czwartek, 21 kwietnia 2016

Zabij albo zgiń - M.J. Arlidge "Ene, due, śmierć"


„Nie liczymy już na ucieczkę; teraz staramy się po prostu przeżyć. Nasze paznokcie były obgryzione do krwi, a my sami chciwie wyssaliśmy czerwony płyn. O świcie zlizujemy rosę z kafelków, ale nasze brzuchy wciąż bolą. (…) Wreszcie zdaliśmy sobie sprawę, że znaleźliśmy się tu w konkretnym celu i nie doczekamy szczęśliwego zakończenia”. – s. 12

Southampton wydawało się w miarę spokojnym miasteczkiem. Owszem zdarzały się tu nieprzyjemne zajścia. Jak w każdym miejscu na świecie znajdowały się dzielnice, które lepiej było omijać szerokim łukiem i działy rzeczy, sprawiające, że stróże prawa nie narzekali na nudę, ale gdy pewnego dnia zaginęła para młodych ludzi nikt nie podejrzewał, że to początek piekła, którego długo nie będzie można rozszyfrować.

Amy i Sam budzą się w 4,5 metrowym basenie. Do dyspozycji mają jedynie telefon z rozładowującą się baterią i pistolet. Komórka dzwoni i dziewczyna słyszy najgorszy komunikat w swoim życiu: zabij albo zgiń. Mroczną zabawę może wygrać tylko jedno z nich. Osoba, która zastrzeli współtowarzysza niedoli, wygrywa. Nagrodą jest wolność. Rozpoczyna się walka o przetrwanie w okrutnych warunkach.

Gdy tajemnicza postać wypuszcza zwycięzcę, o całej sprawie dowiaduje się policja. Inspektor Helen Grace dokłada wszelkich wysiłków, by odnaleźć sprawcę. Sytuacja jest o tyle zła, że dochodzi do kolejnych porwań, a informacje dotyczące osoby odpowiedzialnej za te makabryczne czyny są coraz bardziej sprzeczne. Mordercza gra, świadcząca o wielkiej inteligencji mordercy, zdaje się nie mieć końca. Samych ofiar nic nie łączy. Para nastolatków, przedsiębiorców, prostytutki, matka z córką, lekarka i adwokat. W śledztwie nic się nie zgadza. Poszkodowani podają całkiem inne rysopisy sprawcy i tylko kilka rzeczy zdaje się do siebie pasować. Jaki jest klucz do wyjaśnienia zagadki? Czy można porywać bez żadnego powodu, jedynie dla samej chorej przyjemności niszczenia ludzi? Jakimi kryteriami kieruje się doskonale zorganizowany sprawca? Do czego ma prowadzić gra na śmierć i życie? Powoli zabójca odkrywa karty a prawda mrozi krew w żyłach.

Ene, due, śmierć” to doskonały i klaustrofobiczny thriller. Przesiąknięty atmosferą strachu, mroku i braku nadziei na ratunek, otula czytelnika coraz ciaśniej, wywołując gonitwę myśli i przyprawiając o szybsze bicie serca i skok ciśnienia. To opowieść o nieludzkim szaleńcu niszczącym życie, ale także o policjantach z przeszłością, którzy mimo bólu i słabości, bronią niewinnych ludzi. To rzecz o prawdziwym świecie, w którym nic nie jest czarno-białe, a decyzje choć trudne, wpływają na całe życie bohaterów. Nie ma tu nieskazitelnych postaci. Wszyscy stają przed wyborami, które w mniejszy lub większy sposób wywołują kontrowersje i wstrząsają ich światem. Każda sytuacja zdaje się prowadzić do dylematów, mnożących tylko słuszne wątpliwości i gmatwających sytuację. Autor w niezwykle ciekawy sposób pokazuje jak człowiek postawiony pod ścianą rewiduje własne życiowe postanowienia i zbiór zasad, którymi się kierował. Pokazana jest nie tylko desperacja pozostawionych samym sobie ludzi, w których gaśnie nadzieja na ratunek, ale i sam proces degeneracji ich psychiki. Tym okrutniejszy, że postępuje on równocześnie z wycieńczeniem organizmu. Bohaterowie umierający z głodu i pragnienia, zmuszeni są do czynów, których nigdy nie popełniliby w normalnym świecie. Ekstremalna sytuacja wymaga ekstremalnych środków. Powoli humanitaryzm i empatia zdają się zanikać, budzi się zwierzęcy instynkt przetrwania. Atmosfera się zagęszcza i mimo tłumaczeń, próby rozgrzeszenia się, tak naprawdę nikt nie jest wygrany. Potworne jest w tej książce to, że to właśnie ten, kto przeżył zdaje się zniszczony, pokonany. Powrót do normalnego świata to bowiem powrót do niekończących się koszmarów i wyrzutów sumienia.

J.M. Arlidge tworzy mocne, charakterystyczne postaci. Nie ma tu kryształowo czystych bohaterów. Są za to ludzie po przejściach, którzy z własnej woli wybrali swoją drogę życiową. Helen skrywa w sobie mroczny sekret, nakazujący jej zadawanie sobie bólu. Z pozoru twarda i nieustępliwa, kierująca się prawdą i moralnością, własnym życiem pragnie udowodnić, że nawet z najgorszej sytuacji można powstać. Detektyw Mark mimo iż jest świetnym policjantem, załamany odejściem żony i córki, topi smutki w alkoholu, nie zważając na grożące mu sankcje. Emilia zaś nie cofnie się przed niczym, by zdobyć uznanie i sławę dziennikarską. Pisarz kumuluje skomplikowane i złożone postaci, które zostają przeciwstawione bohaterom porwania. Mrok podsyca dodatkowo sytuacja na komisariacie i konieczność poszukiwania osoby, która zdradziła zespół.

„O rozpacz było łatwiej niż o nadzieję. Nadzieja jest okrutna – obiecywała miłość, ciepło, bezpieczeństwo, szczęście, a Caroline bała się, że żadnego z powyższych nigdy już nie doświadczy.” – s. 205

Wędrówka do najciemniejszych zakątków duszy, obserwowanie wyniszczającej ludzi gry. Odchodzenie od zmysłów, zmaganie się z umierającym ciałem, próba zbudowania życia po traumie przebytych wydarzeń. Śledzenie poczynań i przeszłości osoby, która bawi się ludzkim nieszczęściem i odbiera życiu wszystkie jasne strony. Podążanie za dotkliwym dzieciństwem głównej bohaterki i problemami policjantów z komisariatu w Southapmton. Do tego łamanie sobie głowy, o co tak naprawdę chodzi zabójczyni. Wnikanie w psychikę ludzką, mroczną, naznaczoną tragicznymi przejściami, pragnieniem zemsty. Masa emocji i szybkie tempo zdarzeń, a wszystko to w powieści, od której się nie oderwiecie. Jeśli mam być szczera, to chyba najlepszy kryminał, jaki do tej pory przeczytałam. „Ene, due, śmierć” to mocna, przejmująca, brutalna książka o walce o życie na wielu płaszczyznach, która nie pozwoli zapomnieć o sobie.



M.J. Arlidge, Ene, due, śmierć, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz