poniedziałek, 9 lutego 2015

O jedną tragedię za wiele – Barbara Kosmowska „Gorzko”


„Życie nie może być przecież aż tak okrutne, by odzierać z nas miłość do ostatniej nitki rozpaczy. Nie chcę pozostać sama, z wilkami. Wprawdzie bardzo się zmieniły, stępiałby im zęby i apetyt. Leniwe i rozpieszczone jak mopsy, leżą u moich stóp, kudłate zabawki, liniejące i ogłupiałe od ostatnich upałów. Ale wilki to wilki”. – s.232


   
   Każdy z nas marzy o świetlanej przyszłości. Czasem udaje nam się spełnić większość naszych marzeń, nieraz jedynie ich część. Są jednak osoby, którym życie idzie jak po grudzie. Świat z jakichś niewyjaśnionych przyczyn jest dla nich wrogiem. Niebo sypie się im na głowę, los stale rzuca pod nogi jakieś kłody, a ludzie odwracają się lub odchodzą. Słowem fatum, jakby wszystkie siły na ziemi i niebie sprzysięgły się przeciwko człowiekowi, który nie potrafi zrozumieć tego stanu rzeczy. Czy to faktycznie permanentny pech czy raczej owoc jednej źle podjętej decyzji, która pociąga za sobą kolejne katastrofalne skutki? Czasami sama się nad tym zastanawiam, gdy słyszę o nieszczęściach, jakie spotykają innych. Ostatnio przemyślenia takie dopadły mnie podczas lektury „Gorzko”.

   Teresa mieszka w zabitym dechami miasteczku, w obskurnym bloku ze zbyt ciasnym mieszkaniem, w którym miejsca nie starcza na nic. Matka, skupiona na narzekaniu, siostry nieaniołki zapatrzone w siebie i pragnące być podziwianymi, ojciec nieustannie grzebiący przy komarze, cichy, niewidoczny, nieobecny. Wszystko szare, pospolite, bez cienia koloru, ciepła, nadziei. Jedynym promieniem słońca w tym depresyjnym miejscu zdaje się babka bohaterki, Olga Dobrzycka. Kobieta pełna klasy, rozczarowana córką, która zamiast dążyć do odzyskania rodowego bogactwa, popełniła mezalians z niejakim Koprem, czego staruszka nie może jej wybaczyć. 
   W takim to otoczeniu żyje Teresa. Dziewczyna jest rozerwana pomiędzy domem, w którym choć rodzice nie są źli, wieje chłodem i odnosi się wrażenie, że każdy zajmuje się swoimi sprawami, nie zaprzątając sobie głowy innymi członkami rodziny, a właściwie ich problemami oraz mieszkaniem na Słonecznej, gdzie zawsze czeka na nią babka. To właśnie seniorka jest powiernicą myśli Teresy, najbliższą jej osobą w rodzinie. Opowieści kobiety o starym domu, bracie, matce, dawnych dziejach, choć skąpe, są smaczkiem książki. To właśnie te historie uzmysławiają, że poza Dobrzycką nikt w rodzinie nie ma korzeni, do których chciałby powracać, nie jest ze sobą związany.
   Z marazmu, małomiasteczkowej mentalności ludzi żyjących plotkami, potrafiących wziąć kogoś na języki z byle powodu, braku perspektyw na lepsze jutro bohaterka wyrywa się dzięki stypendium sportowemu. Wyjeżdża na studia do miasta, pragnie zostać nauczycielką wychowania fizycznego, udowodnić sobie i innym, że jest lepsza, że może zmienić swoje życie. Trzeba przyznać, że ciężko pracuje i na szansę, jaką dostaje i na utrzymanie się na roku. Zaprzyjaźnia się z dwoma współlokatorkami, Lidką i Lucyną. Pierwsza z nich również szuka szczęścia w mieście, pragnie wyrwać się z domu, w którym rządzi alkohol. Z kart książki wyłania się ciężki los dziewczyny, która zajmuje się rodzeństwem, nie zna prawdziwego domowego ciepła i bezpieczeństwa. To właśnie bieda i obojętność rodziców są motorem do ciężkiej pracy, dzięki której kolejną bohaterkę powieści ma czekać lepszy los. Od dziewcząt nieco odstaje Lucyna. Co prawda mieszka w jednym z tych miejsc, gdzie diabeł mówi dobranoc, ale ma całkiem normalną rodzinę. Jest pobożna, dobra, bardzo zagadkowa i powiem szczerze, że to właśnie ona była dla mnie najbardziej żywą postacią powieści. Z jednej strony delikatna, cicha, z drugiej odważna, kobieca. Lucyna o wielu twarzach, rzec by można.
   Studiowanie, snucie marzeń o przyszłej pracy, szukanie drugiej połówki, akcja powieści powoli się rozkręca. Teresa niczym kopciuszek trafia do bajki. Poznaje Piotra, koszykarza, który gra dla drużyny narodowej. Dostaje drogie prezenty, układa sobie życie z ukochanym, ma to o czym inni tylko mogą marzyć, ale nie jest szczęśliwa. Na jej uczucia już od początku powieści cieniem rzuca się nieodwzajemniona miłość Adama, która wielokrotnie będzie wpływać na decyzje dziewczyny. Jedyną ostoją kobiety jest babcia oraz koleżanki. Dziewczęta powoli poznają siebie, stają się coraz bardziej otwarte, zaprzyjaźniają się. Dzielą się swoimi sukcesami i porażkami, planami na przyszłość. Spędzają niedzielne wieczory przy Białym Mazurze i pomagają sobie nawzajem.
   Wraz z rozwojem akcji wszystko zdaje się iść ku gorszemu. Problemy miłosne, śmierć, porzucanie własnych marzeń, rodzinne zawirowania, choroby, a wszystko to na tle walki o wolność w powojennej Polsce. Troski i cierpienia nie omijają żadnej z bohaterek. Zagłębiając się w lekturę co rusz piętrzą się nieszczęścia i trudności. Tak jakby dziewczyny przyciągały katastrofy niczym magnes. I nawet, gdy wszystko zaczyna się układać, nie jest się spokojnym, bo licho nie śpi…, a wilki stale wracają.
   „Gorzko” to książka poruszająca wiele trudnych tematów. Powieść życiowa z prostą fabułą, jednak zagęszczenie nieszczęść na jednego bohatera jest przerażające. Przyznam jednak, że w życiu czasami tak się zdarza. Bywają chude lata, gdy nijak nie chce się układać i gdy czeka się na coś dobrego. Ważne, że bohaterki nie są bierne, starają się wyrwać z domu, zapewnić sobie życie, o którym marzyły, stworzyć perspektywy na lepszą przyszłość. Walczą, jednak nie zawsze podejmują właściwe decyzje i to zdaje się decydować o ich dalszym losie. Nie pomagają nawet wizyty u wróżki. Jakaś niewidzialna siłą pcha je ku nieszczęściu, któremu na imię samotność, odrzucenie, alkoholizm, szaleństwo. Czy Teresa, Lidka i Lucyna podniosą się ze swoich upadków, otrzepią i odważnie staną do kolejnej walki z losem? Tego nie zdradzę. Powiem tylko, że tytuł książki jest bardzo adekwatny do treści, gdyż autorka doskonale pokazuje jak gorzkie i skomplikowane może być życie, jakimi marionetkami możemy się stać, jak uciekamy przed czymś, co i tak może nas dopaść.
   Wyznam szczerze, że ciężko mi ocenić książkę Barbary Kosmowskiej. Na pewno nie jest to lekka lektura ze względu na treść, choć gdyby autorka głębiej wniknęła w psychikę bohaterów, z pewnością stałaby się lekturą naprawdę ciężkiego kalibru.  Jest to głęboko realistyczna, pełna gorzkich tematów, cierpienia i nieszczęść powieść z elementami symbolicznymi. Historia o trudnym życiu, ucieczce ze złej przeszłości do ciemnej przyszłości. Samo miasto, do którego przybywają bohaterki jawi się jako znany z literatury, przynoszący jedynie ból i pochłaniający wszystkich, twór pełen zła. Czytałam "Gorzko" z zaciekawieniem, co też wydarzy się u bohaterów, ale i z rosnącym przygnębieniem i zdenerwowanie, "ileż można!?!". I miałam mieszane uczucia…, zbyt dużo nieszczęść jak na jednego człowieka, szczerość do bólu  i ciemne barwy tej historii sprawiają, że nie jest to powieść dla wszystkich. 


Barbara Kosmowska, Gorzko, wyd. W.A.B., wyd. I, Warszawa 2014. 

1 komentarz: