niedziela, 29 marca 2015

O tych, których lubię odwiedzać :-)





Nie załapałam się na share week, bo niestety za bardzo pochłonęła mnie praca i nie było jak, więc dzisiaj, krótko o Tych, których chętnie odwiedzam, cenię i lubię, choć się nie znamy (ale sympatię moją zdobyli, o czym się teraz dowiedzą). Nie przedłużając zatem, zapraszam i od razu informuję, że kolejność nie ma znaczenia :-)






Co tu dużo mówić, dwójka świetnych blogerów, którzy mają optymistyczne podejście do świata, piszą szczerze, ciekawie i rzetelnie, nie brak im dystansu do siebie, do tego często dzięki nim wiem, że gdzieś jest promocja na książki (za co ja serdecznie dziękuję, a mój portfel biadoli ;-), ale nim się nie ma co przejmować, straszna z niego zrzęda :D). Moje dozgonne uczucie wypływa również z tego, że cierpimy na tę samą przypadłość, książkoholizm, którego nie ma sensu ani nie powinno się leczyć. Poza tym przyznam szczerze, że po ich recenzjach, wiem, że książka którą polecają przypadnie mi do gustu, bo teksty są wyczerpujące i zachęcają do czytania :-).








Przyczajony hasacz przyczaił się na mnie znienacka i utorował sobie miejsce na liście moich blogów. Cóż, powiem szczerze, że klimat tekstów, styl, ironia i humor, jakim się odznacza ogromnie przypadły mi do gustu i oficjalnie ogłaszam, że chętnie bliżej bym się z Hasaczem poznała, więc pewnie będę go atakować wiadomościami na fb. Hasaczu, miej się na baczności!!! ;-).  Na koniec dodam, że szczęka mi opada, gdy widzę z jaką prędkością Hasacz połyka wręcz kolejne knigi, także cytując pewnego Autora, "chylę czoła". 







Bloga Olgi poznałam dzięki Anicie z Book Reviews i ogromnie przypadł mi do gustu. Niezwykle wysoki poziom pisania, nawiązania do historii literatury, ciekawostki historyczne, wszystkie teksty pisane pięknym i bardzo przystępnym językiem i dobieranie naprawdę wartościowych pozycji (Olga, czytałaś kiedyś coś złego?) to niewątpliwe zalety Wielkiego Buka. Słowem klasa sama w sobie i w 1000% zasłużona ebuka :D 
Poza zwykłym blogiem Olga od pewnego czasu prowadzi również vlog.







Luka zagościła u mnie jakiś czas temu. Urzekła mnie nie tylko swoimi tekstami, które bardzo lubię czytać i które świadczą o jej wysokim poziomie umiejętności recenzenckich, ale i świetnej jakości zdjęciami. Jeśli dodam swój podziw dla prędkości, z jaką czyta, pozostanie mi jedynie napisać, że Przestrzenie tekstu to kawał świetnej roboty.






Teraz będzie ckliwie ;-). To blog, na który zawitałam na samym początku blogowania, a właściwie to on odnalazł mnie. Sentyment pozostał do dziś i lubię tam zaglądać. Podoba mi się styl autorki, lekkość z jaką pisze ciekawe i dobre teksty :-). Pisanie nie tylko o samych książkach, ale również o innych aspektach czytelniczych. 







Kto o Anicie nie słyszał..., lepiej niech się nie przyznaje ;-). A poważnie, trafiłam kiedyś na Jej kanał i przepadłam. Żywiołowość z jaką papla o książkach, macha nimi przed widzami, sam sposób opowiadania w zawrotnym tempie, niesie w sobie ogromną dawkę optymizmu, emocji i jest czymś potrzebnym w naszym smutnawym i narzekającym kraju. Lekka forma, sprawia, że każdy tak naprawdę może oglądnąć paplando Anity i myślę, że nawet jeśli książki mogą go przerażać, bo to takie mądre stronice, to po Jej wyczynach chyba łatwiej przekonać się do czytania. W końcu buki nie takie straszne, nie? ;)

Również jeden z blogów, które odwiedziłam na początku blogowania i zostałam. Świetne teksty o szerokim kontekście, piękne zdjęcia i grafiki,  i zawsze znajdę coś, dzięki czemu się uśmiechnę. Wszystko zapięte na ostatni guzik, ale również zawierające w sobie lekkość i humor, słowem wielka zachęta do przeczytania tekstów a następnie sięgnięcia po książkę :-)


Jak pisałam na samym początku kolejność pojawiających się tu blogów i vlogów nie ma znaczenia, każdy z nich cenię tak samo, za różne rzeczy, bo każdy z Autorów jest inną osobowością, innym typem recenzenta. Właśnie ta różnorodność jest ich największą zaletą, czymś co zjednuje im czytelników i odbiorców. Zresztą to takie moje ckliwe, emocjonalne wynurzenia. Mogłabym napisać jeszcze wiele o każdym z nich, ale najlepiej wybrać się na każdą z tych stron i przekonać się samemu. Ja GORĄCO POLECAM!!! :-)

czwartek, 19 marca 2015

Przepracować żałobę – Lutgard van Heuckelom „Dziękuję Ci, Miriam” – cz. 2



„Teraz jest lato, ale nie czuję słońca.
(…)
Lecz mnie jest zimno.
Czuję, jak od kostek nóg
W górę mego ciała powoli
Pełznie drażniąca mgła.
Wymykasz mi się.” – s. 15


   Kolejna książka autorki „Listów do Miriam” opowiada o wydarzeniach po śmierci dziewczyny. Mija trzy miesiące od kiedy odeszła. Matka i ojciec pogrążeni są w żałobie. On pracuje i zapewne w obowiązkach udaje mu się znaleźć zapomnienie, oderwać myśli od tragedii, która go spotkała. Ona spędza całe dnie w domu nie mając pojęcia, która godzina. Jak sama wyznaje, wszystko spowija lodowata mgła. Myśli o córce nie odchodzą. Cały świat nie ma znaczenia, jest tylko ból, zimno i ciemność. 
   Nie pomagają nieśmiałe próby nawiązania kontaktu, które podejmuje mąż. Dzieci znów są gdzieś na dalszym planie, niemal niedostrzegalne. Jest opustoszały pokój, koty i poczucie straty, bezsensu, ogarniający i niemal paniczny lęk przed światem i życiem. Depresja pogłębia się i sprawia, że nie widać już niczego poza mrokiem. 
   Sytuację zmienia dopiero wyjazd. Wraz z oddalaniem się od domu, przejechanymi kilometrami zmniejsza się mgła otaczająca bohaterkę. Ponownie zaczyna ona nawiązywać relacje z małżonkiem. Odkrywa również, że znów umie się modlić. Podróż przynosi częściowe ukojenie. Lutgarda zaczyna rozumieć, że aby wrócić do życia, musi przejść jeszcze raz przez okres żałoby. Powtórzyć wszystko, co udało się jej stłumić, co obezwładniło ją i nie pozwala stanąć na nogi. Wyznacza więc plan działania i konfrontuje się ze wspomnieniami, bólem, strachem, żalem. Uczy się płakać, przeżywa na nowo wiele sytuacji, by w końcu dojść do przekonania, że nie można przywoływać jedynie złych chwil, gdyż istniało wiele dobrych. Tak zaczyna się powrót autorki do życia. 
   Inna forma, pisanego krótkimi zdaniami monologu, dogłębne wnikanie we własne przeżycia, bardziej stonowany styl wypowiedzi, sprawił, że „Dziękuję Ci, Miriam” czytało mi się dużo lepiej niż pierwszą część. Chociaż jest to ogromnie emocjonalna książka, na pewno jest „lżejsza” niż „Listy do Miriam”. Choć obie z nich są bardziej tekstami do przeżycia, niż zwykłą literaturą piękną. 



Lutgard van Heuckelom, Dziękuję Ci, Miriam, tłum. Irena Zajączkowska, Wyd. Polwen Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2007.

Oswajanie śmierci – Lutgard van Heuckelom „Listy do Miriam” – cz. 1




„Pożegnanie… To tak strasznie boli. Ale nauczyłyśmy się już, że łzy mogą przynieść pocieszenie.  W tym okresie niewiele nam było potrzeba, aby znaleźć spokój i ukojenie.” – s. 105





   Zapaliłam świeczkę, usiadłam przy biurku, cichutko gra muzyka, a ja nadal nie wiem jak zacząć pisać. Czasami zdarzają się sytuacje, w których trudno nam znaleźć słowa. Zdarzają się również książki, o których ciężko pisać. 
   Miriam była jeszcze nastolatką, gdy stan jej zdrowia zaczął się pogarszać. Początkowe podejrzenie o chory wyrostek robaczkowy, zakończyło się operacją, po której wszystko było dobrze. Niepokoje pojawiły się znów, gdy stwierdzono asymetrię ramion, ale badania niczego nie wykazały. Dopiero, gdy po jakimś czasie dziewczyna zaczęła widzieć podwójnie, udała się do kolejnego lekarza. Usłyszała od niego słowa, których nigdy nie chciała słyszeć, ma guza mózgu. Ciężko pogodzić się z taką diagnozą, gdy ma się 14 lat i powinno zajmować się głupotami, szkołą i tysiącem innych rzeczy.
   Zaplanowana operacja udała się, ale Miriam musiała uczyć się od początku skupiania wzroku na jednej rzeczy, logicznego myślenia, składania zdań, pisania, poruszania się, słowem wszystkiego. Długotrwała i ciężka fizycznie i psychicznie rehabilitacja, problemy z dojazdem, ciekawskie spojrzenia, zmaganie się z bezdusznym systemem opieki zdrowotnej, naświetlania, to wszystko składało się na codzienność autorki książki i jej córki. Ból fizyczny mieszał się z psychicznym, gdyż jak dziecko, wszelkie umiejętności trzeba było zdobywać od nowa. Pragnienie powrotu do szkoły i życia zwykłej nastolatki motywowały dziewczynę do nieustającej, wręcz tytanicznej pracy. I determinacji nie można jej odmówić, gdyż osiągnęła swój cel. Powrót do szkoły, był jak powiew świeżego powietrza. Nastolatka dzieliła swój czas pomiędzy wyjazdy na naświetlania, naukę i zdobywanie nowych przyjaciół. Nie było łatwo, bo jak wytłumaczyć młodszym kolegom, że ma się raka? Lody zostały jednak przełamane. Chwilowa poprawa, a następnie kolejne pogorszenie się stanu zdrowia, przerzuty, naświetlania, druga operacja, chemia, przedwczesne odchodzenie, tak przedstawia się historia dziewczyny. 
   „Listy do Miriam” to zapis uczuć matki do córki. Próba konfrontacji z własnymi lękami, cierpieniem, bólem, bezradnością, buntem, przeciwnościami losu. To obraz człowieka wrzuconego w zbiurokratyzowaną machinę urzędniczą, w której jest on jedynie numerem, a nie osobą posiadającą uczucia i zmagającą się z chorobą oraz towarzyszącymi jej emocjami. Jest ona również świadectwem zachowania drugiego człowieka względem chorego, czasami lekarzy, czasami otoczenia. Emocjonalność książki jest tym większa, że dotyczy ona relacji matka-dziecko. Oprócz listów autorki czytelnik odnajdzie tu również kilka fragmentów z pamiętnika Miriam, co przybliży mu bohaterkę. 
   Przyznam, że nie jest to książka dla każdego, gdyż dużo w niej emocji a temat też nie należy do łatwych. Czytając blurba oczekiwałam o wiele więcej, chciałam przeżyć istne katharsis, ale tak się nie stało. Owszem podczas lektury towarzyszyły mi różne uczucia, przemyślenia i pytania, ale spodziewałam się czegoś innego. Niektóre wyznania bolą, a treść czasami denerwuje zdrobnieniami i wypowiadanie się przez autorkę zarówno za siebie jak i za córkę. Pomimo tych mankamentów książkę czyta się dobrze, ze względu na formę listów, prosty język i szeroki wachlarz emocji. 



Lutgard van Heuckelom, Listy do Miriam. Pożegnanie matki z córką, tłum. Joanna Urbaniak, wyd. Polwen Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2006.

niedziela, 15 marca 2015

To co tygryski lubią najbardziej, czyli nowi mieszkańcy mojego literackiego zakątka :-)

Mój portfel chyba nauczył się, że błaganie o litość mija się z celem. Zwłaszcza, jak na horyzoncie pojawia się promocja ;-)






Tym razem zapraszam na wycieczkę w górę :-)

1. Michael A. Adamse "Rocznica. Historia miłości"

"Małżeństwo Richarda i Laury rozpada się. Ponieważ z roku na rok jest coraz gorzej, decydują się na rozwód. Richard nie może oprzeć się poczuciu porażki i swymi rozterkami dzieli się z ojcem. Otrzymuje do niego niezwykły prezent - intymne listy, jakie rodzice pisali do siebie z okazji kolejnych rocznic ślubu. Z zaskoczeniem odkrywa, że małżeństwo rodziców było zupełnie inne, niż mu się wydawało.
Rocznica to opowieść o namiętności i nadziei. Ukazuje wartość oddania drugiej osobie i tajemnicę udanego związku - małżeństwa na całe życie, pełnego żarliwego uczucia pomimo trudnych doświadczeń."


2. Robert McCammon "Magiczne lata"

"Pewnego marcowego ranka Cory jest świadkiem tajemniczego wypadku: w głąb miejscowego jeziora stacza się samochód z zamkniętymi wewnątrz zmasakrowanymi zwłokami. Prześladowany myślą, że w jego wspaniałym Zephyr ukrywa się morderca, chłopiec postanawia zdemaskować sprawcę zbrodni. Nie dysponuje jednak żadnymi śladami, prócz zielonego piórka znalezionego na miejscu zbrodni, więc próbuje odnaleźć mordercę, analizując życie i zwyczaje mieszkańców swojego miasteczka."


3. J.R.R. Tolkien "Niedokończone opowieści"


Ponieważ się wyłamały i wylądowały do góry nogami, napiszę o nich dopiero w recenzji ;-)







4. Gavin Extence "Wszechświat kontra Alex Woods" 

"Wszechświat kontra Alex Woods to książka, za jakąś tęsknią czytelnicy: wciągająca opowieść o niezwykłym bohaterze, nietypowej przyjaźni i zaskakującej podróży. Historia, która rozśmiesza, wzrusza do łez, zachęca do myślenia. Coraz rzadziej trafiają się takie powieści: mądre, znakomicie napisane i bez reszty rozpalające naszą wyobraźnię". - już nie mogę się doczekać, by to sprawdzić :D




5. David Nichols "My"

"Douglas Petersen dostrzega, że jego żona poszukuje nowej drogi życia, a wydawało mu się, że będą szukali tej drogi we dwoje. Tym bardziej, że ich syn wkrótce opuści rodzinny dom i wyjedzie na studia. Kiedy więc Connie oświadcza, że i ona wkrótce się wyprowadzi, Douglas postanawia zamienić ostatnie rodzinne wakacje w podróż życia.
Ma nadzieję, że czas spędzony razem pozwoli jemu i Connie znów się zbliżyć; sprawi, że żona pokocha go na nowo, a syn odzyska do niego szacunek. Bukuje więc hotele, kupuje bilety i wszystko starannie planuje. Czy coś może pójść nie tak? Okazuje się, że bardzo wiele..."


6. Benjamin Alire Saenz "Inne zasady lata" 
O tej książce było głośno na zagranicznym booktubie, co prawda lepiej wydana i z lepszym tytułem jest poza naszymi granicami, ale jestem ciekawa tej historii

"El Paso. Dwóch nastoletnich samotników o niecodziennych imionach. Arystoteles. Wściekły nastolatek, którego brat siedzi w więzieniu. Dante. Mądrala i artysta z nietypowym poglądem na świat. 
Zdaje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale kiedy zaczynają spędzać ze sobą czas, odkrywają przyjaźń, która zmieni ich życie. Przyjaźń, która sprawi, że nauczą się najważniejszej prawdy o sobie i akceptacji tego, kim tak naprawdę chcą być."



7. Susannah Cahalan "Umysł w ogniu" 

"Z dnia na dzień młoda, ambitna kobieta u progu kariery zawodowej przestaje panować nad swoim umysłem. Widzi pluskwy, podejrzewa swojego chłopaka o zdradę, nie wywiązuje się z obowiązków zawodowych. Lekarza kładą to na karb stresu i nadużywania alkoholu. Kiedy objawy nasilają się do tego stopnia, że dziewczyna staje się sama dla siebie zagrożeniem, trafia do szpitala. Niewiele brakuje, by znalazła się na oddziale zamkniętym. Na szczęście jej przypadkiem interesuje się dr Souhel Najjar, żartobliwie zwany dr. Housem, który nie wierzy w chorobę psychiczną pacjentki. Wykonuje prosty test i ratuje jej życie."

* Wszystkie notki pochodzą z okładek książek

sobota, 14 marca 2015

O matko, kiedy ja to przeczytam ;-) czyli o bibliotecznym stosiku książek :D

Zgodnie z zapowiedzią przedstawiam moje ostatnie literackie zdobycze :-) książków nigdy za wiele :-). 

Na początek stosik biblioteczny, czyli co udało mi się wypożyczyć




Jedziemy od góry :-)

1. S.J. Watson "Zanim zasnę"

"Wspomnienia nas definiują. Wyobraź sobie, że tracisz je za każdym razem, kiedy zapadasz w sen. Zapominasz, jak się nazywasz, kim jesteś. Nie pamiętasz wydarzeń z przeszłości, nie rozpoznajesz ludzi, których kochasz - wszystko znika w ciągu jednej nocy. A jedyna osoba, której ufasz, być może mówi ci jedynie połowę prawdy..."

2. Cassandra Clare "Mechaniczny anioł"

"Magia jest niebezpieczna, ale miłość jeszcze bardziej. Szesnastoletnia Tessa Gray pokonuje ocean, by odnaleźć brata, a celem jej podróży jest Anglia za czasów panowania królowej Wiktorii. W londyńskim Podziemnym Świecie, w którym po ulicach przemykają wampiry, czarownicy i inne nadnaturalne istoty, czeka na nią coś strasznego. Tylko Nocni Łowcy, wojownicy ratujący świat przed demonami, utrzymują w tym chaosie porządek. W trakcie swoich poszukiwań Tessa uświadamia sobie, że będzie musiała wybierać między ratowaniem brata a pomaganiem nowym przyjaciołom, którzy stoją na drodze sił ciemności... i że miłość potrafi być najniebezpieczniejszą magią."

3. Arundhati Roy "Bóg rzeczy małych"

"Bohaterami tej pięknej powieści są trzy osoby: bliźnięta chłopiec i dziewczynka, oraz ich matka. Dzieci żyją w barwnym, dziwnym i zabawnym kokonie ochronnym, tworzonym przez ich własny głęboki i tajemny związek, bliskość matki i bezpieczeństwo miejsca - domu i miasteczka na południu Indii, w Kerali. Matka dzieci żyje jednak obok nich - mimo miłości, jaką darzą się wszyscy troje - samotna i niespełniona. Jest rozwiedziona, co w małej mieścinie na południu Indii oznacza, że może uznać swój los za przypieczętowany. Przyjacielem dzieci i ukochanym matki zostaje mężczyzna pochodzący z grupy uznanej za niegodną kontaktu. Ta miłość nie ma perspektyw. Dlatego patronuje jej Bóg Rzeczy Małych - drobnych, kruchych, ulotnych i nietrwałych, w których jednak skupia się cała nasza istota, bo to one określają nasze życie, jego jednostkowy wymiar."

4.Tahereh Mafi "Dotyk Julii" 

"Zostałam przeklęta. Mam niezwykły rad. Jestem potworem. Mam nadludzką moc. Jestem narzędziem zniszczenia. Będę walczyć o miłość. 
Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha."

5. Charlotte Link "Wielbiciel"

"W lesie niedaleko małej miejscowości w okolicach Augsburga znaleziono zmasakrowane zwłoki młodej kobiety. Policja i bliscy zamordowanej stoją przed prawdziwą zagadką, gdyż kobieta ta zaginęła bez śladu przed kilkoma laty. Dopiero telefon od jej znajomej z wakacji dostarcza pierwszych wskazówek dla śledztwa. 
Jednocześnie we Frankfurcie toczy się inna historia. Leonę, zadowoloną z życia redaktorkę w wydawnictwie, ukochany mąż porzuca dla innej kobiety. To prawdziwy cios dla Leony, która dopiero co była świadkiem samobójstwa."

6. Tan Twan Eng "Ogród wieczornych mgieł"

"Młoda kobieta Yun Ling nosi w sobie tajemnicę, przepełnia ją ból, z którym nie potrafi sobie poradzić. Aritomo jest wybitnym projektantem ogrodów, artystą, którego kunszt docenił sam cesarz Japonii. Przypadkowe spotkanie tej dwójki zmienia ich życie. Choć cenią sobie swoją samotność, rodzi się między nimi piękna, ale i krucha relacja. Początkowo niechętnie, potem z coraz większym zaangażowaniem Aritomo wprowadza Yun Ling w wymagające skupienia arkana sztuki projektowania ogrodów. Czy to niemal mistyczne zajęcie pozwoli Yun Ling pogodzić się z przeszłością? Czy można zakląć w harmonii ogrodu miłość, cierpienie i tęsknotę za najbliższą osobą? Znaleźć wyzwolenie?"

7. Jordan Belfort "Wilk z Wall Street"

"W latach 90. XX wieku Jordan Belfort, urodzony w ubogiej żydowskiej rodzinie na nowojorskim Queensie, był jednym z najbardziej znanych ludzi w Stanach Zjednoczonych. Zrobił oszałamiającą karierę jako współwłaściciel firmy brokerskiej Stratton Oakmont. Za dnia zarabiał tysiące dolarów na minutę, nocą wydawał je równie błyskawicznie na narkotyki, seks i zagraniczne podróże. Prowadząc interesy na krawędzi prawa, bądź łamiąc prawo, zwrócił na siebie uwagę amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, lecz nawet wtedy nie zrezygnował z hulaszczego trybu życia. Rozpoczęła się emocjonująca gra w kotka i myszkę z FBI oraz z instytucjami nadzorującymi nowojorską Wall Street."

8. Leonardo Patrignani "Wszechświaty"

"Według teorii wieloświatów, istnieje nieskończona liczba światów, jak i nieskończone są możliwości naszego w nich istnienia. Przypuszcza się, że te rzeczywistości nie komunikują się wzajemnie.
Alex mieszka w Mediolanie, a Jenny w Melbourne. Cienka nić od zawsze wiąże losy tych dwojga - telepatyczne rozmowy, które odbywają się bez uprzedzenia, w stanie nieświadomości. Aż do chwili, gdy zdecydują się na spotkanie i odkrycie prawdy, która całkowicie zmieni ich egzystencję, niszcząc wszelkie pewniki świata, w którym żyją."

9. J.R.R. Tolkien "Dzieci Húrina"

"Historia Túrina i jego siostry Niënor - dzieci Húrina, człowieka, który śmiał się przeciwstawić Czarnemu Władcy - toczy się na długo przed wydarzeniami Władcy Pierścieni, w rozległej krainie za Szarymi Przystaniami, na ziemiach, po których chadzał niegdyś Drzewiec, zatopionych podczas wielkiego kataklizmu, jaki zakończył Pierwszą Erę świata. W odległych czasach, gdy na północy wznosiła się ogromna twierdza pierwszego Czarnego Władcy.
To opowieść o wojnie rozpętanej przez Morgotha przeciwko elfom i ludziom, o nienawiści i zemście, o odwadze i słabnącej nadziei, o strachu i o zmaganiu się z przeznaczeniem. O losach Túrina i Niënor, naznaczonych straszliwą klątwą Czarnego Władcy."

* Wszystkie notki pochodzą z okładek książek

Nie tylko małe jest piękne – Wanda Szymanowska „Lardżelka”







„Sprzedawczyni zmierzyła mnie pogardliwie od stóp do głów. Muszę przyznać, że była wyjątkowo ładna i zgrabna, wobec tego miała prawo mnie tak potraktować. 
Poczułam się jak śmieć albo nawet worek wypełniony po brzegi śmieciami. Chciałam się zapaść pod ziemię wbrew prawom fizyki albo zniknąć bez śladu pomiędzy wieszakami.” – s. 12



   Jeśli nie wyglądasz jak z okładek czasopism, nie masz szans na szczęście. Nie poznasz miłości swojego życia, ani żadnego faceta. W pracy nie masz, co marzyć o podwyżce i dobrym kontakcie z innymi. Twoje zdanie nie jest słyszane a pomysłów nikt nie dostrzeże. W sklepie, choć nie ma już takich problemów jak kiedyś i tak można nabawić się depresji, bo te najładniejsze ciuchy nie pasują. Wszędzie ludzie się na ciebie gapią i potępiają, myślą, mową, czynem. Nie masz prawa do szacunku. Ludzie mogą traktować cię jak im się żywnie podoba, a ty pozwalasz na to i przyznajesz im rację. Tak mniej więcej myśli Zosia, główna bohaterka nowej książki Wandy Szymanowskiej. 
   Ta sympatyczna, choć nieco pesymistyczna w odbiorze świata kobieta zmaga się z problemem otyłości. Życie jej nie rozpieszcza. Ma częsty u osób z nadwagą kompleks niższości. Brakuje jej pewności siebie, przebojowości, umiejętności postawienia na swoim. Godzi się z paskudnym traktowaniem przez swojego chłopaka, którego za bohaterką mogłabym nazwać „małpą zieloną”, nie ma odwagi przeciwstawić się przeciwnościom losu i w milczeniu przyjmuje kolejne przykrości i ciosy, jakie zadają jej inni, bo przecież można ranić grubasa. A jak stwierdza Zofia, to właśnie puszyści mają najcieńszą skórę. Następnie zajada wszelkie smutki czy nawet radości i błędne koło się zamyka. Pewnego dnia jednak wredna uwaga Andrzeja przelewa czarę goryczy i powoduje wielkie zmiany w życiu bohaterki. Kobieta postanawia schudnąć, by poczuć się lepiej psychicznie i fizycznie. Zaczyna od samodzielnych prób, potem szuka cudownych pigułek, by w końcu trafić do ośrodka odchudzającego „Lardżelka”.
   To właśnie tam rozpoczyna swoje boje z tuszą. Poznaje Sławka, sympatycznego kuracjusza, który podobnie jak ona zmaga się ze swoją wagą. Codzienne ćwiczenia, nauka zdrowego żywienia, kurs stylizacji, przemeblowanie myślenia o sobie, wszystko to pokazuje Zosi nieco inną stronę życia. Nie jest łatwo, ale nikt nie zapewniał, że będzie. Mija turnus i trzeba rozpocząć walkę w samotności, ale od czego ma się przyjaciół? Wydaje się, że wraz ze spadkiem wagi, z każdym ubywającym kilogramem do bohaterki uśmiecha się los. Jak skończy się jej bój o wymarzoną figurę i jak potoczą jej losy, nie zdradzę. Powiem tylko, że od tego jak siebie widzimy zależy również to, jak postrzegają nas inni. 
   „Lardżelka” wciągnęła mnie przede wszystkim dzięki Zosi, która choć czasami za dużo narzeka na życie i jest stereotypowym grubaskiem mającym o sobie paskudne zdanie, to ma w sobie siłę, umie trzymać się podjętych decyzji i jest przyjacielską i serdeczną osobą. Bywa naiwna, bo szczerze mówiąc trudno mi uwierzyć, że na tej planecie jest ktoś, kto nie ma pojęcia co to efekt jo-jo, BMI czy choćby nie wie, że dietę zaczynamy od sprawdzenia kaloryczności produktów a problemy z podjadaniem to kwestia bardziej psychiki niż fizyczności. Coś mnie jednak urzekło w tym niedoinformowaniu bohaterki, bo było ono w jakiś sposób rozbrajające. Czasem miałam trochę dość pesymistycznego podkreślania wrogo nastawionego do otyłych świata, choć nie powiem, że tak nie bywa i byłam ciekawa innych przygód bohaterki, niż tylko zmagania się z wagą, ale „Lardżelkę” czytało mi się miło. Zosia chwytała za serce otwartością, szczerością i dobrem oraz radością z poczynionych postępów i zdumieniem nad wieloma rzeczami, co sprawiło, że wybaczałam jej długie odnośniki jedzeniowe ;-). Kolejnymi postaciami, które polubiłam są Iwona i Irena. Powiem szczerze, że każdy chciałby mieć takich przyjaciół, zawsze gotowych wspomóc w potrzebie i rozumiejących nas nieraz bez słów. Takich, którzy bywają lekiem na całe zło świata i potrafią przegnać nawet najciemniejsze chmury. 
   Choć wobec hurraoptymizmu, który pojawia się na kartach jestem nieco sceptyczna, bo trudno mi uwierzyć, że nagle wszystko zaczyna się układać lepiej niż dobrze, to muszę przyznać, że zmiany w wyglądzie i zachowaniu pomagają i ułatwiają życie. A Zosia choć zaskoczona przemianą, uczy się walczyć o swoje. Ciepłe i lekkie przedstawienie współczesnego problemu, zdobywający naszą uwagę i życzliwość bohaterowie i nieco humoru, to wszystko składa się na krótką i przyjemną w odbiorze historię, która obfituje w jedzenie, skoki na skakance i przekonanie, że pewności siebie można się nauczyć. Wanda Szymanowska pokazuje, że otoczenie reaguje na nasze pojmowanie własnej osoby. To jak traktujemy i odbieramy siebie, wysyła sygnał do innych, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Po lekturze czułam niedosyt. Zabrakło mi szerszego rozwinięcia historii, pokazania innych, równie ciekawych aspektów życia i głębszego portretu psychologicznego postaci. Chętnie poznałabym lepiej Iwonę, Irenę, Sławka i Klausa i ich historie. Szkoda, że są to dość schematycznie przedstawieni bohaterowie, choć ważni dla Zofii. Miło byłoby poczytać o rodzących się relacjach i ich wspólnych przygodach. 
   Sam pomysł pisania o bardzo życiowym problemie i propagowanie w literaturze zdrowego stylu życia językiem lekkim, nieraz okraszonym humorem wydał mi się ciekawy. Choć książka Wandy Szymanowskiej przypominała mi czasami poradnik, spędziłam z nią miłe chwile i powiem szczerze, że dowiedziałam się kilku nowych rzeczy i mam ochotę wypróbować niektóre dania z powieści. Pewnie zabrzmi to trochę dydaktycznie, ale poniekąd sama lektura taka jest, mam nadzieję, że opowieść o Zosi da czytelnikom do myślenia. Uzmysłowi im, że warto prowadzić zdrowy tryb życia, czy że zgubienie nadmiernej wagi zawsze jest możliwe oraz zwróci uwagę na postawę względem drugiego człowieka, jaki by nie był. Inny, nie znaczy gorszy. Podsumowując, „Lardżelka”, to dobra, lekka książka na letnie jak i zimowe dni, która pozwala zarówno wypocząć jak i skłania do refleksji na pewne tematy. 



Wanda Szymanowska, Lardżelka, Wydawnictwo Literackie Białe Pióro, wyd. I, Warszawa 2015.



Za książkę bardzo dziękuję Autorce, Pani Wandzie Szymanowskiej.

poniedziałek, 2 marca 2015

Autor oskarżony – Remigiusz Mróz „Kasacja”



„Prawda jest prawdą. Nie ma wersji, odmian ani wariantów”. (s.49)



AKT OSKARŻENIA

   Na podstawie art. 3 § 1 Kodeksu bukowego oskarżam Remigiusza Mroza urodzonego 15.01.1987 roku w Opolu o wydanie kolejnej świetnej powieści, która doprowadziła do prawdziwego wrzenia w świecie miłośników literatury, zapewniając czytelnikom bezsenne noce, zaprzątając ich myśli, co bezpośrednio przełożyło się na utrudnienia w pracy, podczas której poszkodowani nie mogli skupić się na powierzonych im obowiązkach, rozmyślając o losach Chyłki i Zordona i pragnąc jak najszybciej wrócić do lektury. Ponadto oskarżony zagwarantował molom książkowym doskonałą rozrywkę, serwując niezwykle przemyślaną intrygę pełną zwrotów akcji, humoru, świetnie wykreowanych postaci oraz zaskakujące zakończenie. Z premedytacją zaplanował akcję promującą swoją powieść doprowadzając do rozchwytywania jej już w przedsprzedaży, co przywiodło księgarnie do istnego Armagedonu zamówieniowego i postawiło kurierów w stan zagrożenia zdrowia i życia.

UZASADNIENIE

   Dnia 18 lutego 2015 roku w księgarniach całej Polski ukazała się kolejna książka oskarżonego pt: „Kasacja”. Już przed premierą wywołała ona spore zamieszanie wśród wszelkich miłośników buków o oddanych czytelnikach autora nie wspomniawszy. Korzystając z wszelkich możliwych dojść, poszkodowani zamawiali w przedsprzedaży egzemplarze wspomnianego dzieła, niecierpliwie czekając na wysyłkę. Autorka bloga Spacer wśród słów zeznała, że nie zważała na błagania dobywające się z portfela, co więcej posunęła się do zastraszania firmy wysyłkowej bronią znaną jako „Rah’ma’dul” byle szybciej otrzymać zakupiony egzemplarz. Z postępowania śledczych wynika, że nie była ona odosobnionym przypadkiem i takich zachowań odnotowano więcej. Przerażeni kurierzy bali się przychodzić do pracy i nagminnie korzystali z L4. 

PRZEBIEG ZDARZEŃ

„Kordian przypomniał sobie jedną z wielu mądrości Piłsudskiego: balansujcie, dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat”. (s. 132)

   Wracając do wydarzeń z dnia 18 lutego. Blogerzy, vlogerzy i miłośnicy literatury pogrążyli się w lekturze. Streśćmy pokrótce akcję. Jednej z adwokatek pracującej w kancelarii Żelazny & McVay zostaje przydzielona sprawa Piotra Langera juniora. Joanna Chyłka zna jego ojca, którego nie raz, nie dwa wyciągała z tarapatów. Tym razem jednak nie chodzi o banalną sprawę podatkową czy obyczajową, ale o wyjątkowo okrutne morderstwo i spędzenie 10 dni w towarzystwie swoich zmarłych ofiar. Rzecz jest o tyle ciekawa, że domniemany sprawca sam otworzył policji drzwi a następnie spuścił na wszystko zasłonę milczenia. Dziwne i nielogiczne zachowanie, tiki nerwowe, nienaturalne wręcz opanowanie i bezwolność nakazują wątpić w jego winę. Co tak naprawdę się wydarzyło? Czy ktoś wszystko ukartował i zmusił chłopaka do milczenia zastraszając go bardzo skutecznie? A może prawda jest nieco bardziej skomplikowana? Z taką właśnie zagadką przyjdzie zmagać się Chyłce i Zordonowi, nowemu adeptowi sztuki prawniczej, który na dzień dobry zostaje wrzucony na bardzo głęboką wodę. Czy para ta powstrzyma lawinę nieszczęść spadającą na ich klienta i przekona go do zeznań? Jaki sekret kryje w sobie mężczyzna? Rozpoczyna się proces. Kordian Oryński vel Zordon zostaje porwany i dotkliwie pobity. Umiera ojciec Langera, a wierzcie mi to dopiero początek…
   W „Kasacji” dosłownie wszystko wciąga czytelnika, który od pierwszych stron zostaje wrzucony w akcję, rozkręcającą się w zawrotnym tempie. Autor serwuje odbiorcom doskonale zbudowane i potęgowane napięcie, które mnoży narastające w głowie pytania i przypuszczenia. Gnamy więc na łeb na szyję za pisarzem i bohaterami. Jeśli komuś wydaje się, że będzie czas na złapanie oddechu, muszę go rozczarować, tak nie będzie, gdyż Remigiusz Mróz tworzy klimat nie tylko wokół samej historii syna biznesmena, ale i wokół relacji Chyłka-Zordon a także atmosfery wielkiej kancelarii prawniczej rządzonej prawami korporacyjnymi. 
   O języku autora wystarczy wspomnieć to, że jest on dojrzały i tętni życiem. Przechodzenie z prawniczego żargonu do umiejętności korzystania z łaciny podwórkowej jest bardzo płynne J. Styl jakim posługuje się oskarżony jest lekki, co sprawia, że lekturę czyta się szybko i przyjemnie. Cudownymi smaczkami są pojawiające się na kartach nazwy, wystarczy wspomnieć choćby noręoborę.
   Największym atutem „Kasacji” są niezwykle realni bohaterowie, których nie sposób nie polubić i którzy wprost wychodzą do czytelnika ze stron książki. Chyłka to twarda, doświadczona na placu boju prawniczych batalii miłośniczka głośnej muzyki, dobrego alkoholu, szybkich samochodów i wielkich porcji mięcha na obiad. Z jednej strony jest twarda, ma niewyparzony język, ironiczne podejście do wielu spraw, z iście poetycką precyzją umie rzucać mięsem, jak i je wcinać, z drugiej ma też łagodne, kobiece oblicze. To błyskotliwa i znana z ciętych ripost, trochę zamknięta w sobie osoba, która jednak wydaje się tęsknić za prawdziwym uczuciem. Tymczasem Kordian Oryński jest lubiącym łososia i Willa Smitha świeżakiem. Nie można nazwać go specjalnie męskim, łatwo go obić, ale trzeba mu oddać sprawiedliwość i przyznać, że jest lojalny, pracowity i dba o innych. W związku Chyłka-Zordon mamy więc Joannę noszącą spodnie i delikatnego Zordona. Powiem szczerze, że spodobała mi się taka zamiana ról, która być może wynika również z relacji patron-aplikant, choć nie sposób nie przyznać, że silniejszy i bardziej wyrazisty charakter ma jednak pani adwokat. Ciekawą i nietuzinkową postacią jest również Kormak, zakochany w Cormacu McCarthym spec od wszystkiego, który w kancelarii pełni trochę rolę ostatniej deski ratunku i podręcznego źródła informacji. 
   Wartka akcja powieści, która nie pozwala się od niej oderwać i zapewnia większe wrażenia niż jazda z Chyłką bmw X5, ciekawie przedstawiony świat prawniczych meandrów, wzbudzający sympatię i niezwykle żywi bohaterowie, tajemnicza zagadka śmierci dwojga ludzi i specyficznego sprawcy, lekki i żywy język powieści a wszystko to okraszone doskonałym humorem (padłam przy stwierdzeniu, że skazani z lubością czytają E.L. James J) składa się na jeden z najlepszych thrillerów, który zaskakuje do samego końca. 

WYROK W IMIENIU SĄDU BUKOWEGO

   Po rozpoznaniu sprawy Remigiusza Mroza, w świetle przedstawionych zdarzeń uznaje się oskarżonego za winnego zarzucanych mu czynów i wydania kolejnej znakomitej książki, która nie pozwala się od siebie oderwać, podbija serca czytelników i każe z niecierpliwością czekać na nowe pozycje autora. Dodatkowo sąd zaznacza, że oczekuje kontynuacji losów Zordona i Chyłki i informuje skazanego, że przysługuje mu prawo do odwołania się od wyroku sądu bukowego. 


Remigiusz Mróz, Kasacja, wyd. I, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.