wtorek, 15 marca 2016

Sztuka trwania - Beata Kanik "Czuwałam przy uchylonym oknie"



„Znowu prosiłam Boga, aby nie zabrał go do siebie, kiedy mnie przy nim nie będzie. Te powroty do domu były dla mnie niesamowitą męczarnią. Bardzo się bałam, bo w ciągu nocy wiele mogło się wydarzyć. Dopiero kiedy byłam sama, w swoim pokoju, mogłam pozwolić sobie na płacz i rozpacz, mogłam wyrzucić z siebie wszystkie negatywne uczucia, bo tam nikt mnie nie widział”. – s. 52
 
Gdy ktoś ci bliski choruje, zaczynasz inaczej patrzeć na świat. Nagle to, co wydawało się ważne, ulega całkowitemu przewartościowaniu. Namacalnie odczuwasz w sobie zmianę. Inaczej myślisz, inaczej czujesz, inaczej żyjesz. Czas płynie całkiem irracjonalnie. Liczą się rzeczy, które wcześniej uciekały gdzieś na bok, bo przecież trzeba było zarobić na lepszy samochód, nowsze i modniejsze ciuchy, zrobić karierę. Wychodzisz ze szpitala i nie rozumiesz świata. Wszystko dla ciebie zwalnia. Ze ściśniętym sercem patrzysz na przechodniów zdziwionym wzrokiem, gdzie ci ludzie się spieszą? Po co? Przecież twój świat się zatrzymał. Został w szpitalnym lub hospicyjnym pokoju. W jasnych ścianach, wypełnionych ciszą i oddechami chorych. Tam wśród aparatury medycznej jest część twojego serca, a może ono całe. Jest ktoś kogo kochasz, kto zmaga się z chorobą i tylko to się liczy. Czy nikt nie widzi tego cierpienia? Wyczerpany wracasz do świata. Bierzesz głęboki oddech i idziesz prowadzony miłością.

Niełatwo trwać przy umierającej osobie. Trudniej jeszcze o tym pisać. Ująć w słowa cały wachlarz emocji, które towarzyszą człowiekowi każdego dnia, nazwać po imieniu wszystkie lęki, bóle, obawy. Beata Kanik przeżyła śmierć męża i dziecka. Na początku przyszło zmagać się jej z chorobą nowotworową dopiero wkraczającego w dorosłe życie syna. Marcin był zdrowym, zaradnym, inteligentnym, młodym mężczyzną. Pewnego dnia usłyszał jednak diagnozę, której nikt nie chciałby znać. Nowotwór złośliwy. Od tego czasu zaczęła się długa i męcząca walka o powrót do zdrowia, a potem o jeszcze kilka chwil na tym świecie. Napisać że nie było łatwo, to nie napisać nic. Rak zbierał żniwo, a matczyne serce pękało z bólu. To jednak nie był koniec bolesnej drogi Beaty. Gdy wydawało się już, że po tragedii, jaką jest dla matki strata dziecka, można jeszcze żyć, że można złapać ulotną jak motyl lepszą chwilę, życie znów boleśnie zraniło autorkę odbierając jej męża, który również zmarł na raka, choć w całkiem inny sposób niż syn.

Czuwałam przy uchylonym oknie” to dla mnie bardziej wyznanie i tak traktowałam tę książkę, choć nie mogę powiedzieć, jest napisana bardzo zgrabnie. To wgląd w świat uczuć i reakcji osoby, która opiekowała się dwojgiem śmiertelnie chorych ludzi i to było dla mnie najważniejsze. Nie ma tu dywagacji filozoficznych, kreowania siebie niczym bohatera. Jest szczere wyznanie kobiety, która była zmęczona psychicznie i fizycznie do granic możliwości, mimo ogromu miłości do syna i męża. Jest wielka samotność i zmaganie się z wszechogarniającym strachem. Beata Kanik jest świadoma wartości każdego dnia, który przeżywa z dzieckiem i ukochanym. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ma mało czasu, dlatego tak często powtarza pewne rzeczy, tak gorąco zapewnia o swojej miłości. Pragnie zdążyć nim nadejdzie śmierć. W końcu to paraliżujący wyścig z czasem, bo nigdy nie wiadomo, co zdarzy się za chwilę. Autorka pokonuje samą siebie, by być przy tych, których kocha, choć opieka i trwanie kosztują ją naprawdę wiele. Uczy się zakładać maskę pogodnej mamy i żony, mimo że jej serce pęka. Stale dopinguje syna, by walczył z chorobą. Z trudem przyjmuje, że kiedyś trzeba pozwolić odejść drugiemu człowiekowi, że czasami to dla niego lepsze, bo ból ustaje, cierpienie psychiczne już nie dolega, a zmęczone do granic możliwości ciało, może w końcu odpocząć. Ale świat się nie kończy, trzeba trwać dalej, zająć się żyjącymi, domem, bieżącymi sprawami.

Książka tej niezwykłej kobiety to opowieść o sile, jaka ukryta jest w każdym człowieku. To rzecz o zapominaniu o sobie, bo bliscy liczą się bardziej. To historia miłości w wydaniu mąż-żona, matka-dziecko. Autorka roztacza wzruszającą i doprowadzającą do łez opowieść, w której słychać również cichą prośbę, by pamiętać o tych, którzy opiekują się chorymi, gdyż im też potrzebne jest „wrażliwe słowo, czuły dotyk”, maleńki luksus odsapnięcia choćby przez chwilę, posiadania jakiegoś oparcia. Kochając kogoś, kto odchodzi zakładasz maskę, stwierdza. Pokazujesz siłę, dajesz nadzieję. Jesteś ostoją i miłością, choć ból jest ogromny i przytłaczający. Nie wiem, na ile osoby chore wiedzą co dzieje się we wnętrzu najbliższych, ale na pewno zdają sobie sprawę z tego, że nie jest im łatwo. Beata Kanik nie kryje kotłujących się w niej emocji, choć jest osobą bardzo wyważoną i spokojną. W piękny sposób przedstawia historię od drugiej strony. Portretuje nie tylko cierpienie chorego, który jest najważniejszy, ale i towarzyszących mu ludzi. Najbliższych, trwających cały czas przy łóżku. Moim zdaniem to ważne, by mówić też o osobach współcierpiących i tym co przeżywają, bo to wcale niełatwe przeżyć kolejny dzień. Być, bać się, walczyć o siłę, uśmiech, nadzieję, gdy brak energii, by wstać, gdy coraz bardziej widać, że trzeba pozwolić komuś odejść. Ta książka to głos samotnego człowieka, który potrzebuje przystani, choć sam jest nią dla bliskiej osoby, a który zdaje się mówić, nie zostawiajcie mnie samego.




Czuwałam przy uchylonym oknie” nie jest lekturą łatwą ani lekką. To głęboka opowieść o bólu, stracie, cierpieniu, ale i znajdowaniu siły w Bogu i miłości do bliskich i nie poddawaniu się. To apel do tych, którzy mają w swoim otoczeniu podobną sytuację, by dali z siebie coś tym, którzy są przy chorych. By otworzyli swoje serce, bo uśmiech na twarzy i pełne czułości spojrzenie może czasem ukrywać ogromny ból, samotność, strach, pustkę i wielkie pokłady łez. Jeśli zatem nie boisz się trudnych historii, sięgnij po tę książkę, obudź swoje serce, otwórz się, bo naprawdę warto. Nawet najmniejsze gesty w trudnych chwilach zapadają w pamięć, stają się promieniem słońca, który może rozświetlić duszę.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.



Beata Kanik, Czuwałam przy uchylonym oknie, Wydawnictwo WAM, Kraków 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz