niedziela, 10 lutego 2019

Spacerowe rozkminy #13




Staram się, by weekendy były dla mnie. To czas na regenerację, czytanie, spacery, spotkania i to, co zostaje gdzieś zepchnięte na bok w czasie tygodnia. W zasadzie zasypiając w piątek, mogłabym nucić "I do południa budzikom śmierć...". Nie nastawiam alarmu, zwalniam, mam czas się wyspać. W tym tygodniu jednak jakoś nie bardzo to wysypianie mi się udaje. Budzę się po szóstej i ze spania nici. Jestem jakaś zabiegana, zmęczona. Nie czytam tego, co chcę, bo całość czasu zajmuje mi przygotowanie się do spotkania, które prowadzę, obowiązki. 

A jednak dziś rano nie czułam się zmęczona. Przypomniałam sobie, jak dobrze jest wstać wcześniej, wyjść na Mszę. Iść ulicami Warszawy, gdy ruch nie jest jeszcze taki duży (część mieszkańców nie wróciła jeszcze z ferii), a spotkanie kogoś na ulicy to nadal wyczyn ;-). Zrobić sobie spacer w drodze do i z Kościoła. Posłuchać dobrego kazania i pięknego śpiewu braci. Wystawić twarz do słońca i nawdychać się zapachu nadchodzącej wiosny.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Georgi Gospodinow "Fizyka smutku"




„Historia, w której czasy się doganiają i przeplatają. Niektóre wydarzenia dzielą się teraz, inne w dalekiej i zapomnianej przeszłości. Przestrzenie także się mieszają, pałace z piwnicami, kreteńscy władcy z tutejszymi pasterzami budują labirynt historii o chłopcu-Minotaurze, póki się w niej nie pogubisz. Opowieść wije się niczym labirynt, więc nie jestem w stanie wrócić po jej śladach, niestety. Historia głuchych korytarzy, nici, które się rwą, ślepych zakamarków i oczywistych niedopasowań. Im bardziej nieprawdopodobna ci się wydaje, tym bardziej jej wierzysz. Blada i prosta linia, tylko tak mogę ją teraz przekazać, bez magii tamtej opowieści, głosi mniej więcej, co następuje.” – s. 14

Wszyscy jesteśmy Minotaurami zagubionymi w labiryncie życia. Błądzimy nie wiedząc, dlaczego świat nas nie akceptuje, czemu natura, którą przyjęliśmy nie spotyka się ze zrozumieniem. Zamknięci uciekamy przez nieznanym. Pragniemy wydostać się na wolność, znaleźć swoje miejsce, zakotwiczyć się gdzieś. Z czasem możemy stać się Tezeuszem, który wyłania się z kolejnego skrzyżowania korytarzy. Tropi potwora, napawającego świat lękiem. Zna go jedynie z legend, ale nie przeszkadza mu to kroczyć na rzeź, której istoty nie rozumie. Nie docieka prawdy, po prostu ma spełnić swoje zadanie. Po lekturze powieści Georgi'ego Gospodinowa zadaję sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje?