środa, 14 grudnia 2016

Ocalić od zapomnienia – Mirosława Kareta „Bezimienni”


„One zupełnie nie doceniały swojej roli! Uważały, że prawdziwi bohaterowie to ci chłopcy z pistoletami za pasem. A tymczasem to one odwalały najważniejszy kawał roboty, często niewdzięcznej. To dzięki ich meldunkom, rozpoznawaniu terenu, rozpracowywaniu poszczególnych osób wywiad Armii Krajowej działał tak, jak działał…” – s. 346



Tęskniłam za Petrycymi i ich zwariowanymi rodzinnymi zawirowaniami. Byłam ciekawa jak dalej ułoży się między Anią i Tomkiem. Co wywołało odkrycie zapisków matki Maksymiliana, co stanie się z Marysią i jej sytuacją w pracy. Polubiłam bohaterów i wrosłam w ich domową czasami burzową, nieraz słoneczną atmosferę. Stali się dla mnie trochę jak przyjaciele, na których się czeka, dlatego czytałam „Bezimiennych” w każdej chwili wolnej od pracy. Chłonąc dalsze losy bohaterów i całkiem nową historię.

Tym razem poza dalszym ciągiem rozpoczętej w „Pokochałam wroga” historii autorka przedstawia również kolejny epizod wojenny. Dotyczy on katastrofy Liberatora, która miała miejsce na Zabłociu w sierpniu 1944 roku. Losy ocalałego Petera Redlicha i ukrywającej go Pelagii przeplatają się z akcją z lat 90-tych. Żona zestrzelonego lotnika a zarazem daleka krewna Petrycych spontanicznie przyjeżdża do Krakowa i postanawia udać się na spacer, podczas którego Jacek i Krysia będą opowiadać o wydarzeniach, w których jej ukochany brał udział. Nikt jednak go nie wspomina. Brak jakichkolwiek informacji na temat udziału Petera w historycznym locie, sprawia że staruszka zrobi wszystko, by uczcić pamięć małżonka i umieścić go na liście załogi Liberatora. Razem z Anią rozpoczyna poszukiwania świadków, którzy mogliby zaświadczyć, że jej wersja wydarzeń jest prawdziwa, choć owiana niebywałą tajemnicą. Tym niezwykłym, przesiąkniętym duchem historii wędrówkom po Krakowie towarzyszy opowiadanie o rodzinie Petrycych. Lekki rozłam w małżeństwie Maksymiliana i Marysi zdaje się pogłębiać. On zajęty dbaniem o swoją karierę i ciągle dotknięty reakcją społeczeństwa na pamiętnik jego matki, ona zdenerwowana sytuacją w pracy, swoim stanem emocjonalnym i brakiem atrakcyjności jako kobieta. Ania również nie ma łatwo, stara się odnaleźć własną drogę i przekonać się, co tak naprawdę czuje do Tomka i czy jest w stanie zbudować z nim trwały związek. Jej historia współgra ze wspomnieniami ciotki Pelagii, która przypomina bolesną przeszłość i powoli rodzące się i niespodziewane uczucie.  

Mirosława Kareta po raz kolejny sięga do historii, tym razem do działalności żołnierzy AK i lotników angielskich podczas II wojny światowej. Przypomina bohaterstwo ludzi, którzy nie bali się, mimo groźby śmierci, działać w podziemiu i walczyć o wolny kraj. Honor tych, którzy pomagali innym w czasach, gdy zło wydawało się wszechobecne. Obrazuje także ludzkie dramaty, które na trwałe pozostawiają ślad na duszy i psychice. Bohaterowie „Bezimiennych” to ludzie zaprawieni w cierpieniu, a jednak mimo pewnego zrezygnowania, potrafiący odnaleźć siłę do życia. To nie papierowe postaci, lecz ludzie z krwi i kości, targani emocjami, z bolesną przeszłością, szukający swojej drogi i często zaskakiwani przez los. Zarówno Pelagia jak i Peter doznali ogromnej straty. Nie mieli łatwego dzieciństwa, ich dom nie pretendował do miana doskonałego, a mimo to, potrafili znaleźć w życiu odrobinę szczęścia, choć dla każdego z nich wyglądało ono inaczej. Pisarka przedstawia skomplikowane koleje losu, który nie oszczędza nikogo, często pozbawia złudzeń, boleśnie dotyka, weryfikuje nieraz wszystko, co wydajemy się wiedzieć o życiu, a jednak pozwala człowiekowi odnaleźć swoją przystań, tam gdzie by się jej nie spodziewał. Zadziwia pokora Petera i Pelagii względem samych siebie oraz zadziorność i hardość, z jaką bohaterka walczy nie o własne dobre imię, ale o pamięć o mężu. Przy upartym charakterze staruszki aż dziw bierze, że jej życie pozostaje owiane mgłą tajemnicy. Maksymilian i Marysia są jeszcze bardziej żywiołowi, przechodzą kryzys w związku spowodowany nie tylko ich wzajemnymi pretensjami, ale również podejściem do dzieci. Praca, dom, problemy dają im się we znaki. Dorosłe pociechy zaczynają obierać własną ścieżkę, nie zawsze po myśli rodziców. Dużo tu nieporozumień, problemów z komunikacją, zwykłego życia, w którym między młodymi a starszymi zawsze dochodzi do mniejszych czy większych nieporozumień. Co ogromnie mi się podoba, to fakt że zestawiając niemal trzy pokolenia Mirosława Kareta pokazuje, że nie różnimy się tak bardzo od siebie. Żyjemy w różnych czasach, ale mamy podobne problemy, namiętności, życie żadnego z bohaterów nie jest usłane różami. Przed każdym z nich stoją pewne szanse, wyzwania, trudności.



Bezimienni” to zdecydowanie wciągająca, klimatyczna, wypełniona ciepłem i masą emocji książka. Już pierwszy tom pokazał, że autorka znakomicie posługuje się językiem i ma dar do tworzenia nie tylko urzekających opowieści rodzinnych, ale pisania o wydarzeniach historycznych tak, że chłonie się je w najlepsze. Przyznam, że gdyby tak były pisane podręczniki do historii, skończyłabym dwa kierunki studiów. Drugi tom sagi o rodzie Petrycych jest książką bardziej złożoną i dojrzałą. Bohaterowie naznaczeni są cięższym brzemieniem, nie brak im odwagi, poświęcenia, bezinteresowności, oddania. Mimo ran potrafią zacząć od początku, świadcząc o sile ludzkiego ducha. To także ludzie na życiowych rozstajach, dojrzewający do decyzji, uczący się mądrości, a także umiejący docenić historię. Mogę napisać, że to opowieść o bohaterach czasów II wojny światowej jak Peter i Pelagia, ale i tych codziennych bohaterach, którzy walczą o pamięć lub po prostu starają się przeżyć życie jak najlepiej. To zdecydowanie książka, która sprawia, że wieczory stają się krótkie, bo nagle jest strasznie późno, a nie chce się opuścić świata powieści, a zarazem rzecz, która skłania do przemyślenia wielu spraw. U Petrycych jest tak jak w domu, czasem za głośno, czasem milcząco. Atmosfera bywa napięta, ale czuć w tym wszystkim miłość nawet, jeśli czasami wyrażana jest dość nieporadnie. Ot, życie można powiedzieć i chyba to jest w powieści najpiękniejsze, to ciepło domu, który nie jest pozbawiony wad, ta codzienność, która miesza się z przeszłością, w końcu bezpieczeństwo przeplatające się z obawą przed nieznanym, które czeka. W pewnym sensie to powieść dla nas i o nas. O ludziach z wielką historią i tych którzy mają zwykłe życie, będących na początku czy w środku drogi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Z kart bije jakaś nostalgia, za czasami, które pamiętam z dzieciństwa, za latami, gdy technika aż tak nie pożerała czasu, a historie były żywe i pociągające. Dlatego przystaję, otwieram oczy, słucham, szukam. Odstawiam trochę internet na bok, bo nie tylko święta coraz bliżej (jak w powieści), ale jakoś bliżej do ludzi po tej lekturze.   

A na koniec, serdeczne podziękowania dla Pani Mirosławy Karety za powieść, bo takich książek stale jest za mało, za piękną dedykację, spotkanie na targach i motywację.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Mirosława Kareta, Bezimienni, wyd. WAM, Kraków 2016.


4 komentarze:

  1. Ale wzbudziłaś moje zainteresowanie, tyle elementów tej powieści przykuło moją uwagę, koniecznie muszę przeżyć tę przygodę czytelniczą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zainteresowałam Cię tą powieścią, naprawdę jest świetna. Ja nie mogłam oderwać się od lektury. Wcześniej jednak polecam zapoznać się z "Pokochałam wroga", wówczas wszystkie wątki będą zrozumiałe. Serdecznie pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

      Usuń
  2. Książka wydaje się być ciekawą czytelniczą propozycją, więc chętnie po nią sięgnę ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ma niezwykły klimat i warto po nią sięgnąć :). Pozdrawiam :)

      Usuń