poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Trudna sztuka życia – Nancy Horowitz Kleinbaum „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”


„Dowiódł on jedynie, jak trudno jest jednostce utrzymać własny sposób zachowania pod naciskiem innych osób. Podobnie jest z przekonaniami. Trudno jest zachować własne zdanie, kiedy presja otoczenia zmusza nas do jego zmiany. (…) Moi drodzy żacy, w człowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. Za wszelką cenę musicie jednak zaufać tym cząstkom swojej osobowości, które wyróżniają was spośród innych i sprawiają, że jesteście niepowtarzalni. Nawet jeśli wyróżniająca was cecha jest dziwna czy nie akceptowana”.


    Uczymy się żyć każdego dnia. Popełniamy błędy, odnosimy sukcesy, szukamy swoich dróg, jedynego miejsca na ziemi, które każdy będzie mógł nazwać swoim. Pragniemy robić to, co kochamy, być szczęśliwymi. Staramy się odnaleźć nie tylko tę jedyną przeznaczoną nam osobę, ale swoje powołanie, to co sprawi, że nasze życie będzie niepowtarzalne, pełne, niezwykłe. Na swojej drodze spotykamy wielu ludzi, niektórzy z nich stają się dla nas prawdziwymi drogowskazami, książka o której mowa opowiada właśnie o takim człowieku.

     Akademia Weltona to szacowna instytucja, w które uczą się chłopcy najznamienitszych rodzin oraz ci, którzy mają stać się chlubą nie tylko własnych domów, ale i całego społeczeństwa. Niezwykle wysoki poziom nauczania, surowa dyscyplina, odizolowanie od dziewcząt oraz wszelkiej rozrywki i domu, to wszystko ma sprawić, że młodzieńcy mają całkowicie oddać się nauce i bez problemu dostać na najlepsze studia w kraju. Placówce przyświecają wielkie idee, a wśród nich największą wagę mają: „tradycja, honor, dyscyplina i doskonałość”.

W tym świecie brakuje jednak życia. Wszystko ogranicza się do zdobywania jak najlepszych stopni, wykonywania poleceń nauczycieli, podporządkowywania się woli rodziców, którzy już z góry ustalili plan na życie swoich pociech i ani myślą od niego odstępować, kompletnie nie dopuszczając do siebie myśli, że chłopcy mogliby mieć inny plan na życie. Surową atmosferę szkolnych murów łagodzi przybycie nowego nauczyciela

John Keating, choć jest byłym wychowankiem Akademii Weltona, nie przystaje do innych profesorów. Swoim uczniom proponuje by zwracali się do niego „Kapitanie, mój kapitanie”, nie zgadza się z bezmyślnym ocenianiem poezji poprzez rysowanie wykresów, stara się również wzbudzić w bohaterach pragnienie wykorzystywania każdej chwili w myśl zasady Carpe diem. Zafascynowani odmiennością nauczyciela chłopcy odkrywają, że był on członkiem „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”. Kiedy Keating wyjawia im tajemnicę, czym była tajemna organizacja, Neil Perry, Todd Anderson, Knox Overstreet, Charles Dalton, Richard Cameron i Steven Meeks postanawiają reaktywować zebrania stowarzyszenia w pobliskiej grocie. Snucie marzeń, czytanie poezji, poznawanie siebie i swoich talentów oraz możliwości, pierwsza miłość, zmaganie się z lękami oraz trudnymi relacjami z rodzicami, to odtąd wypełnia ich świat. Wkraczają w niego z niepewnością, ale i siłą, którą daje im dewiza kapitana.

Trzeba przyznać, że posiadanie nauczyciela jak John Keating jest wielkim szczęściem, to człowiek, który widzi żywych ludzi, a nie tylko podstawę programową i chce ich nauczyć nie tylko treści zawartych w książkach, ale prawdziwego życia. 

„Kiedy czytacie książkę, nie bierzcie pod uwagę tylko tego, co mówi autor, weźcie pod uwagę również to, co myślicie wy. Musicie starać się znaleźć własny głos, chłopcy. Im dłużej będziecie zwlekać z rozpoczęciem poszukiwań, tym mniej możecie liczyć na to, że będą uwieńczone sukcesem. Thoreau powiedział tak: „Większość ludzi wiedzie życie w milczącej beznadziei”. Dlaczego tak strasznie siebie zubażać? Zaryzykujcie, postawcie stopę na ziemi nieznanej”

Żyć pełną piersią bez obaw o to, co powiedzą inni, jak nas odbiorą, to stara się przekazać młodym profesor. Nie myślenia schematami, ale wyrabiania sobie własnego zdania, patrzenia z wielu perspektyw, korzystania z intelektu, wypełniania swojego życia treściami naprawdę wartościowymi. Stąd nie tylko przekonywanie ich do poezji i literatury, którą można czytać inaczej, ale nawet pomysł, jak przetrwać na studiach (który chętnie bym sprawdziła, choć w dobie Internetu myślę, że raczej mogłoby to odnieść mizerny skutek, ale sam pomysł jest ciekawy), zachęcanie do szukania pasji.

Stowarzyszenie Umarłych Poetów” to opowieść o człowieku z pasją uczenia, kształtowania młodych umysłów, czynienia ich życia piękniejszym w miejscu, które daje bardzo dobry start, ale i zbyt wiele surowości. Rozwaga, ciepło, niezwykłość i miłość, do tego co robi oraz fakt, że charyzmatyczny i nietuzinkowy John Keating jest niezwykle inspirującą osobą, spowodowały, że mogę go nazwać jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Nie brak tu jednak i trudnych tematów, jak choćby historia Neila, którego despotyczny ojciec, nie pozwala mu na realizowanie swoich pasji. Z kolei Todd zmaga się ze swoim lękiem przed wystąpieniami publicznymi, swoją niską samooceną, poczuciem bycia kimś gorszym niż inni. Knox musi przejść wiele prób, by odnaleźć drogę do miłości. Koniec końców to także historia o rodzącej się odwadze oraz wielkim szacunku do nauczyciela, który potrafi zmienić życie, nauczyciela, którego będzie się pamiętać do końca, bo był kimś więcej niż tylko belfrem, był przyjacielem, doradcą, inspiratorem eksperymentów, przewodnikiem życia.  

Dzieło N. H. Kleinbaum jest dla mnie książką, do której się wraca, która jest jak promyk słońca w pochmurny dzień, bo zawsze warto sobie przypomnieć, że w każdej chwili można zacząć chwytać dzień, że należy być dumnym ze swojej niezwykłości, szukać i realizować swoje pasje i zawsze mieć swoje zdanie na każdy temat, mieć swój głos, gdyż na tym polega część życia.

Książka naprawdę dla wszystkich :-). Bardzo gorąco polecam, podobnie jak świetny film w Robinem Williams’em, choć są subtelne różnice między książką a filmem, więc warto zapoznać się z obydwoma dziełami.

Nancy Horowitz Kleinbaum, Stowarzyszenie umarłych poetów, przeł. Paweł Laskowicz, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2005.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz