piątek, 29 kwietnia 2016

Nim nadejdzie burza - Maria Paszyńska "Gonitwa chmur"



„Narzucał się im, chcąc ich chronić, pewny, że może wyprostować ich ścieżki. Oni zaś wprawdzie wysłuchiwali jego rad, ale i tak wybierali własne drogi. Tak było z Janem i tak było również teraz z Esterą. Każde żyje osobno, tak jak tu, na Nalewkach, gdzie na morze ludzi składały się pojedyncze kropelki handlarzy, woźniców, przekupek, pucybutów, woziwodów, szczotkarzy, szewców, krawców, lalkarzy, dzieci. Podobnie jest w przyjaźni, miłości, w rodzinie, choć ludzie tworzą całość, zespojoną uczuciem, lojalnością, wiernością, to jednak każdy dokonuje własnych wyborów, sam decyduje o kolejnym kroku. Sam też musi zapłacić cenę za potknięcie”. – s. 204-205.


Lubię czytać, jestem 37. W zasadzie to uwielbiam czytać, nie tylko dlatego, że to relaksuje, pobudza szare komórki, że czytając możesz być kim chcesz. Książki pozwalają żyć wielokrotnie, a nade wszystko zagłębiać się w historie, uczyć. Pokazują prawdę o ludziach, skłaniają do refleksji, wzbogacają. Są takie, które umilają czas oraz te, które przeżywa się głęboko pod względem treści i formy. Takich perełek nie ma jakiegoś morza, ale nie można powiedzieć, by było ich mało. Są, istnieją, wystarczy je odnaleźć, a wtedy zaczyna się piękna podróż.

Warszawski niebotyk” zakończył się masą pytań w mojej głowie. Czekałam z niecierpliwością na dalszy ciąg losów bohaterów, których ogromnie polubiłam. Gdy więc dostałam w swoje ręce „Gonitwę chmur” po prostu rzuciłam się na nią i pożarłam ją w ekspresowym jak na mnie tempie. Bracia Zasławscy rozdzielili się. Każdy z nich poszedł w swoją stronę. Jan z Berkiem udali się do Niemiec, gdzie atmosfera staje się coraz gorsza. To już nie tylko marazm Jana, który żyje w swoim świecie, ale okrutne hasła Hitlera, dzielące ludzi na lepszych i gorszych. Andrzej poświęca cały swój czas projektowaniu oraz rodzinie, choć śmiało można powiedzieć, że żyje pasją. Praca przy tworzeniu nowego oblicza stolicy, to nie sposób utrzymania, ale życiowa misja, jego powołanie, które nieco nadszarpuje nerwy Joanny. Ona zaś wkracza w nowy dla siebie świat. Rozpoczyna pracę, jest matką, w końcu zaś działaczką. Tadeusz realizuje marzenie o poprowadzeniu polskiej drużyny do wygranej w zbliżającej się olimpiadzie. Wojtek i Klara starają się podnieść po tragedii, która na zawsze zmieniła ich życie. Na kartach pojawiają się również nowi bohaterowie, jak choćby rodzina Rakowskich, która odegra znaczącą rolę w opowiadanej historii. Pola poznaje nowe blaski i cienie życia, a Estera staje przed wyborem, który zaważy na całej jej przyszłości.

Kolejna książka Marii Paszyńskiej opowiada o zbierających się nad bohaterami chmurach. Nie chodzi tylko o historyczno-polityczną zawieruchę, ale o życiowe burze. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów. Stawia ich przed trudnymi wyzwaniami i dotkliwymi problemami. Konfrontuje ich dość sielskie, dziecięce i młodzieńcze życie z nieraz gorzką dorosłością, wypełnioną nie tyle obowiązkami, co trudnościami, tragediami i wyborami życiowymi. Pokazuje jak nieraz ciężko zrozumieć i dotrzeć do ukochanych osób, mimo wielkiej miłości. Jak ból i strach potrafią przysłonić, zdawałoby się, logiczne myślenie. Wychodzenie z życiowych zakrętów jest tu dogłębnie szczere. Nic nie mija, ot tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Młodzi uczą się od starszych, pomagają sobie. Czasami dla dobra rodziny i przyjaciół, kryją własne smutki i problemy. Starają się brać całkowitą odpowiedzialność za wybory i szukać najlepszych dróg, choć wcale nie jest to łatwe. Uczucia mieszają się ze sobą, marzenia zderzają z rzeczywistością, czasem pozytywnie zaskakując a niekiedy przyprawiając o łzy. Do tego atmosfera lat 30-tych XX wieku, niesamowita!

Mam problem, gdyż cokolwiek napiszę, mam wrażenie, że nie oddam wszystkiego, co chciałabym wyrazić w związku z twórczością autorki. Ogromnie podoba mi się wielowątkowość tej powieści. Portretowanie bohaterów z różnych światów, ukazywanie ich emocji, drogi życiowej, sposobów myślenia, działania. Każda postać jest inna, indywidualna, oryginalna. Lepiej poznajemy poboczne dotąd persony i nowe osobistości, które kontrastują i uzupełniają znany z pierwszej części świat. Jednych się kocha, innych nie znosi, ale nie można przejść obok nich obojętnie. Maria Paszyńska jest czarodziejką słowa w najwyższym stopniu. Tworzy niesamowite, namacalne wręcz opisy, z wielkim uczuciem dopieszcza najdrobniejsze nawet szczegóły, buduje idealny klimat powieści, która pochłania czytelnika bez reszty. Jest mało książek, które potrafią aż tak zawładnąć sercem, w które wchodzi się bez najmniejszego trudu, przenosząc się do innej rzeczywistości. Przepiękny styl i język łączą się tutaj ze wspaniałą treścią. Po raz kolejny zagłębiając się w historię Zasławskich, Starczewskich, Steinów zastanawiałam się, jak to możliwe, by tak młoda kobieta pisała w taki sposób? „Gonitwa chmur” jest lepsza niż „Warszawski niebotyk” a jak wspominałam w recenzji pierwszej książki, autorka zaprezentowała tam niezwykłą dbałość o każdy aspekt powieści, przywołując skojarzenia z mistrzami literatury pozytywistycznej i naturalistycznej. Tu poszła o krok dalej, podnosząc poziom jeszcze wyżej. Jestem głęboko poruszona i pełna uznania dla autorki, która zawładnęła moim czytelniczym i polonistycznym sercem. Wiążę ogromne nadzieje z kolejnymi książkami, gdyż obecnie jestem oczarowana, zachwycona i śmiało mogę powiedzieć, że Pani Maria Paszyńska wskoczyła na szczyt mojej listy najlepszych autorów. Chylę czoło i niecierpliwie czekam na kolejne powieści z tą niezwykłą i przejmującą atmosferą, prawdziwe literackie cudeńka, które koniecznie trzeba poznać i przeczytać!!!


Już koniec? Smutno :(


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona*.



Maria Paszyńska, Gonitwa chmur, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 


* klikając powyżej w nazwę wydawnictwa i tytuł powieści przeniesiecie się na stronę Czwartej Strony :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz