sobota, 18 listopada 2017

W świecie intryg - Maria Paszyńska "Krwawe morze"



"Pamiętaj jednak, że choć z pozoru wszyscy jesteśmy różni, w głębi duszy jesteśmy bardzo podobni. Tak naprawdę tylko sytuacje, w których się znajdujemy, okoliczności, które nas kształtują, są odmienne, lecz każde człowiecze serce pragnie miłości, a gdy jej nie otrzyma lub ktoś mu ją odbierze, musi zaspokoić się władzą. Te dwie namiętności rządzą światem ludzi: są w stanie wywyższyć chłopa i zrzucić na dno jego pana. Pozycja człowieka nie ma tu znaczenia. Ktokolwiek zaś pozwoli, by go prowadziły, będzie kradł, zabijał, kłamał, zdradzał, pewny, że postępuje dobrze, bo wszystkie te zbrodnie służą jego sprawie." - s. 241

Minęły lata odkąd Mehmed Pasza Sokollu zostawił małą Jelenę w rękach Nurbanu. Przez ten czas dziewczyna zasmakował ogromnej samotności, odrębności od pozostałych dziewcząt, które były w tej samej sytuacji, co ona, lęku, koszmarów a także ogromnego przywiązania do sułtanki. Otoczona pięknem i przepychem wschodniego dworu, opieką władczyni, zauroczona nowym miejscem zdawała się chwilami zapominać o swojej niedoli i pragnieniu zemsty za doznane krzywdy. Kształciła się, jako jedyna przebywała sam na sam ze swoją panią i była nie tylko jej ulubienicą, ale nawet kimś na kształt przybranego dziecka. Mimo rad, jakich udzieliła jej niegdyś Nurbanu, że w świecie władzy każdy używa każdego do osiągnięcia swojego celu, a nic nie jest za darmo, Birgül zdawała się przy niej rozluźniać. Zmęczona codziennymi niesnaskami, wszechobecnymi oczami i szpiegami śledzącymi wszystkich dziewczyna pozwalała sobie na uśpienie naprężonej czujności. Wierzyła, że może czuć się bezpieczna. Mijał czas a ona poznała pierwszy i szaleńczo silny poryw serca. Zatracona w upajającym uczuciu nie dostrzegła zbliżającego się niebezpieczeństwa i rozgrywki, w której stanie się pionkiem. Tymczasem Sokollu zmagał się z wypełnieniem obietnicy, jaką złożył zmarłemu władcy. Wszelkimi siłami starał się utrzymać świetność Imperium Osmańskiego rządzonego przez słabego, podatnego na wpływy i rozkochanego w hulaszczym trybie życia sułtana Selima. Przypadkowy pożar, który strawił wielką część miasta, zbliżająca się wojna ze Świętą Ligą, oblężenie Famagusty. Ktoś inteligentnie pociąga za sznurki, dbając o swoje interesy tak przebiegle, że nawet przenikliwemu wezyrowi umykają pewne rzeczy. Kto pragnie zagłady jednego z największych państw ówczesnego świata? Jak uniknąć zagrożenia, uspokoić wzburzone wojsko i niepokój narastający w społeczeństwie? Sokollu stanie przed nie lada trudnym wyzwaniem. Dwie potęgi staną naprzeciwko siebie, by walczyć nie tylko o władzę, ale i wpływy. A losy świata spoczną w rękach jednego człowieka.

Nowa książka Marii Paszyńskiej przeniosła mnie do świata blichtru, przepychu, wschodniej rozrzutności. Ukołysała egzotycznym klimatem, feerią barw bajecznych komnat, grą światła i cienia, by potem wrzucić w kolejne potyczki o władzę. Autorka zabiera bowiem czytelnika z chylącej się ku upadkowi Famagusty, wypełnionej śmiertelnie zmęczonymi, brudnymi, głodnymi obrońcami, którzy mimo braku jakichkolwiek środków nadal nie poddają twierdzy, do bezpiecznych komnat sułtańskiego pałacu, w którym władca oddaje się rozrywkom. Prowadzi go za rękę ulicami Stambułu do tajemniczego mężczyzny, pragnącego zrealizować swój szaleńczy plan i kształtować historię, by następnie podążyć do pewnej jaskini, w której rodzi się pierwsza miłość dwójki czystych, młodych osób. Pokazuje dualny świat, w którym bieda ściera się z niezmiernym bogactwem, siłą ze słabością, mądrość z gnuśnością i słabością charakteru, przebiegłość i szaleństwo z oddaniem sprawie, miłość z zazdrością i chłodną kalkulacją, odwaga z brawurą. Pisarka pięknym językiem kreśli świat pełen intryg i to na przeróżnych szczeblach. Pokazuje piękną, złotą klatkę, w której poczucie wolności to jedynie ułuda. Sułtański dwór, przepełniony szpiegami oraz usłużnymi donosicielami. Nawet dobroć i łaska władczyni zdają się jedynie mirażem, a słowa, że nic nie jest za darmo wybrzmiewają gorzkim i niezmiernie prawdziwym tonem. Uczucia przywiązania, tkliwości, sympatii, łaski wydają się iluzją. Istnieją, by potem rozbić boleśnie wszelkie wyobrażenia, których nabierają mieszkanki haremu. Z kart książki bije smutna refleksja o wspaniałym, kolorowym, bajkowym świecie, w którym nie ma prawdziwej wolności i więzi a ludzie to jedynie narzędzia do osiągnięcia danego celu. Boleśnie przekonuje się o tym Birgül. To walka o władzę oraz pragnienie zemsty stanowi główną siłę napędową dostojników Stambułu. Mimo przywiązania i pewnej dozy czułości, brak tu prawdziwych uczuć. Sułtanka czuje sympatię i żal do swojego władcy, który podziela tę tkliwość, a jednak niesiony wzburzeniem odsłania gorzką prawdę, że jego wybranka, jest nie tyle człowiekiem, co własnością,  rzeczą, która miała być mu posłuszna.



Mimo pesymistycznej konstatacji nad złotą klatką, w której za każdy okruch dobra prędzej czy później przyjdzie bohaterom zapłacić, w którym żadna chwila ani relacja nie jest pewna, gdyż wszystko zależy od chwiejnej woli władcy i jego usłużnych donosicieli, w którym ciężko nieraz odróżnić prawdę od fałszu, pojawiają się tu promienie światła. Jest miłość, która zakwita w jednej chwili i czyni świat pięknym, ale jednocześnie usypia czujność i ostrożność. Uczucie, pozwalające oddychać pełną piersią, dające namiastkę wolności w niewolniczym świecie. Nie tylko Nurbanu czy Jelena są tu czyjąś własnością, ukochany dziewczyny również nie może decydować o własnym losie. Właściwie można by rzec, że niemal całe imperium to jeden wielki plac niewolników, w którym człowiek znaczy tyle co nic, a może inaczej, jego wartość określana jest miarą przydatności. W którym o twoim losie decydują inni, nawet bliscy. Gdzie marzenia i pragnienia nie liczą się, bo wola rodziców i władców jest ważniejsza. Wydawać by się mogło, że w rzeczywistości przepełnionej podstępami, walką o zaszczyty, niesnaskami, utrzymywaniem się na pozycji, nie ma altruistycznych zachowań, nie ma prawdziwych uczuć i relacji. A jednak człowiek jest istotą przeznaczoną do miłości, która znajdzie go w każdych warunkach. Pytanie tylko, co z nią zrobi. Czy pozostanie niespełniona jak u Nurbanu, czy podejmie próbę zawalczenia o nią. Jak słusznie zauważa Birgül bez miłości wolność nie istnieje, tylko ona czyni człowieka wolnym nawet wśród niedoli. Szczególnie w świecie politycznych gier, w którym króluje podmiotowość i wieczny strach.

Tytuły i bogactwa nie czynią nikogo szczęśliwym, zdaje się mówić Maria Paszyńska. Pozwalają ukryć się za wygodnym życiem, założyć jedną z całej gamy masek i trwać w czujności, bo nigdy nie wiadomo, z której strony nadejdzie zagrożenie. Czynią człowieka gniewnym, zagubionym, niespełnionym, jeśli nie ma predyspozycji i ambicji do władania krajem. Sprawiają, że zapomina, kim naprawdę jest. A jednak okoliczności sprawiają, że syn staje się pionkiem w grze matki lub ojca, władca w rękach doradców. Karuzela chciwości i pożądliwości nakręca się i krzywdzi kolejnych ludzi, a wszystko to na tle wspaniałych pokojów, cudownych zapachów, wśród przepięknych kobiet,  w sercu szeroko pojętej wojny. Kosztem pozbycia się marzeń, wolności, radości. Nawet sułtan staje się zakładnikiem pozbawionym prawa do decydowania o sobie, uzależnionym od innych. Ale w tym dziwnym orszaku nieszczęśników nie brak i ludzi szlachetnych, oddanych mądrości, sprawie, wyższym ideom. To oni błyszczą na firmamencie tej historii. Nieustępliwi, odważni, porywczy, ale dobrzy i prawdziwi.

Maria Paszyńska stworzyła czarującą historię o smaku orientu. Przysiada z czytelnikiem, by snuć opowieść o nieszczęśliwych władcach, zakładnikach ambicji innych oraz niewolnikach, którzy mimo swojej sytuacji pozostali wolni w przekonaniach i porywach serca. Uwodzi zwiewną zmysłowością, pierwszym uczuciem, bajecznymi wnętrzami, psychologią niektórych postaci, by potem zrzucić czytelnika w rzeczywistość krwawych zdarzeń, okrutnych tortur, szaleńczych podstępów. Dopracowanym i literackim językiem opowiada o historycznych wydarzeniach z wielką dokładnością i urokiem. Jak zwykle w jej powieściach zdumiewa dbałość o szczegóły, dopieszczenie książki i łatwość z jaką płynie się przez tekst. Dziś to cecha zaledwie kilku pisarzy, z czego tylko jeszcze jednego twórcy w podobnym do autorki wieku. "Krwawe morze" to książka z jednej strony brutalna i smutna, dość pesymistyczna nawet. Z drugiej zaś nie brak tu światła i siły, bo w każdym miejscu i położeniu można pozostać sobą, walczyć, starać się. I nie zwycięstwo jest tu najważniejsze, co sama walka. Akt woli, który nie pozwala na upodmiotowienie. Czy warto dać się porwać powieści? Zdecydowanie tak. Ale nie liczcie na łatwą lekturę. Jest piękna, mądra, ale to nie czytadło. "Krwawe morze" zostawi was z licznymi pytaniami i refleksjami, bo taka właśnie jest istota dobrej literatury, tej przez wielkie "L". Zostaje w człowieku i mówi. A o czym? Przekonajcie się sami.




Maria Paszyńska, Krwawe morze, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2017.  

3 komentarze:

  1. Mimo, że nie jest to gatunek ksiazki, który czytam, to jednak swoją recenzją zachęciłaś mnie bym dla tej książki zrobiła wyjątek.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto :) Myślę, że powieści Marii Paszyńskiej będą lekturą na polonistyce, bo to mądra i wartościowa literatura.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń