niedziela, 6 maja 2018

Monika Milewska "Latawiec z betonu"




"Wiatr też był jego dziełem. Zrodził się z falowca, z ogromnej bryły, która przecięła powietrze. Blok zagrodził wiatrowi drogę, więc wiatr wpadł w złość i z całym impetem uderzał w betonowe galerie, aż spiętrzył na nich fale. I odtąd byli nierozdzielną parą: falowiec i wiatr, który już na stałe zamieszkał na galeriach i w przejściach pod budynkiem, gdzie zrywał kapelusze nieostrożnym przechodniom." - s. 25

Gdański falowiec to swoista legenda nie tylko architektoniczna, ale i społeczna. Jeden z najdłuższych budynków mierzący 860 metrów, ukształtowany jak fale morza, osiągnięcie socjalizmu, które miało łączyć wszystkie klasy społeczne. W 1790 mieszkaniach mieli żyć obok siebie chłopi, robotnicy, inteligencja, tworząc sąsiedzkie relacje i jedno wielkie szczęśliwe społeczeństwo. Rzeczywistość jednak potoczyła się swoim torem, a o falowcu i jego mieszkańcach zaczęły krążyć legendy. 


Projektant falowca to idealny człowiek czasu socjalizmu - oddany pracy, wielokrotnie nagradzany za pomysły i podejście, które jemu przysparzają chwały, innym zaś problemów, prowadzący współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Jednym słowem właściwy człowiek na właściwym miejscu. Zafascynowany swoim dziełem, które jest niejako pomnikiem jego życia, nie widzi tego, co dzieje się dookoła, ale do czasu. Podczas urlopu, w falowcu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. A to z balkonu wystaje łeb krowy, a to w telewizorze pojawia się człowiek w ubraniu papieża, nawet sam wygląd budynku się zmienia. Wędrując przez kolejne klatki inżynier zakrzywia czas. Przenosi się w przyszłość, by poznać losy swojego kraju, odczuć na własnej skórze, że socjalizm nie jest umiłowanym ustrojem, w końcu usłyszeć, co ludzie tak naprawdę myślą o jego dziele. Trudno bowiem o pochwały, gdy mieszkania są niewiele większe od pomieszczeń socjalnych, sufity często stykają się z głowami lokatorów, wszyscy mogą zaglądać sobie w okna, a całość sprawia wrażenie przytłaczającego molochu, który nie wytrzyma próby czasu. Do tego wszystkiego te dziwne zdarzenia, które nie mieszczą się bohaterowi w głowie. 

Monika Milewska opowiada historię na poły prawdziwą na poły fantastyczną. Pozwala podróżować inżynierowi w czasie i poznawać przemiany społeczne, ustrojowe, gospodarcze. Każe mu się również skonfrontować nie tylko z własnymi wyborami, ale również z oddaniem władzy. Bohater styka się z przedstawicielami różnych grup społecznych począwszy od chłopstwa na inteligentach skończywszy. Rozmawia z nimi, próbując zrozumieć, co dzieje się w przyszłości, jak ludzie starają się wyzwolić z pętającego ich ustroju, zbudować lepsze jutro. Snuje refleksje nad własną samotnością, utratą rodziny, która była mniej ważna od pracy, skutkami, które wywołały jego czyny. Autorka nie szczędzi bohaterowi gorzkich słów, przygnębiających konstatacji, pokazywania ograniczoności jego myślenia. Wyraźnie akcentuje wszystkie cechy jego charakteru, które wywołują w czytelniku całą paletę emocji począwszy od gniewu, sprzeciwu, przez niedowierzanie w rozgrzeszanie się, które przychodzi mu wyjątkowo łatwo, po leciutką sympatię, gdy pokazuje bardziej ludzie oblicze i pobłażliwość związaną z jego dziecięcym podejściem do świata. Źródłem humoru w powieści jest zadziwienie tym, co dla czytelnika jest całkiem normalne, a co szokuje bohatera i budzi jego niezrozumienie. Dodatkowym smaczkiem książki jest to, że istnieją różne wariacje przyszłości, nie ma jednej niepodważalnej wersji tego, jak potoczy się życie. Wszystko jest możliwe, losy bohaterów pozostają otwarte, a jutro to szansa, która może zostać wykorzystana lub zmarnowana. Wędrówki odbywane przez inżyniera stają się okazją do przemyślenia swojego postępowania, wyciągnięcia wniosków z egoizmu, którym się kieruje. Projektant falowca dostaje szansę poszerzenia horyzontów, przekonania się jak to, co robi wpływa na drugiego człowieka, jak może doprowadzić do tragedii. Czy z tego skorzysta? O tym musicie przekonać się sami. Dla mnie "Latawiec z betonu" to krótka, ale pełna refleksji książka, która z jednej strony pokazuje świat komunistycznych paradoksów, przemian społecznych oraz naszej teraźniejszości, z drugiej uniwersalne wartości, którymi powinniśmy się kierować. Co jednak ważniejsze to podróż w świat ludzkiego sumienia, czynów i słów, które mają moc sprawczą, nie są rzucane na wiatr, ale wywołują określone skutki. Zaczynałam czytać tę książkę bardziej jako ciekawostkę i przykład literatury realizmu magicznego, ale z każdą kolejną stroną przekonywałam się, że to coś znacznie więcej. Pod nieco humorystyczną, nieco ironiczną i napisaną świetnym językiem treścią kryje się dużo mądrości, choćby pytania, które dotyczą każdego człowieka. 

Fragment książki do przeczytania TU.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM

Monika Milewska, Latawiec z betonu, wyd. WAM, Kraków 2018.





"Latawiec z betonu" został wydany w ramach nowej marki Wydawnictwa WAM. Mando to projekt, który obejmuje beletrystykę, literaturę faktu, książki dla dzieci, biografie oraz książki będące połączeniem różnych gatunków. Po lekturze fragmentów różnych książek wydanych właśnie pod marką Mando mogę śmiało stwierdzić, że zapowiada się literacka uczta :)


2 komentarze:

  1. Książka jest już ma mojej liście lektur, więc pewnie niebawem ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest niebanalna. Czyta się ją szybko, ale potem przychodzi refleksja a czasami już w trakcie lektury. Pomysł świetny a bohaterowie wywołujący przeróżne emocje są naprawdę dobrze nakreśleni, bez zbędnych szczegółów. Daj znać po lekturze, czy Ci się podobała. Pozdrawiam :)

      Usuń