piątek, 31 lipca 2015

W drodze ku nowemu początkowi - Richard Paul Evans "Dotknąć nieba"


„Jestem głęboko przekonany, że pomimo wszystkich ograniczeń, jakimi się zniewalamy, pierwotna część ludzkiej psychiki ma nomadyczną naturę, przejawiającą się jako pragnienie swobodnej wędrówki. Świadectwem tego pragnienia jest przemieszczanie się australijskich aborygenów oraz duchowe wędrówki pierwotnych mieszkańców Ameryki. Pragnienie to manifestuje się również w naszej kulturze, wyrażane poprzez muzykę i literaturę, od Thoreau, przez Steinbecka, do Kerouaca. Każde pokolenie uważa, że to ono odkrywa »zew drogi«”. – s. 118



 
   Niewielu jest takich szczęśliwców jak Alan Christoffersen. Mężczyzna ma wszystko, jest zdrowy, młody, ambitny, bogaty, szczęśliwy. Ma piękną i kochającą żonę, która co prawda wydaje za dużo pieniędzy i nie umie gotować, ale poza którą od szczenięcych lat świata nie widzi. Dzięki swojej inwencji posiada bardzo dobrze prosperującą firmę reklamową i choć życie ponad stan nadwątla jego finanse, to bardzo lukratywny kontrakt z ogromną firmą, ma być lekiem na wszelkie finansowe niedociągnięcia. Los jednak odwraca się od bohatera i niczym w reakcji łańcuchowej wszystko zaczyna się walić jak domek z kart. Ukochana McKale spada z konia i łamie kręgosłup, a kilka tygodni później umiera. Kyle partner Alana w tym trudnym czasie odbiera mu klientów, współpracowników i odchodzi z nimi do swojej firmy. Wierzyciele zaczynają zajmować jego dobytek i upominać się o pieniądze. Zrezygnowany i zdruzgotany mężczyzna podejmuje decyzję o wyruszeniu w podróż do Key West. Załatwia ostatnie sprawy i po prostu wychodzi z domu.

„Nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku.” – s. 127

   Najtrudniej jest zacząć. Bohater jednak nie ma tego problemu. Traci wszystko, więc nic nie trzyma go na miejscu. Alan mimo tego, iż był bardzo zamożny, nie jest przywiązany do rzeczy. Bez żalu zostawia za sobą wszystko i zaczyna podróż, która jest początkiem nowego życia. Codzienności, w której nie ma już ukochanej żony, twórczej pracy, stabilizacji. Przyznam, że zdziwiła mnie łatwość, z jaką zamyka on jeden rozdział i rozpoczyna drugi. Ktoś przyzwyczajony do luksusu nagle ubiera buty do wędrówki, zabiera trochę ubrań i jedzenia, namiot, biżuterię żony, która przywołuje wspomnienia najpiękniejszych chwil, jej koszulkę i wyrusza na spotkanie przygody. Właściwie to należałoby powiedzieć na przechodzenie swojego bólu i straty. Coś w tym jest, ponieważ wędrówki pozwalają nabrać dystansu do życia i zobaczyć problemy z innej perspektywy. Dają siłę i wytchnienie, mimo fizycznego zmęczenia i tak jest w przypadku Christoffersena. Podczas czytania zastanawiało mnie, czemu narrator tak często wspomina o jedzeniu, bo naprawdę rzuca się to w oczy. Pomijam fakt, że przechodzenie kilkudziesięciu kilometrów dziennie na pewno zaostrza apatyt, ale myślę, że to też jakiś sposób na oderwanie myśli od świeżych ran. Zajęcie ich czymś, gdyż w żałobie uwaga skupia się na bolesnych rzeczach. Bohater podczas swojej podróży poznaje kilka ciekawych osób, które wpływają na jego życie, doświadcza też niezwykłego zdarzenia. 

„Myślę, że większość ludzi marzy o czymś takim, ale nigdy tego nie robi. Życie narzuca na nas zbyt wiele ograniczeń”. – s. 191

   Dotknąć nieba” Richarda Paula Evansa należy do serii „Dzienników pisanych w drodze”. To pisana prostym językiem i podana w bardzo przystępnej formie relacji z podróży książka. Początek każdego rozdziału stanowią wyjątki z dzienników Alana. Co do głównego bohatera, to budzi on sympatię. Współczujemy mu, podążamy z nim drogą, staramy się zrozumieć jego emocje. Co jakiś czas wraca on do swoich nawyków układania haseł reklamowych, co jest urozmaiceniem lektury. Podobało mi się to, że autor krótko wprowadza czytelnika w historię McKale i jej męża, a następnie prowadzi nas przez Amerykę widzianą oczami narratora. Jak przystało na Evansa nie zabrakło oczywiście złotych myśli, które zawsze pojawiają się w jego książkach. 

   Moje ogólne wrażenie jest dobre. Pozycja wciąga czytelnika, pozwala wczuć się w sytuację bohatera, zabrakło mi jednak głębszych przemyśleń. Spotkania, które wywarły na Alanie  duże wrażenie zostały potraktowane zbyt powierzchownie. Miałam nadzieję, że dzięki nim będę mogła bardziej wgłębić się w jego psychikę i lepiej go poznać. Mogę oczywiście zrzucić to na karb tego, że człowiek w tak trudnej sytuacji może bać się otwierać przed innymi, jednak czegoś zabrakło. Mam nadzieję, że to, czego nie dostałam w tomie pierwszym pojawi się w następnych, gdyż mam ochotę na dalszą wędrówkę z Christoffersenem i znalezienie odpowiedzi na pytania, które zrodziły się we mnie podczas lektury. Dzieło Evansa trafiło nie tylko w mój gust, gdyż jak zaznacza sam bohater, ludzie marzą o wędrówkach, przygodzie, choćby kilkudniowym oderwaniu się od szarej codzienności, bo ciekawie byłoby po prostu pewnego dnia poczuć, że nie jest się przywiązanym do żadnych materialnych rzeczy, że jest się tak wolnym, że można w każdej chwili wstać i wyruszyć w drogę na spotkanie nowego.


Richard Paul Evans, Dotknąć nieba, t.1 Dzienników pisanych w drodze, tłum. Hanna de Broekere, wyd. Znak, Kraków 2012.

niedziela, 26 lipca 2015

Przyjaciel robot - Deborah Install "Robot w ogrodzie"




„Kiedy pojawił się w moim ogrodzie, zrobiło mi się go żal i nie mogłem przestać się zastanawiać, skąd się tam wziął. Ale im lepiej go poznawałem… no cóż, to nie jest tylko staroświecki robot, a już zupełnie nie przypomina androidów. On się potrafi uczyć, jestem tego pewien. Nie tylko wykonuje polecenia, a właściwie rzadko kiedy wykonuje polecenia. Jest uparty i zawsze kwestionuje to, co ja robię. Ale on… on się troszczy. Tak jak powiedziałaś: jest całkiem szczególny”. – s. 131


 Byłam bardzo ciekawa tej książki. W kulturze już nieraz pojawiały się roboty. Wystarczy wspomnieć „Terminatora”, „Gwiezdne wojny”, „A.I. sztuczna inteligencja”, „Bajki robotów”, „Cinder” i wiele innych. Coś mi jednak mówiło, że książka Deborah Install jest inna, bardziej w moim klimacie, że to ciepła i pełna mądrości opowieść. Bardzo ucieszyłam się, gdy Wydawnictwo WAM przysłało mi egzemplarz recenzencki, bym mogła się z Wami podzielić tą historią.

   Ben jest zagubionym człowiekiem. Żyje w marazmie. Całe dnie spędza w domu. Nie ma pracy, pomysłu na życie, planów na przyszłość. Byt zapewniają mu środki odziedziczone po rodzicach, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Mężczyzna jest niepewny siebie, zmęczony, nieobecny, zagłębia się w swój świat, nie dostrzegając, jak jego zachowanie rzutuje na samopoczucie żony. Amy jest jego przeciwieństwem. To odnosząca sukcesy prawniczka, kobieta silna, pewna siebie, która doskonale wie czego chce i jak to zdobyć, może dlatego nie potrafi zrozumieć męża. Denerwuje ją bezsilność i zobojętnienie współmałżonka. Swego rodzaju niedojrzałość i brak poczucia, że powinien zrobić coś ze swoim życiem. Zamknięty w sobie Ben niemal nie zauważa świata, który go otacza. Do niczego nie dąży. Od śmierci rodziców tkwi w zawieszeniu i przekonaniu, że nigdy nie byli oni z niego dumni, w przeciwieństwie do jego siostry Bryony, która dostarczała im wielu powodów do zadowolenia. Można powiedzieć, że jest przekonany o tym, że znajduje się na straconej pozycji, ponieważ nie może już udowodnić im swojej wartości.

   Ich ustabilizowane, aczkolwiek pełne napięć życie zmienia się, gdy pewnego dnia w ogrodzie odnajdują tajemniczego gościa. W dobie androidów i niezwykle zaawansowanej technologii, pojawienie się pudełkowatego, starego robota patrzącego na konie, nie wydaje się Amy niczym dobrym. Przybysz drażni ją na tyle, że wysyła ona Bena, by rozwiązał sytuację. Sprawa okazuje się jednak trudniejsza niż początkowo przypuszczali. Robot nie jest zbyt kontaktowy, niewiele można zrozumieć z tego, co mówi. Ben jednak jest nim zaintrygowany i powoli rodzi się w nim sympatia do nieproszonego gościa. Tang, bo tak ma na imię robot, staje się kolejnym pretekstem kłótni małżonków, a w końcu gwoździem do trumny ich małżeństwa. Amy, która ma dość zachowania męża odchodzi, a on po lepszym poznaniu swojego nowego towarzysza, postanawia go naprawić. Chęć ta pcha go w ramiona przygody, której nawet nie przeczuwał. Widząc nadzwyczajność Tanga, który nie jest zwykłym robotem i bardziej przypomina człowieka niż maszynę, wyrusza on w podróż. Ta osobliwa para, starając się znaleźć kogoś, kto wymieni uszkodzony cylinder robota przemierza Amerykę, Tokio, by w końcu zawitać do Palau. Ich podróż obfituje w nieprzewidziane zdarzenia i ciekawe spotkania, gdyż z zachowującym się jak dziecko, nieraz dość krnąbrne robotem, nigdy nie jest nudno. Nie jest to jednak wyprawa związana tylko z poszukiwaniem mechanika. Bohaterowie w drodze lepiej poznają siebie nawzajem oraz własne osobowości. Jak skończy się wyprawa szlakiem tajemniczego twórcy Tanga? Czy Benowi uda się uratować swojego przyjaciela oraz rozpadające się małżeństwo? Czy udowodni sobie, że jest wartościowym człowiekiem, który wie, czego oczekuje od życia?

   Czytając „Robota w ogrodzie” niejednokrotnie się uśmiechałam. Tang bowiem jest jedynym w swoim rodzaju bohaterem. Z jednej strony to milczący i potrafiący dochować tajemnicy osobnik, z drugiej zachwycający się najprostszymi rzeczami, mający w sobie wrażliwość dziecka robot. No właśnie, ciężko nazwa go maszyną. Tang ogromnie przypomina człowieka, który poznaje świat. Uczy się, zdumiewa, zastanawia, stara się pojąć. Wiele rzeczy jest dla niego nowością, część już zna. Właśnie w tym pomieszaniu, podchodzeniu do jednych spraw ze stoickim spokojem, do innych z uroczym zachwytem tkwi jego siła. Jego sposób wysławiania się bawi, ale jest również bardzo precyzyjny pod względem podejścia do pewnych spraw. Ten uroczy robot nie strzępi języka, jego krótkie odpowiedzi nieraz zdumiewają. Najbardziej jednak rozbroiła mnie jego uczuciowość. Tanga po prostu nie sposób nie kochać, choć język jego ciała jest ograniczony, to widzimy jak się uśmiecha, ekscytuje, boi. Z jednej strony poznaje on świat, z drugiej bywa nauczycielem swojego opiekuna. Kolejną kluczową postacią jest oczywiście Ben, który w czasie trwania akcji dorasta. Z nieobecnego i niepewnego siebie człowieka zdającego się tkwić w depresji, zmienia się w mężczyznę, który pragnie ukształtować swoją osobowość, bo nigdy nie jest za późno na zmiany. Bohater podczas podróży zaczyna inaczej patrzeć na świat. Analizuje swoje zachowanie i pewne sytuacje, wyciąga wnioski, uczy się na błędach. Zauważa wiele spraw, o których wcześniej nie miał pojęcia. Zaczyna rozumieć otoczenie, a także siebie samego. Bierze odpowiedzialność za przyjaciela, o którego troszczy się przez całą drogę i którego dobro leży mu na sercu. Robi milowy krok ku temu, by być wspaniałym człowiekiem i co najważniejsze, zachowuje świadomość tego, że przed nim jeszcze sporo pracy. Co do Amy, to powiem szczerze, że początkowo jej nie lubiłam. Chyba patrzyłam na nią z perspektywy Bena, jednak końcówka książki sprawiła, że obdarzyłam ją sympatią, na którą zasługuje.  

   Książka Deborah Install skradła moje serce. Okazała się powieścią nie tyle o nowoczesnej technologii, ale o najważniejszych wartościach. O dojrzewaniu, miłości, przyjaźni, poświęceniu, przywiązaniu, budowaniu rodziny, pokonywaniu swoich słabości oraz kształtowaniu własnej osobowości. Pełna ciepła i mądrości sprawiła, że z uśmiechem a czasami ze śmiechem śledziłam losy bohaterów. Nieraz była jak poradnik radzenia sobie z własnym życiem i z dzieckiem, co stanowi dodatkowy plus lektury. Język powieści jest prosty, ale nie brak w niej przemyśleń. Wszystko podane jest w pięknej formie, która naprawdę urzeka. Temat jest ciekawy, bohaterowie po prostu przesympatyczni, nie brak tu również humoru. Słowem – serdecznie polecam tę książkę, która rzuciła na mnie urok, bo nie sposób nie pokochać Tanga i nie zachwycić się nim. A przy okazji można znaleźć odpowiedzi na pytania, które nurtują każdego z nas.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Deborah Install, Robot w ogrodzie, przeł. Zbigniew Zawadzki, wyd. WAM, Kraków 2015.

niedziela, 12 lipca 2015

Dorastanie do miłości – Vanessa Diffenbaugh „Sekretny język kwiatów”



„-Mówię o języku kwiatów – podjęła Elizabeth. – Pochodzi z czasów wiktoriańskich, tak jak twoje imię, gdy ludzie komunikowali się poprzez kwiaty. Gdy mężczyzna dawał młodej panience bukiet kwiatów, spieszyła do domu i próbowała odgadnąć jego znaczenie, jakby był zaszyfrowaną wiadomością. Czerwone róże znaczą miłość, żółte róże – zdradę. Tak więc mężczyźni musieli bardzo uważnie dobierać kwiaty”. – s. 43


   Osiemnaste urodziny Victorii przynoszą jej uwolnienie od domów dziecka, ale stawiają także przed nowym wyzwaniem, znalezieniem pracy, wzięciem odpowiedzialności za siebie, rozpoczęciem dorosłego życia, do którego dziewczyna nie jest przygotowana. Po miesiącu zostaje bez dachu nad głową. Przenosi się do parku, żywi niedojedzonymi resztkami i nie ma pomysłu na przyszłość. Pewnego dnia trafia przed kwiaciarnię, w której dzięki uporowi i pięknemu bukietowi udaje się jej znaleźć pracę. Z czasem zyskuje sobie nie tylko sympatię pracodawczyni, ale również klientów. Zaczyna się także spotykać z Grantem pracującym na kwiatowym targu. Z chłopakiem łączy ją przeszłość, a przede wszystkim umiłowanie kwiatów. Ma pracę, którą uwielbia, mężczyznę, który ją kocha, swój kąt, a jednak prześladują ją widma przeszłości. Victoria powoli wychodzi ze swojej skorupy i otwiera się, jednak dawne błędy dają o sobie znać i burzą jej szczęście. Gdy zachodzi w ciążę, opuszcza ukochanego i izoluje się od wszystkich. Czy dziewczyna, która nie zna miłości może stać się dobrą matką? Czy ukochany wybaczy jej nagłe i niewyjaśnione odejście? Czy uda się jej pokochać córkę i stworzyć z Grantem rodzinę? Jakie tajemnice kryje jej przeszłość? 

   „Sekretny język kwiatów” to niezwykła książka o porozumiewaniu się bez słów, za pomocą roślin, bo tak rozmawiają ze sobą początkowo Victoria i Grant. Kwiaty odgrywają w tej opowieści kluczową rolę. Czytelnik poznaje niesamowity świat znaczeń, o którym być może do tej pory nie wiedział. Kwiaty to także wiadomość dla drugiego człowieka, odczytywana poprawnie zważywszy na popularność głównej bohaterki. Jednak nie są one jedynym tematem historii opowiedzianej przez Vanessę Diffenbaugh. Najważniejsza wydaje się być miłość, której przez lata brakowało dziewczynie tułającej się od jednej rodziny zastępczej do drugiej, a następnie pomiędzy domami dziecka. Z wielką wnikliwością śledzimy losy małej dziewczynki, która trafia do nieodpowiednich ludzi, sprawiających, że jej czułe serce powoli zamyka się na innych. Gdy w końcu udaje się jej znaleźć dom, swoistą arkadię, los znów łamie jej serce. Miłość zaskakuje, pojawia się niespodziewanie, mimo wątpliwości, oporów, przekonania, że nie umie się kochać. Odkrywa trudny, nieznany, piękny świat i pozwala zrozumieć przeszłość. Autorka udowadnia, że nawet najbardziej zagubiona dziewczyna może kochać, potrzebuje jedynie trochę pomocy i zrozumienia. 

   Bohaterowie książki są nietypowi, to postaci milczące, mające za sobą trudne dzieciństwo. Stronią od innych, nie są popularni, nowocześni. To introwertycy, którzy nauczyli zamykać się na świat, którzy żyją we własnej rzeczywistości, bardziej wśród kwiatów niż wśród ludzi. Nie brak im jednak wrażliwości. To dobre osoby, ale zagubione, zwłaszcza Victoria, która musi odkryć w sobie najbardziej podstawowe uczucia i emocje. Początkowo wydaje się ona postacią zimną, obojętną, przepełnioną negatywną energią, jednak z czasem odsłania się. Opowiadając swoją historię zarówno przeszłą jak i teraźniejszą tłumaczy specyficzne zachowanie. Jest pełna potępienia do samej siebie, przeraźliwie zraniona, przekonana o swojej bezwartościowości. To bohaterka, która musi zawalczyć o siebie w świecie, który niczego jej nie ułatwia, wręcz przeciwnie skazuje ją na kolejne ciosy i przepełnia lękiem. 

   Pisana klimatycznym językiem, magiczna ze względu na wymowę kwiatów książka Vanessy Diffenbaugh jest lekturą, która ogromnie przypadła mi do gustu. Nie jest to wesoła i łatwa historia. Czasami wręcz przybija, ale pięknie i ciekawie pokazuje mechanizmy psychologiczne, dobro drugiego człowieka, wpływ otoczenia na nas, reakcje na niespełnione marzenia i obumieranie człowieka, który bez miłości więdnie jak kwiat bez wody. Bohaterka może czasem denerwuje, ale jest autentyczna i konsekwentna. Jej strach i mur jaki zbudowała wokół serca, przekonanie o klęsce, którą ściąga na swoje szczęście, swoistej wiszącej nad nią klątwie, jest zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę jej przeszłość. 

   Słowem „Sekretny język kwiatów” to magiczna, porywająca i bardzo specyficzna, ale niezwykle prawdziwa książka o trudnym życiu i zwykłych problemach. Może i zakończenie trochę odstaje od całej treści, ale nie mogę powiedzieć, że jest wyssane z palca czy nieprawdopodobne. To raczej konsekwencja zmian, które musiały zajść. Polecam każdemu, kto nie boi się trudnych historii. Naprawdę ogromnie warto po nią sięgnąć!!!


Vanessa Diffenbaugh, Sekretny język kwiatów, przeł. Małgorzata Miłosz, wyd. Świat Książki, Warszawa 2011.






poniedziałek, 6 lipca 2015

Urodzinowy wpis z sentymentem...




Mija dokładnie rok odkąd zaczęłam blogować. Przez ten czas dużo się wydarzyło. Nie tylko napisałam kilkadziesiąt recenzji, ale poznałam wspaniałych ludzi, znalazłam nowych znajomych, z którymi mogę swobodnie pogadać o książkach i nowych autorów, którzy podbili moje serce. Wybrałam się na Targi Książki do Warszawy i zapisałam się do Dyskusyjnego Klubu Książki w moim mieście. 


Udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem Czwarta Strona i eKulturalnymi:-), miałam również okazję i przyjemność zrecenzować książki dla Wydawnictwa WAM i książkę Pani Wandy Szymanowskiej. Czasami zdarzało się wygrać jakiegoś buka, ale głównie mimo protestów portfela zaopatrywałam się w te pozycje, które mocno chciałam przeczytać, a których nie udało mi się zdobyć w bibliotece. 


Przez ten rok czytałam recenzje innych blogerów, śledziłam niektóre blogi i vlogi. Starałam się, mimo mojej absorbującej pracy, regularnie dodawać teksty i czytać nowe rzeczy, te mniej i bardziej znane. Wzięłam udział w BookAThonie. Trochę zmieniłam szatę graficzną bloga. Czasami było ciężko, bo czasu nie starczało, a z odzewem bywało różnie, ale cieszy mnie każdy, kto tutaj zagląda. 

Mam nadzieję, że to co robię podoba się Wam i dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzają, zostawiają po sobie ślad. Cieszy mnie każda osoba, która tu zagląda i mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej :-). Jeśli chcielibyście o czymś poczytać, czymś się ze mną podzielić, coś zmienić tutaj, piszcie śmiało albo na maila albo na fb. 

Buziaki, Ewelina :*

O tym, co w lecie u mnie na tapecie czyli co przeczytać w wakacje - cz. 1

Zastanawiam się właściwie w jakiej strefie klimatycznej się znajduję ;-) bo to, co podawano mi do wiadomości na geografii nijak się ma do tego, co jest za oknem, ale że szkołę skończyłam już jakiś czas temu, więc uznam, że od tego czasu mogło się jednak coś zmienić ;-).

Dzisiaj przygotowałam dla Was spis książek, po które warto sięgnąć podczas wakacji. Recenzje części z nich już są na blogu, większości jednak dopiero się pojawią. Mam nadzieję, że spodoba się Wam to, co tu znajdziecie :-)

1. Dla lubiących podróże




Tanis Rideout "Ponad wszystko" - to historia o zdobywaniu Mount Everestu, ale również o tęsknocie za ukochanym człowiekiem, zmaganiu się z uczuciami, słabościami, ograniczeniami. 





J.R.R. Tolkien "Władca pierścieni" - co prawda nie trzeba, żeby Sauron dodatkowo podgrzewał atmosferę, ale lato to dobry czas na odświeżenie sobie lub przeczytanie o wspaniałej przygodzie, sile przyjaźni, magii i zwycięstwie dobra nad złem oraz co najważniejsze o niezwykłej podróży przez Śródziemie.



2. Dla ochłody

 


Charles Martin "Pomiędzy nami góry" - opowieść o wielkiej sile poświęcenia dla drugiego człowieka, ogromnej miłości i tęsknocie za ukochanym człowiekiem. Książka głęboko zapadająca w serce i jedna z tych, które koniecznie trzeba przeczytać





Mark Helprin "Zimowa opowieść" - dla równowagi w przyrodzie kolejna historia ze śniegiem w tle. Rzecz o miłości, ale również o tym, co ważne w życiu, o poszukiwaniu siebie. Współczesna baśń, którą warto poznać.





3. Z dreszczykiem



Marta Guzowska "Ofiara Polikseny" i "Głowa Niobe"- kryminalne zagadki, trochę historii i jeden niezwykły archeolog, którego pokochała Anita z Book Rewievs ;-)






Remigiusz Mróz "Wieża milczenia" - tajemnicza zagadka seryjnego mordercy, fenomenalny Scott Winton i wartka akcja, czego chcieć więcej?








Sigge Eklund "W głąb labiryntu" - trochę kryminału, trochę psychologii. Historia o zniknięciu dziewczynki, która nie interesuje swoich rodziców, opowiedziana z różnych punktów widzenia. 





4. Jak wakacje to o miłości :-)




Agnieszka Olejnik "Dziewczyna z porcelany" - o zderzeniu dwóch światów i tym, że miłość rodzi się w zaskoczeniu i nie jest wcale taka łatwa








Marlo Schalesky "Po tamtej stronie nocy" - nie mogło zabraknąć oczywiście serii Labirynty. Ona leży w śpiączce, czuwa przy niej mąż. Madison przeżywa dramat utraty wzroku, Paul szuka swojego miejsca w życiu. Łączy ich miłość mimo wszystko, ta która sprawdza się w ogniu ciężkich chwil




Matthew Quick "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - jak to mówią miłość zaczyna się od przyjaźni, więc rzecz o przyjaźni, dzięki której piękniej żyć i wierzyć w lepszą przyszłość







Elif Safak "Czterdzieści zasad miłości" - czy miłości można nauczyć się z wiekowej poezji? Ciekawa jestem jakie zasady odkryje przed czytelnikiem autorka :-)







Stefan Türschmid "Mrok i mgła" - kochać można w każdym czasie, nawet tym najciemniejszym, stalinowskim. Z czasem również można dostrzec własne błędy i złudne przekonania. Mimo indoktrynacji bohaterka w końcu przekona się, czym są ideały, którymi żyła przez całe lata i w które tak mocno wierzyła. 





Collen Hoover "Maybe someday" - połączyła ich muzyka, z pasji z czasem wykluło się uczucie. Czy jednak łatwo powiedzieć komuś o tym, co gra w sercu? A może poczekać?






5. Podróż do przyszłości




Andy Weir "Marsjanin" - wyprawa na Marsa i niespodziewana szkoła przetrwania na czerwonej planecie, tego nie powstydziłby się nawet Bear Grylls






Tomasz Fijałkowski "Antipolis" - co prawda to raczej powrót do przeszłości albo świata alternatywnego, w którym rzeczywistość boska przenika się z ludzką. Pełna niezwykłych wydarzeń, wielu pytań i niesamowitego klimatu, po prostu ogromnie wciągająca książka.



6. Do przemyślenia




Gavin Extence "Wszechświat kontra Alex Woods" - książka pełna humoru i nieprzewidywalnych zdarzeń. Po prostu świetna lektura o niezwykłej przyjaźni i życiu.






R.J. Palacio "Cud chłopak" - historia o zmaganiu się z otoczeniem oraz o tym, jak mimo trudności i inności być po prostu szczęśliwym.







Donna Tartt "Szczygieł" - powieść, która wywołuje skrajne emocje od zachwytów do znienawidzenia. Historia mężczyzny, któremu nieustannie towarzyszy obraz ukochany przez jego matkę. 




7. Dla miłośników prawdziwych historii




Anna Herbich "Dziewczyny z Syberii" - wzruszająca opowieść o tym, że nadzieja nigdy nie gaśnie, a człowiek jest w stanie przetrwać nawet w najtrudniejszych warunkach, jeśli nie zapomni o najważniejszych rzeczach.





Gabriel Glinka "Bandyta" - potwierdzenie teorii, że dopóki żyjemy, zawsze możemy coś zmienić, że nie można przekreślać człowieka, choćby był najgorszy. Opowieść o przemianie, która zdumiewa i wzrusza





Ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka "Życie na pełnej petardzie" - przy odpowiedniej determinacji można osiągnąć wszystko. Wywiad z człowiekiem, który poświęcił swoje życie służbie Bogu i drugiemu człowiekowi - tym chorym, którzy są już u kresu swej drogi. 



To pierwsza część listy książek, które może przypadną Wam do gustu i po które można sięgnąć w te upalne i chłodniejsze dni lata. 
Jeśli chcielibyście o którejś poczytać w recenzji, dajcie znać.  Napiszcie również o tym, co Wy czytacie w wakacje. Tymczasem do usłyszenia :*

piątek, 3 lipca 2015

Historia dwóch światów - Tomasz Fijałkowski „Antipolis”



„Szedł na czworakach, by po chwili podnieść się i ruszyć wolno, ociężale, przytrzymując się ścian. Tam, gdzie oparł dłonie, mur pękał. Boazeria trzeszczała i rwała się na drzazgi. Światło elektrycznych lamp mrugało, po czym gasło. 
Wyraz twarzy idącego był niezmienny – puste, jakby rozmarzone oczy, wpatrzone gdzieś wyżej, w miejsce, gdzie sufit łączy się ze ścianą. Lekko rozchylone usta raz wyrażające zdumienie, raz przyjemność z wypełniania ciała nowymi siłami. Ciała, w którym kiełkują zawiązki energii zdolnej skruszyć wszystko”. – s. 270-271


 
 Przyznam się, że praktycznie nie czytam fantastyki. „Antipolis” mnie jednak zaciekawiło. Nim trafiłam na końcówkę spotkania z Autorem na Warszawskich Targach Książki, czytałam naprawdę dobre opinie o tej książce. Postanowiłam się skusić i powiem szczerze, że nieco się bałam, bo dedykacja, którą mam wpisaną, jest ogromnie sympatyczna i niesamowicie mi się podoba. Czego się bałam? Tego, że po prostu okaże się, że to nie moja bajka. Jak skończyła się moja przygoda z dziełem Tomasza Fijałkowskiego? Przeczytajcie sami J


   Jest rok 1936, świat nie przypomina tego, który znamy z historii. Na terenie Korony, która jest odpowiednikiem państwa polskiego znajduje się Antipolis, wielkie miasto, które jest miejscem akcji większości wydarzeń z książki. Do niego przyjeżdża Tomasz, nauczyciel który ma przygotować do egzaminów pewną pannę przybyłą z Rosji. W innej części miasta młody mężczyzna zabija kilka osób w tym swojego kochanka. Tymczasem komisarz Śnieg dowiaduje się, że seria morderstw to jedno z mniejszych zmartwień. Zbliża się bowiem coś większego. Niektórzy ludzie zaczynają ujawniać szczególne zdolności, dochodzi do niewyjaśnionych zdarzeń. Pojawiają się bogowie, a ich świat zdaje się dążyć do kontaktu z naszym. Zenit – tajemnicze zjawisko znane z przeszłości znów staje się realną rzeczywistością. Czy świat istot wyższych pragnie podporządkować sobie nasz? Jaki ma cel? Czy uda się uniknąć katastrofy?

   Czytając dzieło Tomasza Fijałkowskiego zostałam zaproszona do niezwykłego świata, pełnego dziwów. Wypada zacząć od tego, że to rzeczywistość znacznie bardziej skomplikowana od naszej. Bogowie ingerują w świat, a jest ich zważywszy na rozliczne kulty wielu. Pojawia się mowa o tajemniczym Zenicie, którego znaczenie z czasem się wyjaśnia. Zdarzenia paranormalne nie są tu niczym niezwykłym, choć owiane mgłą tajemnicy, stanowią część codzienności. Bohaterowie, chociaż wiemy o nich mało są żywi i realni. Wywołują emocje i powiem szczerze, że czytając nie zastanawiałam się zbyt długo, jak wyglądają, chciałam raczej wiedzieć więcej o tym, jakie zdolności posiadają i jaka jest ich historia. Autor przeskakując od historii jednej postaci do drugiej, stopniuje napięcie, choć nie zwalnia ani na moment. Ciągle trzyma czytelnika w niepewności i ciekawości tego, co się zaraz wydarzy. 

   Choć nie jestem fanką fantastyki to z rosnącym zainteresowaniem czytałam o losach bohaterów. Urzekło mnie to żonglowanie historiami powiązanych ze sobą ludzi, bo nic tu nie jest przypadkowe. Ludzie, Istota, duchy wszystko łączy się w logiczną całość. Powieść przesycona jest klimatem niepewności, mroku, tajemnicy. Zagadka, której rozwiązanie chce poznać czytelnik, zmusza go do zadawania sobie kolejnych pytań. Wszystko to pisane świetnym językiem, z polotem, rozmachem, wielką wyobraźnią. 

Antipolis” to znakomita, wciągająca powieść, która zaciekawia, porywa, oczarowuje. Przeszłość miesza się w niej z przyszłością, prawda z fikcją, rzeczywistość tego świata z innym. Historia jest niebanalna i aż prosi się o rozwinięcie. Słowem kawał bardzo dobrej literatury nawet dla bardzo wymagających. Jeśli mogę coś jeszcze dodać, to tylko, chcę więcej!!!!!!!



Tomasz Fijałkowski, Antipolis, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.

Czytelnicze podsumowanie czerwca :-)

Czerwiec był zaczytany i bardzo owocny dla mnie :-)

Po powrocie z Warszawskich Targów Książki rozpoczęłam współpracę z  Wydawnictwem Czwarta Strona, potem otrzymałam egzemplarze recenzenckie dwóch książek od Wydawnictwa WAM. Wzięłam udział w BookAThonie, który organizowały Ewelina Mierzwińska, Anita z Book reviews by Anita i Olga z Wielkiego Buka. A co udało mi się przeczytać?

1. Jeffrey Small "Oddech Boga" - w ramach współpracy z wyd. Czwarta Strona
2. Ks, Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka "Życie na pełnej petardzie" - egzemplarz od Wydawnictwa WAM
3. Remigiusz Mróz "Wieża milczenia" - w ramach BookAThonu
4. C.J. Roberts "Dotyk ciemności" - przedpremierowo w ramach współpracy z wyd. Czwarta Strona
5. C.S. Lewis "Listy starego do młodego diabła"
6. Gabriel Glinka "Bandyta" - egzemplarz od Wydawnictwa WAM

Udało mi się jeszcze przeczytać pół "Antipolis" Tomasza Fijałkowskiego i zacząć "Nigdziebądź" Neil'a Gaimana. To by było na tyle.

A jak u Was?