„Ale nie wiedziałeś i mało kto wiedział, że niewielka ich część mimo wszystko ocalała i dalej żyła za murami. Nadzy – uciekli w lasy. Uczyli się tam od drzew, od zwierząt, ptaków, kwiatów, słońca. Porośli sierścią, ale za to pod sierścią ocalili gorącą czerwoną krew. Z wami gorzej: wyście porośli cyframi, cyfry po was pełzają jak wszy. Trzeba was obedrzeć ze wszystkiego i wypędzić do lasu. Żebyście się nauczyli drżeć ze strachu, z radości, ze wściekłego gniewu, z zimna, żebyście się modlili do ognia.” – s. 129
Uwielbiam antyutopie. Jest coś
pociągającego w wizjach tego, jak może wyglądać przyszłość. Wiem, że to nie są
wcale dobre obrazy, tylko rzeczywistość, w której nikt nie chciałby się
znaleźć, ale to także obraz ludzkiej wyobraźni, umiejętność budowania fikcji na
podstawie obserwacji świata. W każdej z tego typu książek jest dużo prawdy,
mądrość i przestroga przed tym, do czego może dojść. Wszystko, to pod
płaszczykiem nierealnego świata, ale jednak. Zaczęło się właśnie od Zamiatina.
Stworzył on swoją wizję społeczeństwa „doskonałego”, dał iskrę, dzięki której
powstał potem „Rok 1984” Orwella, „Nowy wspaniały świat” Huxleya i inne
antyutopie.
Po Wielkiej Wojnie Dwustuletniej
świat zmienił się diametralnie. Nie ma głodu, miłości także. Społeczeństwo
zostało zunifikowane, całkowicie podporządkowane Dobroczyńcy. Nie ma już
wolności, która jest równoznaczna ze zbrodnią. Nie ma jednostek. Jest masa
numerów, które dzień po dniu wiodą pozbawiony emocji, wrażeń, własnej woli
żywot. Wszystko jest uporządkowane, poddane terrorowi doskonałości. Życie od
rana do wieczora zorganizowano według odgórnych zasad. Praca, godziny osobiste,
odpoczynek. Nie ma prywatności, bo ściany są przezroczyste i tylko gdy dochodzi
do zbliżeń, wpisanych w kalendarz, można opuścić rolety i zaznać nieco
intymności. W takim świecie żyje Δ-503, matematyk, budowniczy Integralu.
To wzorowy obywatel, który myśli jednomyślnie nie tylko w dzień Jednomyślności,
jest zafascynowany schematyczną i zmechanizowaną rzeczywistością i oddany systemowi. Z wygodnej pozbawionej
dylematów, uczuć, emocji, choćby cienia człowieczeństwa egzystencji wyrywa go
I-330. Po jej spotkaniu z bohaterem zaczyna dziać się coś dziwnego. Czy inna od
reszty społeczeństwa kobieta otworzy mu oczy i uzmysłowi, czym tak naprawdę
jest świat, w którym żyje Δ-503?
Myśląc o powieści Zamiatina
pierwsze, co przychodzi mi na myśl to kontrast. Mamy bowiem dwa światy, jeden
nieludzko czysty, biały, podporządkowany matematycznym obliczeniom, sterylny,
odhumanizowany, drugi zaś dziki, nieokiełznany, nieznany, ciekawy, archaiczny.
Cywilizacja kontra natura. Przeszłość przeciwstawiona przyszłości, bo zarówno
Mefi to powrót niemal do pierwotnych czasów, jak i Integral to przyszłość,
która dopiero nadejdzie. Dwoje głównych bohaterów, to nie tylko przedstawiciele
płci przeciwnej, ale osoby skrajnie różne. Δ-503 jest całkowicie zakochanym
w matematyce, doskonale podporządkowanym doktrynie i idealnie zmanipulowanym
obywatelem. Nie ma rozterek, przepisowo gani wszystko, co tylko wykracza poza
prawa i normy. Jest uformowany tak, jak tylko Dobroczyńca mógł sobie wymarzyć.
I-330 jest zupełnie inna. Lubi odwiedzać stary dom i jego mieszkankę, która w
zasadzie można powiedzieć, jest żywą częścią muzeum. Fascynuje ją przeszłość,
która odeszła, fatałaszki, uczucia, emocje, wolność. Świat, w którym egzystuje
napełnia ją wstrętem i niechęcią. Pragnie czegoś innego, zburzenia nieludzkiego
porządku, który odziera człowieka z wszystkiego, co stanowi o jego istocie. Zderzenie
tych dwóch osobowości powoduje zgrzyt w idealnym świecie.
Przeraża wymowa dzieła Rosjanina.
Człowiek sprowadzony niemal do pozycji maszyny. Pozbawiony marzeń, pragnień, możliwości
decydowania o swoim losie, ba, nawet decydowania o tym jak ma spędzać wolny
czas. Tu czytelnik widzi niewolników tak doskonale zmanipulowanych, że nie mają
pojęcia o tym, kim są. Dusza to dla nich choroba, której trzeba się pozbyć jak
najszybciej. Wytępić, nim obudzi w posiadaczu jakiekolwiek ludzie odruchy. To
już nawet nie wiara w dobro Jednomyślności, ale swoiste wpojenie. Coś
wewnętrznie burzyło się we mnie, gdy czytałam o łaskach Dobroczyńcy,
zżymało na arogancki ton bohatera, który z góry patrzy na wszystko, co jest
ważne w życiu człowieka, który wyśmiewa to, co czyni nas wyjątkowymi. On woli
tkwić w niewoli, a nawet jego chwilowy bunt wydaje się nic nie znaczyć. Świat,
w którym nie ma miejsca na wyrażanie siebie, w którym jakakolwiek inicjatywa,
pragnienie, kreatywność zostały już dawno wytępione, nie jest doskonały. Do tej
nieludzkiej sterylności wdziera się dysharmonia. Te przejawy wrogiej duszy,
namiętność, emocje. Z satysfakcją czytałam więc jak bohater nagle poruszony,
odczuwający pożądanie, nie takie na różowy talon, który jest wypełnieniem
obowiązku i elementem dbałości o zdrowie, ale prawdziwe ludzkie, nieokiełznane, gubi się.
Ułożony i zmechanizowany niemal Δ-503 okazuje się bowiem mieć odruchy
zwykłego człowieka. Co więcej, pozwala sobie na moment buntu, tkwi rozdarty
między umiłowaniem jednomyślności i uporządkowania a targającymi nim emocjami.
Oto bowiem jednostka doskonała, wzorowy obywatel łamie prawo, oszukuje, by być
przy kobiecie i wie, jakie to niskie.
„My” jest niesamowitą książką. Po
pierwsze sam fakt stworzenia takiej wizji w 1920 roku budzi mój ogromny podziw.
Po drugie sposób napisania powieści jest niezwykły. Z peanu na cześć tego
cudownego świata wyłania się bowiem obraz gorączkowych zapisków bohatera
wydanego na pastwę żądz cielesnych, pozwalającego kierować się popędem. Tak,
piszę o tym sarkastycznie, bo bohater wywołuje w czytelniku określone emocje.
Nie jest to oszukany przez system człowiek, ale ktoś, kto nie ma refleksji nad
tym jak potworny jest świat, w którym przyszło mu żyć. Jego wątpliwości są
związane z tym, że pozwala sobie na bycie człowiekiem, posiadanie czegoś
swojego, odbiegającego od ustalonego i przyjętego schematu. Powieść Zamiatina
jest gorzka, ciężka, groteskowa. Nie czyta się jej łatwo. Pisane w formie konspektów
rozdziały stają się coraz trudniejsze w odbiorze, ale jednocześnie doskonale
oddają stan bohatera. Gorączkowe przemyślenia, pytania, urywane zdania, przeskakiwanie z
myśli na myśl, a jednocześnie uporządkowanie, gdy mowa o bezpiecznych strefach.
Z jednej strony nie można narratorowi zarzucić kłamstwa, bo otwarcie mówi o
tym, co przeżywa, choć wielokrotnie nie potrafi ubrać tego w słowa lub pisze
przez jedyny znany sobie pryzmat. Widać tu zamknięcie na pewne sprawy,
przemilczenia, a jednak mimo tych niedogodności książkę czyta się wolno, ale
łapczywie. Pochłania kolejne strony, które przyciągają i nie pozwalają oderwać się od lektury mimo okropnej totalitarnej wizji,
zniszczenia wszystkiego, co istotne dla człowieka, zdegradowania go do roli
bezmyślnego, powtarzającego wyuczone frazesy trybiku, tak już zmanipulowanego,
że wierzy w słuszność tego ustroju (nie napiszę wierzącego w swoje szczęście,
gdyż bohater sam przyznaje, że jego społeczeństwo jest w trakcie rozwiązywania
tej kwestii).
Powieść rosyjskiego pisarza to
potworna wizja świata okrutnie nieludzkiego, w którym człowiek jest mechanizmem
na usługach państwa, nie pragnie niczego, nie marzy, nie buntuje się, nie ma
osobowości (świetnie tutaj wpasowuje się pomysł z numerami, bo przecież imię –
to określenie człowieka, jego charakteru, niepowtarzalności, numer zaś jest
bezosobowy, nijaki, przezroczysty). W zasadzie nie odczuwa żadnych potrzeb poza
tymi podstawowymi, fizycznymi. Zamiatin opisuje świat, w którym numery są jak roboty stworzone jedynie do realizacji określonych zadań i chwalenia ustroju.
I nasuwa się myśl, kto poza chorym umysłem pragnącym władzy, chciałby takiej
rzeczywistości? To nie wyraz marzeń o egzystencji bez konfliktów, wojen, bólu, ale chora
ideologia kogoś, kto chce być rządcą dusz.
„My” niepokoi, uwiera, wdziera
się do głowy, skłania do myślenia. Wierci dziurę w sercu i nie pozwala o sobie
zapomnieć. Wraca do czytelnika, przypominając, by cieszył się tym, jak wiele
posiada, choć nie zdaje sobie z tego sprawy, jak bardzo powinien dbać o rzeczy,
których nie zauważa w codziennym życiu. Zamiatin już na początku XX wieku
przestrzegał przed ideologiami, które niszczą człowieka, a także przed tym, by
sam nie zatracił się w świecie, w którym wszystko może pójść z złą stronę.
Książka, którą trzeba przeczytać, mimo iż jest to wymagająca i trudna lektura.
Eugeniusz Zamiatin, My, przeł. Adam Pomorski, wyd. Alfa, Warszawa 1989.
Świetną recenzję tej książki przeczytacie u Luki na Przestrzeniach Tekstu :).
Komentarze
Prześlij komentarz