najlepiej zaglądnąć do niego :). Tym razem jednak będzie z przymrużeniem oka, o tym jak zdobyć miłość używając do tego książek :). 


To na tyle ode mnie. Co Wy polecacie do poczytania? Piszcie!!!



środa, 20 lipca 2016

Nie zdradzaj za wiele - Małgorzata Rogala "Dobra matka"


„Obie kobiety były bardzo aktywne na Facebooku. Mnóstwo wpisów, komentarzy i zdjęć dotyczących ich i rodziny. Jedna i druga to ten typ, który musi poinformować o każdym zdarzeniu dnia, zakupach, wyjściu, planach wakacyjnych, nastroju i tak dalej. Ekshibicjonizm na poziomie zaawansowanym skarbnica wiedzy dla złodziei i porywaczy. No i pewnie dla mordercy”. – s. 182-183

Korzystamy z mediów społecznościowych i czasem nawet nie zastanawiamy się, co wrzucamy i jaką wywoła to reakcję. Owszem, nieraz całkiem przyjemnie jest coś z siebie wyrzucić, ale bywa i tak, że na pewnych profilach można znaleźć dosłownie wszystko. Żadnej prywatności, dokładny opis dnia, planów, wszystko podane na tacy. Idealne źródło informacji, które może wywołać wiele problemów.

Jedna niepozorna wiadomość e-mail. „Bądź dobrą matką”, nic więcej. Niejasna treść wywołuje w Paulinie Zdunek mieszane uczucia, ale przecież nie brakuje wariatów albo żartownisiów z dziwnym poczuciem humoru. Sytuacja okazuje się jednak bardziej niebezpieczna niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Kobieta zostaje zastrzelona podczas biegu w Lesie Kabackim. Agata Górska i Sławek Tomczyk zaczynają przesłuchania od hotelu, w którym pracowała zamordowana. Dzięki nagraniom udaje im się znaleźć pierwszego podejrzanego. Jeden z lekarzy, którzy mieli tam szkolenie molestował zamordowaną. Co więcej, okazuje się, że jest on znany starszej aspirant jeszcze z dawnych czasów. Śledztwo jest o tyle ciekawsze, że sąsiadka i przyjaciółka ofiary to Helena Dobosz, dawna znajoma Agaty. Nie mija wiele czasu, wypełnionego usilnymi poszukiwaniami zabójcy, a dochodzi do kolejnego morderstwa. Sprawa zaczyna nabierać rozmachu, pojawiają się nowe okoliczności a wszystkie drogi prowadzą do Tadeusza Szulca, miejscowego biznesmena, który ewidentnie coś ukrywa. Dziwna agencja modelek, znajomość z lekarzem, który ma dość ciemną przeszłość, kobiety, które łączyła tajemnicza wiadomość. Duet Tomczyk i Górska staje przed trudnym zadaniem rozwikłania zagadki, mającej niejedno dno. Czy uda im się odnaleźć sprawcę i sprawić, by sprawiedliwości stało się zadość? Co chciała ujawnić potrącona Lena? Dlaczego kobiety giną i jakie znaczenie ma niezrozumiały mail?

 „Dobra matka” obfituje w tajemnice i bohaterów z przeszłością. Agata to kobieta silna, pracowita, choć w życiu prywatnym nie radzi sobie za dobrze. Spotyka się z mężczyznami, ale widzi siebie z perspektywy kogoś, kto nie potrafi odnaleźć się w związku, nie czuje się w nim dobrze. Ma problemy z zaangażowaniem się, uczuciami. Czuje się trochę dysfunkcyjna, dlatego woli swój własny zamknięty świat. Na jej przykładzie doskonale widać, jak pewne rany rzutują na całe życie i niszczą przyszłość ludzi. Helena pragnie spełnić marzenia, realizuje się produkując piękną biżuterię, jednak dorabia jako ekskluzywna prostytutka. Nie można powiedzieć, ze narzeka na swój los, jest bardzo skryta, przez co nie do końca można stwierdzić, czy obecny tryb życia jej odpowiada czy nie. Odnosi się jednak wrażenie, że wolałaby żyć nieco inaczej. Tym dwóm skrytym bohaterkom autorka przeciwstawia ofiary morderstw, kobiety które na portalach społecznościowych dzielą się swoim życiem i wszystkim, co robią ich dzieci. Na przykładzie powieści doskonale widać, jak wiele informacji zamieszczamy, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niepozorne i niewinne zdjęcia, posty, krótkie informacje, a jednocześnie kopalnia wiedzy o nas samych i tym, co potrzebne, by zyskać korzyści. Granica między informacją a ekshibicjonizmem przesuwa się. Zaciera się również zasada ograniczonego zaufania do obcych ludzi. Chęć bycia popularnym i ograniczenia samotności, pochwalenia się, przeradza się w niefrasobliwość a następnie w kompletny brak prywatności. Staje się zjawiskiem niebezpiecznym. „Dobra matka” podobnie jak „Cichy wielbiciel” Olgi Rudnickiej porusza naprawdę ważny i aktualny temat. Skłania do przemyśleń, roztropnego dzielenia się życiem z innymi. Przypomina, że nie wszystko jest dobrym pomysłem. Jednocześnie to powieść, która nie pozwala się oderwać od czytania i która poza ciekawymi postaciami kobiecymi, ma również obiecujących bohaterów męskich, jak choćby sympatyczny Tomczyk czy Michał, choć odniosłam wrażenie, że zajmują oni trochę mało miejsca, jak dla mnie, gdyż chętnie dowiedziałabym się o nich wiele więcej. Szczerze mówiąc, autorka stworzyła taki świat, o którym chciałabym przeczytać o wiele więcej, jak choćby o Lenie, przyjaźni Agaty i Justyny, przeszłości Sławka, gdyż czuję niedosyt.

Powieść Małgorzaty Rogali wciągnęła mnie bardzo szybko. Ciekawa zagadka kryminalna, wodzenie za nos, motyw, który starałam się rozgryźć, wszystko to sprawiło, że lektura dała mi naprawdę wiele przyjemności. Największe jednak uznanie zyskali bohaterowie. Autorka stworzyła żywe, interesujące postaci z charakterem i przeszłością. Naznaczona krzywdą Agata, która nie potrafi odnaleźć się w związku, jej cierpliwy chłopak Michał, inteligentny i dowcipny Sławek, szalona Justyna. Cała plejada osobowości, które czytelnik poznaje, darzy sympatią i chce jakoś przetasować. Do tego ci, których nie da się polubić, szemrane interesy, niebezpieczne, szczeniackie pomysły. Wszystko to wplecione w intrygującą historię z nakreślonym współczesnym problemem społecznym. „Dobra matka” nie tylko zapewnia dreszczyk emocji i świetnie spędzony czas, ale każe poważnie zastanowić się, nim wrzucisz coś do sieci. Po prostu świetna!


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona





Małgorzata Rogala, Dobra matka, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.

czwartek, 14 lipca 2016

Zabójcza umowa - Janusz Koryl "Układ"



„Jeśli znalazłeś się w ślepej uliczce, sprawdź wszystko ponownie. Może się okazać, że pominąłeś jakiś drobny szczegół”. – s. 59


Nie czuj się bezpiecznie. Nie wiadomo, co może zagrażać twojemu życiu. Nawet najbardziej błahe i zwyczajne rzeczy mogą się okazać całkiem inne niż ci się wydaje. Nawet nie przeczuwasz, skąd i kiedy może przyjść niebezpieczeństwo. Normalny dzień może zmienić się w koszmar, a to dopiero początek zdarzeń…

Ciszę pewnego poranka na rzeszowskim osiedlu przerywa przerażające odkrycie. Młoda kobieta znajduje zwłoki nastolatka, który najprawdopodobniej wypadł z okna na szóstym piętrze. Komisarz Paweł Wolański i aspirant Tomasz Wieczorek rozpoczynają śledztwo. Rodzice chłopaka silnie akcentują dobry kontakt z synem i brak tajemnic. Coś jednak pchnęło go do zakończenia życia. Jedyną pozostawioną wiadomością jest kartka z tajemniczym napisem Wj 21,24. Niedługo dochodzi do kolejnej śmierci. Jedna z mieszkanek Rzeszowa podcina sobie żyły podczas kąpieli. Nic nie wskazuje na to, by miała jakieś problemy. Po raz kolejny nie ma uzasadnienia dla popełnionego czynu. Co dziwniejsze denatka pozostawia po sobie osobliwy „list pożegnalny”. To jednak nie koniec kłopotów policjantów. Fala samobójstw nie ustaje i zatacza coraz szersze kręgi. Jeden łączący wszystkie śmierci szczegół każe śledczym drążyć beznadziejną i niewytłumaczalną sprawę. Koncepcji jest kilka, jedna bardziej niewiarygodna od drugiej. Czyżby w mieście grasowała jakaś sekta? Czy zmarli znali się i umówili na odebranie sobie życia? Co nimi kierowało?

Komisarz Wolański ze swoim podwładnym dwoją i troją wysiłki, by dojść do tego, co powoduje owe makabryczne czyny, gdyż nie ulega wątpliwości, że w śmierci nie miały udziału osoby trzecie. Sprawdzany jest każdy szczegół. W końcu udaje się trafić na dziwny trop. Części układanki powoli zaczynają do siebie pasować, mimo iż brak logicznego wytłumaczenia dla wielu elementów. Czy bohaterom uda się rozwikłać zagadkę i powstrzymać kolejne samobójstwa? Akcja przyspiesza a rozwiązanie zadziwi niejednego.

Układ” jest kolejną książką rzeszowskiego autora, która bardzo mnie wciągnęła. Ciekawy pomysł na fabułę, świetnie zbudowane napięcie, dobrze nakreśleni bohaterowie. Tajemnicza zagadka, która intryguje czytelnika, dziwna rozmowa Szpunara z nieznaną postacią. Autor oddaje klimat grozy i wzmaga ciekawość. Thriller Janusza Koryla sprawił, że świetnie spędziłam popołudnie, gdyż pochłania się go naprawdę szybko. Jedyne, co mnie troszkę zdziwiło to problem z rozszyfrowaniem zagadkowego napisu (może z racji moich zainteresowań, odgadłam za pierwszym razem, błyskawiczne) oraz nie do końca jasne postępowanie pewnego staruszka ze wspomnianej książki. Na letnie dni z dreszczykiem, polecam :-). 


Janusz Koryl, Układ, wyd. Videograf, Chorzów 2015. 

piątek, 8 lipca 2016

Piekło wojny - Reyes Monforte "Ukryta róża"



„Bez domu, bez przyjaciół, planów, marzeń, bez teraźniejszości i przyszłości. Bez niczego. Tylko z bólem przeszłości. Nigdy dotąd nie doznała takiego poczucia absolutnej pustki, które zawładnęło jej ciałem i umysłem. Nic. Nigdy w życiu nie czuła takiego egzystencjalnego zagrożenia tymi trzema literami; nawet wtedy, gdy ją gwałcono, upokarzano, poniżano, bito i wyzywano. Wtedy miała przynajmniej o kim myśleć, znała imię, które mogła szeptać, twarz będącą nadzieją, której potrafiła się trzymać, gdy spotkały ją wszystkie możliwe okrucieństwa. Teraz nie miała nic i, paradoksalnie, ten ładunek pustki, opuszczenia, nicości i osamotnienia miał wagę ołowiu. Opanowało ją uczucie dziwnej jałowości, która skłaniała ją, by zadać sobie pytanie, czy naprawdę żyje, czy krew nadal krąży w jej żyłach, czy jej serce nadal bije”. – s. 258


Zehera i Suhra były znane w Wiszegradzie z radosnego usposobienia, pięknych umalowanych na czerwono ust i wielkich planów na przyszłość. Marzyły im się podróże, studia, wchodzenie w spokojną i szczęśliwą dorosłość. Los okazał się jednak dla nich niełaskawy. Nie podejrzewały nawet, że ich życie szybko zmieni się w koszmar, rozmiarów którego nikt się nie spodziewał. W Jugosławii wybucha wojna. Bohaterka dowiaduje się o niej od przebywającej w Sarajewie siostry, ale nie reaguje na jej prośby dotyczące ucieczki. Wiszegrad wydaje się spokojny, widmo zamieszek, strzelaniny i terroru zaś nieprawdopodobne. Nienawiść jednak dociera i do spokojnego, rodzinnego miasteczka kobiety i ma obliczę Saszy Ludonovicia i jego Białych Orłów. Ukochane miasto zmienia się w niebezpieczny teren, na którym panuje bezprawie. Przepełnieni strachem mieszkańcy w milczeniu patrzą na śmierć sąsiadów, gorączkowo myśląc, kto będzie następny. Nikt nie jest bezpieczny i nie wie, czy dożyje następnego dnia. Ludzie, którzy dotąd żyli ze sobą w przyjaźni stają się zagorzałymi wrogami. Gwałty, masowe egzekucje, wymyślne tortury, obezwładniający lęk i brak jakiejkolwiek litości, to cechuje Serbów, którzy pragną eksterminacji muzułmańskiej ludności bośniackiej. Obozy koncentracyjne, ośrodki gwałtu i bezduszni szaleńcy owładnięci bezgranicznym okrucieństwem, tak wygląda nowa rzeczywistość. Przyjaciele i sąsiedzi stają się wrogami, a pomoc nie nadchodzi.

Ukrywająca się w domu Zehera trafia w końcu w ręce lokalnego przywódcy Saszy Ludonovicia. Początkowo dostaje się do hotelu Vilina Vlas, gdzie zostaje zgwałcona. Potem nadchodzi czas na szkołę podstawową. Rozmiar bestialstwa jest dla młodej kobiety niezrozumiały. Upokarzana, bita, torturowana na wszelkie możliwe sposoby trzyma się życia tylko dzięki miłości. Załamuje się dopiero pod wpływem wydarzeń, utwierdzających ją w przekonaniu, że jej ukochany nie żyje. Ratunkiem okazuje się dziwny kaprys oprawcy, który na czas święta odwozi ją do domu. Tam Zehera spotyka narzeczonego, którego uratował jej brat. Młodzi postanawiają uciec do Hiszpanii, jednak Jugosławię opuszczają sami, bez Dina, jej młodszego brata. Ciężka i wycieńczająca droga do wolności, w końcu owocuje wydostaniem się z piekła. Hiszpania mimo łatki uchodźcy oferuje im nowe życie, w którym mężczyzna szybko się odnajduje. Jego narzeczona nie radzi sobie jednak najlepiej. Jest zagubiona, lękliwa, nie może pozbyć się wspomnień. Kiedy w końcu godzi się z wszystkim, co ją spotkało, gdy wydaje się, że obcy kraj staje się jej domem, a ona odnajduje choć w nikłym stopniu stabilizację, znów musi uciekać. Zostawia pracę, którą lubiła i przyjaciółkę. Zachowanie narzeczonego i jego kuzyna sprawia, że traci to, co zdobyła z wielkim trudem. Dzięki Teresie dostaje adres do kobiety, która może jej pomóc. Po miesiącach leczenia, wychodzi ze szpitala, by stawić czoła życiu. Z pomocą Julii i Daniela na powrót zaczyna od nowa, próbując zyskać jakieś informacje o bliskich. Szczęście, jakie osiągnęła zostaje jednak przerwane, przeszłość daje o sobie znać. Zehera po raz kolejny staje się ofiarą wojny. Czy uda jej się przetrwać? Jakie tajemnice skrywają powojenne losy bliskich? Jak bardzo mogą się zmienić ludzie?





To kolejne spotkanie z lubianą przeze mnie autorką. Tym razem książka jest cięższa gatunkowo. „Ukryta róża” to wielowarstwowa powieść, która zatrzymuje, zmusza do refleksji, wdzięczności za to, co mamy, a jednocześnie przeraża tym, do czego zdolny jest człowiek. To lektura, która przedstawia ogrom zła, ale i wielką i bezinteresowną dobroć. Powieść naprawdę mocna, którą czyta się długo, ponieważ pierwsza jej część jest ciężka, ale którą trzeba przeczytać. O wojnie w Jugosławii wiedziałam niewiele. Był to czas, gdy byłam dzieckiem i właściwie jedyne, co pamiętałam to fakt, że działo się w niej coś strasznego i wyjeżdżali tam żołnierze z pobliskiej jednostki wojskowej. Po latach, kiedy sięgnęłam po książkę Reyes Monforte zrozumiałam, jaką tragedię przeżywali Bośniacy. Autorka pokazuje nie tylko ogrom niewyobrażalnych tortur, który przypomina zbrodnie nazistów, ale druzgoczącą prawdę o tym, że czasami nawet sąsiad może stać się wrogiem. Nakreśla bezmiar zła i nieokiełznanego okrucieństwa. Czytając, stawiałam sobie pytania, skąd bierze się w człowieku tyle nienawiści? Jak można nie reagować na bestialstwo, a tym bardziej dopuszczać się go? Jak to możliwe, że ci, którzy przez lata żyją obok siebie, są znajomymi, przyjaciółmi, sąsiadami nagle zmieniają się we wrogów? Z „Ukrytej róży” wyłania się dramat ludzi walczących o życie, próbujących przetrwać, uchronić się przed tymi, którzy nie zawahają się krzywdzić nawet najmniejszych dzieci i starszych ludzi. To obraz, który przekracza wszelkie wyobrażenia na temat tego, co może się dziać na świecie i wstrząsa, naprawdę mocno.

Jednocześnie to historia o bezinteresownej i ogromnej dobroci bliźnich. O pomocy, która pozwala na nowo stanąć na nogi i ogromnie kontrastuje z tym, o czym mówi pierwsza część powieści. Altruizmie naturalnym jak oddychanie i sercach tak wielkich, że nie potrzebują niczego w zamian. Reyes Monforte snuje historię o niezwykle silnej i skrzywdzonej kobiecie, która przeszła tyle, że doświadczeniami jej życia, można by obdzielić kilka osób. Mimo zła, jakiego doznała, bohaterka nie utraciła wiary w ludzi. Zmagała się z traumą najpierw torturowanej, potem zaś porzuconej kobiety, ale nie przestała walczyć o siebie. Mimo wielu przeciwności, pragnęła szczęścia i miłości, jak każdy. Zehera straciła w zasadzie wszystko, nie doświadczyła piękna miłości, ograbiono ją z możliwości spełniania marzeń, oddzielono od rodziny, zostawiono samej sobie, a następnie ponownie skazano na przeżywanie koszmaru od nowa. Nie pozbawiło jej to jednak pięknych cech. Jej przeciwieństwem jest karmiony od najmłodszych lat nienawiścią Sasza Ludonović. Człowiek, choć myśląc o nim mam wrażenie, że używając tego słowa popełniam wielką niestosowność, tak okrutny, że nie mogę zrozumieć, jak ktoś taki mógł istnieć i czynić tak potworne rzeczy. Bezwzględny, okrutny, bezlitosny, szalony, bestialski, to tylko niektóre z przymiotników, którymi można go określić. A jednak to nadal za mało. Julia, Daniel, Teresa, przyjaciele bohaterki są w tej powieści jak promienie słońca, prezent od Boga, który leczy duszę dziewczyny. Ciepli, troskliwi, dobrzy, sprawiają, że czytelnikowi wraca wiara w ludzi, tak mocno zachwiana przez wojnę. Najbardziej jednak boli zachowanie najbliższych, Aleksandra i rodziny Zehery. Przełamują oni bowiem schemat, że właśnie w domowym ognisku i wybranym człowieku zawsze można znaleźć oparcie. Bez względu na to, czy mówimy o pozytywnych czy negatywnych bohaterach powieści, trzeba podkreślić, że postaci są naprawdę dobrze nakreślone, żywe i w żaden sposób nie są czytelnikowi obojętne.

Nie ukrywam, że mimo długiego czasu, jaki upłynął od lektury „Ukrytej róży” nadal nie potrafię o niej pisać. To powieść tak emocjonalna, mocna, przejmująca, że słowa nikną i blakną, gdy próbuję wyrazić swoje zdanie. Dobro miesza się tu ze złem, które wydaje się obezwładniające i tak wielkie, że paraliżuje bohaterów. Czyni ich niezdolnymi do buntu, zmiany sytuacji, choć czytelnik odnosi wrażenie, że choć nieuzbrojone, to liczniejsze ofiary konfliktu, mogły się zbuntować i jakoś dać radę. To tylko odczucia, bo horror, jaki rozgrywa się na kartach nie jest przecież wynikiem bezwolności kogokolwiek. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, w jakim stanie musi być człowiek, by nie reagował na to, co dzieje się wokół niego, jak bardzo przerażony i zraniony musi być. Powieść opowiada również o sile życia, podnoszeniu się po kolejnych licznych tragediach, o miłości, która przychodzi niespodziewanie, relacjach z innymi ludźmi, często pięknych i ciepłych, czasem pełnych goryczy. Ukazuje jak piętno wojny i okrucieństwa odciska się na ludzkiej psychice. Jak zmieniają się ci, których znamy. To rzecz o walce dobra ze złem, rodzeniu się demonów i przegrywaniu z tym, co ciemnego powstaje w duszy. A jednak nie jest to książka przepełniona mrokiem. Zehera jak zawsze uważała jej siostra, jest różą. Promieniem słońca w ciemnym świecie ogarniętym chaosem wojny i zła. Mimo doświadczeń nie poddaje się, nawet gdy sytuacja jest dotkliwie bolesna i wydawać by się mogło beznadziejna. Reyes Monforte mówi, że mimo ogromu zła, dobro zwycięża, a człowiek jest silniejszy niż mógłby przypuszczać. Wystarczy wpuścić do jego świata odrobinę dobra, ciepła i światła.






Ukryta róża” to bezapelacyjnie książka, którą trzeba przeczytać. Powieść napisana dosadnym, ale i literackim językiem. Głęboka, z żywymi, kontrastującymi ze sobą bohaterami. Niosąca w sobie ogromną dawkę emocji, przez które pewnie nieraz zapłaczecie, oburzycie się, przez które ściśnie się wam serce. Prawdziwa, zdumiewająca historia, która na długo zagości w sercach, wywoła masę pytań, refleksji, nie pozwoli o sobie zapomnieć. To powieść trudna, którą się przeżywa, ale czyż to nie wyznacznik naprawdę dobrej książki?


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Reyes Monforte, Ukryta róża, przeł. Zbigniew Zawadzki, wyd. WAM, Kraków 2016. 


wtorek, 5 lipca 2016

Zabójca widmo - Janusz Koryl "Urojenie"


„Mężczyzna w kapeluszu wyglądał dość upiornie. Na połach płaszcza widać było duże krwawe plamy. Żeby przyjść w takim stanie na komendę policji, trzeba mieć albo jakiś ważny powód, albo być zdrowo stukniętym. W każdym razie coś z tym facetem było nie tak. To się rzucało od razu w oczy. (…)
Mężczyzna w płaszczu, patrząc w oczy Stopyrze, zakomunikował:
- Zabiłem kobietę”. – s. 18


Sylwestrowa noc. Wszyscy świętują, szampan płynie strumieniami, zewsząd słychać muzykę. Na Komendę Miejską Policji w Rzeszowie przychodzi dziwny człowiek w zakrwawionym płaszczu, staromodnym kapeluszu i z nożem, pokrytym krwią. Twierdzi, że zabił kobietę i chciał zgłosić swój czyn. Zdezorientowany sierżant Witold Stopyra zamyka przybysza w celi a następnie dzwoni do przełożonego. Tymczasem aspirant Mateusz Garlicki bawi się z żoną świętując Nowy Rok. Zmęczony wychodzi z budynku, by zaczerpnąć świeżego powietrza, to wtedy ratuje młodą kobietę, którą szarpią mężczyźni, choć sam zostaje nieco poturbowany. Następnie udaje się na komendę, by przesłuchać dziwnego przybysza. Tadeusz Olczak, bo tak nazywa się domniemany sprawca, jest dziwnie spokojny, odpowiada rzeczowo i nic nie wskazuje na to, by coś było nie tak, poza jednym faktem, za bardzo współpracuje. Przyznaje się do zamordowania Anieli Grodzickiej i nawet wskazuje adres mieszkania, w którym doszło do tragedii.

Rozpoczyna się śledztwo, które od samego początku było przedziwne. Po pierwsze rzadko się zdarza, by ktoś podawał policji wszystkie informacje na tacy, po drugie, by znikał z zamkniętej celi. Oszołomieni policjanci rozpoczynają poszukiwania mężczyzny, który w niewyjaśniony sposób wydostał się na wolność i zdaje się z nimi pogrywać. Nikt nie wie, co się wydarzyło. Zamknięte pomieszczenie, a do tego nagły brak zapisu z kamery, każde podejrzewać, że ktoś z pracowników, pomógł wydostać się podejrzanemu. Zdenerwowany komendant, nakazuje podwładnym milczeć o sprawie i jak najszybciej odnaleźć uciekiniera. Co więcej, okazuje się, że informacje, których udzielił nijak się mają do rzeczywistości. Wspomniane mieszkanie jest zamieszkiwane przez inne osoby i wcale nie doszło w nim do żadnej tragedii. Tadeusz Olczak jak w dobrym thrillerze mija się z policją, szczęśliwy że w końcu wyjawił prawdę i nieco ukoił sumienie. Podrzuca również śledczym coraz to nowe wskazówki, uparcie utrzymując, że do zbrodni faktycznie doszło. Do czego doprowadzi gra ze stróżami prawa? Czy śmierć Anieli Grodzickiej okaże się prawdą, jak utrzymuje bohater? Jaki jest sens całej historii spędzającej aspirantowi sen z powiek?

Janusz Koryl serwuje czytelnikom pełną napięcia i tajemnic powieść. Uczucie niewiadomej związanej ze sprawą oraz obłędu zdającego się dotykać Mateusza Garlickiego, któremu śni się Olczak, pragnący zabić jego i jego żonę, staje się coraz silniejsze. Mężczyzna zaczyna jawić się jako upiór, nieuchwytny morderca, który może zrobić wszystko. Im więcej faktów wydaje się niemożliwych, tym atmosfera zagęszcza się coraz bardziej. W „Urojeniu” rzeczywistość miesza się z ze światem nadprzyrodzonym, tworząc ciekawą i klimatyczną mieszankę. Akcja przypomina trochę walkę z przeznaczeniem, mijanie się bohaterów, podsyca napięcie i sprawia, że czytelnik zastanawia się, o co tak naprawdę chodzi. Ciekawie wypadają również wspomnienia podejrzanego o Anieli, które pozwalają rzucić nieco światła na prowadzoną sprawę. Zagadka morderstwa, małe podpowiedzi, które dostają policjanci, przedziwne fakty, a wszystko to na tak bliskich mi rzeszowskich ulicach. Janusz Koryl po raz kolejny udowadnia, że nie wypuści czytelnika, póki w powieści nie padnie ostatnie słowo. A na koniec, pozostaje jedynie wielkie zdziwienie. Serdecznie polecam ten świetny kryminał na letnie popołudnia i nie tylko.




Janusz Koryl, Urojenie, wyd. I, wyd. Dreams, Rzeszów 2013.

piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie czerwca




Piękny, słoneczny i owocowy czerwiec już minął. U mnie było książkowo, bo chorując miałam więcej czasu na czytanie, co zawsze skutecznie poprawia mi nastrój. A zatem, co się działo? 

Recenzje:

Agnieszka Pietrzyk "Śmierć kolekcjonera"-  czyli Elbląg od mrocznej strony - recenzja
Maria Miduch "Biografia Boga Ojca" - przepiękna książka, która przybliża Boga - recenzja
Caco DecoMorreno "Najwyższa jakość" - czyli wpis z uśmiechem :-) link
Elif Shafak "Uczeń architekta" - magiczna, klimatyczna opowieść o poszukiwaniu siebie i odnajdywaniu sensu życia - recenzja
Janusz Koryl "Sny" - opowieść o szaleńczej pogoni i walce z przeznaczeniem - recenzja
Michał Książek "Droga 816" - czyli odkrycie tego roku i książka, która całkowicie mnie urzekła - recenzja
Karolina Wilczyńska "Ja, kochanka" - pełna namiętności, zmysłowości i smutku opowieść o tym, jak to jest być tą drugą - recenzja
Sally Andrew "Przepisy na miłość i zbrodnię" - pyszna, afrykańska powieść, która wywołuje duuużo uśmiechu - recenzja

Przeczytane książki:

* Maria Miduch "Biografia Boga Ojca"
* Elif Shafak "Uczeń architekta"
* Michał Książek "Droga 816"
* Karolina Wilczyńska "Ja, kochanka"
* Sally Andrew "Przepisy na miłość i zbrodnię"
* Janusz Koryl "Układ"
* Małgorzata Rogala "Dobra matka"
* Reyes Monforte "Ukryta róża"
* Ks. Jan Kaczkowski "Ekskluzywny żebrak, czyli ks. Jan Kaczkowski o tym, co najważniejsze"

Zaczęłam czytać:

* Zuzanna Jędrzejewska "Nie do wiary"


Książki, które się u mnie pojawiły w czerwcu:

Egzemplarze recenzenckie:






Od Wydawnictwa Otwartego otrzymałam "Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew, serdecznie dziękuję :)






Ponieważ Czwarta Strona pracuje w tempie szybszym niż światło i rozpieszcza blogerów, na mojej półce pojawiły się nowe piękne książki, za które ogromnie i ciepło dziękuję :)






* wciągającą i trzymającą w napięciu "Dobrą matkę" Małgorzaty Rogali
* piękne i letnie "Po nitce do szczęścia" Karoliny Wilczyńskiej
* zabawną i porywającą "Nie do wiary" Zuzanny Jędrzejewskiej
* intrygującą "Nie ma tego złego" Katarzyny Żak
* zaskakującą "Nikt się nie spodziewał" Joanny Doroty Bujak


Moje zakupy (tak jestem książkoholikiem)


* Michał Książek "Droga 816"
* Magdalena Knedler "Winda"
* Martin Caparrós "Głód"
* Maja Lunde "Historia pszczół"
* Sally Howard "Dzienniki Kamasutry"
* Lee Crutchley "Jak być szczęśliwym (albo chociaż mniej smutnym)
* Arlene Blum "Annapurna Góra kobiet"
* Michał Książek "Jakuck"
* Hape Kerkeling "Na szlaku do Composteli"
* Jennifer Jordan "Okrutny szczyt"


Na blogu pojawiły się również



A jak Wam minął czerwiec? Co przeczytaliście i co pojawiło się na Waszych półkach? Piszcie!