niedziela, 14 lutego 2016

Zdążyć na czas - Joanna Opiat-Bojarska "Gra pozorów"


 przedpremierowo :-)

„Trzask drzwi znowu przerywa ciszę. Kobieta podskakuje na łóżku. Niechętnie odzyskuje przytomność. Przeciera oczy, wytęża słuch. Jest sama, ale w jej pamięci majaczą męskie krzyki:-Oszukiwał cię! Zdradzał! Narażał na niebezpieczeństwo! Przestań go chronić! Słyszysz? Mów! Mów, gdzie to jest!Tym razem kobieta nie wstaje z łóżka. Nie ma siły. Kiedy ma zamknięte oczy, świat wiruje wokół niej. Kiedy je otwiera, jest jeszcze gorzej. Wiruje też dająca niewiele światła żarówka i ogromna twarz Gabriela.
Kobieta nie chce, by jej oprawca wrócił. Nie wie, czego od niej chce i czy kiedykolwiek ją wypuści”. – s. 104



Wydawało się, że nie minęło wiele czasu. Aleksandra Wilk ocknęła się w samochodzie, w jakimś nieznanym jej miejscu. Potwornie bolała ją głowa, ale cóż, jej życie było zbyt zwariowane i zabiegane, by zbytnio przejmować się takimi szczegółami. Rok temu straciła męża, a nagranie z jego zabójstwa widziała cała Polska. Nie miała pojęcia, ani czemu do tego doszło, ani co stało się z ciałem. Miejsce zbrodni ewidentnie sugerowało, że Gabriel wykrwawił się na śmierć. Firmę małżonka przejęła jego siostra. Od tego czasu kobieta musiała radzić sobie sama. Wychowywała dwójkę dzieci – Weronikę i Kubę sama, pracowała w szpitalu i prywatnym gabinecie psychologicznym i starała się poskładać rzeczywistość na nowo. Wzięła tabletki na ból głowy i pojechała do pracy. Była przemęczona, straciła poczucie czasu (nie po raz pierwszy w życiu), ale żeby tak od razu robić aferę za małe spóźnienie?

Tymczasem okazuje się, że lekarka była nieobecna nie kilka godzin, ale zniknęła na tydzień. Początkowo nie ma pojęcia, co się z nią działo, jednak tajemniczy sms, nakazuje jej zachować czujność. Okłamuje policję, odkrywa na ręce ślady po wkłuciach i podejmuje decyzję, że sama rozwiąże zagadkę dziury czasowej, która pojawiła się w jej życiu. Niech tylko upora się ze sprawami zawodowymi, odbierze dzieci i trochę odpocznie... Powoli wracają okruchy wspomnień. Ktoś uprowadził ją i przetrzymywał wbrew jej woli. Przerażenie stopniowo narasta. Kim jest ta osoba? Czego od niej chciała? Co zrobiła? Aleksandra gubi się w domysłach. Potencjalnym zagrożeniem może okazać się każdy, nawet jej pacjenci. To jednak dopiero początek problemów bohaterki. Poza wiadomościami, które przyprawiają ją o gęsią skórkę dostaje również tajemniczą kopertę z filmem. Porywacz zaczyna stawiać żądania a kartą przetargową okazuje się życie. Czy Aleksandra zdąży na czas? Dość rzec, że prowadząc swoje własne śledztwo zderza się z brutalną prawdą, wielkim przekrętem, a w życiu prywatnym wcale nie jest spokojniej. Problemy rodzinne, specyficzni klienci, rozwiane mrzonki, zagadka kryminalna i uciekające minuty, zapewnią nawet najbardziej wymagającym czytelnikom wieczór pełen wrażeń.

Joanna Opiat-Bojarska napisała świetny kryminał, od którego nie chce się oderwać. Postaci są dobrze wykreowane, żywe, ciekawe, wielowymiarowe. Aleksandra to prawdziwy rudowłosy wulkan energii. Osoba silna, charakterna, nieustępliwa, wygadana, inteligentna i ironiczna. Kobieta z przeszłością, umiejąca walczyć o swoje.  Potrafi świetnie przekuwać wiedzę psychologiczną na konkretne odpowiedzi w życiu, choć ma również świadomość tego, że teoria to czasami tylko pobożne życzenia. Podobało mi się, że ukazywana jest nie tylko przez swoje działania, ale również z perspektywy innych bohaterów, wymuskanej i bogatej szwagierki Ilony, stróżów prawa prowadzących sprawę morderstwa jej męża oraz swoich dzieci. Kolejnymi postaciami, na które zwróciłam uwagę był duet policjantów działających na nerwy pani psycholog w składzie Lech Bielawski i Mariusz Kujawa. Osobowości rzekłabym bardzo dobrze osadzone w klimacie serialowych policjantów, charakterystyczne i dobrze skontrastowane z bohaterką. Na uwagę zasługują także inne postaci, pełniące rolę drugoplanową, ale wzbogacające akcję czyli Joachim Szłapaka, Hanna Milewska i Krystian Kamiński. Przyznam, że zarówno o tych dwóch panach, jak i o przeszłości pani Wilk chętnie dowiedziałabym się więcej, ponieważ Autorka zostawiła mnie z pewnymi pytaniami, które dopraszają się o odpowiedź.

"Gra pozorów" to prawdziwa gra z czytelnikiem, który snuje podejrzenia, co tak naprawdę się wydarzyło i jak zakończy się historia. Na początku zastanawiałam się, w jaki sposób rozwinie się fabuła, gdyż moje pierwsze przypuszczenie okazało się trafne. Z czasem jednak miałam coraz większe oczy a zdziwienie rosło. Pojawiały się nowe wątki, podejrzenia padały na coraz to inne osoby, a akcja gnała do przodu. Pisarka z talii kart wyciągała kolejne asy, umiejętnie dozując szczegóły, mające naprowadzić czytelnika na poprawny trop.  Sprawy paliły się bohaterce w rękach, czas nieubłaganie pędził do przodu, przeciwności się piętrzyły a do tego trzeba było walczyć z własnymi słabościami i zmęczeniem. Uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie, bohaterowie łączyli się z wydarzeniami a obraz powoli się rozjaśniał. Napięcie, które stopniowała Autorka, przykuwało uwagę i sprawiało, że mimo nocnych godzin zaciekawiona przewracałam kolejne kartki powieści. Fabuła rozkręciła się już na pierwszych stronach i ogromnie mnie pochłonęła, a zakończenie było iście amerykańskie, co jednym może się spodobać innym mniej, rzecz gustu. Powieść oceniam wysoko, dostarczyła mi wielu emocji, wodziła za nos (co jest dla mnie wyznacznikiem dobrego kryminału), była mocno dopracowana pod względem szczegółów i języka, a kreacja Aleksandry bezapelacyjnie mnie urzekła.

Wszystkim fanom kryminałów i nie tylko polecam, będziecie się dobrze bawić. Zagrajcie w „Grę pozorów” i spróbujcie odgadnąć, kto jest winny i co się stało. Mnie się trochę udało.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Joanna Opiat-Bojarska, Gra pozorów, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz