piątek, 29 kwietnia 2016

Nim nadejdzie burza - Maria Paszyńska "Gonitwa chmur"



„Narzucał się im, chcąc ich chronić, pewny, że może wyprostować ich ścieżki. Oni zaś wprawdzie wysłuchiwali jego rad, ale i tak wybierali własne drogi. Tak było z Janem i tak było również teraz z Esterą. Każde żyje osobno, tak jak tu, na Nalewkach, gdzie na morze ludzi składały się pojedyncze kropelki handlarzy, woźniców, przekupek, pucybutów, woziwodów, szczotkarzy, szewców, krawców, lalkarzy, dzieci. Podobnie jest w przyjaźni, miłości, w rodzinie, choć ludzie tworzą całość, zespojoną uczuciem, lojalnością, wiernością, to jednak każdy dokonuje własnych wyborów, sam decyduje o kolejnym kroku. Sam też musi zapłacić cenę za potknięcie”. – s. 204-205.


Lubię czytać, jestem 37. W zasadzie to uwielbiam czytać, nie tylko dlatego, że to relaksuje, pobudza szare komórki, że czytając możesz być kim chcesz. Książki pozwalają żyć wielokrotnie, a nade wszystko zagłębiać się w historie, uczyć. Pokazują prawdę o ludziach, skłaniają do refleksji, wzbogacają. Są takie, które umilają czas oraz te, które przeżywa się głęboko pod względem treści i formy. Takich perełek nie ma jakiegoś morza, ale nie można powiedzieć, by było ich mało. Są, istnieją, wystarczy je odnaleźć, a wtedy zaczyna się piękna podróż.

Warszawski niebotyk” zakończył się masą pytań w mojej głowie. Czekałam z niecierpliwością na dalszy ciąg losów bohaterów, których ogromnie polubiłam. Gdy więc dostałam w swoje ręce „Gonitwę chmur” po prostu rzuciłam się na nią i pożarłam ją w ekspresowym jak na mnie tempie. Bracia Zasławscy rozdzielili się. Każdy z nich poszedł w swoją stronę. Jan z Berkiem udali się do Niemiec, gdzie atmosfera staje się coraz gorsza. To już nie tylko marazm Jana, który żyje w swoim świecie, ale okrutne hasła Hitlera, dzielące ludzi na lepszych i gorszych. Andrzej poświęca cały swój czas projektowaniu oraz rodzinie, choć śmiało można powiedzieć, że żyje pasją. Praca przy tworzeniu nowego oblicza stolicy, to nie sposób utrzymania, ale życiowa misja, jego powołanie, które nieco nadszarpuje nerwy Joanny. Ona zaś wkracza w nowy dla siebie świat. Rozpoczyna pracę, jest matką, w końcu zaś działaczką. Tadeusz realizuje marzenie o poprowadzeniu polskiej drużyny do wygranej w zbliżającej się olimpiadzie. Wojtek i Klara starają się podnieść po tragedii, która na zawsze zmieniła ich życie. Na kartach pojawiają się również nowi bohaterowie, jak choćby rodzina Rakowskich, która odegra znaczącą rolę w opowiadanej historii. Pola poznaje nowe blaski i cienie życia, a Estera staje przed wyborem, który zaważy na całej jej przyszłości.

Kolejna książka Marii Paszyńskiej opowiada o zbierających się nad bohaterami chmurach. Nie chodzi tylko o historyczno-polityczną zawieruchę, ale o życiowe burze. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów. Stawia ich przed trudnymi wyzwaniami i dotkliwymi problemami. Konfrontuje ich dość sielskie, dziecięce i młodzieńcze życie z nieraz gorzką dorosłością, wypełnioną nie tyle obowiązkami, co trudnościami, tragediami i wyborami życiowymi. Pokazuje jak nieraz ciężko zrozumieć i dotrzeć do ukochanych osób, mimo wielkiej miłości. Jak ból i strach potrafią przysłonić, zdawałoby się, logiczne myślenie. Wychodzenie z życiowych zakrętów jest tu dogłębnie szczere. Nic nie mija, ot tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Młodzi uczą się od starszych, pomagają sobie. Czasami dla dobra rodziny i przyjaciół, kryją własne smutki i problemy. Starają się brać całkowitą odpowiedzialność za wybory i szukać najlepszych dróg, choć wcale nie jest to łatwe. Uczucia mieszają się ze sobą, marzenia zderzają z rzeczywistością, czasem pozytywnie zaskakując a niekiedy przyprawiając o łzy. Do tego atmosfera lat 30-tych XX wieku, niesamowita!

Mam problem, gdyż cokolwiek napiszę, mam wrażenie, że nie oddam wszystkiego, co chciałabym wyrazić w związku z twórczością autorki. Ogromnie podoba mi się wielowątkowość tej powieści. Portretowanie bohaterów z różnych światów, ukazywanie ich emocji, drogi życiowej, sposobów myślenia, działania. Każda postać jest inna, indywidualna, oryginalna. Lepiej poznajemy poboczne dotąd persony i nowe osobistości, które kontrastują i uzupełniają znany z pierwszej części świat. Jednych się kocha, innych nie znosi, ale nie można przejść obok nich obojętnie. Maria Paszyńska jest czarodziejką słowa w najwyższym stopniu. Tworzy niesamowite, namacalne wręcz opisy, z wielkim uczuciem dopieszcza najdrobniejsze nawet szczegóły, buduje idealny klimat powieści, która pochłania czytelnika bez reszty. Jest mało książek, które potrafią aż tak zawładnąć sercem, w które wchodzi się bez najmniejszego trudu, przenosząc się do innej rzeczywistości. Przepiękny styl i język łączą się tutaj ze wspaniałą treścią. Po raz kolejny zagłębiając się w historię Zasławskich, Starczewskich, Steinów zastanawiałam się, jak to możliwe, by tak młoda kobieta pisała w taki sposób? „Gonitwa chmur” jest lepsza niż „Warszawski niebotyk” a jak wspominałam w recenzji pierwszej książki, autorka zaprezentowała tam niezwykłą dbałość o każdy aspekt powieści, przywołując skojarzenia z mistrzami literatury pozytywistycznej i naturalistycznej. Tu poszła o krok dalej, podnosząc poziom jeszcze wyżej. Jestem głęboko poruszona i pełna uznania dla autorki, która zawładnęła moim czytelniczym i polonistycznym sercem. Wiążę ogromne nadzieje z kolejnymi książkami, gdyż obecnie jestem oczarowana, zachwycona i śmiało mogę powiedzieć, że Pani Maria Paszyńska wskoczyła na szczyt mojej listy najlepszych autorów. Chylę czoło i niecierpliwie czekam na kolejne powieści z tą niezwykłą i przejmującą atmosferą, prawdziwe literackie cudeńka, które koniecznie trzeba poznać i przeczytać!!!


Już koniec? Smutno :(


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona*.



Maria Paszyńska, Gonitwa chmur, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 


* klikając powyżej w nazwę wydawnictwa i tytuł powieści przeniesiecie się na stronę Czwartej Strony :)

środa, 27 kwietnia 2016

Book Haul - kwiecień 2016





Jak wygląda miesiąc, w którym nie kupiłam żadnej książki? Baaardzo dobrze!!! Na moich półkach pojawiły się w tym miesiącu nowości i piękności, które otrzymałam od Wydawnictwa WAM i Wydawnictwa Czwarta Strona, za co serdecznie dziękuję. A zatem, zapraszam :). Klikając w tytuł przeniesiecie się do stron wydawnictw, gdzie możecie nabyć książki :).

Od Wydawnictwa WAM otrzymałam pięć książek, cztery o których pisałam i jedną totalną niespodziankę, od której zacznę :)


Papież Franciszek, Dzieci piszą listy Papież Franciszek odpowiada, oprac. Antonio Spadaro, przeł. Barbara Żak, wyd. WAM, Kraków 2016.  




Wydana w formie albumu, przeurocza publikacja, która jest świetnym prezentem na zbliżającą się Komunię Świętą, ale również i na inne uroczystości. Kolorowa, ciekawa, wydana w twardej oprawie książka, przyciąga uwagę nie tylko piękną okładką, ale i treścią. W środku bowiem znajdziemy zdjęcie dziecka, które wysłało list, jego treść, rysunek oraz odpowiedź Papieża. Zaskakujące pytania i ciepłe odpowiedzi. 

Byłam nie tylko zaskoczona tą pozycją, której się nie spodziewałam w paczce, ale pochłonęłam ją wieczorem z uśmiechem na twarzy :-). Co mi się ogromnie spodobało? Pomysł na wpis na początku książki. 




Bp Grzegorz Ryś, Moc słowa, wyd. WAM, Kraków 2016.





152 rozważania dotyczące tekstów Biblijnych, czyli zaproszenie na spacer wśród Słów Księgi Natchnionej. Książka do czytania w większej dawce, jak i codziennego rozważania przez całe 152 dni. Na pewno przyniesie wiele pytań, rozwieje wątpliwości, pozwoli pochylić się nad duchową rzeczywistością. No i urzekła mnie ta wstążkowa zakładka <3 tak, wiem ;) co myślicie, ale lubię takie drobiazgi w książkach. Zapowiada się wciągająca wędrówka :).



Maria Miduch, Biografia Boga Ojca, wyd. WAM, Kraków 2016.





Tak piękna niebieska okładka przyciąga wzrok, ale najbardziej zaskoczył mnie tytuł. Biografia Boga? Można tak? Zaciekawiłam się na tyle, że ogromnie chcę przeczytać tę pozycję. Zastanawiam się, czy dowiem się czegoś nowego. Czy można napisać biografię o Tym, Kogo zna się jedynie z objawień i Pisma Świętego? Podzielona na kilka rozdziałów w każdym przedstawia Boga od nieco innej strony. Będzie się działo :). 



S. Jolanta Glapka, Agata Puścikowska, Siostra na krawędzi. O pasjach silniejszych niż narkotyki, wyd. WAM, Kraków 2016. 






Siostra Jolanta to zdecydowanie nietuzinkowa postać :). Taterniczka, wierząca dziewczyna, której ojciec był w wojsku i wierzył w komunistyczne ideały. Niespokojna dusza, która przewędrowała Tatry, góry Kaszmiru, współpracowała z Matką Teresą. Niezwykle otwarta osoba, można śmiało rzec człowiek-orkiestra, siostra do tańca i do różańca, która nijak nie wpisuje się w stereotypową wizję zakonnicy. Kolejna wciągająca książka o osobie, którą zdecydowanie warto poznać i warto się od niej uczyć. 


Dominik W. Rettinger, Wiara i tron. Święty Wojciech i początki Polski, wyd. WAM, Kraków 2016.





Mroczne średniowiecze, intrygi, walka o władzę i w tym wszystkim religia. Bolesław pragnie, by jego młode państwo liczyło się na arenie międzynarodowej. Nagle ku jego zadowoleniu znajduje się osoba, która jest w stanie przybliżyć go do upragnionego celu. Biskup Adalbert, podejmie się zadania, które przekracza granice rozsądku i może zakończyć się tragicznie. Och, jak ja lubię takie powieści! Szykuje się wyśmienita literacka uczta!!!


A teraz czas na potężną dawkę emocji, jaką zafundowała mi Czwarta Strona :) Dziękuję!!!!!


Maria Paszyńska, Gonitwa chmur, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 





Dalsze losy braci Zasławskich, państwa Starczewskich i Stein. Do tego na kartach powieści pojawiają się nowi bohaterowie. Zaczyna się historyczna zawierucha, a w tym wszystkim Warszawa i marzący o świetlanej przyszłości i zmagający się z życiem młodzi ludzie. Maria Paszyńska urzekła mnie z całą mocą i zawładnęła moim sercem. Piękna, mistrzowska powieść, o której niedługo na blogu :). 


Karolina Wilczyńska, Ja, kochanka, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.




Powieść o "tej" drugiej. Kobiecie, która kocha nieodpowiedniego mężczyznę i świata poza nim nie widzi, mimo że to nawet nie związek, bo przecież rodzina i dzieci. A jednak uczucie jest silniejsze. Spojrzenie na kogoś, kto cierpi, ale też zadaje cierpienie. Rozbija zarówno swój świat jak i drugiej osoby. Jestem ciekawa, co znajdę w środku.


Agnieszka Olejnik, Szczęście na wagę, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 




Matka, która pragnie odbudować relacje z chorą córką, żona trwająca w małżeńskiej stagnacji, kobieta niespełniona. Ewa postanawia zmienić swoje życie. Zacząć jeszcze raz. A śmiałym planom, sprzyjają gwiazdy. Jaki będzie ze szczęściem głównej bohaterki? Mam nadzieję, że znana mi z poprzednich książek autorki atmosfera, po raz kolejny umili mi ciepłe, wiosenne popołudnia i wieczory.


Sarah Hilary, W obcej skórze, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 





Kto może być podejrzany, jeśli w ośrodku dla ofiar przemocy domowej odnajduje się mężczyznę z wbitym w plecy nożem? Dodajmy, że jego żona mieszka we wspomnianym miejscu. Wnioski nasuwają się same, ale czy to nie nazbyt oczywiste? Noah Jake i Marnie Rome starają się wyjaśnić sprawę. Głośny i nagrodzony najlepszy kryminał 2015 roku w Wielkiej Brytanii, zapowiada wiele emocji.


Agnieszka Pietrzyk, Śmierć kolekcjonera, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.





Kryminał w polskiej odsłonie, obiecujący dreszczyk emocji. Najpierw tragedia starszych ludzi, którzy zakończyli życie wieszając się, potem śmierć kolekcjonera, który dopiero co stał się właścicielem drogiego papieru wartościowego. Dwa różne przypadki w bardzo krótkim czasie. Tragedia czy umyślne działanie? Z tym dylematem muszą zmierzyć się Kamil Soroka i Milena Łempicka-Krol. Czas działa na niekorzyść, jak odnajdą się w sytuacji bohaterowie? Jak bardzo chcę się zabrać już za tę pozycję!!!!!



Magdalena Knedler, Nic oprócz strachu, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 






Szwedzkie klimaty, zagadka kryminalna, gra z mordercą i wszystko to okraszone fragmentami z literatury klasycznej!!! Gdy mąż komisarz Anny Lindholm ma wypadek nikt nie spodziewa się, że może za tym stać człowiek, do którego skazania doprowadziła policjantka. Tymczasem sytuacja nabiera tempa. Podejrzany ginie, a rolę w całej zagadce zaczynają odgrywać cytaty z Oskara Wilde'a. Książka zapowiada się niesamowicie! Oby okazała się jeszcze lepsza niż sądzę!


Za wszystkie piękne literackie perełki serdecznie dziękuję wydawnictwom 
















i

wtorek, 26 kwietnia 2016

Uwierz w Miłość - Papież Franciszek, Andrea Tornielli "Miłosierdzie to imię Boga"


z cyklu książki z duszą

„Znaczenie etymologiczne miłosierdzia to otwarcie serca na biednego. Przejdźmy od razu do Pana: miłosierdzie to zachowanie Boga, który przytula, to ofiarowanie się Boga, który przyjmuje, który pochyla się, by przebaczyć. Jezus powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników. Nie przyszedł do zdrowych, którzy nie potrzebują lekarza, ale do chorych”. - s.27



Od momentu pewnych zajęć na uniwersytecie często myślę o obrazie „Powrót syna marnotrawnego” Rembrandta van Rijna. Niezwykłe i symboliczne ręce ojca  zapadły mi głęboko w pamięć i co jakiś czas drążą moją duszę. Ojciec, który wszystko przebaczył, choć syn zadał mu ogromny ból. Postać, która nosi w sobie zarówno męskość i siłę jak i delikatność i czułość. Przypowieść o synu marnotrawnym stale pozostaje dla mnie zagadką, bo pewnie dużo we mnie ze starszego syna, który nie rozumie zachowania rodzica, choć tak często wracam ze spuszczoną głową i lękliwą nadzieją w sercu, jak główny bohater przypowieści.

O miłosierdziu czytałam już kilka książek, wystarczy że wymienię „Dzienniczek” S. Faustyny czy „Dives in misericordia" Jana Pawła II. Wiele o tym temacie można znaleźć również w innych lekturach, jednak żadna z nich nie poruszyła mnie tak głęboko jak dzieło Papieża Franciszka. Czytałam je w Święta Wielkanocne i wywołało ono wielkie poruszenie w mojej duszy.

Nie należę do osób, które były wychowywane, że tak to ujmę, w starym stylu, gdy częściej mówiło się o Bogu, który za złe karze niż o miłosiernym ojcu, otwierającym z miłością ramiona i pozwalającym zawsze powrócić. Sama nie wiem, czemu tak trudno uwierzyć, że istnieje bezgraniczne uczucie, niewyczerpana cierpliwość, że jest Ktoś, Kto zawsze czeka. A jednak…, Papież Franciszek z wielką szczerością i niesłabnącym zachwytem oraz ogromnym ciepłem wyjaśnia czym jest miłosierdzie i jak powinno być pojmowane. Przyznam, że ta mała książeczka pozwoliła mi całkiem inaczej spojrzeć na Boga i otworzyć się na Jego miłość.



Miłosierdzie to imię Boga” jest jak ożywczy deszcz i tchnienie wiatru w upalny dzień. Pozwala odetchnąć w sensie duchowym. Obrazuje, jaki naprawdę jest Bóg i podkreśla jego ojcowskie cechy. Z kart wyłania się bowiem nie starotestamentowy Pan, który pragnie karać za grzechy potopem, ale tkliwy i kochający Tata. Papież wyraźnie podkreśla, że pokładając ufność w miłosierdziu nawet największe grzechy bieleją nad śnieg. Zaznacza również, że miłosierdzie i poczucie miłości potrzebne jest także tym, którzy z różnych powodów nie mogą otrzymać rozgrzeszenia. Wyjaśnia znaczenie trwającego obecnie Roku Miłosierdzia, wielkiej łaski dla tych, którzy od dawna oddalili się od Boga i wybrali swoje ścieżki oraz zachęca do ufności i korzystania z tego pełnego łask czasu.
Napisana pięknym, czułym, przepełnionym zachwytem i miłością językiem rozmowa Andrei Tornielliego z Ojcem Świętym to kopalnia wiedzy o miłosierdziu, do której na pewno nieraz wrócę i którą serdecznie polecam, ponieważ zmieni Wasze pojmowanie Boga i religii.  



Papież Francieszek, Miłosierdzie to imię Boga, rozmowa z Andreą Torniellim, przeł. Joanna Ganobis, wyd. Znak, Kraków 2016.

sobota, 23 kwietnia 2016

Broadway Musicals BOOK TAG


Dziś Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, a ja przygotowałam coś innego niż recenzja. Dzisiaj zapraszam Was do autorskiego TAG-u Jerzego z bloga Kto czyta, żyje podwójnie. Link do TAG-u tutaj. Zatem zaczynamy :)

1. Rent, czyli książka, która dzieje się w Ameryce 




Dużo takich przeczytałam, choć przyznam, że mam alergię na typowo "amerykańskie" książki, w których zawsze jest dom z białym płotkiem, obowiązkowo podana autostrada czy droga stanowa, a bohaterowie mieszkają w jakiejś zapomnianej mieścinie, która cechuje się totalną stagnacją i marzą o wyrwaniu się z tego miejsca, choć z góry wiadomo, że uda się to jedynie nielicznym. Tak, wredne stworzenie ze mnie ;-). Ale poważniej jest wiele powieści, które są naprawdę świetne i można przełknąć wszystko powyższe. Ja wspomnę tutaj "Panią Hazel i klub Rosy Parks" ze względu na to, że powieść opowiada o dojrzewaniu, podejmowaniu decyzji, odnajdywaniu siebie. Miejscami zabawna, ale życiowa lektura o tych słabszych i silniejszych z nutą historii w tle. 

2. Wicked, czyli książka z magią w tle




Bardziej zasadne byłoby stwierdzenie książka z magią w ogóle, bo pisać o Tolkienie i stwierdzać, że magia jest tylko w tle, to jednak "pewna" nieścisłość. Ale ogromnie cenię sobie wartości, które pisarz prezentował w swoich dziełach, ten subtelny styl i nieograniczoną wyobraźnię, więc "Władca pierścieni" musiał się pojawić :-).


3. Deszczowa piosenka, czyli książka na długi, deszczowy wieczór 




O książkach Charles'a Martin'a opowiadałam wielokrotnie i będę się powtarzała. Są po prostu tak piękne i emocjonalne, że nie sposób im się oprzeć. Może i opowiadają o rozwiązaniach, które mało kiedy się pojawiają i ludziach, którzy są jakby nie z tego świata, ale jednak właśnie takie historie sprawiają, że marzymy o tym, by być lepszym, bardziej otwartym, cieplejszym, bardziej troskliwym. Dawka ciepła, życzliwości i miłości na każdą pogodę. 


4. Koty, czyli książka, której bohaterem jest zwierzak 




Pamiętam jedną pozycję o chłopcu, który zamienił się w psa i przeżywał to, co sam wcześniej fundował zwierzakom, ale szczerze mówiąc to było dziecięce rozczarowanie. Nie będę pisała o Kubusiu Puchatku, Psie, który jeździł koleją czy innych znanych książkach. Pojawi się tutaj lektura, która czeka sobie aż się za nią zabiorę, a mianowicie "Jedyny i niepowtarzalny Iwan", którym zaciekawiła mnie niesamowicie Anita z Book reviews by Anita. Mam nadzieję, że okaże się tak niezwykła, jak twierdzi. Na zdjęciu torba z sową ze sklepu Książka w mieście, zaglądnijcie :).


5. Nędznicy, czyli powieść historyczna o ulubionej epoce 




Ciężko powiedzieć, czy mam ulubioną epokę, ponieważ lubię zarówno starożytność w każdej postaci, średniowiecze jak i XX wiek i okres II wojny światowej w literaturze. Mogłabym zatem śmiało wskazać "Szatę" i "Wielkiego rybaka" Lloyd'a C. Douglas'a, "Imię róży" Umberto Eco, ale tym razem opowiem o książkach, które ostatnio podbiły moje serce, czyli dwie powieści Marii Paszyńskiej "Warszawski niebotyk" i "Gonitwa chmur", które bez dwóch zdań zasługują nie tylko na rozgłos, ale i jak najlepsze recenzje :-). Wielki ukłon w stronę Autorki, która naprawdę sprawiła mi niesamowitą niespodziankę i radość poziomem prezentowanej literatury. 


6. The Rocky Horror Picture Show, czyli książka science fiction godna polecenia




Z reguły nie czytam tego typu literatury, ale przyznam szczerze, że mam dwie pozycje, z których jedną przeczytałam, a drugą mam zamiar pożreć w niedługim czasie :). Pierwszą książką z gatunku sci-fi, jaką w życiu przeczytałam (chyba) jest "Chór zapomnianych głosów" Remigiusza Mroza z moim Diją Udinem. Jeśli chodzi o tytuł, z którym mam zamiar się zapoznać to już pewnie klasyk - "Futu.re", którego autorem jest Dmitry Głuchowski. Co mnie w niej przyciąga? To ponoć antyutopia a do tego te niesamowite ilustracje w środku...


7. Upiór w operze, czyli klasyk z niesamowitym klimatem 




Jak zawsze się śmieje łatwo wziąć mnie na uczucia ;-). Lubię powieści Żeromskiego z jego przeklętym długiem, Prusa, Sienkiewicza. Jeśli miałabym wymieniać klasyk, który mnie poruszył i oczarował, to na pewno nie może zabraknąć "Quo Vadis", który czytałam z prawdziwą przyjemnością. Do tego dodałabym "Lalkę" ze względu na te wszystkie szczegóły i wielowarstwowość powieści i klasyk, który przyzywa mnie od dawna "Nędzników" Victor'a Hugo. 

8. Aladyn, czyli bajka z dzieciństwa, którą wyjątkowo zapamiętałeś 




Jeśli chodzi o dzieciństwo, to najlepiej zapamiętałam baśnie Andersena a szczególnie "Dziewczynkę z zapałkami" przy której niezmiennie ryczałam jak bóbr. Ale wymienię dwie inne powieści. Po pierwsze cykl o Ani z Zielonego Wzgórza, choć w zasadzie nigdy nie udało mi się przebrnąć przez "Anię z Szumiących Topoli", aczkolwiek mam plan, by skończyć cały cykl. I książka, którą przeczytałam, gdy już na pewno dzieckiem nie można było mnie nazwać, choć poczułam się jak ono, trafiając do niesamowitej krainy Aslana, zatem troszkę odejdę od sztywnych reguł i umieszczę tu również "Opowieści z Narnii" C.S. Lewisa. 




9. Chicago, czyli kryminał mrożący krew w żyłach 




Może nie przeczytałam w życiu wielu kryminałów, ale ogromnie podobały mi się książki Charlotte Link i Camilli Lackberg. Książka, którą przeczytałam jednak w ostatnim czasie bije je na głowę. Helen Grace i mroczna zagadka porwań pozornie niezwiązanych ze sobą ofiar pochłonęły mnie bez reszty i wysunęły się na pierwsze miejsce w moim rankingu kryminałów, a przede mną jeszcze "Powiedz panno, gdzie ty śpisz". 


10. Król lew, czyli książka i jej filmowa adaptacja, którą polecasz 




Znalazłoby się kilka filmów, nawet czasem dużo lepszych od książki. Ja wybrałam dwa. Jeden z nich nie jest adaptacją w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ oparty jest o "Kwiatki św. Franciszka" i "Źródła franciszkańskie" a także liczne biografie świętego, ale to zdecydowanie obraz, który trzeba zobaczyć ze względu na jego piękno, czyli "Brat słońce, siostra księżyc". A tak już ściślej to "Sekretne życie pszczół", które ujęło mnie swoim klimatem i umiliło wieczór :-). 

A Wy co umieścilibyście na swojej liście?

czwartek, 21 kwietnia 2016

Zabij albo zgiń - M.J. Arlidge "Ene, due, śmierć"


„Nie liczymy już na ucieczkę; teraz staramy się po prostu przeżyć. Nasze paznokcie były obgryzione do krwi, a my sami chciwie wyssaliśmy czerwony płyn. O świcie zlizujemy rosę z kafelków, ale nasze brzuchy wciąż bolą. (…) Wreszcie zdaliśmy sobie sprawę, że znaleźliśmy się tu w konkretnym celu i nie doczekamy szczęśliwego zakończenia”. – s. 12

Southampton wydawało się w miarę spokojnym miasteczkiem. Owszem zdarzały się tu nieprzyjemne zajścia. Jak w każdym miejscu na świecie znajdowały się dzielnice, które lepiej było omijać szerokim łukiem i działy rzeczy, sprawiające, że stróże prawa nie narzekali na nudę, ale gdy pewnego dnia zaginęła para młodych ludzi nikt nie podejrzewał, że to początek piekła, którego długo nie będzie można rozszyfrować.

Amy i Sam budzą się w 4,5 metrowym basenie. Do dyspozycji mają jedynie telefon z rozładowującą się baterią i pistolet. Komórka dzwoni i dziewczyna słyszy najgorszy komunikat w swoim życiu: zabij albo zgiń. Mroczną zabawę może wygrać tylko jedno z nich. Osoba, która zastrzeli współtowarzysza niedoli, wygrywa. Nagrodą jest wolność. Rozpoczyna się walka o przetrwanie w okrutnych warunkach.

Gdy tajemnicza postać wypuszcza zwycięzcę, o całej sprawie dowiaduje się policja. Inspektor Helen Grace dokłada wszelkich wysiłków, by odnaleźć sprawcę. Sytuacja jest o tyle zła, że dochodzi do kolejnych porwań, a informacje dotyczące osoby odpowiedzialnej za te makabryczne czyny są coraz bardziej sprzeczne. Mordercza gra, świadcząca o wielkiej inteligencji mordercy, zdaje się nie mieć końca. Samych ofiar nic nie łączy. Para nastolatków, przedsiębiorców, prostytutki, matka z córką, lekarka i adwokat. W śledztwie nic się nie zgadza. Poszkodowani podają całkiem inne rysopisy sprawcy i tylko kilka rzeczy zdaje się do siebie pasować. Jaki jest klucz do wyjaśnienia zagadki? Czy można porywać bez żadnego powodu, jedynie dla samej chorej przyjemności niszczenia ludzi? Jakimi kryteriami kieruje się doskonale zorganizowany sprawca? Do czego ma prowadzić gra na śmierć i życie? Powoli zabójca odkrywa karty a prawda mrozi krew w żyłach.

Ene, due, śmierć” to doskonały i klaustrofobiczny thriller. Przesiąknięty atmosferą strachu, mroku i braku nadziei na ratunek, otula czytelnika coraz ciaśniej, wywołując gonitwę myśli i przyprawiając o szybsze bicie serca i skok ciśnienia. To opowieść o nieludzkim szaleńcu niszczącym życie, ale także o policjantach z przeszłością, którzy mimo bólu i słabości, bronią niewinnych ludzi. To rzecz o prawdziwym świecie, w którym nic nie jest czarno-białe, a decyzje choć trudne, wpływają na całe życie bohaterów. Nie ma tu nieskazitelnych postaci. Wszyscy stają przed wyborami, które w mniejszy lub większy sposób wywołują kontrowersje i wstrząsają ich światem. Każda sytuacja zdaje się prowadzić do dylematów, mnożących tylko słuszne wątpliwości i gmatwających sytuację. Autor w niezwykle ciekawy sposób pokazuje jak człowiek postawiony pod ścianą rewiduje własne życiowe postanowienia i zbiór zasad, którymi się kierował. Pokazana jest nie tylko desperacja pozostawionych samym sobie ludzi, w których gaśnie nadzieja na ratunek, ale i sam proces degeneracji ich psychiki. Tym okrutniejszy, że postępuje on równocześnie z wycieńczeniem organizmu. Bohaterowie umierający z głodu i pragnienia, zmuszeni są do czynów, których nigdy nie popełniliby w normalnym świecie. Ekstremalna sytuacja wymaga ekstremalnych środków. Powoli humanitaryzm i empatia zdają się zanikać, budzi się zwierzęcy instynkt przetrwania. Atmosfera się zagęszcza i mimo tłumaczeń, próby rozgrzeszenia się, tak naprawdę nikt nie jest wygrany. Potworne jest w tej książce to, że to właśnie ten, kto przeżył zdaje się zniszczony, pokonany. Powrót do normalnego świata to bowiem powrót do niekończących się koszmarów i wyrzutów sumienia.

J.M. Arlidge tworzy mocne, charakterystyczne postaci. Nie ma tu kryształowo czystych bohaterów. Są za to ludzie po przejściach, którzy z własnej woli wybrali swoją drogę życiową. Helen skrywa w sobie mroczny sekret, nakazujący jej zadawanie sobie bólu. Z pozoru twarda i nieustępliwa, kierująca się prawdą i moralnością, własnym życiem pragnie udowodnić, że nawet z najgorszej sytuacji można powstać. Detektyw Mark mimo iż jest świetnym policjantem, załamany odejściem żony i córki, topi smutki w alkoholu, nie zważając na grożące mu sankcje. Emilia zaś nie cofnie się przed niczym, by zdobyć uznanie i sławę dziennikarską. Pisarz kumuluje skomplikowane i złożone postaci, które zostają przeciwstawione bohaterom porwania. Mrok podsyca dodatkowo sytuacja na komisariacie i konieczność poszukiwania osoby, która zdradziła zespół.

„O rozpacz było łatwiej niż o nadzieję. Nadzieja jest okrutna – obiecywała miłość, ciepło, bezpieczeństwo, szczęście, a Caroline bała się, że żadnego z powyższych nigdy już nie doświadczy.” – s. 205

Wędrówka do najciemniejszych zakątków duszy, obserwowanie wyniszczającej ludzi gry. Odchodzenie od zmysłów, zmaganie się z umierającym ciałem, próba zbudowania życia po traumie przebytych wydarzeń. Śledzenie poczynań i przeszłości osoby, która bawi się ludzkim nieszczęściem i odbiera życiu wszystkie jasne strony. Podążanie za dotkliwym dzieciństwem głównej bohaterki i problemami policjantów z komisariatu w Southapmton. Do tego łamanie sobie głowy, o co tak naprawdę chodzi zabójczyni. Wnikanie w psychikę ludzką, mroczną, naznaczoną tragicznymi przejściami, pragnieniem zemsty. Masa emocji i szybkie tempo zdarzeń, a wszystko to w powieści, od której się nie oderwiecie. Jeśli mam być szczera, to chyba najlepszy kryminał, jaki do tej pory przeczytałam. „Ene, due, śmierć” to mocna, przejmująca, brutalna książka o walce o życie na wielu płaszczyznach, która nie pozwoli zapomnieć o sobie.



M.J. Arlidge, Ene, due, śmierć, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.

piątek, 15 kwietnia 2016

#COMFORT BOOKS TAG


Tagów robię mało, ale czas to zmienić, a dziś na szczęście obowiązki domowe zakończone i to, co było mi potrzebne do tego TAG-u zrobione, więc zapraszam na spacer do mojego literackiego świata :). Za nominację dziękuję Agnieszce z Obsesyjna biblioteczka i zapraszam na jej wersję TAG-u. 


Comfort Books Tag czyli książki, które sprawdzają się w każdą pogodę, porę dnia, nocy i roku. Są dobre na każdy humor i zawsze aktualne. A zatem zaczynamy :-)




Książki J.R.R. Tolkiena czyli podróż w krainę wyobraźni, do tego spora dawka tematów do przemyślenia, dobre przesłanie i cudowny, magiczny świat oraz bohaterowie, których nie sposób zapomnieć. Czegóż chcieć więcej? Wspaniałe na szare, zimne, deszczowe wieczory i leniwe popołudnia na słońcu :-).




Charles Martin, ten człowiek po prostu rozbija moje serce w drobne kawałeczki, wyciska łzy i sprawia, że pochłaniam jego książki bez umiaru. To chyba mój ulubiony "Labiryntowy" pisarz, choć bardzo chętnie sięgam po inne książki z tej kolekcji. 




Gdyby Remigiuszowi Mrozowi płacili za każdy zachwyt czytelniczy, przegoniłby już niejednego miliardera ;-). Ciężko mi wybrać jedną serię, bo za tego Autora można się zabrać zawsze, tylko pamiętajcie, spania nie będzie. Zarwana noc murowana. Genialni bohaterowie, zawrotne tempo akcji, zaskakujące zakończenia, lekkie pióro, słowem książki, które wciągają od pierwszej strony. A ja cóż..., jeśli się nad tym zastanowić swoją najgłębszą sympatię zostawiłam przy Forście ;-).




Roman Brandstaetter to prawdziwy wirtuoz słowa i wrażliwości. Niezmiennie mnie zadziwia i porusza, choć niestety zmarł w roku moich urodzin. Cudownie poetycki, skłaniający do refleksji, ciepły, delikatny a zarazem silny w przesłaniu. Idealny na dobre i jeszcze lepszy na te gorsze dni <3.




Marcin Jakimowicz do religijna odsłona moich zamiłowań książkowych. Ze szczerością i namysłem pisze o schodach do nieba, słabościach i codziennych błędach, zmaganiu się z tym najprostszym życiem i zachwycie nad tym co jest "ponad". Sugestywne, ciekawie napisane i zatrzymujące na chwilę rozmyślań. 




A na koniec książki, do których na pewno wrócę (ktoś zapyta o Biblię, ale to oczywiste) czyli trzy pozycje ks. Jana Kaczkowskiego "Życie na pełnej petardzie", "Grunt pod nogami" i "Szału nie ma, jest rak" oraz mój zachwyt, o którym niebawem, czyli "Miłosierdzie to imię Boga". 

Poza tym lubię sobie wybierać książki z półki w zależności na co mam ochotę, ale to już dłuższa historia :)

A Wy co macie w swoich niezbędnikach literackich? Piszcie :) A ja podpytam Kto czyta, żyje podwójnieP42 i Różany gaj słów

środa, 13 kwietnia 2016

Weekend w raju - William Paul Young "Chata"


 „Rozumiesz, że gdybym nie miała obiektu uczuć albo, ściślej mówiąc, kogoś do kochania, gdybym nie miała w sobie takiej więzi, w ogóle nie byłabym zdolna do miłości? Miałbyś boga, który nie potrafi kochać. Albo jeszcze gorzej, miałbyś boga, który potrafi kochać tylko wtedy, gdy postanowi narzucić ograniczenia swojej naturze. Taki bóg mógłby zapewne działać bez miłości, i to byłoby nieszczęście. Ale to z pewnością nie jestem ja”. – s. 112


Ciężko ufać i wierzyć, gdy świat się zawalił i ma się poczucie, że zostało się samym. Gdy życie od dzieciństwa nie szczędzi bólu i znów uderza, kiedy w końcu stanęliśmy na nogach. Mackenzie Allen Phillips wyruszył ze swoimi dziećmi na wyprawę, która miała dostarczyć im wypoczynku, radości i niezapomnianych chwil. Poznał nowych ludzi, podziwiał wspaniały wodospad, opowiadając o indiańskiej księżniczce, która poświęciła się na ukochanego i całego ludu, czuł się wspaniale. Gdy urlop dobiegał końca wydarzyło się coś niespodziewanego. Kate i Josh po wielu prośbach, zyskali pozwolenia na pływanie kanadyjką, a najmłodsza i bardzo inteligentna Missy kolorowała książeczkę. Zadowolony ojciec nie tylko mógł pakować dobytek, ale miał oko na pociechy. Kiedy jednak doszło do wypadku, popędził na ratunek starszej dwójce. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, ale udało mu się uratować dzieci. Gdy uspokoił się, dostrzegł, że zniknęła najmłodsza córka. Rozpoczęto poszukiwania, które mimo zaangażowania władz parku, policji, znajomych niestety nie przyniosły efektów. Dziewczynka została uprowadzona przez mężczyznę w zielonej furgonetce i przewieziona w odludne miejsce do starej chaty. Znaleziono jedynie zakrwawioną sukienkę.

Tragedia pozostawiła piętno na całej rodzinie Macka. Dzieci stały się apatyczne, najgorzej jednak z sytuacją radziła sobie Kate. Żona bohatera Nan, dzięki relacji z Bogiem, którego pieszczotliwie nazywała Tatą, przetrwała najtrudniejszy okres i wracała do życia. Natomiast on zamknął się w swoim bólu, gniewie i żalu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego dziecko spotkało coś takiego. Oddalił się od Boga, który jednak przypomniał mu o sobie. Pewnego zimowego dnia Mackenzie dostał pisany na maszynie list, zapraszający go do chaty, w której odnaleziono sukienkę Missy. Wiadomość podpisana była Tata. Początkowo ogarnął go gniew na całkowicie głupie i nietaktowne żarty. Kto jednak mógłby się bawić tak jego uczuciami? Bohater postanowił wbrew rozsądkowi udać się na spotkanie. W tajemnicy przed żoną przebywającą z dziećmi u siostry, wyruszył do miejsca, którego nie chciał już nigdy oglądać. Na miejscu po początkowym wybuchu gniewu zastał trójkę niezwykłych osób, z którymi spędził pełen nieoczekiwanych zdarzeń weekend.

Chata” to piękna, nieco baśniowa opowieść o odnajdywaniu tego, co w życiu najważniejsze. Radzeniu sobie z traumatycznymi doświadczeniami, wybaczaniu, otwieraniu się na Boga i na drugiego człowieka. Dostrzeganiu świata i sytuacji z całkiem innej perspektywy. Autor pokazuje nieco mniej ludzkie a bardziej transcendentne ujęcie życia, cierpienia, złych wydarzeń. Rozprawia się z utwierdzonym w wielu mitem groźnego i żądnego zemsty Boga, który nieustannie wymaga od ludzi, by stosowali się do ustalonych praw. Tymczasem postaci, które spotyka Mack są zgoła inne od tego, co wyobraża sobie bohater. Jest on urzeczony relacją, jaka je łączy, miłością, szacunkiem, łagodnością i wielką prostotą najdrobniejszych czynów. William Paul Young zadaje się mówić do czytelnika, by otrząsnął się z mylnych przekonań, nie szafował wyrokami, ale starał się żyć w Bogu, gdyż wtedy wszystko staje się łatwiejsze. Nawet mimo początkowych trudności i niezrozumienia. Chwilami książka odchodzi od znanych religijnych prawd, ale myślę, że można ją podsumować słowami św. Augustyna „Kochaj i rób co chcesz”. Nie daj się zamknąć w błędnych kole własnych lęków, gniewu, żalu, pretensji. Spojrzyj na ludzi łaskawszym okiem. Wykaż się zrozumieniem, łagodnością, przebaczeniem, choć czasami będzie naprawdę trudno.

Zgrabnie napisana, pełna emocji i przede wszystkim skłaniająca do refleksji. „Chata” ma w sobie to, co powinna mieć dobra lektura. Zatrzymuje człowieka i nawet gdyby ten nie wierzył, na pewno zastanowi się nad słowami w niej zawartymi, gdyż budzi ona w czytającym chęć bycia lepszym, wrażliwszym, bardziej wyciszonym. Nie powoduje przy tym wyrzutów sumienia, ale postanowienie, chcę coś zmienić. I choć to opowieść fantastyczna, to warto po nią sięgnąć, bo w pewien sposób może stać się bodźcem do bycia piękniejszą wersją siebie. Bo zawsze warto coś zmienić, pomyśleć nad swoim życiem i tym, jakim jest się człowiekiem. Ja ze swojej strony serdecznie polecam.



William Paul Young, Chata, przeł. Anna Reszka, wyd. Nowa Proza, wyd. II, Warszawa 2011. 

czwartek, 7 kwietnia 2016

Prosto z mostu - ks. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska "Szału nie ma, jest rak"


Z cyklu książki z duszą


„To początek mojej pracy kapłańskiej, w której dewizą są dla mnie słowa z Ewangelii św. Jana: »Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś« (J 18,8). To jest zobowiązanie, żeby obok żadnego człowieka, który jest obok, nie przejść obojętnie”. – s. 9 
Są wywiady rzeki, w których można poruszyć masę spraw, ale istnieją także krótkie rozmowy, jednak ogromnie treściwe. Zasiadając do „Szału nie ma, jest rak” znałam już ks. Jana z „Życia na pełnej petardzie” i „Gruntu pod nogami”. Zastanawiałam się, co spotkam w tej pozycji i powiem szczerze, że patrząc z perspektywy wszystkich lektur widać, że bohater tej książki się zmieniał, dojrzewał.

Opowieść o chorobie, tym jak się na nią reaguje i że gdyby zjedzenie cukierniczki uzdrawiało, bez problemu by się ją zjadło, to zaledwie część historii. Trudny temat przez uśmiech. Niełatwe życie człowieka, który w sposób szczery do bólu i ogromnie otwarty opowiada o raku, życiu w hospicjum i traktowaniu pacjentów w inny sposób niż zwykle to się dzieje. Ogromnie wrażliwe, przemyślane i mądre podejście do człowieka, dawanie drugiej szansy, towarzyszenie w najtrudniejszych chwilach to wysunęło się na plan pierwszy tego wywiadu. Ale hospicyjna rzeczywistość to nie wszystko. Ks. Jan mówi swobodnie o skomplikowanych bioetycznych sprawach, o miłości, seksie, sumieniu. Nie boi się poruszać tych tematów. Wspomina również o tym jak odbiera kościół jako instytucję i są to mocne słowa. Jednak jak zawsze podkreślał kierowane nie ad personam, ale nakreślające pewien problem.

Szału nie ma, jest rak” jest pozycją, których moim zdaniem jest mało na rynku. Nie ma tu unikania niewygodnych kwestii, kluczenia. Bez ściemy ks. Jan mówi, co myśli na wiele tematów, jak odbiera rzeczywistość. Zwraca uwagę na zażyłość, czułość, relacje międzyludzkie i to, że wielokrotnie demonizujemy pewne gesty. Polemizuje ze stwierdzeniem, że chłopaki nie płaczą. Podkreśla, jaką rolę w kształtowaniu młodych ma przekaz dotyczący sfery bliskości, zachowania się, uzewnętrzniania emocji. Czytając tę książkę po raz kolejny zrozumiałam jak bardzo trzeba dbać o więzi z bliskimi, jak uważnie podchodzić do bliźnich. Nie brakło tu oczywiście humoru i niepowtarzalnego stylu rozmówcy Katarzyny Jabłońskiej. Wszystko to, by uwrażliwić czytelników, pokazać im inną stronę medalu. Zatrzymać na chwilę i otworzyć na drugiego człowieka. Prawdziwie, prosto i ciekawie o tym, co najważniejsze i czasami trudne.

Książek ks. Kaczkowskiego nie muszę polecać. Są fenomenem samym w sobie, pozycjami, które uczą jak być człowiekiem.



Ks. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska, Szału nie ma, jest rak, biblioteka Więzi t. 284, wyd. Więź, Warszawa 2013.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Podsumowanie marca 2016


Minął kolejny miesiąc, wszystko budzi się do życia, wczoraj kupiłam sobie nowe kwiaty do pokoju, więc obok mnie zieleni się słodkie drzewko, lawenda pachnie z parapetu a storczyki dumni prężą swoje kwiaty. Pięknie jest! A że trochę zmroziło mi bloga, to trzeba nieco ogrzać atmosferę ;).

Co się wydarzyło w tym miesiącu? 

Hmm... po pierwsze mam akredytację na WTK i wielką nadzieję, że uda mi się pojechać, choć moje plany ulegną pewnej korekcie i jeśli się uda, będę w piątek i sobotę. Trzymajcie kciuki, żebym mogła być i się z Wami spotkać!

Po drugie, miesiąc całkiem niezły pod względem czytelniczym, choć miałam cichą nadzieję, że doczytam jeszcze jedną książkę, ale niestety, byłam zbyt zmęczona. A zatem, co pojawiło się u mnie w tym miesiącu? 




RECENZJE: (klikając w tytuł wejdziecie w recenzję)

1. "Zarządzanie codziennością" pod red. Jocelyn K. Glei, które ogromnie mnie zaskoczyło, bo nie tylko wysnułam wiele wniosków, dowiedziałam się ciekawych rzeczy, ale i czytałam tę książkę niemal jak powieść, gorąco polecam!

2. "W ramionach gwiazd" Amie Kaufman, Meagan Spooner, czyli wybrałam się w kosmiczną podróż z najbardziej zaskakującą parą, do której mocno się przywiązałam. Ciekawy pomysł, świetne wykonanie i iskrząca relacja :)

3. "Czuwałam przy uchylonym oknie" Beata Kanik, trudna książka o odchodzeniu najbliższych, walce z chorobą i przeżywaniu tego okresu nie tylko przez chorego, ale i opiekujących się nim ludzi. Mocna i wstrząsająca. 

4. "Unik" Chelsea Cain to pozycja o traumie porwania i wykorzystywania dzieci. Powieść o tym jak tragedia z dzieciństwa naznacza życie i jak ciężko poradzić sobie z przeszłością. 

5. "Warszawski niebotyk" Maria Paszyńska, czyli moje największe zaskoczenie nie tylko tego miesiąca, ale i ostatnich. Powieść na wskroś klasyczna i literacka, perełka godna omawiania na studiach polonistycznych. 

6. "Grunt pod nogami" Ks. Jan Kaczkowski swoiste rekolekcje z bycia człowiekiem. Pozycja obowiązkowa i warta przemyślenia, do czytania i przeżywania fragmentami. Obudzi każde serce.


NOWE KSIĄŻKI:

Czyli to, co tygryski lubią najbardziej :)

Po pierwsze to, co do mnie przyszło w tym miesiącu. 




Dziękuję serdecznie Pani Magdalenie z Wydawnictwa Otwarte za zrozumienie i wielką radość, którą sprawiła mi książką "W ramionach gwiazd". To była piękna lektura <3 




Gorące podziękowania dla Pana PiotraWydawnictwa Czwarta Strona za wyczekiwaną przeze mnie "Rewizję" i "Tymczasową żonę". Wiecie jak mnie rozpieszczać ;). 


A teraz pora na to, co kupiłam. Od razu mówię, niedługo będę miała w pokoju tylko łóżko, kwiatki i będę wcinać to, co już przeczytałam ;). Ale jak to ostatnio mogliście widzieć na moim fanpage'u sowa oznajmiła, że szczęścia nie można kupić, ale książkę tak. Więc zawsze mile widziane kolejne tytuły :D



Wydawnictwo Literackie w marcu rozpieszczało czytelników robiąc ogromne promocje i tak oto z okazji Dnia Mężczyzn (a, co!) kupiłam 60% taniej dwie książki Lars'a Saabye Christensen'a "Odpływ" i "Półbrata". Potem zaś skusiłam się na mocno przecenione "Opactwo świętego grzechu" Sue Monk Kid, uzupełniając tym samym ostatnią brakującą książkę tej autorki. 
W międzyczasie wykorzystałam promocję z okazji 10-tych urodzin księgarni internetowej Bonito i zaopatrzyłam się w "Królową Tearlingu" Eriki Johansen, "Osoblive i cudowne przypadki Avy Lavender" Lesley Walton, "Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kiddi Ann Kidd Taylor i "Pieśń harfy" Levi Henriksen'a. 




Na świętach zaś zamówiłam z księgarni internetowej Aros "Szału nie ma jest rak" ks. Jana Kaczkowskiego i Katarzyny Jabłońskiej oraz "Fatum i Furię" Lauren Groff. 
















A jak tam Wasze podsumowania miesiąca? Co ciekawego się u Was działo? Piszcie :)

sobota, 2 kwietnia 2016

Skazany na sukces - Remigiusz Mróz "Rewizja"



„Napiła się, a potem sięgnęła po telefon. Ostatnio rankiem odkrywała na nim coraz więcej niespodzianek. SMS-y, których napisania nie pamiętała, połączenia, których wykonania sobie nie przypominała, a nawet dziwne, właściwie niepokojące selfie. Wzdrygnęła się, widząc, że zrobiła sobie zdjęcie około trzeciej w nocy. Skasowała je szybko, starając się zamazać w pamięci widok samej siebie w stanie mocno wskazującym”. – s. 24



Wyrok w imieniu Sądu Bukowego

Po rozpoznaniu sprawy z 02.03.2015 (akta sprawy tutaj) roku oraz apelacji z 10.11.2015 roku (akta sprawy tutaj) Sąd Bukowy oddala apelację i podtrzymuje wcześniejszy wyrok Sądu Bukowego, skazując oskarżonego Remigiusza M. na karę dożywotniego pisania książek oraz zasądza wpisanie wszystkim poszkodowanym indywidualnych dedykacji podczas spotkania autorskiego na Warszawskich Targach Książki.


Uzasadnienie

Postępowanie z dnia 02.03.2015 oraz 10.11.2015 roku wykazało iż Remigiusz M. stanowi poważne zagrożenie dla wszystkich moli książkowych, ale i zwykłych okazjonalnych czytelników. Oskarżony z premedytacją przyczynia się do wzrostu liczby czytających i szerzenia syndromu Mroza, którym przypomnijmy, nazwano stan całkowitego otępienia, zszokowania i zdezorientowania wywołanego akcją powieści pozwanego, co ma niemały wpływ na życie społeczno-gospodarcze kraju. Snujący się po miejscach zatrudnienia pracownicy, całkowicie zbici z pantałyku, dalecy od rzeczywistości i niezdolni do najprostszej pracy, rozemocjonowani vlogerzy i blogerzy próbujący dać ujście swoim emocjom, wszystko to przez serię książek polskiego autora, który po raz kolejny wywołał niemałą sensację w czytelniczym świecie. Zjawisko syndromu Mroza jest tym groźniejsze, że szerzy się z zawrotną prędkością, niczym niepowstrzymane jest groźniejsze niż zombie, wampiry, grypa czy wściekłe krowy. Ofiarą padają kolejne osoby, które do tej pory w zasadzie zdawały się stronić od literatury.

Przypomnijmy, że ostatnie zeznania świadków dotyczyły najnowszej powieści oskarżonego czyli „Rewizji”, a w przygotowaniu mimo zastosowania środka zapobiegawczego, są następne książki. Kolejna odsłona historii o prawniczym duecie, mocno podkręciła atmosferę i zatrzęsła sympatykami Zordona i Chyłki. Tym razem Remigiusz M. podzielił świat na byłych i obecnych pracowników kancelarii Żelazny&McVay. Osadził historię głębiej w strukturach korporacyjnego świata i kazał zmagać się z własnymi wyborami. Przed będącą w nie najlepszym, wskazującym stanie Joanną niewykonalne wręcz zadanie, obrona Roma, który według prokuratury zgwałcił i pozbawił życia swoją żonę i córkę, by zgarnąć pokaźną sumkę z ubezpieczenia. Oderwana od rzeczywistości prawniczka wplączę się w sprawę, która nie tylko nastręcza wielu trudności, wydaje się z góry skazana na niepowodzenie, ale sięga niemal siódmego kręgu piekła Dantego. Niezrażona niczym, a zwłaszcza swoim stanem świadomości Joanna, odepchnie wszelkie uprzedzenia, wkroczy w świat, gdzie gadzio jest bardzo niemiłym gościem a oberwanie nie tylko stekiem przekleństw, ale i czymś mocniejszym to tylko kwestia czasu. Jak jednak na twardą sztukę przystało, Chyłka pójdzie nawet dalej niż tam, gdzie diabeł mówi dobranoc i nikt nie chce zaglądać. Tymczasem pozostawiony na pastwę Lwa Buchelta Kordian spotka się ze znajomym z przeszłości i weźmie udział w batalii sądowej przeciwko swojemu byłemu patronowi. To jednak dopiero preludium do akcji. Toczący się przeciwko Bukano proces, niejasne posunięcia firmy ubezpieczeniowej Salus, której udziałowcem jest pewien znany adwokatom człowiek, zagadka śmierci Patrycji i Aiszy Horwat, nowi bohaterowie, zapewnią czytelnikom niejeden skok ciśnienia i zarwaną noc. 

Autor przyzwyczaił już swoich czytelników do toczącej się ekspresowo akcji, tym razem jednak zwalnia. „Rewizja” nie jest powieścią stateczną, fabuła toczy się szybko, nie pozwala odłożyć książki, jak zwykle czaruje, jednak w trzeciej części historii o warszawskich prawnikach nacisk położony jest bardziej na to, co dzieje się między bohaterami i z nimi. Tutaj przeszłość kreuje teraźniejszość silniej niż wcześniej. Dziwna sprawa Roma z gigantyczną polisą jest tylko pretekstem do ukazania zawiłości prawniczego świata i szemranych interesów korporacyjnych oraz traktowania mniejszości. Pod względem dylematów bohaterów powieść wysuwa się na czoło wszystkich części. I to jest jej bardzo mocną stroną. Bo choć nadal nie wiadomo jak wyglądają prawnicy, to coraz lepiej zna się ich wnętrze, kierujące nimi motywy, siłę napędową ich działania, bolączki.



Kolejna książka oskarżonego stawia wszystko na głowie. Jakkolwiek prawie do końca „Zaginięcia” to Zordon był tą lepszą stroną prawniczego duetu, tak wszystko zmieniło się na ostatnich stronach drugiego tomu i zdaje się pogłębiać w trzecim. Początkowo budzi to niechęć. Człowiek z ideałami maleje w oczach czytelnika, staje się trybikiem korporacyjnym, stawia karierę ponad moralność, bo przecież nie można zmarnować tylu lat nauki. Jakby to zgrabnie ujął Norwid „ideał sięgnął bruku”. A jednak, nic nie jest czarno-białe. Autor jest nieco przewrotny, pokazuje dwoistość postaci, daje im prawo do błędów, prób ich naprawiania, chodzenia w ciemności i podejmowania działań, które raz wydają się oczywiste, raz nietrafne. Czytając „Rewizję” można śmiało puścić sobie „być czy mieć”. Bohaterowie sami muszą podejmować decyzje, nie mają oparcia w drugiej osobie, gdyż są indywidualistami, niebiorącymi odpowiedzialności za innych i których nie da się ich do niczego zmusić. Motywacje zmieniają się jak w kalejdoskopie, granica między właściwym postępowaniem a karierą jest płynna. Jak to zwykle bywa w powieściach oskarżonego, nie wszystkie karty zostają wyłożone na stół. Gdy już wydaje się, że czytelnik odkrywa istotę rzeczy, pojawiają się nowe fakty i nie wiadomo do końca kto tu jest dobry a kto zły. Blaski wygranych spraw bledną przez jedną decyzję, życie staje się trudniejsze a sami bohaterowie zagubieni. Zaskakująca jest przemiana Chyłki, która nadal nie odpuszcza nikomu, posługuje się językiem ostrym jak chili i wydaje się być jeszcze mniej przychylnie nastawiona do ludzi, co jest umotywowana przeszłością, o której wspomina się na kartach. Powoli sytuacja rozjaśnia się i okazuje się, kto jest przyjacielem a kto wrogiem, choć napięcie trzyma do ostatnich stron. Co ogromnie cieszy to fakt, że postaci nie są jednoznaczne. Sama granica między dobrem a złem nie jest zarysowana grubą linią i zdaje się przesuwać, niczym prawnicy lawirujący między paragrafami. Utrudnia to wyraźne napiętnowanie kogokolwiek, dzięki czemu postaci nabierają realności i stają się bliższe.

„(…) istnieją trzy rodzaje kłamstwa: przepowiadanie pogody, komunikat dyplomatyczny i statystyka”. – s. 54.


Rewizja” nie zapewnia jazdy bez trzymanki, jak inne powieści autora. Pokazuje jednak rozwój jego warsztatu. Wciąga, oczarowuje, zastanawia. Zadziwia czytelnika, który kluczy między teoriami i przypuszczeniami, mocno zaciska zęby czytając o pewnym starym znajomym, wkurza się na postępowanie bohaterów, rozczarowuje wyborami, żałuje pewnych rzeczy i postaci, uśmiecha się dzięki Joannie. Po raz kolejny zapewnia masę emocji, ale dopuszcza też wszystkich głębiej. Pokazuje dylematy i motywacje. Przedstawia przeszłość rzutującą na dorosłe życie bohaterów, choć ten ciekawy szczegół zostaje zaledwie zarysowany. Uwaga jednak w dużej mierze skupia się właśnie na tych elementach. Sama sprawa, zastanawiająca i ciekawa, nieco ucieka na bok, ale nie można się temu dziwić, gdyż autorowi udało się wzbudzić sympatię i żywe reakcje względem Chyłki, Kordiana, Kormaka. Zmieniła się nieco sama struktura powieści, tym razem podzielona na opisane miejscami wydarzeń rozdziały, nadal pełna humoru i prawniczych zawiłości. Słowem „Rewizja” to kawał dobrej literatury, która jest temperamentna, ironiczna i cięta jak język Chyłki, ognista jak rydwan Zordona, przenikliwa jak Kormak, trzymająca poziom jak renoma kancelarii Żelazny&McVay, zaskakująca jak Buchelt, nieprzewidywalna jak Langer i w końcu obezwładniająca czytelnika na wszystkich poziomach i przenikliwa jak samo mroźne nazwisko autora, a wszystko poprawia się z książki na książkę.




Mając powyższe na względzie Sąd Bukowy podtrzymuje wydany wyrok i oddala apelację.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Remigiusz Mróz, Rewizja, wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań 2016.