niedziela, 26 lipca 2015

Przyjaciel robot - Deborah Install "Robot w ogrodzie"




„Kiedy pojawił się w moim ogrodzie, zrobiło mi się go żal i nie mogłem przestać się zastanawiać, skąd się tam wziął. Ale im lepiej go poznawałem… no cóż, to nie jest tylko staroświecki robot, a już zupełnie nie przypomina androidów. On się potrafi uczyć, jestem tego pewien. Nie tylko wykonuje polecenia, a właściwie rzadko kiedy wykonuje polecenia. Jest uparty i zawsze kwestionuje to, co ja robię. Ale on… on się troszczy. Tak jak powiedziałaś: jest całkiem szczególny”. – s. 131


 Byłam bardzo ciekawa tej książki. W kulturze już nieraz pojawiały się roboty. Wystarczy wspomnieć „Terminatora”, „Gwiezdne wojny”, „A.I. sztuczna inteligencja”, „Bajki robotów”, „Cinder” i wiele innych. Coś mi jednak mówiło, że książka Deborah Install jest inna, bardziej w moim klimacie, że to ciepła i pełna mądrości opowieść. Bardzo ucieszyłam się, gdy Wydawnictwo WAM przysłało mi egzemplarz recenzencki, bym mogła się z Wami podzielić tą historią.

   Ben jest zagubionym człowiekiem. Żyje w marazmie. Całe dnie spędza w domu. Nie ma pracy, pomysłu na życie, planów na przyszłość. Byt zapewniają mu środki odziedziczone po rodzicach, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Mężczyzna jest niepewny siebie, zmęczony, nieobecny, zagłębia się w swój świat, nie dostrzegając, jak jego zachowanie rzutuje na samopoczucie żony. Amy jest jego przeciwieństwem. To odnosząca sukcesy prawniczka, kobieta silna, pewna siebie, która doskonale wie czego chce i jak to zdobyć, może dlatego nie potrafi zrozumieć męża. Denerwuje ją bezsilność i zobojętnienie współmałżonka. Swego rodzaju niedojrzałość i brak poczucia, że powinien zrobić coś ze swoim życiem. Zamknięty w sobie Ben niemal nie zauważa świata, który go otacza. Do niczego nie dąży. Od śmierci rodziców tkwi w zawieszeniu i przekonaniu, że nigdy nie byli oni z niego dumni, w przeciwieństwie do jego siostry Bryony, która dostarczała im wielu powodów do zadowolenia. Można powiedzieć, że jest przekonany o tym, że znajduje się na straconej pozycji, ponieważ nie może już udowodnić im swojej wartości.

   Ich ustabilizowane, aczkolwiek pełne napięć życie zmienia się, gdy pewnego dnia w ogrodzie odnajdują tajemniczego gościa. W dobie androidów i niezwykle zaawansowanej technologii, pojawienie się pudełkowatego, starego robota patrzącego na konie, nie wydaje się Amy niczym dobrym. Przybysz drażni ją na tyle, że wysyła ona Bena, by rozwiązał sytuację. Sprawa okazuje się jednak trudniejsza niż początkowo przypuszczali. Robot nie jest zbyt kontaktowy, niewiele można zrozumieć z tego, co mówi. Ben jednak jest nim zaintrygowany i powoli rodzi się w nim sympatia do nieproszonego gościa. Tang, bo tak ma na imię robot, staje się kolejnym pretekstem kłótni małżonków, a w końcu gwoździem do trumny ich małżeństwa. Amy, która ma dość zachowania męża odchodzi, a on po lepszym poznaniu swojego nowego towarzysza, postanawia go naprawić. Chęć ta pcha go w ramiona przygody, której nawet nie przeczuwał. Widząc nadzwyczajność Tanga, który nie jest zwykłym robotem i bardziej przypomina człowieka niż maszynę, wyrusza on w podróż. Ta osobliwa para, starając się znaleźć kogoś, kto wymieni uszkodzony cylinder robota przemierza Amerykę, Tokio, by w końcu zawitać do Palau. Ich podróż obfituje w nieprzewidziane zdarzenia i ciekawe spotkania, gdyż z zachowującym się jak dziecko, nieraz dość krnąbrne robotem, nigdy nie jest nudno. Nie jest to jednak wyprawa związana tylko z poszukiwaniem mechanika. Bohaterowie w drodze lepiej poznają siebie nawzajem oraz własne osobowości. Jak skończy się wyprawa szlakiem tajemniczego twórcy Tanga? Czy Benowi uda się uratować swojego przyjaciela oraz rozpadające się małżeństwo? Czy udowodni sobie, że jest wartościowym człowiekiem, który wie, czego oczekuje od życia?

   Czytając „Robota w ogrodzie” niejednokrotnie się uśmiechałam. Tang bowiem jest jedynym w swoim rodzaju bohaterem. Z jednej strony to milczący i potrafiący dochować tajemnicy osobnik, z drugiej zachwycający się najprostszymi rzeczami, mający w sobie wrażliwość dziecka robot. No właśnie, ciężko nazwa go maszyną. Tang ogromnie przypomina człowieka, który poznaje świat. Uczy się, zdumiewa, zastanawia, stara się pojąć. Wiele rzeczy jest dla niego nowością, część już zna. Właśnie w tym pomieszaniu, podchodzeniu do jednych spraw ze stoickim spokojem, do innych z uroczym zachwytem tkwi jego siła. Jego sposób wysławiania się bawi, ale jest również bardzo precyzyjny pod względem podejścia do pewnych spraw. Ten uroczy robot nie strzępi języka, jego krótkie odpowiedzi nieraz zdumiewają. Najbardziej jednak rozbroiła mnie jego uczuciowość. Tanga po prostu nie sposób nie kochać, choć język jego ciała jest ograniczony, to widzimy jak się uśmiecha, ekscytuje, boi. Z jednej strony poznaje on świat, z drugiej bywa nauczycielem swojego opiekuna. Kolejną kluczową postacią jest oczywiście Ben, który w czasie trwania akcji dorasta. Z nieobecnego i niepewnego siebie człowieka zdającego się tkwić w depresji, zmienia się w mężczyznę, który pragnie ukształtować swoją osobowość, bo nigdy nie jest za późno na zmiany. Bohater podczas podróży zaczyna inaczej patrzeć na świat. Analizuje swoje zachowanie i pewne sytuacje, wyciąga wnioski, uczy się na błędach. Zauważa wiele spraw, o których wcześniej nie miał pojęcia. Zaczyna rozumieć otoczenie, a także siebie samego. Bierze odpowiedzialność za przyjaciela, o którego troszczy się przez całą drogę i którego dobro leży mu na sercu. Robi milowy krok ku temu, by być wspaniałym człowiekiem i co najważniejsze, zachowuje świadomość tego, że przed nim jeszcze sporo pracy. Co do Amy, to powiem szczerze, że początkowo jej nie lubiłam. Chyba patrzyłam na nią z perspektywy Bena, jednak końcówka książki sprawiła, że obdarzyłam ją sympatią, na którą zasługuje.  

   Książka Deborah Install skradła moje serce. Okazała się powieścią nie tyle o nowoczesnej technologii, ale o najważniejszych wartościach. O dojrzewaniu, miłości, przyjaźni, poświęceniu, przywiązaniu, budowaniu rodziny, pokonywaniu swoich słabości oraz kształtowaniu własnej osobowości. Pełna ciepła i mądrości sprawiła, że z uśmiechem a czasami ze śmiechem śledziłam losy bohaterów. Nieraz była jak poradnik radzenia sobie z własnym życiem i z dzieckiem, co stanowi dodatkowy plus lektury. Język powieści jest prosty, ale nie brak w niej przemyśleń. Wszystko podane jest w pięknej formie, która naprawdę urzeka. Temat jest ciekawy, bohaterowie po prostu przesympatyczni, nie brak tu również humoru. Słowem – serdecznie polecam tę książkę, która rzuciła na mnie urok, bo nie sposób nie pokochać Tanga i nie zachwycić się nim. A przy okazji można znaleźć odpowiedzi na pytania, które nurtują każdego z nas.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Deborah Install, Robot w ogrodzie, przeł. Zbigniew Zawadzki, wyd. WAM, Kraków 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz