poniedziałek, 21 października 2019

O spoglądaniu w niebo z 773 nr "Miesięcznika Znak"



"Wszystko zaczyna się mniej więcej po godzinie patrzenia. Tutaj nie da się tego zrobić w trybie fast. Jest jeszcze jeden warunek: nie analizować, nie interpretować. Mniej więcej po godzinie umysł z oporem przyswaja fakt, że obserwuje nieskończoność, a w perspektywie znajduje się punkt, w którym załamują się znane prawa fizyki. Patrząc horyzontalnie, nie można tego doznać. Ta reakcja zachodzi spokojnie i długo, lecz na jakiś czas, nim nie skołuje nas codzienność, zmienia strukturę świadomości, otwierając ją na nieopisywalny a dominujący fragment rzeczywistości. Człowiek czuje się, jakby żył tam, na dole, w płytkim, ale ponurym kłamstwie, które wszystko to, co zbyt trudne do przyswojenia, błyskawicznie przypisuje do kategorii fikcji". - s. 26

Od zarania dziejów spoglądamy w niebo. Wznosimy wzrok z zafascynowaniem, zauroczeniem, odpoczywamy, podziwiamy, pozwalamy myślom płynąć. Dzięki gwiazdom odnajdujemy drogę do domu, jesteśmy w stanie ustalić nasze położenie i właściwy kierunek podróży. To nocne niebo daje otuchę nawet tym, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Wszyscy mieszkamy pod jednym sklepieniem, dachem świata. Patrzymy na te same gwiazdy, dzięki temu wydajemy się być bliżej tych, za którymi tęsknimy. Od wieków marzyliśmy o tym, by wznieść się w przestworza. Latać jak ptaki. Gdy to osiągnęliśmy nasze marzenia poszły dalej. Zapragnęliśmy polecieć w kosmos, stanąć na Księżycu. Dziś coraz śmielej mówimy o locie na Marsa a kolonizacja innej planety wcale nie wydaje się wyjęta z filmu science fiction. Niebo zdaje się być bliżej niż kiedykolwiek.

środa, 16 października 2019

Sławomir Wernikowski "Passacaglia"


"Ciąłem bezbronne powietrze uderzeniami klawiszy, a niebiosa załamywały się pod ciosami, jakie zadawałem pedałom. Moje dźwięki wracały do mnie odbite i potrzaskane, a ja odprawiałem je w nicość jeden za drugim. Byłem już tylko ja i ściana dźwięku, odgradzająca mnie od pamiętania o świecie, od pamiętania o ludziach, od pamiętania o sobie. (...) Uwielbiałem to oszustwo. Poddawałem się mu. Rozdmuchiwałem nadzieję, że przeznaczenie można oszukać, że nie wszystko jeszcze stracone, że teraz po wsze czasy przyszło nam się radować, nie pamiętać o śmierci, cierpieniu, przemijaniu." - s. 33

Życie pisze najciekawsze scenariusze. Nieraz człowiek nie wpadłby na to, co go spotyka. Czasami nawet technika płata takiego figla, że nie wiadomo, co powiedzieć. Książka, o której opowiem trafiła do mnie przez chochlika, wujka Googla, który uparcie twierdził, że ją zrecenzowałam i powinnam mu za ten upór podziękować. To dzięki niemu mogłam zapoznać się z "Passacaglią" Sławomira Wernikowskiego. A było to naprawdę przyjemne i wartościowe doświadczenie czytelnicze, ale po kolei.

sobota, 5 października 2019

Maja Wolny "Jasność"




"Człowiek straszliwie się rozpanoszył na planecie, którą uznał za swoją. Wierci dziury w poszukiwaniu surowców, spala tony śmieci lub topi je w oceanie. Żyjemy na olbrzymim wysypisku pełnym cywilizacyjnych wymiocin. Czytelnicy tej gazety dobrze wiedzą, że nie jestem nawiedzonym ekologiem, tylko realistą. Tak jak ja, obserwujecie Państwo na co dzień, co się wyprawia w pogoni za zyskiem albo po prostu z lenistwa, z rozpędu, z czystej inercji." - s. 63

Serial "Czarnobyl" rozpalił wyobraźnię jednych, dla innych był dobrą lekcją historii. Fascynował, przyciągał, zdobył uznanie. Przedstawił jedną z największych katastrof, jakie wydarzyły się w ciągu wieków. Mistrzowsko obrazował bezradność osób próbujących ratować ludzi i całą naszą planetę, poświęcających się dla społeczeństwa i przyszłych pokoleń. Odkrył oblicze partii, dla której fałszywa propaganda była ważniejsza niż przyszłość ludzkości. W końcu wyjaśniał, dlaczego doszło do katastrofy, której przecież można było uniknąć. Tragedii, która i dziś, mimo lat, ma wpływ na nasze życie.