niedziela, 12 stycznia 2020

Spacerowe rozkminy #17 czyli co przyniósł 2019 rok



Za oknem już ciemno. Mam ochotę zapalić zapachową świeczkę, wziąć aromatyczną kąpiel, schować się pod kocem, puścić w tle jazz i zatopić się w lekturze. Obrazek iście hygge, ale życie toczy się innym torem. Za chwilę wstanę i zacznę robić obiad na jutro. Będę co jakiś czas siadać przy komputerze i wystukiwać kolejne zdania. Nie mam z tym problemu, właściwie naprawdę rzadko zdarza mi się nie mieć weny do pisania. Czasami brak chęci, czasu, ale weny raczej nie.



Ten rok był ciekawy Przyniósł wiele dobrego, choć ze smutkiem przyjmuję to, że trochę planów się nie powiodło a nowy niestety pozbawił mnie jednej rzeczy, którą uwielbiam. Ale takie jest życie, coś daje, coś zabiera. Ciągle uczę się nie wariować. Podchodzić do swoich zamierzeń realnie, zachowując w pamięci to, że nie jestem robotem i chcę robić to, co kocham z przyjemnością a nie batem nad głową. To kolejny rok, który daje mi do myślenia pod względem blogowym. Obiecuję sobie zmiany i wszystko jest w porządku, do momentu, gdy na rynku pojawia się masa dobrych tytułów. Wtedy znów zapędzam się w gonitwę, która wcale dobrze nie wpływa ani na czytanie ani na blogowanie. Wpadam w pułapkę tego, że czytam to, co dostaję oraz wypożyczę, po raz kolejny zapominając o klasyce i poezji. Poznaję więc nowości i przygotowuję się do spotkań, a książki z mojej długoletniej listy kurzą się gdzieś w niebycie. I tak w kółko, plany są, tylko z realizacją jakoś tak nie wychodzi. I zastanawiam się, kiedy powiem sobie dość. Próbuję zatem od nowa. Zaczynam ten rok z książkami, które chciałam przeczytać w 2019 roku oraz egzemplarzami recenzenckimi, czekającymi na kilka słów i spacer na blogu.




Trochę się w moim życiu zmieniło w ubiegłym roku i to także miało wpływ na to, co pojawia się tu i będzie pojawiać. Było mnie mniej, bo życie prywatne i zawodowe wymagały ode mnie więcej niż w poprzednich latach. Znów zaczęłam czytać w komunikacji miejskiej, bo po raz kolejny zmieniłam miejsce zamieszkania. Zyskałam więcej przestrzeni, światła, spokoju i udało mi się poczuć, że mam tu dom. Jest mi dużo lepiej, mogę spokojnie gotować, co zaczęłam robić częściej niż wcześniej. Udało mi się upiec pierniczki i ogromnie mi się to spodobało. I cieszę się naprawdę małymi rzeczami np. koszem na pranie ;-) (serio, kto przerabiał mieszkanie z dużą ilością ludzi i małą łazienką oraz ogarnianie rzeczy do mieszkania absolutnie od początku, wie co mam na myśli). Miałam ambitne plany odwiedzenia co miesiąc jakiegoś kulturalnego miejsca. Niestety nie udało mi się tego zrobić, ale wspólnie z moją połówką zawitaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Narodowego, Centrum Nauki Kopernik i Teatru Buffo. Taka sobota spędzona na poznawaniu historii czy sztuki to naprawdę świetna rzecz. Chodziliśmy na spotkania autorskie, byliśmy razem na niektórych wydarzeniach podczas Big Book Festival. Myślę, że wędrówkę po warszawskich muzeach będziemy spokojnie kontynuowali w tym roku, bez pośpiechu czy jakiegoś rygoru.


Patrząc na podsumowania 2019 roku dochodzę do wniosku, że czasami bierzemy udział w wyścigu, kto ile przeczytał, zrecenzował, ile wyzwań zakończył i gdzieś po drodze gubi się sens czytania i przyjemność, jaką ono daje. Podziwiam ludzi, którzy są w stanie przeczytać ponad 100 książek. Dla mnie to liczba nieosiągalna. Maratony są fajne, sama lubię posiedzieć nocą z książką, ale nie pod presją, że mam wyrobić założoną statystykę. Wzięłam w tym roku udział w zabawie ze znajomym. Mieliśmy czytać jedną książkę tygodniowo. Czasami zdarzyło mi się przeczytać więcej, ale były też tygodnie, gdy nie czytałam, bo miałam inne obowiązki i zastanawiałam się, czy dam radę. Napięcie rosło, pojawiła się frustracja, zdenerwowanie a przecież nie o to chodzi. Czytanie ma sprawiać przyjemność, rozwijać, a nie prowadzić do myśli, jestem po terminie, a przecież muszę tyle jeszcze ogarnąć. Choć niektóre wyzwania bardzo mi się podobają, odpuszczam - szczególnie te typu przeczytam tyle książek, ile ważę czy mierzę, przeczytam 20 książek więcej niż rok temu, przeczytam 200 książek.

Jedyne, czego się podejmę to czytać codziennie przynajmniej 22 minuty i niezmiennie nie odkładać książki, która nie podoba mi się na początku. Czasami wystarczy przegryźć się przez pierwsze rozdziały, innym razem dotrzeć do końca. Chyba, że coś mnie męczy. Chcę wyrobić sobie jeszcze większy nawyk czytelniczy. Sięgać po książkę każdego dnia. Wolny czas przeznaczać właśnie na lekturę i uczenie się nowych rzeczy. Nie zamierzam znów wikłać się w liczby. Wiem, że plany czasami mają się nijak do życia, a ja pragnę radości z czytania, nie presji czasu.











Na blogu będzie spokojnie, ale klimatycznie. Chcę pisać o dobrych książkach - poezji, nowościach, klasyce, ale bez żadnej spiny, bez miecza Damoklesa nad sobą. Ponieważ trochę się u mnie zmieniło, myślę, że będę miała nieco większą dowolność w wyborze lektur. Mam zamiar w końcu przeczytać książki, które czekają na mnie od kilku lat, pragnę poznać nowe historie i zanurzyć się w poezji i dramacie. Żywię nadzieję, że spacerowanie ze mną będzie sprawiało Wam radość, a moje teksty będą na coraz wyższym poziomie. Na tym chcę skupić się w tym roku. Pragnę, by Spacer był szczególny, dopieszczony, przytulny i mój. 

Pewnie znów chwycę za aparat, żeby porozglądać się po świecie i odczuć przyjemność jaką daje łapanie chwil. Chcę dowiedzieć się czegoś nowego w 2020 roku. Zwiedzać, poznać nowe miejsca, chwycić za mniej znane tytuły. Stworzyć sobie jeszcze bardziej przytulne środowisko. Być tu i teraz. Pracować nad sobą, rozwijać się i być szczęśliwą. 

Ten rok upłynął pod znakiem reportaży i wspaniałych spotkań. Miałam wielki zaszczyt prowadzić rozmowy z reporterami, którzy wpisują się w klasykę gatunku. To niesamowite doświadczenie móc zadać nurtujące nas pytania, które rodzą się podczas lektury, czekać na spotkanie wprost ze snu. Niezmiennie możliwość rozmowy z autorami napawa mnie radością i sprawia, że kocham moją pracę. W 2019 roku sięgnęłam po tytuły z polecenia, dzięki czemu mogłam poznać całkiem inne rejony literackie. Część z nich wywarła na mnie ogromne wrażenie, inne mocno mnie rozczarowały. Zaglądałam na blogi, choć nie zawsze zostawiałam po sobie ślad. Starałam się jednak być na bieżąco, czytać inspirujące teksty, poznawać książki, które inni uważają za ważne i wartościowe.

Wybrałam się na Big Book Festival. Wysłuchałam ciekawej debaty o literaturze walczącej o nasz czas z serialami i internetem. Wzięłam udział w spotkaniach z kilkoma pisarzami. Odwiedziłam Warszawskie Targi Książki, Targi Wydawców Katolickich, Świąteczne Targi Książki w Rzeszowie stwierdzając, że z wiekiem stanie w kolejkach zmienia swój klimat ;-). Najfajniejszym doświadczeniem było to, że czekając na spotkania udało mi się wysłuchać kilku naprawdę ciekawych rozmów z osobami, o których nawet nie słyszałam. Do Krakowa niestety po raz kolejny nie dotarłam, choć chciałam pojawić się na Conrad Festival i Targach. Może w przyszłym roku.

Jeśli chodzi o liczby, które tak nami rządzą, to przeczytałam 58 książek. Dla mnie to dużo, choć niektórzy stwierdzą, że to tyle co nic. Nie jestem do końca pewna, czy zapisałam wszystkie tytuły. Wiele z lektur, które poznałam nie pojawiło się na blogu. Czasami po prostu zabrakło mi czasu, ale nadrobię to niebawem, inne odpuszczę, bo nie mam za wiele do powiedzenia na ich temat. Poniżej jednak zamieszczam kilka słów o tytułach, które były dla mnie ważne i tych, które mnie rozczarowały.






Najlepsze książki 2019 roku (podaję w kolejności czytania)

1. Georgi Gospodinow "Fizyka smutku" - Intrygująca książka, która z poezji przechodzi w prozę i z powrotem. Urzeka tajemniczym klimatem, smutkiem, nostalgią i mitycznym akcentem.

2. Filip Zawada "Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek" - Pełna ironii i czarnego humoru powieść o tym jak życie potrafi dawać człowiekowi kopniaki, czyniąc z małego dziecka dorosłego wyciągającego zaskakująco dojrzałe i inteligentne wnioski.

3. Maria Paszyńska "Owoc granatu. Świat w płomieniach" - Wpisuję trzeci tom, choć opinia dotyczy całości serii. Piękna a zarazem przerażająca opowieść o tym jak żyje się z traumą, łata się własne serce, zasklepia a czasami wręcz posypuje solą rany. Ponadczasowa historia o tym, kim jesteśmy, w której znajdujemy odpowiedzi na rodzące się w nas pytania, często te, których nie mamy odwagi zadać. A jeśli ktoś zapyta mnie o mój ulubiony tom, niezmiennie jest to "Kraina snów".

4. ks. Grzegorz Strzelczyk "Kościół niełatwa miłość" - O tej książce jeszcze nie pisałam. Jeśli jednak lubicie literaturę religijną i nie do końca rozumiecie, czemu dziś dzieje się tak a nie inaczej to pozycja dla Was. Napisana szczerze i prostym językiem pigułka wiedzy o tym jak wygląda historia Kościoła.

5. Radka Denemarkova "Przyczynek do historii radości" - Niech nie zmyli Was tytuł, bo nie znajdziecie w tej książce prostej opowiastki o tym, co daje radość. To lektura, która siedzi we mnie mocno od dobrych kilku miesięcy, która wręcz pazurami wbiła się w moje serce. Brutalna, ciężka, bolesna opowieść o tym co świat robi z kobietami.

6. Mirosław Wlekły "Raban! O Kościele nie z tej ziemi" - Ta książka jest po prostu niesamowita i nie rozumiem, dlaczego tak bardzo boimy się o niej mówić. Autor przedstawia proste, trudne, ale piękne oblicze Kościoła, który wychodzi do ludzi, burzy podziały, łamie stereotypy. Który wymyka się ze sztywnych ram. O takim Kościele marzy papież Franciszek, do takiego musimy dorosnąć.

7. Tomek Michniewicz "Chrobot" - Trzeba przyznać, że do opisania historii ludzi, którymi praktycznie nikt, by się nie zainteresował, tak że pochłania się kolejne strony, niewątpliwie trzeba mieć talent. Opowieść o 7 osobach z różnych kontynentów, diametralnie różniących się od siebie, ale na pierwszy rzut oka niewyróżniających się niczym. Ta książka to nauka dla każdego, żeby doceniać swoje życie i cieszyć się z tego, co mamy.

8. ks. Grzegrz Kramer, Karolina Korwin-Piotrowska "#wrzenie" - Zakończenie roku i lektura, która dostarczyła mi wiele sprzecznych emocji. Mam zastrzeżenia co do sposobu zadawania wielu pytań, choć są one niezwykle ważne i cieszę się, że ktoś w końcu je zadał, a ks. Kramer podjął się odpowiedzi. To prawdziwa wyprawa przez współczesne problemy Kościoła ze szczerością i pokazaniem tego, że nie możemy patrzeć na całość jedynie przez pryzmat kilku osób. Kolejna książka dająca mocno do myślenia i dostarczająca listę filmów i tekstów, z którymi warto się zapoznać oraz tematów do dyskusji.



Największe rozczarowania 2019 roku:

1. Robert Seethaler "Trafikant" - Ta książka absolutnie nie jest zła! Jest dobra, polubiłam ją, a jednocześnie stała się rozczarowaniem z jednego względu - kompletnie nie umywa się do genialnego i poruszającego "Całego życia". Czekałam na kolejną publikację Seethalera jak spragniony na wodę. Dostałam jednak zaledwie kilka kropel.

2. Marta Guzowska "Raj" - To miała być elektryzująca i wciągająca lektura. Niestety żadna z obietnic się nie spełniła. Irytujący bohaterowie, brak głębi psychologicznej, powtarzalność, schematyczność. Pomysł był, ale realizacja nie wypaliła.

3. Jamie Quatro "Kazanie ognia" - Kolejny niewypał. Miało być przełamywanie tabu, uwikłanie w wyrzuty sumienia, dobra psychologia. W zamian za to dostałam dziwną, średniej jakości opowiastkę o niezdecydowanej kobiecie niezadowolonej z własnego życia, które sama sobie wybrała z paradoksalnie brzmiących pobudek. Niezrozumiałe decyzje bohaterki, jej dziwna religijność i niezdecydowanie jedynie irytowały. Miało być niewiarygodnie dobrze, a wyszło męcząco.

4. Frida Nilsson "Hedwiga i lato ze Sznyclem" - Przyznam, że chyba nigdy w życiu nie widziałam takiej książki dla dzieci. Zastanawiam się, co kierowało autorką, żeby ją napisać. Rozumiem, że życie jest brutalne i nie powinno się okłamywać dzieci, ale takie uświadamianie to lekka przesada. Śmierć bliskiej osoby, która wywołuje kłótnie o kosztowności po zmarłej, zajadanie smutków i twierdzenie, że bycie grubym jest wstrętne, usprawiedliwianie własnego łakomstwa genetyką, dziwne opisy sąsiada "narkomana", który je robaki i wyładowywanie frustracji groźbami telefonicznymi, to aż za dużo. Wybaczcie, ale wydaje mi się, że dzieci obejdą się bez tego. Nasz świat nie jest bajkowy, ale wprowadzać do niego można dzieci w dużo lepszy sposób.


Jak będzie czytelniczo w 2020 roku? Sama jestem tego ciekawa.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz