poniedziałek, 28 listopada 2016

Spacer po prezenty


Mikołajki coraz bliżej, święta także. Zapraszam zatem na spacer wśród tytułów, które warto sprezentować najbliższym. 


1. Na rozgrzanie serca serdecznie polecam najnowszą książkę Natalii Sońskiej "Obudź się Kopciuszku" i "Kiedy płaczą świerszcze" Charlesa Martina. Piękne przeżycia gwarantowane, a o książkach możecie poczytać więcej klikając w tytuł. 




2. Dla wymagających literacko proponuję dwie pozycje świetne zarówno pod względem treści jak i formy - Maria Paszyńska "Cień sułtana" i Jakub Małecki "Ślady". 





3. Dla kochających góry i żądnych przygód idealne mogą być Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" oraz Bernadette McDonald "Ucieczka na szczyt. Rutkiewicz, Wielicki, Kurtyka, Kukuczka".





4. Lubiącym mocne historie wrażenia zapewni  Remigiusz Mróz "Behawiorysta"(lub inne powieści autora), Robert Małecki "Najgorsze dopiero nadejdzie" i Waldemar Ciszak, Michał Larek "Mężczyzna w białych butach".





5. Dla miłośników reportażu wybrałam Michała Książka "Droga 816" i Paolo Rumiz "Legenda żeglujących gór"




6. Poszukiwaczom literatury rozwojowej mogę polecić następujące pozycje - Jocelyn K. Glei "Zarządzanie codziennością" i Ryan Holiday "Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy". 





7. Wszystkim poetyckim duszom udany wieczór zapewni Uta Przyboś "Prosta", Michał Książek "Nauka o ptakach".


9. Dla pragnących rozwinąć się duchowo - S. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka "Sposób na (cholernie) #szczęśliwe życie", Papież Franciszek, Andrea Tornielli "Miłosierdzie to imię Boga" i wszystkie książki ks. Jana Kaczkowskiego ☺☺.




10. Na dobry humor najlepsze będą Zuzanna Jędrzejewska "Nie do wiary!", Magdalena Wala "Marianna" i Joanna Szarańska "I że ci nie odpuszczę". 






11. Miłośnikom pięknych historii polecam Elif Shafak "Ucznia architekta", Marii Paszyńskiej "Warszawski niebotyk" i "Gonitwę chmur" oraz Jasona P. Wrighta "Szczęście do wzięcia".






Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś na prezenty dla najbliższych :)

niedziela, 27 listopada 2016

Napiszmy bajkę od nowa – Natalia Sońska „Obudź się Kopciuszku”


„Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie zdołała. Przechyliła więc szybko stojący przed nią kieliszek, nawet się nie krzywiąc. Miał rację. Uciekała przed każdym, kto chciał się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Nienawidziła rozmawiać o sobie nawet z przyjaciółmi, a co dopiero z nieznajomym, który nie ma pojęcia ani o tym, kim jest, ani o jej przeszłości. Opowiadanie o sobie było czymś, na co reagowała wręcz alergicznie.” – s. 51



Podobno praca może stać się lekiem na całe zło. Jeśli chwilowe rzucenie się w wir obowiązków zapewnia oderwanie od chmurnych myśli, ułatwia powrót do życia i nabranie dystansu, wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy staje się remedium na całe zło i ma wypełniać każdą chwilę od momentu pobudki aż po sen. Tak jest w przypadku głównej bohaterki książki „Obudź się Kopciuszku”. Alicja topi smutki, złe wspomnienia, ból z przeszłości w pracy. Bierze niezliczone nadgodziny, chętnie każdego zastępuje, spędza święta w szpitalu. Jeśli ma wolną chwilę spotyka się z małą grupką przyjaciół, którzy w końcu wyciągają ją na sylwestra do Zakopanego. Zrezygnowana dziewczyna zgadza się na wyprawę, skracając swój pobyt do minimum i przysłowiowo odbębniając wątpliwą przyjemność, by tylko Anka, Monika, Konrad i Przemek dali jej spokój. Wyjazd początkowo okazuje się nie taki straszny, jakby się mogło wydawać. Kobieta po raz pierwszy od dłuższego czasu czuje, że trafiła we właściwe miejsce. Głębiej oddycha, uspokaja myśli, w końcu odpoczywa. Poznaje również przystojnego i pociągającego ratownik TOPR, Michała. W bohaterce, która jak może stroni od ludzi, niespodziewanie budzi się uczucie.

Sylwestrowa noc staje się przełomem, który niefortunnie kończy urlop, a kobieta przerażona swoim stanem stara się skupić na wszystkim, tylko nie na obiekcie rodzących się w niej uczuć. W końcu daje za wygraną i postanawia odnaleźć spokój. Korzystając z ostatnich dni zwolnienia lekarskiego wraca w góry, by znów poczuć się na swoim miejscu. Po raz kolejny spotyka się z właścicielem restauracji o oszałamiających oczach i choć na chwilę ulega emocjom. W Alicji zwyciężają jednak lęk, ból i mechanizm ucieczki. Zostawia mężczyznę, który wydaje się być dla niej idealny i wraca do dawnego życia. Los jednak szykuje jej niespodziankę. Czy bohaterce uda się zejść z Michałem i na nowo ułożyć sobie życie? Co kryje jej przeszłość, która wpływa na paniczny lęk przed ludźmi?

Co osobiście bardzo podobało mi się w „Obudź się Kopciuszku” to fakt, że nie jest to przesłodzona historia. Owszem, nieczęsto sięgam po literaturę typowo kobiecą, ale tu skusiły mnie dwie rzeczy, po pierwsze Zakopane, po drugie miłość. Połączenie wydawało się ciekawe i iście kuszące i w rzeczywistości tak jest. Miałam nadzieję na rozgrzewającą serce i dobrą lekturę i nie zawiodłam się. Piękne krajobrazy, górski klimat, prawda że w tym miejscu człowiek nabiera dystansu, czuje się jak u siebie, a do tego historia dwójki ludzi, którzy odnajdują się i gubią, tworzą ciepłą i czarującą całość. Owszem czasem ma się wrażenie, że jest tak pięknie, że aż nieprawdziwie, bo pani Aniela, to jednak istny anioł, a domowe ognisko jest tak ciepłe jak tylko bywa na pięknych obrazkach, ale życie niejednokrotnie pokazało mi, że w ludziach faktycznie jest tyle piękna i serdeczności, trzeba tylko dobrze trafić. Kolejnym plusem jest połączenie baśni o Kopciuszku i Śpiącej Królewnie z życiem młodej, zranionej, współczesnej kobiety. Baśniowość przeplata się tutaj z rzeczywistością i światem góralskiej tradycji, tworząc ciekawą i uroczą całość. Autorka stworzyła również zróżnicowanych bohaterów, silnego i czarującego Michała, który podobnie jak Alicja ma swoje rany, ale lepiej sobie z nimi radzi. Pracowitego i oddanego przyjaciółce Przemka, który zaczyna układać sobie życie ze swoją drugą połówką. Władczą i nieco roztrzepaną Monikę, spokojniejszą Ankę, sympatycznego Konrada, dobrą duszę powieści panią Anielę i w końcu Alicję, bohaterkę której przeszłość rzutuje na wszystko, co się dzieje. To najbardziej zamknięta bohaterka powieści. Mocno zraniona, samotna, ale również stroniąca od ludzi, których się boi. I choć czasami miałoby się ochotę potrząsnąć nią i powiedzieć, nie trać szczęścia, nie zostawiaj mężczyzny, który jest idealny dla Ciebie, jakoś da się zrozumieć jej strach.



Obudź się Kopciuszku” to historia o rozliczeniu z przeszłością. O stracie, którą bardzo ciężko przeżyć. Rzecz o gubieniu się i odnajdywaniu. Powieść, która porusza temat śmierci, ale i życia, które nieraz przypomina złotą klatkę, w której zamykamy się na własne życzenie. Alicja ogranicza swój świat do minimum i w pracy upatruje szczęścia. Nie słucha znajomych namawiających ją do częstszych wyjść, poznawania ludzi, po prostu życia. Odrzuca myśl, że sam sukces zawodowy nie zapewni jej szczęścia i spełnienia. Natalia Sońska pokazuje jak pod wpływem jednego człowieka budzą się uśpione i zakopane na dnie serca tęsknoty, marzenia i nadzieje. Jak ciepło potrafi topić lód a dobro kruszyć najtwardsze mury. Nic nie dzieje się jednak magicznie, bohaterowie sami muszą podjąć decyzję, rozsądnie i dojrzale. Świat nie staje się nagle bajką, na drodze do szczęścia wyrastają bowiem przeszkody, które trzeba pokonać. Nie ma tu cudownych przemian, jest uciekanie przed problemami i stawianie czoła dylematom oraz lękom, a wszystko na tle malowniczych gór i krakowskiej codzienności.

Jeśli szukacie przepełnionej ciepłem lektury, która opowiada o pięknej, ale i nieco trudnej miłości, szukaniu swojego miejsca na świecie, odnajdywaniu domowego ogniska, zmaganiu się ze sobą i przebaczaniu, to „Obudź się Kopciuszku” jest pozycją dla was. Pisana lekkim stylem, ładnym językiem powieść wciąga, urzeka zakopiańskim klimatem i atmosferą lekkiej niepewności. Porusza także ważne kwestie, wybaczania, otwierania się na ludzi i budowania życia od nowa. Nie jest to jedynie prosta powieść dla kobiet, zmusza bowiem do szukania odpowiedzi na pewne pytania i dociekania, co stało się w życiu bohaterki, że tak bardzo zamknęła się w sobie. Natalia Sońska nie tworzy banalnej fabuły. Umiejętnie łączy marzenia o miłości, pełnym ciepła i życzliwości domu z lękami i ranami, które ma każdy. Baśniowość zakopiańskiego świata splata ze zwykłą prozą życia, tworząc uroczą opowieść, którą świetnie czyta się wieczorami po pracy. Co mnie zdumiewa i sprawia, że darzę pisarkę ogromnym szacunkiem, to ogromne ciepło, jakim emanuje autorka i jej książki, przywiązanie do wartości rodzinnych, które widać na kartach powieści i mądrość. Natalia Sońska jest bardzo młodą osobą, która rozwija się warsztatowo i już dziś daje nadzieję na dobre kobiece powieści, które nie tylko będą umilaczem wolnego czasu, ale czymś więcej, dlatego z ciekawością czekam na kolejną książkę i trzymam kciuki za autorkę, wierząc, że spod jej pióra wyjdą kolejne coraz ciekawsze powieści.

A jeśli to wszystko Was nie przekonało, zobaczcie zwiastun ☺



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.




Natalia Sońska, Obudź sięKopciuszku, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.


wtorek, 22 listopada 2016

Co z nimi będzie? - Remigiusz Mróz „Immunitet”


„- Poszperam – zapewnił buńczucznie Kormak.
- Nie ustawaj w wysiłkach.
Chudzielec podszedł do drzwi i obejrzał się przez ramię.
- Nie ustanę. – Zasalutował. – Wyrobię trzysta procent normy, towarzyszu.
- Ojczyzna na ciebie liczy.
- Nie przeliczy się.
- Dociekaj, groź, nie odpuszczaj.
- Tak jest.
- Drąż, kop aż do skutku. Bądź jak ryjownik. 
Kormak spojrzał na niego z powątpiewaniem.
- Co? – bąknął.
- No wiesz… owadożerny ssak z gatunku ryjówkowatych.
- Pierwsze słyszę. I niespecjalnie mi się podoba to porównanie”. – s. 458


 Kordian i Chyłka wracają do akcji. Poprzedni tom zakończył się mocnym akcentem i przyznam, że czekałam na ciąg dalszy, bo ciągle kibicuję tej parze, zgrzytając zębami, że autor w mistrzowski sposób odkłada rozwój akcji między dwójką prawników, przerywając w najciekawszym momencie. Po raz kolejny zatem trafił w moje ręce grubaśny tom opowiadający o dalszych losach prawników z kancelarii Żelazny & McVay. Co tym razem zaserwował czytelnikom autor? Przekonajcie się sami.

Joanna żyje, od razu uspokajam. Nadal pochłania wielkie ilości alkoholu, zajada się mięchem, nie oszczędza nikogo. Zordon nieco zrehabilitował się w moich oczach i pewnie trochę dojrzał. Wróciły moralne dylematy, które wydawało się, że odeszły po kilku bataliach sądowych. Niby wszystko wraca na stare tory, ale to jednak trochę inna rzeczywistość.

Całkiem na czasie mamy sprawę związaną z Trybunałem Konstytucyjnym. Najmłodszy sędzia, można by rzec, politycznie stojący gdzieś pośrodku, a zarazem znajomy Chyłki ze studiów zostaje oskarżony o zabójstwo popełnione kilka lat wcześniej. Czemu do postawienia zarzutów doszło dopiero teraz? Czy ktoś uznał sędziego za zagrażającego mu? A może zrobił coś, co nie spodobało się władzy? Jaka by nie była odpowiedź, dzieje się coś niepokojącego. Nikt bez powodu nie próbuje pozbawić immunitetu sędziego trybunału. Intryga zagęszcza się tym bardziej, że pojawiają się nowe dowody. Świadkowie zmieniają zeznania, wszystkie znaki na ziemi i niebie zdają się świadczyć przeciwko Sebastianowi Sendalowi, który mimo coraz liczniejszych oznak jego winy, uparcie twierdzi, że nie popełnił zarzucanych mu czynów. Prawda jest jednak taka, że na światło dzienne wychodzą grzechy i grzeszki, które burzą idealny wizerunek szanowanego sędziego. Mężczyzna staje się coraz mniej wiarygodny i nawet prawnicy są poirytowani tym, że klient ich okłamuje. Oliwy do ognia dolewają tajemnicze kwiaty, będące ostrzeżeniem a w końcu niewyjaśnione zniknięcie Chyłki. Kordian samodzielnie będzie musiał stawić czoła niełatwej sprawie i starać się odszukać zaginioną patronkę. Więcej nie zdradzę…



Mroczny półświatek, niewygodne sekrety, podwójna tożsamość, polityczna walka i jak zawsze mocna i trzymająca w napięciu akcja. Remigiusz Mróz zna się na rzeczy. Przyznam, że podobał mi się pomysł na akcję z Joanną i naprawdę dobrze czytało się o kombinującym Kordianie i przekomarzaniach z Kormakiem. Samo sedno sprawy jest interesujące, wszechobecny klimat zaciskającej się na szyi sędziego pętli, szeroko zakrojonego spisku wywołuje ciekawość i chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie, kto za tym stoi i dlaczego dąży do zniszczenia życia Sendala. Przeszłość Chyłki wpuszcza do historii nieco światła, pozwalając zrozumieć zachowanie bohaterki. Nie wiem jednak, czy tak łatwo przyznałaby się do tego, co miało miejsce. Rozumiem zmiany zachodzące w Joannie, zachowanie związane z alkoholem i dość chwiejną psychiką, ale czegoś jednak brakuje. Prawniczka nadal ma cięty język, ale trochę za mało Chyłki w Chyłce jak dla mnie. Chwile emocjonalnego odsłonięcia się świadczą o rozwoju postaci, tym że Kordian do niej dociera, coś ulega zmianie, ale jednocześnie burzą to, za co większość Chyłkę pokochała. Ciężka sytuacja, gdy z jednej strony chce się widzieć bohatera przy czyimś boku a z drugiej nieuchronnie prowadzi to do zmiany jego istoty.

Zgrzytam zatem zębami, zaciskam dłonie na książce za każdym razem, gdy Remigiusz Mróz zdaje się prowadzić relację bohaterów na wyższe stadium i w ostatnim momencie stawia na ich drodze jakąś przeszkodę, natrętną myśl, cokolwiek innego. Przypomina to tango, to nieustanne przyciąganie się i odpychanie. Próbę sił, jakąś nieokiełznaną moc, która kusi i jednocześnie stawia bariery. Ciekawy zamysł, ale ile można? Niedługo naprawdę pogryzę tę książkę ;). Sądząc po zakończeniu, nie wiem, co myśleć o dalszych losach. Oryński i Joanna są tak nieprzewidywalni momentami, że pojęcia nie mam, w którą stronę to pójdzie. Ale jestem ciekawa dalszej części.



Immunitet” zaciekawia. Może nie wbija w fotel, bo ukrywający prawdę świadek, już pojawił się na kartach cyklu, ale dobrze poprowadzona akcja, sprawia, że powieść czyta się przyjemnie i chce się poznać odpowiedź, na pytanie, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Może troszkę brakło mi ikry u bohaterów, mimo ich przekomarzań, ale sytuację ratuje humor, który tak polubiłam u autora. Remigiusz Mróz przyzwyczaił swoich czytelników do fajerwerków, stale podnosi poprzeczkę, a to niełatwe w przypadku kontynuacji cyklu, utrzymać ten sam poziom lub zaskoczyć czymś nowym. Dla mnie czwarta część cyklu jest po prostu dobra, ma swoje smaczki, ale też i słabsze strony. Jest mocno zakorzeniona w znanym świecie popkultury, nie spodziewałam się trafić na wzmiankę o pewnym youtuberze i to jest całkiem ciekawe. Mimo wszystko narzekać nie mam zamiaru. Ciekawi mnie, co dalej stanie się z tym duetem, atmosfera się zagęściła a trzeba sporo wysiłku, by następny tom nie odstawał od poprzedników, zwłaszcza, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Remigiusz Mróz, Immunitet, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Najwierniejszy – Maria Paszyńska „Cień sułtana”



„- Zapomnij – powtórzył z naciskiem komisarz. – W osmańskim świecie wszyscy są równi przed Jedynym Bogiem. Obudź w sobie pragnienie poznania dróg Allaha, które wskazał prorok Mahomet, błogosławione niech będzie jego imię. Potem wykaż się jakimś talentem, bądź pożyteczny i uważny, ucz się pilnie, poznaj swoich przyjaciół i nie zapomnij o wrogach, a pewnego dnia zostaniesz kimkolwiek zechcesz. Na początek jednak musisz odnaleźć w sobie siłę, by przestać kurczowo trzymać się życia, które dotąd znałeś. Nie próbuj uciekać, buntować się, to niczego nie zmieni. Tego życia już nie ma.” – s. 42



Macie czasem tak, że wydaje się, że ktoś stworzył coś z myślą o was? Jakby wiedział, co chcecie przeżyć, jakie nuty grają w waszej duszy, czego szukacie w literaturze? Dotknęliście kiedyś bliskości z autorem i jego wrażliwością? Zafascynowania stworzonym światem, który jest odpowiedzią na wasze powieściowe marzenia? Niezwykłą sztuką jest stworzyć dzieło, w którego rzeczywistość wchodzi się bez najmniejszego problemu, które ożywa z każdą literą, przemawia, oddziałuje na wyobraźnię, jest niemal namacalnie żywe, tętniące barwami, dźwiękami, zapachami, ciepłem…

Bajo Sokolović miał zostać mnichem. Wesoły chłopiec żył co prawda w cieniu Imperium Osmańskiego i dewszirme, czyli wcielenia do janczarskiej armii, ale nie podejrzewał, że dzień przed upragnionym festynem jego świat stanie na głowie i nic już nie będzie takie samo. Po tragicznych wydarzeniach dostał się do niewoli i przemienił w Mehmeda Sokollu. Bohatera spotykamy znowu 42 lata później, kiedy jest już wielkim wezyrem, służącym i najbliższym doradcą sułtana Sulejmana Prawodawcy. Towarzyszy władcy podczas kolejnej wyprawy, której głównym celem okazuje się zdobycie twierdzy Szigetvár, której mężnie bronią Chorwaci pod dowództwem Nikoli Šubić Zrinskiego. Szala zwycięstwa przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę, mimo iż wojska sułtana są znacznie liczniejsze niż opuszczeni przez cesarza Maksymiliana II Chorwaci. Pogarszający się stan zdrowia władcy Imperium Osmańskiego i niezadowolenie żołnierzy sprawia, że Sokollu postanawia za wszelką cenę zdobyć twierdzę. Dochodzi do krwawej walki, która dotyka obie strony. Sułtan umiera, a jego sługa, wierny przyrzeczeniom złożonym swemu panu, zrobi wszystko, by dzieło życia Sulejmana przetrwało. Rozpoczyna się zatem walka z czasem, by osadzić na tronie nowego władcę i utrzymać morale, znużonej i rozżalonej armii, która pozbawiona widoku i obecności sułtana oraz łupów, zaczyna coraz mocniej manifestować swoje niezadowolenie. Wraz z zaufanym sługą Feridun Bejem prowadzi ryzykowną grę, w której pomoc okaże mu chłopiec z chorwackiej twierdzy. Czy Sokollu uda się utrzymać jedność państwa? Jakie niespodzianki szykuje nowy sułtan? I kim jest tajemnicze dziecko, które odegra ważną rolę w jego życiu?

On, wykształcony, wierny i całkowicie oddany władcy, który pozbawił go domu. Służący człowiekowi kochającemu wojnę i władzę, ale równocześnie miłosiernemu i mądremu. Pozwalającemu wybić się swoim niewolnikom do wielkich godności. Mężnemu wojownikowi, który uczynił z niego świetnego żołnierza. Sokollu przechodzi drogę, której czytelnik nie spodziewa się po prologu. Jednak przewracając kolejne strony, zastanawia się, jakie zmiany zaszły w bohaterze, że stał się nie tyle dostojnikiem państwowym, co najwierniejszym przyjacielem sułtana. Ona śmiała, odważna, butna, ale też delikatna i kochająca. Oddana rodzinie, a następnie z niewiadomych przyczyn panu, któremu pragnie służyć. Zagubiona pomiędzy obietnicą, którą złożyła, a uczuciem do człowieka, będącym przecież najeźdźcą. Losy tych dwojga to zaledwie część historii przedstawionej w nowej powieści autorki „Warszawskiego niebotyku” i „Gonitwy chmur”.



Cień sułtana” to wielowarstwowa opowieść nie tylko o świecie, w którym toczy się walka o poszerzanie wpływów i utrzymanie władzy, a krucha jedność państwa uzależniona jest od janczarów, ich przychylności i zwykłego szczęścia, które pozwala przetrwać pałacowe i wojskowe intrygi i niesnaski. To książka o odwadze, poświęceniu, oddaniu. Przemianie, jaką przechodzi młodzieniec siłą wcielony do armii, który za radą opiekuna, od nowa układa sobie życie, a we władcy odkrywa przepełnionego mądrością i dobrocią człowieka, za którym warto podążać.  To powieść o niespełnionej, gorącej miłości, która zmienia życie człowieka. Uczuciu, zdarzającym się jedynie raz, nieśmiertelnym, odurzającym, niezwykłym. Rzecz o niewoli, często ukrytej za blichtrem, dostojnością, bogactwem, poważaniem, tytułami. Więzach, które dają pozory wolności, a jednak dotykają najboleśniej. W końcu to powieść o przyjaźni i przywiązaniu, które w zaskakujący sposób łączy ludzi z przeciwnych sobie stron. Uczucia silne, a jednak przedstawione ulotnie niczym nitki babiego lata, splatają tu losy bohaterów i wywołują domysły. Miłość, przyjaźń, przywiązanie rodzą się gdzieś poza kartami, widzimy tylko urokliwy zarys historii, rozkwitających w sercu emocji, które przeradzają się we wspaniałe i trwałe uczucia, zachowując jednak delikatność i subtelność.

„Milczeli. Patrzyli sobie w oczy, wkładając w te spojrzenia całą tęsknotę duszy, której nie potrafili opisać żadnymi słowami. Oboje rozumieli, że mimo różnicy wieku, położenia, w którym się znajdowali, historii swych losów, której jeszcze nie rozumieli, oto właśnie odnaleźli miłość, owo tajemnicze uczucie, o którym marzą wszyscy, a którego doświadczyć mogą tylko wybrani.” – s. 392

Na kartach „Cienia sułtana” przeplatają się ze sobą losy wielu bohaterów połączonych jedną cechą wspólną, służbie sułtanowi. Maria Paszyńska niczym wytrawna malarka kreśli przed czytelnikiem obraz wschodniego świata, z jego wielkim przepychem, blaskiem, potęgą, kolorami i smakami. Rozwija całą feerię barw, paletę zapachów, wachlarz emocji, tworząc piękny oniryczno-impresyjny obraz. To świat niemal z baśni tysiąca i jednej nocy. Urokliwy, czarujący, ale również niepozbawiony okrucieństwa wojny, butności poddanych, zakulisowych intryg. Imperium Osmańskie powala potęgą, ale jednocześnie jest bardzo kruche. Opiera się na autorytecie człowieka, sile żołnierzy oraz wierze. Jeśli jeden z tych filarów zostaje podkopany, budowla poważnie zaczyna się chwiać. Jednak mimo wszystkich mankamentów, podstępów, spisków, nie można odmówić mu magii. Opisane pięknym i niezwykle plastycznym językiem wydarzenia i miejsca, sprawiają, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Z jednej strony pragnie się poznać dalsze losy niezwykłych i wzbudzających sympatię bohaterów, z drugiej delektować jak najdłużej tym światem, odkładając na możliwie najpóźniej, moment zakończenia lektury i powrotu do rzeczywistości z tego pięknego snu.

Pisałam kiedyś, że Maria Paszyńska to dla mnie prawdziwa czarodziejka słowa, która bezapelacyjnie zdobyła moje serce i swojego zdania nie zmienię! A „Cień sułtana” tylko potwierdza, że serce podpowiada mi dobrze J

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Maria Paszyńska, Cień sułtana, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.


sobota, 12 listopada 2016

Spacer wśród blogów #6


Ostatnio było tyle pracy, że i czytanie i odwiedzanie innych zeszło na plan dalszy. Korzystam więc z długiego weekendu i nadrabiam zaległości :). Zapraszam zatem na wspólną wędrówkę w poszukiwaniu wspaniałych tekstów i świetnej literatury :). Dzisiaj 7 dłuższych i 4 krótsze przystanki.





Przystanek 1



Lubicie się bać? To zaglądnijcie do Luki i jej 3 dni z horrorem, które dla mnie stanowią jeden wielki, świetnie napisany wpis. Ja średnio lubię strach, ale po przeczytaniu jej tekstów nabrałam ochoty na te klimaty i na pewno zaglądnę do jakiejś ekranizacji powieści Stephena Kinga. 


Pamiętacie bajki przy których włos jeżył się wam na głowie? Wzbudzające strach ilustracje? Luka zaprasza na podróż po książkach dla dzieci, które wywołują przeróżne uczucia


A na koniec co nieco o karłach, czyli uważaj na to co robisz...



Przystanek 2


Agnieszka o książce, która mimo tego, że opowiada o przeszłości, jednak okazuje się być bardzo współczesna. O kobietach i ich życiu melodyjnym głosem, którego warto posłuchać mimo małych mankamentów powieści. Niezwykle ciekawie i porywająco o tym, że czasami warto sięgnąć po trudniejszą lekturę.


Przyznam się bez bicia, choć posypią się na mnie pewnie wszystkie gromy świata, od Zeusa też ;) ale nie czytałam Harrego Pottera, nie brałam udziału w czekaniu na kolejną książkę, ale podoba mi się taki nieco sentymentalny tekst Agnieszki :)




Przystanek 3




Uwielbiam książki, które wywołują masę pytań, które sprawiają, że zastanawiam się, co siedzi w głowie drugiego człowieka, co się w nim rodzi i jak rzutuje to na życie, także innych osób. Dorota objęła patronatem książkę, po którą muszę sięgnąć, z wielu względów, nie tylko z czystej ciekawości. Proces powracania do świata, radzenia sobie z traumatycznymi przeżyciami, szukania miejsca w rzeczywistości, która nieodwołalnie jest już inna to coś, nad czym naprawdę warto się zastanowić. Syndrom sztokholmski i życie w niewoli to jedno, reagowanie na traumę drugie, ale wydaje mi się, że jest tu też coś bardzo ważnego, to jak zachowania innych wpływają na nas. I nie chodzi tylko o takie dramatyczne wydarzenia. Warto pomyśleć, że czasami najprostszym zachowaniem czy słowem, możemy kogoś nieodwołalnie zranić i zmienić...


Do literatury jakkolwiek związanej z fantastyką przekonałam się niedawno. Staram się w miarę możliwości poszerzać moje rozeznanie w tej gałęzi książkowej. Dorota interesująco i przekonująco przedstawia książkę polskiej autorki. Powieść, w której mieszają się ze sobą sprzeczności, a to działa na mnie zachęcająco. Coś czuję, że sięgnę po "Dziewczynę z dzielnicy cudów" dzięki Przeczytankom :)



Przystanek 4



Co może przetrwać przyjaźń? Jak dziwnie nieraz układa się życie... Per Petterson ukazuje gorzką i mroczną rzeczywistość, która niesie ze sobą smutne przesłanie. A jednak Karolina pisze o jego książce tak, że ma się ochotę po nią sięgnąć, przekonać się o czym jest ta historia i jak smakuje...


O Jamajce i człowieku, który chciał zmienić wszystko dobrocią i muzyką. Autor stworzył ciekawą powieść, która nie dość, że ma plejadę bohaterów, to jeszcze żyje literacko, przemawiając wieloma językami i osobowościami. Trudna w odbiorze, jak wspomina Karolina, ale świetna literacko, mocna i brutalna. Stawia pytania i nie pozostawia czytelnika obojętnym, mimo smutnego wydźwięku.



Przystanek 5



Myślicie czasami jakby to było żyć całkiem gdzie indziej? Jak zmieniły by się wasze losy, jakie perspektywy otwarły? Byłoby lepiej? Jeśli lubicie podróże lub męczą Was postawione przed chwilą pytania, myślę, że spokojnie możecie sięgnąć po książkę, o której pisze Jerzy, bo zawsze warto dowiedzieć się więcej.


Co zrobić, jeśli ktoś może zatracić twoje plany na lepszą przyszłość? Wybór wszyscy albo nikt nie jest łatwy, każdy ma swoje zdanie, swoje plany, marzenia, poglądy. Jedni wolą działać w grupie, inni są samotnikami przywiązanymi do niewielu rzeczy. "Sweetland" zdaje się być powieścią dla mnie, rzeczą o outsiderze, samotności, o tym, że nie każdy potrafi i chce robić to, co inni. Smutna a zarazem pouczająca opowieść? Jerzy, zachęciłeś mnie bardzo! Chcę się przekonać :).



Przystanek 6

Bardziej lubię książki niż ludzi


Nie ma wielu ludzi, którzy nie lubią podróżować. Poznawać nowe miejsca, czytać o ciekawostkach, spotykać się z ludźmi, dotykać kultury innych krajów. Diana wspomina o książce Anity Demianowicz, która jest nie tylko opowieścią o podróży do Ameryki Środkowej, ale i wędrówką w głąb siebie. 



Któż nie szuka szczęścia? Pamiętam pewne bardzo mądre słowa, że szczęśliwymi są ci, którzy swoje dzieci nauczyli cieszyć się drobnymi rzeczami. I tak w istocie jest. Życie nie zawsze głaszcze po głowie, ale bywają ulotne momenty, piękne urywki, które sprawiają, że nawet najgorszy dzień może stać się lepszy. Małe promienie słońca, które kolorują nasz świat. Tym właśnie jest hygge, a więcej powie Wam Diana :). Tak, Moja Droga, cieszę się, że jesteś i cieszę się Twoimi teksami i pięknymi zdjęciami :*



Przystanek 7




Czasem podróżujący zdradza więcej o sobie niż miejscu w którym przebywał. Bywa, że podróż to tylko pretekst do poszukiwań, które powinny być prowadzone w samym człowieku. Nie jest łatwo mówić o czymś, do czego lub za czym się tęskni. Justyna niezwykle klimatycznie o książce Huberta Klimko-Dobrzanieckiego "Zostawić Islandię".



O smokach coś tam wiem, ale nie sądziłam, że istnieją mechaniczne, takie które choć groźne nie są wolne i potrzebują kogoś, kto im pomoże, to ciekawe. Świat, który stworzył autor przeraża już z samej recenzji. Smutek, wyzysk, zło, ciemność. Taką rzeczywistość faktycznie chciałoby się zniszczyć, ale co dalej? Do czego to wszystko zmierza? 



Przystanek 8




Ciekawa odsłona kryminałów, których ostatnio pojawiło się całkiem sporo. Klimatyczna północ, ciekawa zagadka, zaskakujące zakończenie. Myślę, że warto sięgnąć po "Połów", bo wydaje się być interesującą pozycją, z którą mile spędzicie czas.




Przystanek 9



Miłka proponuje wyprawę przez kamienicę, w której dyskrecja i samotność to priorytety. Nie ma sąsiedzkich więzi, każdy sobie rzepkę skrobie, jednak gdy dochodzi do zbrodni, gdy narasta napięcie, sytuacja zaczyna się zmieniać. Wciągająca opowieść z mrocznych zakamarków rzeczywistości. 



Przystanek 10



Tajemnicze zwłoki, śledztwo, atmosfera lęku. Autor serwuje czytelnikom zaskakujące zaskoczenie i końcową świetną akcję, do której, jak pisze Agnieszka, warto dotrwać. Trochę rzeczywistości, trochę legendy i dobry styl, to całkiem niezłe połączenie. Debiut Paryka Majzela daje nadzieję na coraz lepsze książki autora. 



Przystanek 11



U Gosi zawsze jest ciepło i kobieco, nieco inna literatura niż zazwyczaj czytam, ale i mnie nieraz brak takich prostych, ciepłych, typowo kobiecych opowieści. Tym razem będzie o rodzinie, ludziach którzy próbują poukładać sobie życie, gonią za marzeniami, aż nagle staje się coś, co zatrzymuje wszystkich i każe pomyśleć, co jest najważniejsze.



A Wy, gdzie chcielibyście jeszcze ze mną pospacerować? Piszcie!

środa, 9 listopada 2016

Feralny układ - Aleksandra Marinina "Egzekucja w dobrej wierze"



„Ludzie są ciekawi, niepodobni do siebie i niepowtarzalni. Nie przegap okazji, żeby się im przyglądać. Nie mijaj tych, których spotkasz na swojej drodze. Postaraj się zajrzeć w głąb duszy. Nie znajdziesz dwóch identycznych osób. Każdy człowiek jest unikalny, każdego warto poznać”. – s. 276-277

Gdy tylko zobaczyłam określenie caryca rosyjskiego kryminału, moja ciekawość ogromnie wzrosła. Książka przyciągała opisem. Dodajmy do tego, że przecież takiego miana nie zyskuje się za nic. Zapowiadało się naprawdę świetnie, ciekawa zasiadłam do lektury w chłodne, tatrzańskie wieczory.

Wierbick to na pozór spokojne miasto na syberyjskiej prowincji. Dochodzi w nim jednak do tajemniczych zdarzeń. Zaczynają ginąć ludzie, którzy mieli ujawnić fakty związane z zagrożeniem ekologicznym. Wszystko to na tle zbliżających się wyborów na mera miasta. Oliwy do ognia dolewa pojawienie się dwójki byłych milicjantów Nasti Kamieńskiej i Korotkowa, którzy na zlecenie dyrektora banku mają wybadać sytuację. Lokalna elita, czyli obecny mer, biznesmen i pracownik policji zaprzyjaźnieni od dzieciństwa, będzie miała pełne ręce roboty z przyjezdnymi. Bohaterowie poza wykonywaniem pracy dla brata Nasti, włączają się do śledztwa prowadzonego przez  majora Jegorowa. Tajemnicze śmierci ekologów, skradziona walizka, po którą nikt się nie zgłasza i zabójstwo pewnej pracownicy telewizji rozpalają wyobraźnię i instynkt byłych śledczych. Zdobyte informacje okazują się nader ciekawe. Kto stoi za morderstwami i jaki ma cel? Czy polityczna gra nie ma granic? A może chodzi o coś całkiem innego?

Egzekucja w dobrej wierze” przedstawia obraz rosyjskiej prowincji z wszystkimi naleciałościami poprzedniego systemu, piciem w pracy, wypełnianiem obowiązków w minimalnym zakresie, wszechobecnym łapówkarstwem, znajomościami, szemranymi interesami, donosicielstwem, brakiem zaufania. Sami bohaterowie są dość specyficzni. Piotr Siergiejewicz załatwia wszystko przez asystentkę, bo po ciężkim dzieciństwie może sobie pozwolić na to, by ktoś wszystko robił za niego. Major Jegorow nie potrafi pogodzić się ze zniszczonym życiem prywatnym i zawodowym, a mer Smiełkow jest całkowicie pochłonięty utrzymaniem władzy. Korotkow i Nastia jawią się jako dobrzy fachowcy, ale ciężko powiedzieć o nich coś więcej, poza tym, że doskonale potrafią wykorzystać zdobycze najnowszej techniki w swojej pracy. Nie są z pewnością ludźmi, którzy zatrzymali się w przeszłości i podchodzą do nowinek technicznych jak pies do jeża. Cechuje ich instynkt policyjny i dobra organizacja pracy. Nastia zaś jest kobietą nieco zabawną, trochę ironiczną względem siebie, może leciutko zakompleksioną.



Trudno mi pisać o książce Aleksandry Marininy. Z jednej strony doceniam kryminał, w którym ludzie z poprzedniej epoki świetnie wpasowują się w nowe realia, nadal są aktywni i który opisuje rzetelnie pozostałości komunizmu i ówczesną rosyjską prowincję. Podoba mi się, że od strony językowej powieść jest naprawdę dobra. Z drugiej mimo kilku zagadek zawartych na stronach nie da się ukryć dłużyzn i fragmentów, które sprawiają, że akcja zamiera. Problem z imionami i nazwiskami bohaterów to subiektywna sprawa, ja nieco gubiłam się w ich sposobie zwracania się do siebie, ale to nie tylko przy tej książce. Zabrakło mi jednak podstawowej cechy dobrego kryminału. Wartkiej akcji i wywołującej wiele emocji zagadki. Owszem, jest śledztwo, ale przyznam szczerze, że nie wywołało ono u mnie większej ekscytacji. Była ciekawość, kto za tym stoi, ale jedynie tyle, lekka ciekawość. Mimo iż zakończenie jest zaskakujące, „Egzekucja w dobrej wierze” nie wzbudziła szybszego bicia serca, przyspieszonego tętna, nie zrodziła masy pytań. Po prostu spokojnie czytałam aż do zakończenia, a dla mnie to jednak odrobinę za mało na kryminał.

Kiedy myślę o książce Aleksandry Marininy, dochodzę do wniosku, że rosyjskie powieści trzeba po prostu lubić, tak jak szwedzkie. A ja chyba serca do nich nie mam. Podobnie jak miałam problemy z Dostojewskim, który przekonał mnie dopiero „Braćmi Karamazow”, tak i tu nie porwała mnie książka carycy rosyjskiego kryminału. Ale to subiektywna opinia, po prostu mimo zalet tej książki, wolę jednak inną literaturę z większą dawką wrażeń.




Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Aleksandra Marinina, Egzekucja w dobrej wierze, przeł. Aleksandra Stronka, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.

piątek, 4 listopada 2016

Moc wiary - Mary Healy „Uzdrowienie. Boża Miłość nie ma granic”

z cyklu Książki z duszą

„Musimy więc przyglądać się naszym odpowiedziom, gdy mamy do czynienia z chorobą. Katolicy, gdy sami jej doświadczają, zwykle nie wahają się wybierać do lekarza albo korzystać z leków, paradoksalnie jednak nie mają podobnej gorliwości w proszeniu Boga o uzdrowienie, jakby zakładając, że wolą Boga jest jednak ich cierpienie. Udają się do lekarza, lecz jedynie ludzkiego. Ich niechęć do Boskiego leczenia ma zwykle źródło w zaburzonym obrazie Boga, który miałby chętnie wymierzać nam karę, na którą zasługujemy. Nie dostrzegają, że Bóg jest naprawdę bogaty w miłosierdzie i raduje się, wylewając na nas obficie łaskę, na którą nie zasługujemy”. – s. 166



Pisałam kiedyś, że mimo uczęszczania na katechezę, oazę, duszpasterstwo, czytania książek religijnych, czasopism, od jakiegoś czasu mam wrażenie, że albo nie słuchałam uważnie albo jednak mówiono mi pewne rzeczy, ale nie tak. Nauka Kościoła się nie zmieniła, ale od niedawna wydaje mi się, że ciągle słyszę coś nowego, czego nikt wcześniej nie mówił, a przynajmniej nie wyjaśniał tak prosto i dosadnie. Pewnie z tego powodu chłonę kolejne pozycje z zaciekawieniem i zastanawiam się nad wieloma sprawami.

Miałam dość dużo styczności z osobami chorymi. Leczyły się i modliły, ale nie doświadczyłam nigdy na własne oczy cudu uzdrowienia. Wiem, że takie rzeczy się dzieją, ale nie są dla mnie czymś powszednim. Ewangelia i Dzieje Apostolskie wspominają często o przypadkach wyleczenia z choroby, ale dziś wydaje się to dość odległą rzeczywistością. Mamy wrażenie, że świat się zmienił, że trzeba zasłużyć sobie na łaskę uzdrowienia, a tymczasem jest zupełnie inaczej. Mary Healy na kartach swojej książki pisze o posłudze uzdrawiania w dwóch aspektach, po pierwsze leczenia ciała z różnych dolegliwości, po drugie uzdrawiania duszy z ran, fałszywych przekonań, złudzeń czy działania zła. Wyraźnie podkreśla, że wiara uzdrawia i dzieje się to dzisiaj, na naszych oczach, nie jest to wcale jakaś ukryta sprawa i nie jest to działanie marginalne. Wspólnoty prowadzą spotkania, ludzie wychodzą na ulicę i mocą imienia Jezus, robią to, co niegdyś czynili apostołowie. Dzielą się miłosierdziem Boga i Jego łaską.

Czytając „Uzdrowienie. Boża Miłość nie ma granic” miałam wrażenie, że autorka przedstawia mi całkiem inny, nieznany świat. Bo przypadków uleczenia jest tutaj cała masa, a ja jakoś nie mogę sobie przypomnieć, by ktoś opowiadał mi o takich wydarzeniach, których był świadkiem. Zwykłe wyjście do restauracji, przypadkowe spotkania, modlitwa i cuda. Tak po prostu, jakby był to element codzienności, a nie nic niezwykłego. Czytałam zdumiona i zastanawiałam się czy ja czegoś nie widzę, czy to tylko wybrana część świata, w której rozlewa się Boże Miłosierdzie. Nie wiem, czy wynika to z innej mentalności mieszkańców Ameryki lub z jakiegoś innego powodu, wydaje mi się, że w Polsce, wyglądałoby to jakoś inaczej, ale mogę się mylić. Ważne, że to wszystko nadal ma miejsce, dzieje się tu i teraz. Ludzie dzięki łasce są w stanie dotrzeć do człowieka potrzebującego a reszta to działanie Boga, który leczy wszystkie rany, te cielesne i duchowe. A jednak jak echo powracają słowa „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Być może stąd moje wrażenie.

Jest On cały naszym Lekarzem; jest nim rzeczywiście (…) krzyż przyjął nie dla okazania swej potęgi, lecz aby dać przykład cierpliwości. Tam uleczył twoje rany, gdzie sam swoje długo znosił; tam cię od śmierci wiecznej uzdrowił, gdzie On do czasu umrzeć raczył”. – s. 68

Duch Święty działa i pragnie działać. Coraz bardziej widać to w grupach odnowy. Cuda większe i mniejsze dzieją się na co dzień. Ważne, by o tym mówić. Myślę, że stąd ta książka, rzecz o docieraniu do człowieka i zauważaniu go. Odpowiadaniu na potrzeby większe i mniejsze. Liczne historie działania łaski Boga i ludzkich dramatów. Autorka przedstawia model modlitwy o uzdrowienie w kilku krokach, podkreślając to, co najważniejsze, szczególnie aspekt dotyku i podejścia do modlitwy. Zwraca uwagę również na to, że nie zawsze dochodzi do natychmiastowego uleczenia i nieraz modlącym się nie jest dane oglądanie cudu. Mówi o roli wiary osoby, doznającej łaski oraz o tym, że czasami uzdrowienie to akt do nawrócenia. Niezbadane są wyroki Boskie. Ważne jednak, by wychodzić do ludzi, pokonywać własne opory, modlić się i pamiętać, że działa Duch Święty, nie człowiek.

Uzdrowienie. Boża Miłość nie ma granic” to książka, która porusza wiele tematów od cudów, przez modlitwę, charyzmaty, działanie w świecie, po odnajdywanie zagubionych owiec, czy uświadamianie ludziom wierzącym i niewierzącym, że Bóg ich kocha i pragnie ich dobra. W samej rozmowie prowadzonej przed modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, nie chodzi bowiem o ganienie człowieka za jego błędy, ale nakreślenie sytuacji i uświadomienie nieskończonego miłosierdzia Boga, który nie czyha na nasze potknięcie, ale szuka, wyciąga ręce, wychodzi z pomocą, przez najróżniejszych ludzi i zdarzenia. Pisana prostym i przystępnym językiem, zawierająca liczne historie uzdrowień książka Mary Healy skłania do zadania sobie kilku pytań, otwarcia się na łaskę i szukanie uzdrowienia, którego tak bardzo dzisiaj potrzeba.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Mary Healy, Uzdrowienie. Boża Miłość nie ma granic, przeł. Piotr Musiewicz, wyd. WAM, Kraków 2016.