sobota, 23 stycznia 2016

Szaleńczy wyścig z czasem wśród górskich szczytów – Remigiusz Mróz „Przewieszenie”



„Piskliwy przeciągły krzyk rozszedł się echem między stromymi zboczami, kiedy spadała w przepaść. Eliasz wiódł za nią wzrokiem. Czuł ekstatyczne uniesienie, jakby zbliżał się do orgazmu. Jasińska krzyczała aż do momentu, gdy jej ciało trafiło na pierwsze skały. Głowa uderzyła o wystający kawałek kamienia, krew rozbryznęła się wokół. Dziewczyna spadła jeszcze trochę, a potem, ku zawiedzeniu Eliasza, zatrzymała się”. – s. 27

           


Kiedy Wiktor wchodził do szpitala miał nadzieję na rozwój relacji z Olgą Szrebską. Wszystko, co złe było za nimi. Chciał rozpocząć nowy rozdział, który mógł okazać się całkiem ciekawy, bo para ta była iście ognista i intrygowała. Tymczasem bohater zastał martwą dziennikarkę, której morderstwo ewidentnie sugerowało, że zabójca ma się dobrze i jest na wolności. Forst stanął przed widmem kolejnego polowania. Tym razem nie była to jednak tylko sprawa służbowa…

Zaczęło się od wizyty w Krakowie, gdzie schwytany Michał Sznajderman przepowiedział policjantowi iście koszmarny los. Armagedon, plagi egipskie, fatum to nic w porównaniu z tym, co ma spotkać Forsa. Żeby tego było mało w międzyczasie dochodzi do niewyjaśnionych wypadków na tatrzańskich szlakach. Początkowo sprawa faktycznie przypomina zwykłe tragedie, które zdarzają się w górach, zwłaszcza że czasami turyści porywają się z motyką na słońce, nie biorąc pod uwagę swojej kondycji, warunków pogodowych czy też nie posiadając odpowiedniego ekwipunku. Co innego jednak jeden wypadek, a co innego kilka i to praktycznie bez odstępów czasowych. Wśród ratowników zaczynają pojawiać się wątpliwości, a to dopiero początek. Wiktor rusza na szlak, by złapać nieuchwytnego sprawcę i zatrzymać serię morderstw. Zaczyna się wyścig z czasem, który komplikuje się tym bardziej, że oto nagle w centrum podejrzeń staje główny bohater. Wszystkie fakty zdają się świadczyć przeciw niemu i potwierdzać współdziałanie z tajemniczą grupą odpowiedzialną za wcześniejsze zbrodnie. Sznajderman zaczyna mówić, pogrążając policjanta, który miał być członkiem Synów Światłości. Prokurator Dominika Wardyś-Hasnsen i Aleksander Gerc postanawiają wysłać za podejrzanym list gończy. Mimo tego wszystkiego niepokorny i szalony śledczy zdaje się nie przejmować zarzutami i myśli tylko o jednym, dorwać i ukarać tego, kto stoi za tym wszystkim. W działaniach nieoficjalnie pomaga mu jego dowódca. Gdy zostaje porwana córka Osicy, poszukiwania stają się osobistą wendetą obu policjantów. Czy bohaterowie zdążą ocalić Agatę? Kto stoi za wszystkimi zbrodniami? Czy uda się oczyścić Forsta ze stawianych mu zarzutów i złapać szaleńca mordującego niewinnych ludzi?

„- Zadbamy o to, żebyś cierpiał – odezwał się Sznajderman. – W życiu doczesnym zaznasz wielu krzywd komisarzu. (…) Spotka cię więcej cierpienia, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. (…) Zanim spłoniesz w piekle, będziesz błagał o to, by to wszystko wreszcie się skończyło. Będziesz zastanawiał się, czy samemu tego nie zakończyć. Będziesz łkał w samotności jak…” – s. 48


Nie są to zdecydowanie słowa rzucone na wiatr. Forst stanie przed szaleńczym biegiem szlakami turystycznymi, gdy będzie starał się wniknąć w psychikę mordercy, będącego stale o krok przed nim. Próba uchwycenia psychopaty, zmaganie się z lawiną, prokuraturą, zagrożeniami, które czyhają na policjanta oraz wspomnieniami o Szrebskiej, poszukiwanie Agaty, dociekanie prawdy i widmo nieciekawej przyszłości, to wszystko składa się na „Przewieszenie”. Bohater będzie miał ręce pełne roboty, zwłaszcza że licho nie śpi. Tym razem jednak może liczyć na wsparcie przełożonego, który choć niespecjalnie go lubi, to nie wątpi w jego niewinność. Nie jest jednak łatwo oczyścić się z zarzutów, a słowo przeciwko słowu często udowadnia, że wymiar sprawiedliwości może być ślepy jak Temida i iść najkrótszą i najprostszą z dróg.

W drugiej części przygód o komisarzu Forście pojawiają się nowe postacie, które dodają powieści smaku i sprawiają, że akcja przyspiesza. Warto zwrócić uwagę na prokuratorów, którzy prowadzą sprawę zabójstw z pierwszej części i tych, dziejących się w górach. Dwie skrajnie różne osobowości, które doskonale ukazują, jak upływ czasu, chęć pięcia się po drabinie kariery i szybkiego rozwiązywania spraw, może wpłynąć na ludzi. Czytając książkę Remigiusza Mroza miałam wrażenie, że Aleksander Gerc ma niewiele cierpliwości i trochę pasuje na kogoś, kto ma dbać o wymierzanie sprawiedliwości, jak kwiatek do kożucha. Powierzchowne sądy, brak jakichkolwiek wątpliwości, nieczyste zagrania, sprawiają, że postać ta wydaje się antypatyczna i zdecydowanie zajmuje złe stanowisko. W opozycji do niego autor sytuuje Dominikę Wardyś-Hansen, która otoczona łacińskimi sentencjami, spokojna, wyważona, pragnie by ludzie byli bezpieczni, a złoczyńcy ukarani. Jest dużo ostrożniejsza w wydawaniu sądów i rzucaniu oskarżeń. To osoba zdystansowana i może nieco chłodna, ale dużo sympatyczniejsza od swojego współpracownika. Nowym bohaterem, którego polubiłam jest mąż pani prokurator, Gjord, który jako rasowy Skandynaw wydaje się lepiej znać na kryminalnych sprawach niż para prokuratorów. Nie boi się powiedzieć, że coś jest podejrzane i ma w swoim mniemaniu sporo racji.

Lepiej poznajemy również komisarza, który nadal tryska ironią, totalnie lekceważy polecenia przełożonych, gasi pożary, które wybuchły, nie przejmując się przyszłymi. Działa z prędkością błyskawicy, nie ugnie się przed niczym, by dorwać człowieka, który grasuje na tatrzańskich szczytach i jak zwykle ma masę kłopotów. Autor nie oszczędza go, sprowadzając na Forsta wszelkie możliwe strapienia od oskarżeń, przez lawinę po pobicia. Bohater to jednak prawdziwy mężczyzna, który nie poddaje się i jest nie do zdarcia ;-). Choć nie zna tożsamości przeciwnika, nie działa już po omacku. Co więcej, potrafi wniknąć w jego umysł, co przy emocjonalności Wiktora wywołuje u czytelnika dreszcze, bo nie wiadomo jak to wszystko się skończy. Przyznam, że ciężko mi rozgryźć komisarza, ponieważ z jednej strony to człowiek z przeszłością, trochę aspołeczny, mało empatyczny, zamknięty w sobie, kompletnie nieprzewidywalny, można rzec, zdolny do wszystkiego, kierujący się własnym kodeksem wartości a nie poleceniami przełożonych, z drugiej zaś ma mocno ukształtowaną moralność i jest w nim dobro i pokłady uczuć, choć mocno schowane pod warstwą gruboskórności. Jednak pewnie jemu na złość wydostają się one na światło dzienne, przez co nie sposób nie lubić tej postaci. U mnie zdeklasował on nawet Diję Udina, który do tej pory był faworytem wśród mrozowych bohaterów. Obserwując współpracę z Osicą czytelnik ma możliwość poznania przeszłości bohatera i zrozumienia relacji, jakie łączą tych dwóch mężczyzn, dzięki czemu staje się oni mniej tajemniczy i bliżsi.

„Nie jestem psychopatą” – podkreślił jeszcze raz. „Jestem artystą, a zarazem publicznością dla swoich dzieł. Są moje. Nie dzielę się nimi z nikim”. – s. 81

Iwo..., prawdziwy koszmar, który owiany jest mgłą tajemnicy. Wbrew temu, co pisze, jest rasowym psychopatą. Niezwykle inteligentny, pozbawiony uczuć, wywyższający się, przerażający. Dopiero drugi tom odkrywa nieco człowieka, który stoi za morderstwami, ale autor nie ujawnia wiele. Sama satysfakcja, jaką Eliasiewicz czerpie z zabijania, nie zaspokaja ciekawości czytelnika i rodzących się w jego umyśle pytań. Nie wiadomo do końca, co poza sadystyczną przyjemnością i antypatią do głupiej ludzkiej masy, bo to stwierdzenie idealnie pasuje do poglądów tej postaci, kieruje tym człowiekiem. Powoli wnikamy w jego psychikę i motywy działania, ale to zaledwie uchylenie rąbka tajemnicy. Remigiusz Mróz zdaje się droczyć z czytelnikiem pozwalając mu zaglądnąć przez dziurkę od klucza na ulotną chwilę. Jest ona jednak zbyt krótka, by znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. To ukłon w stronę odbiorców, ale Autor nadal trzyma wszystko w garści.

Moja polonistka zwykła mawiać o kiepskich książkach, które miały luki logiczne, że są to książki spod znaku „zabili go i uciekł”. Odkąd poznałam Frosta, to stwierdzenie nabrało dla mnie całkiem nowego znaczenia i jak ulał pasuje mi do trylogii o hardym komisarzu. Tu bowiem fabuła zapewnia takie niespodzianki, że wszystko jest możliwe i nie wynika to z braku konsekwencji czy logiki. Autor niczym magik wyciąga nagle królika z kapelusza i mówi, nie zauważyłeś drobnego szczegółu, a przecież to takie oczywiste. Jeśli wydawało mi się, że już nic mnie nie zaskoczy w książkach Remigiusza Mroza to grubo się myliłam. Po raz kolejny autor zapewnia czytelnikom doskonałą rozrywkę, intrygującą i wciągającą fabułę, pełną pościgów, nieprzewidzianych zwrotów akcji a wszystko to w przepięknej górskiej scenerii, która tylko potęguje grozę wydarzeń. Czytając „Przewieszenie” przechodzi ochota na samotne górskie wędrówki. Majestatyczne szczyty, malownicze trasy, pokora i respekt, jaki budzą góry a w tym wszystkim szaleniec, który pozbawia życia innych, by zaspokoić niejasne dla nas popędy. Ścigający go stróż prawa, który nie cofnie się przed niczym, by ustrzec od śmierci kolejną ofiarę. Makabryczne wydarzenia, szaleńcze tempo wydarzeń, zaskakujące rozwiązania i finał, po którym nie można się pozbierać, bo napisać, że opadła mi szczęka a ostatnie zdania wbiły w fotel, to nie powiedzieć nic. Zastanawiałam się czy dobrze przeczytałam, a potem czy przypadkiem czegoś nie poplątałam, nie przeoczyłam, ale nie... Pisarz po raz kolejny wprowadza czytelnika w stan totalnego i permanentnego osłupienia i ogłupienia. Syndorom Mroza w najczystszej i najpiękniejszej postaci kończy przygodę z „Przewieszeniem”.  Po lekturze „Ekspozycji” byłam przekonana, że niemożliwe jest, by tempo akcji mogło być jeszcze szybsze a moje zdumienie większe, ale ogromnie się myliłam i podejrzewam, że w kolejnym tomie znów spotka mnie niespodzianka, spotęgowana i całkiem druzgocąca... Aż strach się bać..., zwłaszcza, że pytania domagają się odpowiedzi a adrenalina rośnie. I mój sentyment do Forsta pragnie więcej...

Kończąc - krótko, musicie to przeczytać!!! Innej opcji nie ma :-). Satysfakcja gwarantowana.


Remigiusz Mróz, Przewieszenie, t.2, wyd. Filia, Poznań 2016.

2 komentarze:

  1. Książka kilka dni temu trafiła w moje ręce! Cieszę się, że polecasz, chociaż i tak nie miałam wątpliwości, że chcę ją przeczytać! W końcu autor cieszy się już takim uznaniem i sławą, że większość czytelników uległo już swoistej Mrozomani ;)) Muszę przeczytać jak najszybciej :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto! Ja nie mogłam się od niej oderwać. Co do Mrozomanii, nie dziwi mnie, ponieważ Autor naprawdę staje się z książki na książkę coraz lepszy i świetnie się go czyta. Miłej lektury i daj znać, co myślisz o "Przewieszeniu". Pozdrawiam :-)

      Usuń