środa, 13 kwietnia 2016

Weekend w raju - William Paul Young "Chata"


 „Rozumiesz, że gdybym nie miała obiektu uczuć albo, ściślej mówiąc, kogoś do kochania, gdybym nie miała w sobie takiej więzi, w ogóle nie byłabym zdolna do miłości? Miałbyś boga, który nie potrafi kochać. Albo jeszcze gorzej, miałbyś boga, który potrafi kochać tylko wtedy, gdy postanowi narzucić ograniczenia swojej naturze. Taki bóg mógłby zapewne działać bez miłości, i to byłoby nieszczęście. Ale to z pewnością nie jestem ja”. – s. 112


Ciężko ufać i wierzyć, gdy świat się zawalił i ma się poczucie, że zostało się samym. Gdy życie od dzieciństwa nie szczędzi bólu i znów uderza, kiedy w końcu stanęliśmy na nogach. Mackenzie Allen Phillips wyruszył ze swoimi dziećmi na wyprawę, która miała dostarczyć im wypoczynku, radości i niezapomnianych chwil. Poznał nowych ludzi, podziwiał wspaniały wodospad, opowiadając o indiańskiej księżniczce, która poświęciła się na ukochanego i całego ludu, czuł się wspaniale. Gdy urlop dobiegał końca wydarzyło się coś niespodziewanego. Kate i Josh po wielu prośbach, zyskali pozwolenia na pływanie kanadyjką, a najmłodsza i bardzo inteligentna Missy kolorowała książeczkę. Zadowolony ojciec nie tylko mógł pakować dobytek, ale miał oko na pociechy. Kiedy jednak doszło do wypadku, popędził na ratunek starszej dwójce. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, ale udało mu się uratować dzieci. Gdy uspokoił się, dostrzegł, że zniknęła najmłodsza córka. Rozpoczęto poszukiwania, które mimo zaangażowania władz parku, policji, znajomych niestety nie przyniosły efektów. Dziewczynka została uprowadzona przez mężczyznę w zielonej furgonetce i przewieziona w odludne miejsce do starej chaty. Znaleziono jedynie zakrwawioną sukienkę.

Tragedia pozostawiła piętno na całej rodzinie Macka. Dzieci stały się apatyczne, najgorzej jednak z sytuacją radziła sobie Kate. Żona bohatera Nan, dzięki relacji z Bogiem, którego pieszczotliwie nazywała Tatą, przetrwała najtrudniejszy okres i wracała do życia. Natomiast on zamknął się w swoim bólu, gniewie i żalu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego dziecko spotkało coś takiego. Oddalił się od Boga, który jednak przypomniał mu o sobie. Pewnego zimowego dnia Mackenzie dostał pisany na maszynie list, zapraszający go do chaty, w której odnaleziono sukienkę Missy. Wiadomość podpisana była Tata. Początkowo ogarnął go gniew na całkowicie głupie i nietaktowne żarty. Kto jednak mógłby się bawić tak jego uczuciami? Bohater postanowił wbrew rozsądkowi udać się na spotkanie. W tajemnicy przed żoną przebywającą z dziećmi u siostry, wyruszył do miejsca, którego nie chciał już nigdy oglądać. Na miejscu po początkowym wybuchu gniewu zastał trójkę niezwykłych osób, z którymi spędził pełen nieoczekiwanych zdarzeń weekend.

Chata” to piękna, nieco baśniowa opowieść o odnajdywaniu tego, co w życiu najważniejsze. Radzeniu sobie z traumatycznymi doświadczeniami, wybaczaniu, otwieraniu się na Boga i na drugiego człowieka. Dostrzeganiu świata i sytuacji z całkiem innej perspektywy. Autor pokazuje nieco mniej ludzkie a bardziej transcendentne ujęcie życia, cierpienia, złych wydarzeń. Rozprawia się z utwierdzonym w wielu mitem groźnego i żądnego zemsty Boga, który nieustannie wymaga od ludzi, by stosowali się do ustalonych praw. Tymczasem postaci, które spotyka Mack są zgoła inne od tego, co wyobraża sobie bohater. Jest on urzeczony relacją, jaka je łączy, miłością, szacunkiem, łagodnością i wielką prostotą najdrobniejszych czynów. William Paul Young zadaje się mówić do czytelnika, by otrząsnął się z mylnych przekonań, nie szafował wyrokami, ale starał się żyć w Bogu, gdyż wtedy wszystko staje się łatwiejsze. Nawet mimo początkowych trudności i niezrozumienia. Chwilami książka odchodzi od znanych religijnych prawd, ale myślę, że można ją podsumować słowami św. Augustyna „Kochaj i rób co chcesz”. Nie daj się zamknąć w błędnych kole własnych lęków, gniewu, żalu, pretensji. Spojrzyj na ludzi łaskawszym okiem. Wykaż się zrozumieniem, łagodnością, przebaczeniem, choć czasami będzie naprawdę trudno.

Zgrabnie napisana, pełna emocji i przede wszystkim skłaniająca do refleksji. „Chata” ma w sobie to, co powinna mieć dobra lektura. Zatrzymuje człowieka i nawet gdyby ten nie wierzył, na pewno zastanowi się nad słowami w niej zawartymi, gdyż budzi ona w czytającym chęć bycia lepszym, wrażliwszym, bardziej wyciszonym. Nie powoduje przy tym wyrzutów sumienia, ale postanowienie, chcę coś zmienić. I choć to opowieść fantastyczna, to warto po nią sięgnąć, bo w pewien sposób może stać się bodźcem do bycia piękniejszą wersją siebie. Bo zawsze warto coś zmienić, pomyśleć nad swoim życiem i tym, jakim jest się człowiekiem. Ja ze swojej strony serdecznie polecam.



William Paul Young, Chata, przeł. Anna Reszka, wyd. Nowa Proza, wyd. II, Warszawa 2011. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz