piątek, 24 maja 2019

Maria Paszyńska "Owoc granatu. Świat w płomieniach"



"- Akurat o naszych losach zadecydowano za nas... - wymamrotała niechętnie.
- Nie - odparła stanowczo Szirin. - Zadecydowano o miejscu, w którym przyjdzie wam żyć, i okolicznościach waszego funkcjonowania, lecz nikt nie może za was podjąć najważniejszej decyzji: w jaki sposób przeżyjecie to życie, jakkolwiek trudne by było." - s. 120

Są książki, które na zawsze pozostają w nas. Możemy nie pamiętać dokładnie całej fabuły. Potrafić nakreślić jedynie jej zarys, ale nie sposób zapomnieć emocji, które w nas wzbudziła. To właśnie fakt, że zapadła głęboko w serce, zapisała się emocjami w duszy, świadczy o jej sile i niezwykłości. Bo doskonale przecież wiemy, że takie niezatarte wrażenie, którym chcemy dzielić się z innymi, pozostawiają jedynie wyjątkowe historie. 

Może minąć wiele lat nim człowiek zda sobie sprawę z tego, jak ułożył sobie życie. Gdy z perspektywy dojrzałej już osoby zacznie rozumieć dokonane wybory i ich konsekwencje. Elżbieta i Stefania są już w kwiecie wieku. Każda z nich obrała swoją drogę i starała się zbudować najlepsze życie, jak tylko mogła. I choć ich uroda nie straciła nic ze swojej niezwykłości, więcej nawet, wydają się piękniejsze niż kiedykolwiek, wewnętrznie nadal zmagają się z demonami przeszłości. Wydarzenia, które naznaczyły w ich duszach swoje piętno, dają o sobie znać. Wracają w najmniej spodziewanych momentach. Burzą kruchą stabilizację. Walka z doznaną traumą to jednak tylko jeden problem. Świat znów staje w płomieniach. Odzyskany spokój jest jedynie iluzją w perspektywie nadciągającej rewolucji. Dążenia niepodległościowe Irańczyków przywołują wspomnienia i koszmary młodości, o których chciałoby się zapomnieć. Historia zatacza koło, a w duszach bohaterów znów budzi się ciemność i lęk.

Pragnienia serca potrafią być przeróżne. Czasami to, czego chce się najbardziej, wcale nie jest gwarantem szczęścia. Jakby na przekór namiętnościom i żądzom życie daje zupełnie coś innego, niż można by oczekiwać. Przewrotność losu jest trudna do zrozumienia. Doskonale widać to na przykładzie losów bohaterów trzeciego tomu serii "Owoc granatu". Tym razem autorka skupia się na psychologii postaci. Pozwala zrozumieć ich motywacje, pragnienia, kompleksy. Opowiada o niezagojonych ranach, dręczących koszmarach i zwykłej szarej, ale dobrej codzienności, w której przychodzi im zmagać się z doznanymi krzywdami i traumami. Maria Paszyńska niezwykle dokładnie i poetycko zagłębia się w duszę swoich bohaterów, pozwalając czytelnikom zrozumieć podjęte decyzje, odnajdywać źródło ich niedoskonałości, lęków, emocji. Kreśli obraz miłości niespełnionej i nieszczęśliwej. Tej, która szuka zapomnienia lub choćby namiastki wypełnienia zrodzonej pustki i straty. Opisuje także najpiękniejsze, wyzbyte egoizmu, czyste i szczere uczucie. Relację niemal nieistniejącą, opartą na poświęceniu i dobru ukochanej osoby.



Zaprasza czytelnika do pachnącego przyprawami, dobrym jedzeniem i przepełnionego ciepłem domowego ogniska Iranu. Miasta, w którym można odnieść sukces, ale i być kimś obcym mimo spędzonych w nim lat. Słonecznej krainy, gdzie zdarzają się historie jest jak z bajki, ale i kraju, w którym przemoc wobec kobiet to nic niezwykłego. Więcej nawet, w którym o złych rzeczach uparcie się milczy i tai się je przed rodziną.

"Na zgliszczach wielkich marzeń zwykle jako ostatnie tlą się rozpacz i złość. Pytanie, czy obie zgasną, czy iskra z któregoś zaprószy kolejny pożar (...)." - s. 292

Razem z bohaterami zmienia się także świat. Wędruję po historii Iranu lekko dotykając najważniejszych wydarzeń, mających miejsce w latach 60-tych i 70-tych XX wieku. Poprzez rozmowy Elżbiety z Mehrdadem wnikam w dwa odmienne sposoby patrzenia na rzeczywistość. Widzę ją oczami Europejki i Irańczyka. Ta bardziej polityczno-historyczna część powieści, jest jednocześnie swoistą przypowieścią o człowieku, jego dążeniach, namiętnościach, planach. Iskrach, które padłszy na podatny grunt, zajmują ogniem ogromny obszar. Pisarka tworzy uniwersalny obraz ludzkich poczynań i reakcji. Szerzącego się łańcucha zła, zawłaszczającego po cichu całe społeczeństwo. Jestem świadkiem rodzącego się niebezpieczeństwa, obracania się ideałów w perzynę. Wykorzystywania szlachetnych zamysłów do złych celów. Nachodzą mnie gorzkie myśli.


"Owoc granatu. Świat w płomieniach" to podróż w głąb serc i dusz bohaterów. Powolne analizowanie tego, co zrodziło się w i między postaciami. To opowieść o spełnionych marzeniach, które rozbijają się o fale rzeczywistości, zaskoczeniu dobrem drugiego człowieka. Miłości tak silnej, że godzącej się na wszystko w imię dobra drugiej osoby. Złych decyzjach podjętych pod wpływem chwili a właściwiej byłoby rzec, rekompensujących poniesione straty. To przepięknie napisana przypowieść o człowieku, jego, wątpliwościach, marzeniach, pragnieniach i tragających nim sprzecznych uczuciach. Nowa książka Marii Paszyńskiej stanowi także pełną mądrości opowieść o budzącej się sile i dobrych ideach, które obracają się przeciwko głoszącym je wizjonerom. W końcu zaś to rzecz o ciemności, zamykającej się w słowie rewolucja, budzących się demonach i ludziach z przeszłością. Pisana poetyckim, pełnym ciepła a gdy trzeba dosadności językiem książka pełna jest fragmentów, nad którymi trzeba się zatrzymać. Kontemplować, zdumiewać się nad trafnością spostrzeżeń. Maria Paszyńska snuje opowieść o splątanych ze sobą ludzkich losach. Z wnikliwością najlepszego obserwatora prezentuje poczynania postaci, nie poprzestając jednak na tym. Skupia się na złożonych  mechanizmach historycznych i szuka odpowiedzi, skąd rodzi się w nas dobro i zło.

Z książkami Marii Paszyńskiej jest tak, że od pierwszej strony czuję jakbym siedziała obok najlepszego gawędziarza. Mistrza snucia opowieści. Tego, wokół którego niegdyś gromadziły się tłumy. Towarzyszy mi wewnętrzne ciepło, spowija nieco senna baśniowa atmosfera, jakbym znów miała kilka lat a ktoś bliski opowiadał mi niezwykle porywającą i przejmującą historię. Otwierał przede mną kolejne, nieznane mi rzeczywistości z wrodzoną gracją, taktem, poetycko i niezwykle emocjonalnie. Płynę przez kolejne strony, urzeczona pięknym, plastycznym stylem i językiem, polszczyzną, za którą tęsknią poloniści, cudowną głębią postaci. Spaceruję po mocno wewnętrznej historii i nie chcę kończyć. Ociągam się z czytaniem jak mogę . Dozuję sobie po kilka stron, czasami tylko patrzę na książkę. Nie mam potrzeby natychmiastowego skończenia powieści. Chcę przeżywać ją w pełni, roztrząsać, rozsmakowywać się, rozumieć. Być może dojrzałam? Wiem jedno. Nie chcę opuszczać tego świata. Mimo trudnych doświadczeń i momentami mało optymistycznej akcji, czuję się tu dobrze. Chcę jak najdłużej smakować język, poznawać zakamarki duszy bohaterów, być zaskakiwana. Najbardziej jednak pragnę zachować odczucie, że autorka kreśli swoisty poemat o człowieku. Taki dzięki któremu wiem, że jestem rozumiana, że ktoś czyta w moim sercu, zadaje sobie podobne pytania, szuka bliskich mi ideałów i wartości. Że po drugiej stronie tekstu jest ktoś, kto pozwala mi spojrzeć szerzej i głębiej - zarówno na sam aspekt języka i historii jak i na sferę idei. Czasami mam wrażenie, że wyczerpałam już wszystkie stwierdzenia, którymi mogłabym opisać prozę Marii Paszyńskiej. Powtarzam się z moimi zachwytami, ale nikt z pisarzy nie jest mi obecnie tak bliski jak autorka serii "Owoc granatu". Jestem w mojej literackiej przystani, moim domu. Nie trzeba niczego więcej.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Książnica. 

Maria Paszyńska, Owoc granatu. Świat w płomieniach, wyd. Książnica, Poznań 2019. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz