poniedziałek, 26 grudnia 2016

Przyjaźń ponad wszystko – Sara Pennypacker „Pax”


„Jak było do przewidzenia, chłopiec uniósł żołnierzyka i cisnął nim w las. Ulga, jaką poczuł lis – przyjechali tu tylko po to, by się pobawić! – sprawiła, że stracił czujność. Pognał w stronę lasu, nie oglądając się na ludzi. Gdyby się obejrzał, zobaczyłby, jak chłopiec wyrywa się ojcu i zasłania twarz rękami, i zawróciłby. Czegokolwiek potrzebował jego chłopiec – ochrony, rozrywki, czułości – lis gotów był mu to ofiarować”. – s. 13



Więź, jaka łączy przyjaciół, jest niesamowita. Czasami mamy wrażenie, że znamy kogoś od zawsze i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Bywa, że takim kompanem niekoniecznie jest człowiek, ale zwierzę. Posiadanie psa czy kota uczy dziecko nie tylko odpowiedzialności, ale pozwala rozwinąć wiele cech jego osobowości. 

Peter po śmierci matki tłumi w sobie gniew. Za wszelką cenę, chce zapanować nad wszystkimi negatywnymi uczuciami, które wywołują niechciane wspomnienia i skojarzenia. Gdy na skutek zbliżającej się wojny musi przeprowadzić się do dziadka, człowieka równie zamkniętego i surowego, co jego ojciec, bohater nie jest zadowolony. To rozwiązanie jest tym trudniejsze, że rodzic zmusza go do pozostawienia w lesie Pax-a, oswojonego lisa, z którym chłopiec dorastał. Mimo protestów, zwierzak zostaje porzucony i musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Cierpliwie czeka na powrót swojego człowieka, którego kocha i który przecież kocha jego. Tymczasem Peter nie wytrzymuje, ucieka w nocy z domu dziadka i udaje się na poszukiwanie przyjaciela. Niefortunny wypadek sprawia, że łamie nogę i dostaje się do domu Voli, samotnie mieszkającej kobiety, która zmaga się z wielkim bólem. Opiekując się chłopcem, uczy go ona znajdowania odpowiedzi na dręczące bohatera pytania, a także dowiaduje się czegoś o sobie. Tymczasem Pax musi stawić czoła niebezpieczeństwom czyhającym w lesie. Nie jest jednak sam. Poznaje lisicę Nastroszoną, jej brata Chuderlaka i starego lisa, który może mu pomóc. Wojna jednak zbliża się wielkimi krokami. Pojawiają się ludzie a z nimi niebezpieczeństwo. Czy chłopiec zdąży odnaleźć swojego lisa? Jakie przygody czekają Paxa i jego nowych przyjaciół?

Już dawno nie przeczytałam książki tak szybko. Po zabieganiu przedświątecznym byłam spragniona chwili z lekturą i bardzo dobrze wybrałam. „Pax” to bowiem ciepła, urzekająca i wciągająca historia. To rzecz nie tylko o przyjaźni lisa z chłopcem, ale i o dojrzewaniu do odpowiedzialności za swego przyjaciela oraz za napotkanych ludzi i zwierzęta. Na przykładzie lisa i człowieka autorka pokazuje otwartość serca, która potrafi przyjąć drugiego i pomagać mu. To mądra opowieść o szukaniu odpowiedzi na fundamentalne pytania o przyjaźń, miłość, rozczarowanie, stratę, ból. Rozłąka między przyjaciółmi uczy ich wielu rzeczy. Peter przekonuje się, że nie powinien był ulegać ojcu i pozwalać na pozostawienie lisa w lesie. Zaczyna rozumieć, że obwinianie się za dawne winy, nie ma sensu, ponieważ sprawia, że życie to katorga, w której nie uczyni się niczego dobrego. Zamykanie się w bólu i karanie za grzechy jest bowiem zamkniętym kołem. Zmaga się również z panowaniem nad złością. Pax zaczyna zaś rozumieć, że nie każdy człowiek bywa dobry, że ludzie się zmieniają i czasami stają się fałszywi. Doznaje niszczycielskiej działalności człowieka, który przeciwstawia się naturze i swoim bliźnim. Wojna jest zaledwie nakreślona, a jednak widać ogrom zła, jakie wyrządza, choć na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczęła.

„Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi. (…) Ci zarażeni wojną… czy oni zaatakują mojego chłopca?
Tam gdzie żyłem z ludźmi, kiedyś przyszła wojna. Wszystko zostało zniszczone. Wszędzie był ogień. Śmierć dosięgała nie tylko zarażonych wojną dorosłych samców, ale też dzieci, matki, stare osobniki ich własnego gatunku. Wszystkie zwierzęta. Ludzie zarażeni tą chorobą niszczą wszystko na swojej drodze”. – s. 72-73

Porównanie jej do choroby, jest bardzo adekwatne. Atakuje bowiem całego człowieka, pozbawiając go empatii, nieraz dobroci, współczucia. Niszczy obie strony konfliktu i wszystko dookoła siebie. Jest machiną pochłaniającą zarówno złych jak i dobrych, mężczyzn, kobiety, dzieci. Jak trudno przetrwać podczas działań wojennych i jak przez przypadek można stać się ofiarą konfliktu, pokazują losy lisów.

Rodzące się między zwierzętami zaufanie, bezinteresowność, oddanie, to wszystko zostaje skontrastowane z ludźmi, którzy zdają się mieć mniej uczuć niż zwierzęta. Na tle wojny wyróżnia się Peter i Vola, ale oni również muszą zmagać się ze swoimi demonami, agresją i złością śpiącą w każdym człowieku. Delikatnie nakreślony temat przemocy i niepanowania nad gniewem, to kolejny temat do refleksji w książce. Tęsknota za czystymi i prostymi relacjami i więzią, która jest nieprzerwana, porozumieniem niemal mistycznym wyłania się z kart książki, gdy mowa o przyjaźni Pax'a i Petera. Jest to jednak trudny związek. Czekanie na przyjaciela i odpowiedzialność za nowych towarzyszy prowadzi bowiem do zaskakującego finału, który pozostawił mnie z wieloma pytaniami. Nieco zabrakło mi szerszego spojrzenia na zakończenie, które wyjaśniłoby wiele, z drugiej strony takie zamknięcie pozwala snuć własne wnioski i daje szerokie pole manewru do kontynuowania opowieści, która mogłaby nauczyć czytelnika jeszcze wielu rzeczy.



Pax” to niezwykła książka. Historia, która od pierwszej strony przepełniona jest emocjami i mądrą nauką. Powieść, nie zwalnia czytelników od myślenia. Każe zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi. Klimatem faktycznie przypomina „Małego Księcia”, ale moim zdaniem jest bardziej współczesna i pisana zrozumiałym dla dzieci językiem. Metafory są prostsze i bardziej przemawiają do młodych czytelników. Całości, która porusza i zachwyca, dopełniają ilustracje Jona’a Klassen’a. Słowem, „Pax” to bardzo dobra literatura zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Przedstawiająca świat ludzi i zwierząt, w którym dobro raz jest po jednej, raz po drugiej stronie. Książka na pewno uczy dobroci, opowiada o dorastaniu, podczas którego nie wolno zapomnieć kim się jest i co jest najważniejsze. Dojrzewaniu przy którym nie można zatracić istoty człowieczeństwa, którą jest miłość, empatia, współczucie, mądrość i prawda. Ja ze swojej strony serdecznie polecam, bo naprawdę warto!!!


Sara Pennypacker, Pax, przeł. Dorota Dziewońska, ilustrował Jona, Klassen, wyd. IUVI, Kraków 2016.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam mądre i pełne uczuć książki. Obowiązkowa pozycja dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie książka, która może wiele nauczyć. Miłej lektury :)

      Usuń
  2. Słyszałam o tej książce tyle przepięknych słów, czytałam tyle pięknych recenzji... muszę po nią sięgnąć i ja :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto. "Pax" jest czysty, ciepły, otwarty. Jest w pewnym sensie ponad ludźmi. Bez zawiści, bez fałszu (trochę odwrócenie symboliki, z którą kojarzymy lisa), z sercem na łapie, można powiedzieć. To chyba obraz tego, jak widzimy świat, będąc dziećmi i jakimi chcielibyśmy być. To oderwanie od pogoni za dobrami materialnymi i zwrócenie uwagi na to, co w życiu najważniejsze. Choćby dlatego warto go przeczytać. Pozdrawiam serdecznie Justyno :)

      Usuń
  3. Jest i "Pax" i magiczne zdjęcia! Na "Paxa" napatrzyłam się już trochę z daleka, namarzyłam o nim, aktualnie nabieram dystansu, bo podejrzewam, że może mnie aż tak nie zachwycić... Chociaż trochę zmieniam zdanie po Twojej recenzji ;)Temat przyjaźni w tych czasach jest dość ważki, głęboko go ostatnio przeżywam (głównie z powodu zawodów).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :). "Pax" dał mi wiele. Miałam wobec niego wygórowane oczekiwania, to prawda, szczególnie że porównują go do "Małego Księcia". Coś w tym jest, bo widać zdziwienie i odrębność świata dorosłych od dzieci (tu należałoby pewnie umieścić i Paxa), ale to jednak inna książka, ze swoimi przemyśleniami, swoim klimatem. Punktów zbieżnych nie brakuje, ale na szczęście to nie kopia.
      Z przyjaźnią jest różnie, fakt czasami ludzie potrafią ranić i nigdy nie zrozumiem dlaczego, jakby coś w ludzkiej naturze domagało się głupich czynów, po których przychodzi żal i opamiętanie. Myślę, że w relacjach międzyludzkich trzeba wiele delikatności, wyrozumiałości, ale i mądrości. Granica między zrozumieniem a wybaczaniem wszystkiego bywa cienka. Myślę, że zawsze trzeba złapać jakiś dystans, popatrzeć na relacje z boku, spokojnie i przemyśleć, czy zranienia są sporadyczne, bo jesteśmy jedynie ludźmi, czy coś niedobrego się dzieje. Ze swojej strony życzę Ci moja Droga właśnie mądrości i ciepła w relacjach i przyjaciół, którzy będą, zwłaszcza w tych trudnych chwilach. Trzymaj się ciepło :*

      Usuń