sobota, 31 grudnia 2016

Spacer po roku 2016 :)





Przyznam się Wam, że nie lubię wszystkich noworocznych postanowień, szału sylwestra. Rytuały przejścia są ważne i potrzebne, ale jakoś zmiana cyfry w dacie, nie jest dla mnie ważnym wydarzeniem ;). Ot takie moje przemyślenia. Postanowiłam jednak podsumować to, co działo się w tym roku na blogu i w moim czytelniczym świecie. A zatem zapraszam Was na spacer po 2016 roku.



Przeczytane książki i recenzje :) - klikając w tytuł, przeniesiecie się do recenzji :)

64. Eugeniusz Zamiatin "My" - recenzja w przygotowaniu
65. Amie Kaufman, Meagan Spooner "W spojrzeniu wroga" - recenzja w przygotowaniu



Książki rozpoczęte albo niedokończone ;)

1. Jakub Małecki "Ślady"
2. Jacek Hugo-Bader "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak"
3. Michał Książek "Jakuck"
4. Madeline Sheehan "Niepokorna"
5. Remigiusz Mróz "Trawers"
6. Eowyn Yvey "Dziecko śniegu"
7. Amie Kaufman, Meagan Spooner "W sercu światła"
8. Robert Małecki "Najgorsze dopiero nadejdzie"



Wydarzenia blogowe :)


Moje blogowe i literackie sukcesy :)

W zakładce SWS w mediach znajdziecie linki do wywiadu, którego udzieliłam dla TVP3 Rzeszów



Podsumowanie

Odkryciem tego roku było czterech autorów Maria Paszyńska, Mirosława Kareta, ks. Jan Kaczkowski i Michał Książek. Zakochałam się w ich książkach i ciągle z niecierpliwością czekam na nowe. Trudno byłoby mi odpowiedzieć na to, które książki okazały się najlepsze, więc powiem krótko, wyróżniam wspomnianych wyżej autorów plus "Miłosierdzie to imię Boga" :). Mile zaskoczyła mnie Natalia Sońska, która książką "Obudź się Kopciuszku" zweryfikowała moje podejście do literatury kobiecej i wobec której pokładam wielkie nadzieje i czekam na kolejne książki. Niezawodny okazał się Remigiusz Mróz, za którym już nie nadążam totalnie. Nie miałam jakichś specjalnych wielkich porażek czytelniczych. Rozczarowała mnie jedna książka "Egzekucja w dobrej wierze". Czytałam trochę o kreatywności, polubiłam się z biografiami i wiele myślałam o sprawach wiary, dzięki książkom z Wydawnictwa WAM :).

W grudniu niestety z powodu wzmożonej pracy nie udało mi się zbyt wiele przeczytać i brakowało mi chwil spędzonych z książką. Przeczytałam jednak w tym roku więcej niż w poprzednim. Wysłuchałam pierwszego audiobooka, świetnie bawiłam się na Targach Książki, dostałam czytnik ebooków. Udało mi się zająć III miejsce w konkursie na opowiadanie i poopowiadać o mojej czytelniczej pasji. Odwiedzałam świetne blogi i wspominałam Wam o tym w Spacerze wśród blogów. Rozkręciłam nieco Instagrama, zmieniłam trochę wygląd bloga. Stale uczę się i szukam nowych metod promowania czytelnictwa i co najważniejsze, pisałam i rozwijałam się dzięki Wam i dla Was również. Jest Was tutaj coraz więcej i to dla mnie największa radość!!! 


Kochani, dziękuję Wam za wspólnie spędzony rok i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i zaczytanych dni, pełnych pięknych historii :*

Piszcie, jak Wam minął rok 2016. Co przeczytaliście, co Was zaskoczyło, co zniechęciło. 



poniedziałek, 26 grudnia 2016

Przyjaźń ponad wszystko – Sara Pennypacker „Pax”


„Jak było do przewidzenia, chłopiec uniósł żołnierzyka i cisnął nim w las. Ulga, jaką poczuł lis – przyjechali tu tylko po to, by się pobawić! – sprawiła, że stracił czujność. Pognał w stronę lasu, nie oglądając się na ludzi. Gdyby się obejrzał, zobaczyłby, jak chłopiec wyrywa się ojcu i zasłania twarz rękami, i zawróciłby. Czegokolwiek potrzebował jego chłopiec – ochrony, rozrywki, czułości – lis gotów był mu to ofiarować”. – s. 13



Więź, jaka łączy przyjaciół, jest niesamowita. Czasami mamy wrażenie, że znamy kogoś od zawsze i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Bywa, że takim kompanem niekoniecznie jest człowiek, ale zwierzę. Posiadanie psa czy kota uczy dziecko nie tylko odpowiedzialności, ale pozwala rozwinąć wiele cech jego osobowości. 

Peter po śmierci matki tłumi w sobie gniew. Za wszelką cenę, chce zapanować nad wszystkimi negatywnymi uczuciami, które wywołują niechciane wspomnienia i skojarzenia. Gdy na skutek zbliżającej się wojny musi przeprowadzić się do dziadka, człowieka równie zamkniętego i surowego, co jego ojciec, bohater nie jest zadowolony. To rozwiązanie jest tym trudniejsze, że rodzic zmusza go do pozostawienia w lesie Pax-a, oswojonego lisa, z którym chłopiec dorastał. Mimo protestów, zwierzak zostaje porzucony i musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Cierpliwie czeka na powrót swojego człowieka, którego kocha i który przecież kocha jego. Tymczasem Peter nie wytrzymuje, ucieka w nocy z domu dziadka i udaje się na poszukiwanie przyjaciela. Niefortunny wypadek sprawia, że łamie nogę i dostaje się do domu Voli, samotnie mieszkającej kobiety, która zmaga się z wielkim bólem. Opiekując się chłopcem, uczy go ona znajdowania odpowiedzi na dręczące bohatera pytania, a także dowiaduje się czegoś o sobie. Tymczasem Pax musi stawić czoła niebezpieczeństwom czyhającym w lesie. Nie jest jednak sam. Poznaje lisicę Nastroszoną, jej brata Chuderlaka i starego lisa, który może mu pomóc. Wojna jednak zbliża się wielkimi krokami. Pojawiają się ludzie a z nimi niebezpieczeństwo. Czy chłopiec zdąży odnaleźć swojego lisa? Jakie przygody czekają Paxa i jego nowych przyjaciół?

Już dawno nie przeczytałam książki tak szybko. Po zabieganiu przedświątecznym byłam spragniona chwili z lekturą i bardzo dobrze wybrałam. „Pax” to bowiem ciepła, urzekająca i wciągająca historia. To rzecz nie tylko o przyjaźni lisa z chłopcem, ale i o dojrzewaniu do odpowiedzialności za swego przyjaciela oraz za napotkanych ludzi i zwierzęta. Na przykładzie lisa i człowieka autorka pokazuje otwartość serca, która potrafi przyjąć drugiego i pomagać mu. To mądra opowieść o szukaniu odpowiedzi na fundamentalne pytania o przyjaźń, miłość, rozczarowanie, stratę, ból. Rozłąka między przyjaciółmi uczy ich wielu rzeczy. Peter przekonuje się, że nie powinien był ulegać ojcu i pozwalać na pozostawienie lisa w lesie. Zaczyna rozumieć, że obwinianie się za dawne winy, nie ma sensu, ponieważ sprawia, że życie to katorga, w której nie uczyni się niczego dobrego. Zamykanie się w bólu i karanie za grzechy jest bowiem zamkniętym kołem. Zmaga się również z panowaniem nad złością. Pax zaczyna zaś rozumieć, że nie każdy człowiek bywa dobry, że ludzie się zmieniają i czasami stają się fałszywi. Doznaje niszczycielskiej działalności człowieka, który przeciwstawia się naturze i swoim bliźnim. Wojna jest zaledwie nakreślona, a jednak widać ogrom zła, jakie wyrządza, choć na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczęła.

„Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi. (…) Ci zarażeni wojną… czy oni zaatakują mojego chłopca?
Tam gdzie żyłem z ludźmi, kiedyś przyszła wojna. Wszystko zostało zniszczone. Wszędzie był ogień. Śmierć dosięgała nie tylko zarażonych wojną dorosłych samców, ale też dzieci, matki, stare osobniki ich własnego gatunku. Wszystkie zwierzęta. Ludzie zarażeni tą chorobą niszczą wszystko na swojej drodze”. – s. 72-73

Porównanie jej do choroby, jest bardzo adekwatne. Atakuje bowiem całego człowieka, pozbawiając go empatii, nieraz dobroci, współczucia. Niszczy obie strony konfliktu i wszystko dookoła siebie. Jest machiną pochłaniającą zarówno złych jak i dobrych, mężczyzn, kobiety, dzieci. Jak trudno przetrwać podczas działań wojennych i jak przez przypadek można stać się ofiarą konfliktu, pokazują losy lisów.

Rodzące się między zwierzętami zaufanie, bezinteresowność, oddanie, to wszystko zostaje skontrastowane z ludźmi, którzy zdają się mieć mniej uczuć niż zwierzęta. Na tle wojny wyróżnia się Peter i Vola, ale oni również muszą zmagać się ze swoimi demonami, agresją i złością śpiącą w każdym człowieku. Delikatnie nakreślony temat przemocy i niepanowania nad gniewem, to kolejny temat do refleksji w książce. Tęsknota za czystymi i prostymi relacjami i więzią, która jest nieprzerwana, porozumieniem niemal mistycznym wyłania się z kart książki, gdy mowa o przyjaźni Pax'a i Petera. Jest to jednak trudny związek. Czekanie na przyjaciela i odpowiedzialność za nowych towarzyszy prowadzi bowiem do zaskakującego finału, który pozostawił mnie z wieloma pytaniami. Nieco zabrakło mi szerszego spojrzenia na zakończenie, które wyjaśniłoby wiele, z drugiej strony takie zamknięcie pozwala snuć własne wnioski i daje szerokie pole manewru do kontynuowania opowieści, która mogłaby nauczyć czytelnika jeszcze wielu rzeczy.



Pax” to niezwykła książka. Historia, która od pierwszej strony przepełniona jest emocjami i mądrą nauką. Powieść, nie zwalnia czytelników od myślenia. Każe zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi. Klimatem faktycznie przypomina „Małego Księcia”, ale moim zdaniem jest bardziej współczesna i pisana zrozumiałym dla dzieci językiem. Metafory są prostsze i bardziej przemawiają do młodych czytelników. Całości, która porusza i zachwyca, dopełniają ilustracje Jona’a Klassen’a. Słowem, „Pax” to bardzo dobra literatura zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Przedstawiająca świat ludzi i zwierząt, w którym dobro raz jest po jednej, raz po drugiej stronie. Książka na pewno uczy dobroci, opowiada o dorastaniu, podczas którego nie wolno zapomnieć kim się jest i co jest najważniejsze. Dojrzewaniu przy którym nie można zatracić istoty człowieczeństwa, którą jest miłość, empatia, współczucie, mądrość i prawda. Ja ze swojej strony serdecznie polecam, bo naprawdę warto!!!


Sara Pennypacker, Pax, przeł. Dorota Dziewońska, ilustrował Jona, Klassen, wyd. IUVI, Kraków 2016.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Dzieje przyjaźni – Laurence Yep i Joanne Ryder „Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi”


„Oprócz tego, że była bystra i odważna, była też twarda. To zabawne, jak życie pełne kłopotów może sprawić, że niektóre stworzenia boją się własnego cienia, a inne – jak Winnie – stają się silniejsze i lepsze. Czułam się dobrze, wiedząc, że mogę na niej polegać, kiedy sprawy się skomplikują.” – s. 114



Zastanawiam się, kiedy ostatnio czytałam książkę dla dzieci. Owszem sięgam po lektury dla młodzieży, bo najzwyczajniej w świecie lubię młodzieżówki i dystopie. Do literatury dla młodszych zaglądam raczej rzadko, ale czasami naprawdę warto poczytać coś pisanego specjalnie dla dzieci. Dotarła do mnie niedawno tajemnicza przesyłka, która zawierała książkę, z początku wydawało mi się, że jedynie o smokach, ale nic bardziej mylnego. Była to tym milsza przesyłka, bo od kogoś, kogo ogromnie lubię i tu mała ciekawostka. Agnieszkę na pewno kojarzycie z Obsesyjnej Biblioteczki, ale czy wiecie, że jest również tłumaczem? I przetłumaczyła właśnie tę książkę ☺.

Winnie od śmierci ojca nie ma łatwego życia. Jej matka stara się radzić sobie jak może, by utrzymać rodzinę. W końcu jednak może odetchnąć za sprawą spadku po zmarłej ciotce. Odziedziczona rezydencja i spory majątek, sprawiają, że ich przyszłość zostaje zabezpieczona. To jednak nie koniec wiadomości. Poza pięknym domem Amelia pozostawia Winnie jeszcze coś, wejście do magicznego, pełnego przygód świata. Dom zamieszkuje bowiem tajemnicza Panna Drake, niezwykle potężny i mądry smok, który początkowo nie ma ochoty na znajomość z dziewczynką. W żałobie po Kudłatej, jak nazywała bohaterka Amelię, nie dostrzega ona początkowo wyjątkowości małego gościa, a trzeba przyznać, że dziewczynka jest nie tylko odważna, twarda i ciekawska, ale ma dużo ciepła. Od potyczek słownych rozpoczyna się znajomość między samotną smoczycą a wyjątkową dziewczynką. Z czasem bohaterki poznają się coraz lepiej i rodzi się między nimi więź, która umocni się dzięki przygodzie z pewnym szkicownikiem. Czy Pannie Drake i Winnie uda się zażegnać niebezpieczeństwo zarówno w ludzkim jak i magicznym świecie?

Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi” to pełna ciepła, humoru i magii lektura, która umili i rozgrzeje młodszych i starszych w zimowe wieczory. Perypetie marudnej i gderliwej, ale inteligentnej i potężnej smoczycy oraz małej, ciekawej świata i tęskniącej za ojcem dziewczynki wciągają i zapewniają oddech po ciężkim dniu. Autorki stworzyły naprawdę dobrą książkę dla dzieci, która uczy, że nie jest ważne to, co mamy materialnego, bo można grać zrobionymi przez siebie warcabami, że ważniejsi są ludzie niż rzeczy, gdyż to oni dają nam szczęście. W mądry sposób zasygnalizowane zrozumienie dla trudnej sytuacji rodzinnej zarówno pod względem osobistym jak i finansowym, uwrażliwia czytelników na to, że warto pomyśleć o innych niż upierać się przy swoim i uczy empatii. Winnie jest nie tylko silną dziewczynką, która nie rozpacza po stracie ojca, ale stara się być dobra dla mamy, mimo ciężkich chwil. Nie marudzi, nie narzeka. Przyjmuje swój los naprawdę dzielnie, choć tęskni, stąd jej upór w powracaniu do panny Drake. Co ogromnie mi się spodobało to fakt, że nie ma ona potrzeby posiadania wielu rzeczy, co często podkreśla i co powinno być uświadamiane młodym ludziom. Bardziej interesują ją relację i rozwijanie siebie, poznawanie świata magii, niż nowe rzeczy. Dziewczynka, najbardziej pragnie bowiem relacji z drugim człowiekiem czy smokiem ;) i tym samym przypomina mi wielu bohaterów moich dziecięcych książek. Jest to tym cenniejsze, że żyje przecież w świecie gadżetów i nowinek technicznych. Panna Drake natomiast to trochę zrzędliwa i zamknięta w sobie smoczyca, która manierami odstaje od teraźniejszości, ale jednocześnie ma dobre serce i dostrzega zalety swojej nowej oswojonej. Traktuje ją nieco protekcjonalnie, ale zaczyna darzyć sympatią dziewczynkę, która początkowo mocno działa jej na nerwy. Świat magii jest tu pełen kolorów i dziwów, które zachwycają Winnie i czytelnika.



Książka Laurence Yep i Joanne Ryder jest historią nie tylko ciekawą i wciągającą, ale napisaną prostym, bardzo obrazowym, działający na wyobraźnię językiem (co widać także w tłumaczeniu J). Liczne ilustracje, choć czarno-białe, dodają powieści smaczku i umilają lekturę. Dodatkowo to historia, która bawi i uczy. Stawia przed czytelnikiem pytania i zatrzymuje na chwilę refleksji, pokazuje, co jest ważne w życiu. To rzecz nie tylko o przezwyciężaniu samotności, radzeniu sobie ze stratą i bólem, ale również o wychodzeniu do innych, odwadze, odpowiedzialności, przyjaźni. Sympatyczna książka z humorem obrazująca o gderliwych, marudnych i zrzędliwych dorosłych (ale jak widać jest dla nas nadzieja ;) ) i dzieci, które ubogacają swoim widzeniem świata. W końcu zaś to rzecz o skomplikowanych relacjach międzyludzkich a tutaj też międzygatunkowych ;), o różnicach spojrzenia, które wzbogacają i o tym, co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu. Jeśli zatem szukacie dobrej lektury dla pociechy lub sami chcecie przypomnieć sobie co nieco, serdecznie polecam.

Za książkę serdecznie dziękuję Agnieszce z Obsesyjnej Biblioteczki <3



Laurence Yep, Joanne Ryder, Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi, przeł. Agnieszka Pohl, ilustrowała Mary GrandPré, wyd. IUVI, Kraków 2016. 

środa, 14 grudnia 2016

Ocalić od zapomnienia – Mirosława Kareta „Bezimienni”


„One zupełnie nie doceniały swojej roli! Uważały, że prawdziwi bohaterowie to ci chłopcy z pistoletami za pasem. A tymczasem to one odwalały najważniejszy kawał roboty, często niewdzięcznej. To dzięki ich meldunkom, rozpoznawaniu terenu, rozpracowywaniu poszczególnych osób wywiad Armii Krajowej działał tak, jak działał…” – s. 346



Tęskniłam za Petrycymi i ich zwariowanymi rodzinnymi zawirowaniami. Byłam ciekawa jak dalej ułoży się między Anią i Tomkiem. Co wywołało odkrycie zapisków matki Maksymiliana, co stanie się z Marysią i jej sytuacją w pracy. Polubiłam bohaterów i wrosłam w ich domową czasami burzową, nieraz słoneczną atmosferę. Stali się dla mnie trochę jak przyjaciele, na których się czeka, dlatego czytałam „Bezimiennych” w każdej chwili wolnej od pracy. Chłonąc dalsze losy bohaterów i całkiem nową historię.

Tym razem poza dalszym ciągiem rozpoczętej w „Pokochałam wroga” historii autorka przedstawia również kolejny epizod wojenny. Dotyczy on katastrofy Liberatora, która miała miejsce na Zabłociu w sierpniu 1944 roku. Losy ocalałego Petera Redlicha i ukrywającej go Pelagii przeplatają się z akcją z lat 90-tych. Żona zestrzelonego lotnika a zarazem daleka krewna Petrycych spontanicznie przyjeżdża do Krakowa i postanawia udać się na spacer, podczas którego Jacek i Krysia będą opowiadać o wydarzeniach, w których jej ukochany brał udział. Nikt jednak go nie wspomina. Brak jakichkolwiek informacji na temat udziału Petera w historycznym locie, sprawia że staruszka zrobi wszystko, by uczcić pamięć małżonka i umieścić go na liście załogi Liberatora. Razem z Anią rozpoczyna poszukiwania świadków, którzy mogliby zaświadczyć, że jej wersja wydarzeń jest prawdziwa, choć owiana niebywałą tajemnicą. Tym niezwykłym, przesiąkniętym duchem historii wędrówkom po Krakowie towarzyszy opowiadanie o rodzinie Petrycych. Lekki rozłam w małżeństwie Maksymiliana i Marysi zdaje się pogłębiać. On zajęty dbaniem o swoją karierę i ciągle dotknięty reakcją społeczeństwa na pamiętnik jego matki, ona zdenerwowana sytuacją w pracy, swoim stanem emocjonalnym i brakiem atrakcyjności jako kobieta. Ania również nie ma łatwo, stara się odnaleźć własną drogę i przekonać się, co tak naprawdę czuje do Tomka i czy jest w stanie zbudować z nim trwały związek. Jej historia współgra ze wspomnieniami ciotki Pelagii, która przypomina bolesną przeszłość i powoli rodzące się i niespodziewane uczucie.  

Mirosława Kareta po raz kolejny sięga do historii, tym razem do działalności żołnierzy AK i lotników angielskich podczas II wojny światowej. Przypomina bohaterstwo ludzi, którzy nie bali się, mimo groźby śmierci, działać w podziemiu i walczyć o wolny kraj. Honor tych, którzy pomagali innym w czasach, gdy zło wydawało się wszechobecne. Obrazuje także ludzkie dramaty, które na trwałe pozostawiają ślad na duszy i psychice. Bohaterowie „Bezimiennych” to ludzie zaprawieni w cierpieniu, a jednak mimo pewnego zrezygnowania, potrafiący odnaleźć siłę do życia. To nie papierowe postaci, lecz ludzie z krwi i kości, targani emocjami, z bolesną przeszłością, szukający swojej drogi i często zaskakiwani przez los. Zarówno Pelagia jak i Peter doznali ogromnej straty. Nie mieli łatwego dzieciństwa, ich dom nie pretendował do miana doskonałego, a mimo to, potrafili znaleźć w życiu odrobinę szczęścia, choć dla każdego z nich wyglądało ono inaczej. Pisarka przedstawia skomplikowane koleje losu, który nie oszczędza nikogo, często pozbawia złudzeń, boleśnie dotyka, weryfikuje nieraz wszystko, co wydajemy się wiedzieć o życiu, a jednak pozwala człowiekowi odnaleźć swoją przystań, tam gdzie by się jej nie spodziewał. Zadziwia pokora Petera i Pelagii względem samych siebie oraz zadziorność i hardość, z jaką bohaterka walczy nie o własne dobre imię, ale o pamięć o mężu. Przy upartym charakterze staruszki aż dziw bierze, że jej życie pozostaje owiane mgłą tajemnicy. Maksymilian i Marysia są jeszcze bardziej żywiołowi, przechodzą kryzys w związku spowodowany nie tylko ich wzajemnymi pretensjami, ale również podejściem do dzieci. Praca, dom, problemy dają im się we znaki. Dorosłe pociechy zaczynają obierać własną ścieżkę, nie zawsze po myśli rodziców. Dużo tu nieporozumień, problemów z komunikacją, zwykłego życia, w którym między młodymi a starszymi zawsze dochodzi do mniejszych czy większych nieporozumień. Co ogromnie mi się podoba, to fakt że zestawiając niemal trzy pokolenia Mirosława Kareta pokazuje, że nie różnimy się tak bardzo od siebie. Żyjemy w różnych czasach, ale mamy podobne problemy, namiętności, życie żadnego z bohaterów nie jest usłane różami. Przed każdym z nich stoją pewne szanse, wyzwania, trudności.



Bezimienni” to zdecydowanie wciągająca, klimatyczna, wypełniona ciepłem i masą emocji książka. Już pierwszy tom pokazał, że autorka znakomicie posługuje się językiem i ma dar do tworzenia nie tylko urzekających opowieści rodzinnych, ale pisania o wydarzeniach historycznych tak, że chłonie się je w najlepsze. Przyznam, że gdyby tak były pisane podręczniki do historii, skończyłabym dwa kierunki studiów. Drugi tom sagi o rodzie Petrycych jest książką bardziej złożoną i dojrzałą. Bohaterowie naznaczeni są cięższym brzemieniem, nie brak im odwagi, poświęcenia, bezinteresowności, oddania. Mimo ran potrafią zacząć od początku, świadcząc o sile ludzkiego ducha. To także ludzie na życiowych rozstajach, dojrzewający do decyzji, uczący się mądrości, a także umiejący docenić historię. Mogę napisać, że to opowieść o bohaterach czasów II wojny światowej jak Peter i Pelagia, ale i tych codziennych bohaterach, którzy walczą o pamięć lub po prostu starają się przeżyć życie jak najlepiej. To zdecydowanie książka, która sprawia, że wieczory stają się krótkie, bo nagle jest strasznie późno, a nie chce się opuścić świata powieści, a zarazem rzecz, która skłania do przemyślenia wielu spraw. U Petrycych jest tak jak w domu, czasem za głośno, czasem milcząco. Atmosfera bywa napięta, ale czuć w tym wszystkim miłość nawet, jeśli czasami wyrażana jest dość nieporadnie. Ot, życie można powiedzieć i chyba to jest w powieści najpiękniejsze, to ciepło domu, który nie jest pozbawiony wad, ta codzienność, która miesza się z przeszłością, w końcu bezpieczeństwo przeplatające się z obawą przed nieznanym, które czeka. W pewnym sensie to powieść dla nas i o nas. O ludziach z wielką historią i tych którzy mają zwykłe życie, będących na początku czy w środku drogi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Z kart bije jakaś nostalgia, za czasami, które pamiętam z dzieciństwa, za latami, gdy technika aż tak nie pożerała czasu, a historie były żywe i pociągające. Dlatego przystaję, otwieram oczy, słucham, szukam. Odstawiam trochę internet na bok, bo nie tylko święta coraz bliżej (jak w powieści), ale jakoś bliżej do ludzi po tej lekturze.   

A na koniec, serdeczne podziękowania dla Pani Mirosławy Karety za powieść, bo takich książek stale jest za mało, za piękną dedykację, spotkanie na targach i motywację.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Mirosława Kareta, Bezimienni, wyd. WAM, Kraków 2016.


wtorek, 6 grudnia 2016

Złam zasady – Remigiusz Mróz „Behawiorysta”



„Globalny fenomen. Właśnie tym było to przedstawienie – lub właśnie tym stanie się w najbliższym czasie. Morderca oczami wyobraźni zapewne widział już wszystkie wyznaczniki sukcesu w dzisiejszym świecie. Miliony śledzących na Twitterze i Facebooku, twarz na okładkach gazet, nieustanne rozmowy na jego temat i niekończące się analizy w telewizji. Manifesty polityczne ogłaszane w sieci, duchowe przewodnictwo i…” - s. 120



Psychopaci w literaturze to temat do wdzięcznych analiz. Był Hannibal Lecter, który mordował i przyrządzał sobie z ofiar wykwintne obiadki, którymi raczył siebie i gości. Był Marvin, któremu marzyła się naprawa ofiary, zbudowanie człowieka od nowa ("Kostka"). Jack Torrance z „Lśnienia” biegał po hotelu z siekierą i chciał wymordować rodzinę. W końcu był i szaleniec z „Wieży milczenia” czy Bestia z serii o komisarzu Forście. Do tego szlachetnego grona dołączył następny członek – Kompozytor, postać z najnowszej książki Remigiusza Mroza „Behawiorysta”.

Co musi się wydarzyć, by do byłego prokuratora, dodajmy że wydalonego dyscyplinarnie, nagle zadzwoniono z prośbą o pomoc? Na pewno coś strasznego. Kiedy zatem w przedszkolu szaleniec grozi zabiciem zakładników Beata Drejer zwraca się do swojego byłego szefa, specjalisty z kinezyki. Gerard Edling przystaje na propozycję, tym bardziej, że tajemniczy zamachowiec stanowi dla niego niemałą zagadkę. Od transmitowanego przez internet zdarzenia rozpoczyna się gra o ludzkie życie. Kompozytor, gdyż tak zostaje nazwany ów szaleniec, oddaje w ręce internautów los przedszkolanki i jednego z dzieci. Ich zadaniem jest wybrać, kto zginie a kto przeżyje. Obława i ujęcie terrorysty nie kończy koncertu krwi. Okazuje się bowiem, że ten dziwny człowiek nadal działa i po raz kolejny każe wybierać, życie czy śmierć. Organy ścigania wraz z Edlingiem starają się dociec, co tak naprawdę się dzieje. Jaki cel ma ten tajemniczy człowiek i jak powstrzymać jego oraz znajdujących się na wolności pomocników. Czas ucieka a na szali znajduje się ludzkie życie. Czy behawioryście uda się rozwiązać zagadkę na czas?

Pisząc powyższe zdania bardzo upraszczam, ale nie chcę zdradzać za wiele. Jak na Remigiusza Mroza przystało jest tu cała masa emocji, szybkie tempo, bardzo charakterystyczni bohaterowie, zaskakujące zwroty akcji. Dostajemy też coś nowego, widać, że autor się zmienia literacko. Kinezyka sama w sobie stanowi interesujący fragment fabuły, podnosi napięcie, gdy człowieka czyta się również przez najdrobniejsze gesty lub gdy nie można tego zrobić, bo za bardzo się kontroluje. Gerard Edling stanowi chyba najbardziej osobliwego bohatera, jakiego do tej pory stworzył autor. Nienaganne maniery, można rzec, nawet przesadne, dbałość o poprawność językową, która momentami przypominała nawet językowy fanatyzm, charakterystyczny, jasny garnitur, ostry jak brzytwa umysł, rozległa wiedza i chłód emocjonalny tak w skrócie można by go opisać. Do tego potrafi działać niekonwencjonalnie, choć mocno trzyma się wszelkich paragrafów. Pociąga go mrok i wynaturzenia ludzi, których rozpracowuje, choć sam nie robi nic złego. Ciągnie się za nim tajemnicza sprawa z dziewczyną, przez którą stracił pracę. Właściwie czytelnik poznaje go naprawdę powoli. Co innego Kompozytor, to wygłaszający tyrady obłąkaniec, który chce zmienić świat i ludzi. Czasami ciężko powiedzieć, do czego tak naprawdę dąży. Niby jest wykonawcą woli większości, po części kompozytorem, po części dyrygentem, ale tak naprawdę to po prostu szaleniec opętany swoją wymyślną ideologią. Człowiek pozbawiony uczuć, manipulator, który stanowi przez niemal całą powieść prawdziwą zagadkę. Pozostali bohaterowie, choć dobrze nakreśleni, nawet prokurator Drejer, blakną przy tych dwóch postaciach, ale tak powinno być. Czytelnik cały czas myśli o dwóch głównych postaciach toczących ze sobą pojedynek i to własnie rozpala najwięcej emocji.



Behawiorysta” to powieść zarówno o Edlingu i jego życiu, co i o kompozytorze i mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. Z pewnością to najbrutalniejsza i najciemniejsza historia, która wyszła spod pióra Remigiusza Mroza. To, co wyczynia zamachowiec jest po prostu straszne, okrutne i wynaturzone. Czyni on z siebie z jednej strony pana życia i śmierci, z drugiej zaś wykonawcę woli ludu. To także kreator ludzkich zachowań. Poziom okrucieństwa jest naprawdę wielki i przyznam, że po tę pozycję nie powinni sięgać młodsi czytelnicy. Autorowi nie można odmówić pomysłu, choć momentami przeraża, zwłaszcza jeśli myśli się o tym, że Remigiusz Mróz to przecież sympatyczny, uśmiechnięty, otwarty człowiek. Jak zawsze powieść charakteryzuje się doskonale zbudowanym napięciem, emocjonującą akcją, zaskakującym zakończeniem i twistami fabularnymi. Tym razem jednak „Behawiorysta” wyróżnia się czymś nowym. W toku akcji stawia bowiem przed czytelnikiem nie tylko pytania o to, co się stanie, ale nawiązuje do dylematów moralnych. Co zrobić w danym momencie, jak postąpić? Szukanie wyjścia z sytuacji daje wgląd nie tylko w psychikę bohaterów, ale pozwala lepiej poznać siebie. Mimo okrucieństwa, jakie pojawia się na stronach powieści, książka wywołuje naprawdę silne emocje i składnia do przemyśleń, które pozwalają zaglądnąć w głąb naszej duszy, nawet jej mroczniejszych zakamarków. 

Remigiusz Mróz coraz mocniej uderza w literackie tony, pogłębia analizę bohaterów, daje się poznać od nowej, mrocznej strony. Nie traci przy tym świetnie opanowanej umiejętności trzymania czytelnika w garści, wywoływania w nim przeróżnych odczuć, wciągania w opowiadaną historię. Tworzy swój mały teatr, w którym marionetkami są zarówno postaci literackie, jak i czytelnicy, bo trzeba uznać Autora za pana i władcę marionetek, które podążają w głąb stworzonej przez niego fabuły i grają (rozważając co zrobiliby na miejscu bohatera, analizując czyny, z których często żaden nie jest dobrym rozwiązaniem, poddając się akcji). „Behawiorysta” z jednej strony przeraża mnie swoim mrokiem, szaleństwem, brutalnością, z drugiej przyciąga. Jest świetną, trzymającą w napięciu historią, która daje pole do rozważań. I choć jak pisałam, nie polecam jej absolutnie młodszym czytelnikom, czytałam ją z zapartym tchem, szybko przerzucając kolejne strony, z kołaczącą się w głowie jedną myślą, zaczynam bać się Autora…


Remigiusz Mróz, Behawiorysta, wyd. Filia, Poznań 2016.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Spacer po prezenty


Mikołajki coraz bliżej, święta także. Zapraszam zatem na spacer wśród tytułów, które warto sprezentować najbliższym. 


1. Na rozgrzanie serca serdecznie polecam najnowszą książkę Natalii Sońskiej "Obudź się Kopciuszku" i "Kiedy płaczą świerszcze" Charlesa Martina. Piękne przeżycia gwarantowane, a o książkach możecie poczytać więcej klikając w tytuł. 




2. Dla wymagających literacko proponuję dwie pozycje świetne zarówno pod względem treści jak i formy - Maria Paszyńska "Cień sułtana" i Jakub Małecki "Ślady". 





3. Dla kochających góry i żądnych przygód idealne mogą być Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" oraz Bernadette McDonald "Ucieczka na szczyt. Rutkiewicz, Wielicki, Kurtyka, Kukuczka".





4. Lubiącym mocne historie wrażenia zapewni  Remigiusz Mróz "Behawiorysta"(lub inne powieści autora), Robert Małecki "Najgorsze dopiero nadejdzie" i Waldemar Ciszak, Michał Larek "Mężczyzna w białych butach".





5. Dla miłośników reportażu wybrałam Michała Książka "Droga 816" i Paolo Rumiz "Legenda żeglujących gór"




6. Poszukiwaczom literatury rozwojowej mogę polecić następujące pozycje - Jocelyn K. Glei "Zarządzanie codziennością" i Ryan Holiday "Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy". 





7. Wszystkim poetyckim duszom udany wieczór zapewni Uta Przyboś "Prosta", Michał Książek "Nauka o ptakach".


9. Dla pragnących rozwinąć się duchowo - S. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka "Sposób na (cholernie) #szczęśliwe życie", Papież Franciszek, Andrea Tornielli "Miłosierdzie to imię Boga" i wszystkie książki ks. Jana Kaczkowskiego ☺☺.




10. Na dobry humor najlepsze będą Zuzanna Jędrzejewska "Nie do wiary!", Magdalena Wala "Marianna" i Joanna Szarańska "I że ci nie odpuszczę". 






11. Miłośnikom pięknych historii polecam Elif Shafak "Ucznia architekta", Marii Paszyńskiej "Warszawski niebotyk" i "Gonitwę chmur" oraz Jasona P. Wrighta "Szczęście do wzięcia".






Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś na prezenty dla najbliższych :)

niedziela, 27 listopada 2016

Napiszmy bajkę od nowa – Natalia Sońska „Obudź się Kopciuszku”


„Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie zdołała. Przechyliła więc szybko stojący przed nią kieliszek, nawet się nie krzywiąc. Miał rację. Uciekała przed każdym, kto chciał się dowiedzieć o niej czegoś więcej. Nienawidziła rozmawiać o sobie nawet z przyjaciółmi, a co dopiero z nieznajomym, który nie ma pojęcia ani o tym, kim jest, ani o jej przeszłości. Opowiadanie o sobie było czymś, na co reagowała wręcz alergicznie.” – s. 51



Podobno praca może stać się lekiem na całe zło. Jeśli chwilowe rzucenie się w wir obowiązków zapewnia oderwanie od chmurnych myśli, ułatwia powrót do życia i nabranie dystansu, wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy staje się remedium na całe zło i ma wypełniać każdą chwilę od momentu pobudki aż po sen. Tak jest w przypadku głównej bohaterki książki „Obudź się Kopciuszku”. Alicja topi smutki, złe wspomnienia, ból z przeszłości w pracy. Bierze niezliczone nadgodziny, chętnie każdego zastępuje, spędza święta w szpitalu. Jeśli ma wolną chwilę spotyka się z małą grupką przyjaciół, którzy w końcu wyciągają ją na sylwestra do Zakopanego. Zrezygnowana dziewczyna zgadza się na wyprawę, skracając swój pobyt do minimum i przysłowiowo odbębniając wątpliwą przyjemność, by tylko Anka, Monika, Konrad i Przemek dali jej spokój. Wyjazd początkowo okazuje się nie taki straszny, jakby się mogło wydawać. Kobieta po raz pierwszy od dłuższego czasu czuje, że trafiła we właściwe miejsce. Głębiej oddycha, uspokaja myśli, w końcu odpoczywa. Poznaje również przystojnego i pociągającego ratownik TOPR, Michała. W bohaterce, która jak może stroni od ludzi, niespodziewanie budzi się uczucie.

Sylwestrowa noc staje się przełomem, który niefortunnie kończy urlop, a kobieta przerażona swoim stanem stara się skupić na wszystkim, tylko nie na obiekcie rodzących się w niej uczuć. W końcu daje za wygraną i postanawia odnaleźć spokój. Korzystając z ostatnich dni zwolnienia lekarskiego wraca w góry, by znów poczuć się na swoim miejscu. Po raz kolejny spotyka się z właścicielem restauracji o oszałamiających oczach i choć na chwilę ulega emocjom. W Alicji zwyciężają jednak lęk, ból i mechanizm ucieczki. Zostawia mężczyznę, który wydaje się być dla niej idealny i wraca do dawnego życia. Los jednak szykuje jej niespodziankę. Czy bohaterce uda się zejść z Michałem i na nowo ułożyć sobie życie? Co kryje jej przeszłość, która wpływa na paniczny lęk przed ludźmi?

Co osobiście bardzo podobało mi się w „Obudź się Kopciuszku” to fakt, że nie jest to przesłodzona historia. Owszem, nieczęsto sięgam po literaturę typowo kobiecą, ale tu skusiły mnie dwie rzeczy, po pierwsze Zakopane, po drugie miłość. Połączenie wydawało się ciekawe i iście kuszące i w rzeczywistości tak jest. Miałam nadzieję na rozgrzewającą serce i dobrą lekturę i nie zawiodłam się. Piękne krajobrazy, górski klimat, prawda że w tym miejscu człowiek nabiera dystansu, czuje się jak u siebie, a do tego historia dwójki ludzi, którzy odnajdują się i gubią, tworzą ciepłą i czarującą całość. Owszem czasem ma się wrażenie, że jest tak pięknie, że aż nieprawdziwie, bo pani Aniela, to jednak istny anioł, a domowe ognisko jest tak ciepłe jak tylko bywa na pięknych obrazkach, ale życie niejednokrotnie pokazało mi, że w ludziach faktycznie jest tyle piękna i serdeczności, trzeba tylko dobrze trafić. Kolejnym plusem jest połączenie baśni o Kopciuszku i Śpiącej Królewnie z życiem młodej, zranionej, współczesnej kobiety. Baśniowość przeplata się tutaj z rzeczywistością i światem góralskiej tradycji, tworząc ciekawą i uroczą całość. Autorka stworzyła również zróżnicowanych bohaterów, silnego i czarującego Michała, który podobnie jak Alicja ma swoje rany, ale lepiej sobie z nimi radzi. Pracowitego i oddanego przyjaciółce Przemka, który zaczyna układać sobie życie ze swoją drugą połówką. Władczą i nieco roztrzepaną Monikę, spokojniejszą Ankę, sympatycznego Konrada, dobrą duszę powieści panią Anielę i w końcu Alicję, bohaterkę której przeszłość rzutuje na wszystko, co się dzieje. To najbardziej zamknięta bohaterka powieści. Mocno zraniona, samotna, ale również stroniąca od ludzi, których się boi. I choć czasami miałoby się ochotę potrząsnąć nią i powiedzieć, nie trać szczęścia, nie zostawiaj mężczyzny, który jest idealny dla Ciebie, jakoś da się zrozumieć jej strach.



Obudź się Kopciuszku” to historia o rozliczeniu z przeszłością. O stracie, którą bardzo ciężko przeżyć. Rzecz o gubieniu się i odnajdywaniu. Powieść, która porusza temat śmierci, ale i życia, które nieraz przypomina złotą klatkę, w której zamykamy się na własne życzenie. Alicja ogranicza swój świat do minimum i w pracy upatruje szczęścia. Nie słucha znajomych namawiających ją do częstszych wyjść, poznawania ludzi, po prostu życia. Odrzuca myśl, że sam sukces zawodowy nie zapewni jej szczęścia i spełnienia. Natalia Sońska pokazuje jak pod wpływem jednego człowieka budzą się uśpione i zakopane na dnie serca tęsknoty, marzenia i nadzieje. Jak ciepło potrafi topić lód a dobro kruszyć najtwardsze mury. Nic nie dzieje się jednak magicznie, bohaterowie sami muszą podjąć decyzję, rozsądnie i dojrzale. Świat nie staje się nagle bajką, na drodze do szczęścia wyrastają bowiem przeszkody, które trzeba pokonać. Nie ma tu cudownych przemian, jest uciekanie przed problemami i stawianie czoła dylematom oraz lękom, a wszystko na tle malowniczych gór i krakowskiej codzienności.

Jeśli szukacie przepełnionej ciepłem lektury, która opowiada o pięknej, ale i nieco trudnej miłości, szukaniu swojego miejsca na świecie, odnajdywaniu domowego ogniska, zmaganiu się ze sobą i przebaczaniu, to „Obudź się Kopciuszku” jest pozycją dla was. Pisana lekkim stylem, ładnym językiem powieść wciąga, urzeka zakopiańskim klimatem i atmosferą lekkiej niepewności. Porusza także ważne kwestie, wybaczania, otwierania się na ludzi i budowania życia od nowa. Nie jest to jedynie prosta powieść dla kobiet, zmusza bowiem do szukania odpowiedzi na pewne pytania i dociekania, co stało się w życiu bohaterki, że tak bardzo zamknęła się w sobie. Natalia Sońska nie tworzy banalnej fabuły. Umiejętnie łączy marzenia o miłości, pełnym ciepła i życzliwości domu z lękami i ranami, które ma każdy. Baśniowość zakopiańskiego świata splata ze zwykłą prozą życia, tworząc uroczą opowieść, którą świetnie czyta się wieczorami po pracy. Co mnie zdumiewa i sprawia, że darzę pisarkę ogromnym szacunkiem, to ogromne ciepło, jakim emanuje autorka i jej książki, przywiązanie do wartości rodzinnych, które widać na kartach powieści i mądrość. Natalia Sońska jest bardzo młodą osobą, która rozwija się warsztatowo i już dziś daje nadzieję na dobre kobiece powieści, które nie tylko będą umilaczem wolnego czasu, ale czymś więcej, dlatego z ciekawością czekam na kolejną książkę i trzymam kciuki za autorkę, wierząc, że spod jej pióra wyjdą kolejne coraz ciekawsze powieści.

A jeśli to wszystko Was nie przekonało, zobaczcie zwiastun ☺



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.




Natalia Sońska, Obudź sięKopciuszku, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.


wtorek, 22 listopada 2016

Co z nimi będzie? - Remigiusz Mróz „Immunitet”


„- Poszperam – zapewnił buńczucznie Kormak.
- Nie ustawaj w wysiłkach.
Chudzielec podszedł do drzwi i obejrzał się przez ramię.
- Nie ustanę. – Zasalutował. – Wyrobię trzysta procent normy, towarzyszu.
- Ojczyzna na ciebie liczy.
- Nie przeliczy się.
- Dociekaj, groź, nie odpuszczaj.
- Tak jest.
- Drąż, kop aż do skutku. Bądź jak ryjownik. 
Kormak spojrzał na niego z powątpiewaniem.
- Co? – bąknął.
- No wiesz… owadożerny ssak z gatunku ryjówkowatych.
- Pierwsze słyszę. I niespecjalnie mi się podoba to porównanie”. – s. 458


 Kordian i Chyłka wracają do akcji. Poprzedni tom zakończył się mocnym akcentem i przyznam, że czekałam na ciąg dalszy, bo ciągle kibicuję tej parze, zgrzytając zębami, że autor w mistrzowski sposób odkłada rozwój akcji między dwójką prawników, przerywając w najciekawszym momencie. Po raz kolejny zatem trafił w moje ręce grubaśny tom opowiadający o dalszych losach prawników z kancelarii Żelazny & McVay. Co tym razem zaserwował czytelnikom autor? Przekonajcie się sami.

Joanna żyje, od razu uspokajam. Nadal pochłania wielkie ilości alkoholu, zajada się mięchem, nie oszczędza nikogo. Zordon nieco zrehabilitował się w moich oczach i pewnie trochę dojrzał. Wróciły moralne dylematy, które wydawało się, że odeszły po kilku bataliach sądowych. Niby wszystko wraca na stare tory, ale to jednak trochę inna rzeczywistość.

Całkiem na czasie mamy sprawę związaną z Trybunałem Konstytucyjnym. Najmłodszy sędzia, można by rzec, politycznie stojący gdzieś pośrodku, a zarazem znajomy Chyłki ze studiów zostaje oskarżony o zabójstwo popełnione kilka lat wcześniej. Czemu do postawienia zarzutów doszło dopiero teraz? Czy ktoś uznał sędziego za zagrażającego mu? A może zrobił coś, co nie spodobało się władzy? Jaka by nie była odpowiedź, dzieje się coś niepokojącego. Nikt bez powodu nie próbuje pozbawić immunitetu sędziego trybunału. Intryga zagęszcza się tym bardziej, że pojawiają się nowe dowody. Świadkowie zmieniają zeznania, wszystkie znaki na ziemi i niebie zdają się świadczyć przeciwko Sebastianowi Sendalowi, który mimo coraz liczniejszych oznak jego winy, uparcie twierdzi, że nie popełnił zarzucanych mu czynów. Prawda jest jednak taka, że na światło dzienne wychodzą grzechy i grzeszki, które burzą idealny wizerunek szanowanego sędziego. Mężczyzna staje się coraz mniej wiarygodny i nawet prawnicy są poirytowani tym, że klient ich okłamuje. Oliwy do ognia dolewają tajemnicze kwiaty, będące ostrzeżeniem a w końcu niewyjaśnione zniknięcie Chyłki. Kordian samodzielnie będzie musiał stawić czoła niełatwej sprawie i starać się odszukać zaginioną patronkę. Więcej nie zdradzę…



Mroczny półświatek, niewygodne sekrety, podwójna tożsamość, polityczna walka i jak zawsze mocna i trzymająca w napięciu akcja. Remigiusz Mróz zna się na rzeczy. Przyznam, że podobał mi się pomysł na akcję z Joanną i naprawdę dobrze czytało się o kombinującym Kordianie i przekomarzaniach z Kormakiem. Samo sedno sprawy jest interesujące, wszechobecny klimat zaciskającej się na szyi sędziego pętli, szeroko zakrojonego spisku wywołuje ciekawość i chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie, kto za tym stoi i dlaczego dąży do zniszczenia życia Sendala. Przeszłość Chyłki wpuszcza do historii nieco światła, pozwalając zrozumieć zachowanie bohaterki. Nie wiem jednak, czy tak łatwo przyznałaby się do tego, co miało miejsce. Rozumiem zmiany zachodzące w Joannie, zachowanie związane z alkoholem i dość chwiejną psychiką, ale czegoś jednak brakuje. Prawniczka nadal ma cięty język, ale trochę za mało Chyłki w Chyłce jak dla mnie. Chwile emocjonalnego odsłonięcia się świadczą o rozwoju postaci, tym że Kordian do niej dociera, coś ulega zmianie, ale jednocześnie burzą to, za co większość Chyłkę pokochała. Ciężka sytuacja, gdy z jednej strony chce się widzieć bohatera przy czyimś boku a z drugiej nieuchronnie prowadzi to do zmiany jego istoty.

Zgrzytam zatem zębami, zaciskam dłonie na książce za każdym razem, gdy Remigiusz Mróz zdaje się prowadzić relację bohaterów na wyższe stadium i w ostatnim momencie stawia na ich drodze jakąś przeszkodę, natrętną myśl, cokolwiek innego. Przypomina to tango, to nieustanne przyciąganie się i odpychanie. Próbę sił, jakąś nieokiełznaną moc, która kusi i jednocześnie stawia bariery. Ciekawy zamysł, ale ile można? Niedługo naprawdę pogryzę tę książkę ;). Sądząc po zakończeniu, nie wiem, co myśleć o dalszych losach. Oryński i Joanna są tak nieprzewidywalni momentami, że pojęcia nie mam, w którą stronę to pójdzie. Ale jestem ciekawa dalszej części.



Immunitet” zaciekawia. Może nie wbija w fotel, bo ukrywający prawdę świadek, już pojawił się na kartach cyklu, ale dobrze poprowadzona akcja, sprawia, że powieść czyta się przyjemnie i chce się poznać odpowiedź, na pytanie, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Może troszkę brakło mi ikry u bohaterów, mimo ich przekomarzań, ale sytuację ratuje humor, który tak polubiłam u autora. Remigiusz Mróz przyzwyczaił swoich czytelników do fajerwerków, stale podnosi poprzeczkę, a to niełatwe w przypadku kontynuacji cyklu, utrzymać ten sam poziom lub zaskoczyć czymś nowym. Dla mnie czwarta część cyklu jest po prostu dobra, ma swoje smaczki, ale też i słabsze strony. Jest mocno zakorzeniona w znanym świecie popkultury, nie spodziewałam się trafić na wzmiankę o pewnym youtuberze i to jest całkiem ciekawe. Mimo wszystko narzekać nie mam zamiaru. Ciekawi mnie, co dalej stanie się z tym duetem, atmosfera się zagęściła a trzeba sporo wysiłku, by następny tom nie odstawał od poprzedników, zwłaszcza, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Remigiusz Mróz, Immunitet, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Najwierniejszy – Maria Paszyńska „Cień sułtana”



„- Zapomnij – powtórzył z naciskiem komisarz. – W osmańskim świecie wszyscy są równi przed Jedynym Bogiem. Obudź w sobie pragnienie poznania dróg Allaha, które wskazał prorok Mahomet, błogosławione niech będzie jego imię. Potem wykaż się jakimś talentem, bądź pożyteczny i uważny, ucz się pilnie, poznaj swoich przyjaciół i nie zapomnij o wrogach, a pewnego dnia zostaniesz kimkolwiek zechcesz. Na początek jednak musisz odnaleźć w sobie siłę, by przestać kurczowo trzymać się życia, które dotąd znałeś. Nie próbuj uciekać, buntować się, to niczego nie zmieni. Tego życia już nie ma.” – s. 42



Macie czasem tak, że wydaje się, że ktoś stworzył coś z myślą o was? Jakby wiedział, co chcecie przeżyć, jakie nuty grają w waszej duszy, czego szukacie w literaturze? Dotknęliście kiedyś bliskości z autorem i jego wrażliwością? Zafascynowania stworzonym światem, który jest odpowiedzią na wasze powieściowe marzenia? Niezwykłą sztuką jest stworzyć dzieło, w którego rzeczywistość wchodzi się bez najmniejszego problemu, które ożywa z każdą literą, przemawia, oddziałuje na wyobraźnię, jest niemal namacalnie żywe, tętniące barwami, dźwiękami, zapachami, ciepłem…

Bajo Sokolović miał zostać mnichem. Wesoły chłopiec żył co prawda w cieniu Imperium Osmańskiego i dewszirme, czyli wcielenia do janczarskiej armii, ale nie podejrzewał, że dzień przed upragnionym festynem jego świat stanie na głowie i nic już nie będzie takie samo. Po tragicznych wydarzeniach dostał się do niewoli i przemienił w Mehmeda Sokollu. Bohatera spotykamy znowu 42 lata później, kiedy jest już wielkim wezyrem, służącym i najbliższym doradcą sułtana Sulejmana Prawodawcy. Towarzyszy władcy podczas kolejnej wyprawy, której głównym celem okazuje się zdobycie twierdzy Szigetvár, której mężnie bronią Chorwaci pod dowództwem Nikoli Šubić Zrinskiego. Szala zwycięstwa przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę, mimo iż wojska sułtana są znacznie liczniejsze niż opuszczeni przez cesarza Maksymiliana II Chorwaci. Pogarszający się stan zdrowia władcy Imperium Osmańskiego i niezadowolenie żołnierzy sprawia, że Sokollu postanawia za wszelką cenę zdobyć twierdzę. Dochodzi do krwawej walki, która dotyka obie strony. Sułtan umiera, a jego sługa, wierny przyrzeczeniom złożonym swemu panu, zrobi wszystko, by dzieło życia Sulejmana przetrwało. Rozpoczyna się zatem walka z czasem, by osadzić na tronie nowego władcę i utrzymać morale, znużonej i rozżalonej armii, która pozbawiona widoku i obecności sułtana oraz łupów, zaczyna coraz mocniej manifestować swoje niezadowolenie. Wraz z zaufanym sługą Feridun Bejem prowadzi ryzykowną grę, w której pomoc okaże mu chłopiec z chorwackiej twierdzy. Czy Sokollu uda się utrzymać jedność państwa? Jakie niespodzianki szykuje nowy sułtan? I kim jest tajemnicze dziecko, które odegra ważną rolę w jego życiu?

On, wykształcony, wierny i całkowicie oddany władcy, który pozbawił go domu. Służący człowiekowi kochającemu wojnę i władzę, ale równocześnie miłosiernemu i mądremu. Pozwalającemu wybić się swoim niewolnikom do wielkich godności. Mężnemu wojownikowi, który uczynił z niego świetnego żołnierza. Sokollu przechodzi drogę, której czytelnik nie spodziewa się po prologu. Jednak przewracając kolejne strony, zastanawia się, jakie zmiany zaszły w bohaterze, że stał się nie tyle dostojnikiem państwowym, co najwierniejszym przyjacielem sułtana. Ona śmiała, odważna, butna, ale też delikatna i kochająca. Oddana rodzinie, a następnie z niewiadomych przyczyn panu, któremu pragnie służyć. Zagubiona pomiędzy obietnicą, którą złożyła, a uczuciem do człowieka, będącym przecież najeźdźcą. Losy tych dwojga to zaledwie część historii przedstawionej w nowej powieści autorki „Warszawskiego niebotyku” i „Gonitwy chmur”.



Cień sułtana” to wielowarstwowa opowieść nie tylko o świecie, w którym toczy się walka o poszerzanie wpływów i utrzymanie władzy, a krucha jedność państwa uzależniona jest od janczarów, ich przychylności i zwykłego szczęścia, które pozwala przetrwać pałacowe i wojskowe intrygi i niesnaski. To książka o odwadze, poświęceniu, oddaniu. Przemianie, jaką przechodzi młodzieniec siłą wcielony do armii, który za radą opiekuna, od nowa układa sobie życie, a we władcy odkrywa przepełnionego mądrością i dobrocią człowieka, za którym warto podążać.  To powieść o niespełnionej, gorącej miłości, która zmienia życie człowieka. Uczuciu, zdarzającym się jedynie raz, nieśmiertelnym, odurzającym, niezwykłym. Rzecz o niewoli, często ukrytej za blichtrem, dostojnością, bogactwem, poważaniem, tytułami. Więzach, które dają pozory wolności, a jednak dotykają najboleśniej. W końcu to powieść o przyjaźni i przywiązaniu, które w zaskakujący sposób łączy ludzi z przeciwnych sobie stron. Uczucia silne, a jednak przedstawione ulotnie niczym nitki babiego lata, splatają tu losy bohaterów i wywołują domysły. Miłość, przyjaźń, przywiązanie rodzą się gdzieś poza kartami, widzimy tylko urokliwy zarys historii, rozkwitających w sercu emocji, które przeradzają się we wspaniałe i trwałe uczucia, zachowując jednak delikatność i subtelność.

„Milczeli. Patrzyli sobie w oczy, wkładając w te spojrzenia całą tęsknotę duszy, której nie potrafili opisać żadnymi słowami. Oboje rozumieli, że mimo różnicy wieku, położenia, w którym się znajdowali, historii swych losów, której jeszcze nie rozumieli, oto właśnie odnaleźli miłość, owo tajemnicze uczucie, o którym marzą wszyscy, a którego doświadczyć mogą tylko wybrani.” – s. 392

Na kartach „Cienia sułtana” przeplatają się ze sobą losy wielu bohaterów połączonych jedną cechą wspólną, służbie sułtanowi. Maria Paszyńska niczym wytrawna malarka kreśli przed czytelnikiem obraz wschodniego świata, z jego wielkim przepychem, blaskiem, potęgą, kolorami i smakami. Rozwija całą feerię barw, paletę zapachów, wachlarz emocji, tworząc piękny oniryczno-impresyjny obraz. To świat niemal z baśni tysiąca i jednej nocy. Urokliwy, czarujący, ale również niepozbawiony okrucieństwa wojny, butności poddanych, zakulisowych intryg. Imperium Osmańskie powala potęgą, ale jednocześnie jest bardzo kruche. Opiera się na autorytecie człowieka, sile żołnierzy oraz wierze. Jeśli jeden z tych filarów zostaje podkopany, budowla poważnie zaczyna się chwiać. Jednak mimo wszystkich mankamentów, podstępów, spisków, nie można odmówić mu magii. Opisane pięknym i niezwykle plastycznym językiem wydarzenia i miejsca, sprawiają, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Z jednej strony pragnie się poznać dalsze losy niezwykłych i wzbudzających sympatię bohaterów, z drugiej delektować jak najdłużej tym światem, odkładając na możliwie najpóźniej, moment zakończenia lektury i powrotu do rzeczywistości z tego pięknego snu.

Pisałam kiedyś, że Maria Paszyńska to dla mnie prawdziwa czarodziejka słowa, która bezapelacyjnie zdobyła moje serce i swojego zdania nie zmienię! A „Cień sułtana” tylko potwierdza, że serce podpowiada mi dobrze J

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Maria Paszyńska, Cień sułtana, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.