piątek, 31 stycznia 2020

Mirosław Wlekły "Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo"




"Wszędzie słychać było wołanie:  »Nie mamy chleba. Umieramy«". Krzyk ten docierał z każdego zakątka Rosji, z Powołża, Syberii, Białorusi, Przedkaukazia, Azji Środkowej" - grzmi Jones na konferencji prasowej w Berlinie dwudziestego dziewiątego marca. Mówi, że wszyscy na Ukrainie czekają na śmierć. A w Kazachstanie, jak słyszał, z głodu zmarło już nawet pięć milionów ludzi." - s. 216

Historia Garetha Jonesa była głównym tematem rozmowy, którą w listopadzie przeprowadziłam z Mirosławem Wlekłym. Nieznany mi dziennikarz za sprawą książki reportażysty stał się jednym z najciekawszych i najbardziej poważanych przez mnie osób. Kimś, kto od 2019 roku niezmiennie siedzi mi w głowie i sprawia, że mam o czym myśleć.

Ciepłe, nikłe światło. Założone raportami, gazetami i sprawozdaniami biurko a przy nim młody człowiek z blaskiem w oku i błąkającym się na ustach, lekkim uśmiechem. Pochylony nad papierami pracuje nad kolejnym projektem dla byłego premiera Wielkiej Brytanii. Wnioski zaczynają się układać w spójną całość, zdania wskakują na swoje miejsce jak puzzle. Godziny mijają niepostrzeżenie, a on już wie. Ambitny, ciekawy świata, niepozorny człowiek z małej walijskiej miejscowości, dzięki swojej przenikliwości, doskonałemu wykształceniu i zamiłowaniu do tytanicznej pracy staje się doradcą jednej z największych postaci w Anglii. Z każdego zajęcia, które wykonuje, a będzie ich w jego życiu kilka czerpie radość, nie zrażając się zmieniającymi się okolicznościami i niepowodzeniami. Myślami błądzi po Rosji, o której od dziecka opowiadała mu matka. To właśnie ten kraj budzi w nim fascynację, jest owiany mgłą legendy, mitem romantycznych westchnień. Ojczyzna Fiodora Dostojewskiego, Aleksanda Puszkina i Lwa Tołstoja przyciąga go jakąś niezrozumiałą siłą. Jest również intrygująca z innego powodu, w końcu to raj robotników, a lepszy los ludzi, nie jest przecież obcy Gareth'owi Jones'owi.

Młody mężczyzna jest świadkiem wielkiego kryzysu. Pracując dla Ivy'ego Lee obserwuje jak ludzie tracą cały dorobek życia, a kraj pogrąża się w coraz większym chaosie. Głęboko dotyka go los bezrobotnych, pozostawionych na pastwę losu ludzi. Mimo piękna wielkich miast Stanów Zjednoczonych odczuwa głęboki smutek. Po wygaśnięciu kontraktu wraca do Anglii. Znów staje się osobistym sekretarzem Lloyd'a George'a. W latach trzydziestych znajduje się w samym sercu najważniejszych wydarzeń. Pisze raporty, ale staje się również dziennikarzem, a jego niezwykle trafne spostrzeżenia i świetnie napisane teksty czynią go jeszcze bardziej niezwykłym. Odbywa lot z Hitlerem i jest świadkiem tego, jak oddziałuje on na tłumy. Odwiedza Rosję i zwiedza w niej zakłady pracy. Jako jeden z nielicznych ma szansę opisać "dobrobyt" panujący w Związku Radzieckim. W końcu wymyka się swojej "przyzwoitce" i wyrusza w samotną podróż po terenach Ukrainy. Chce poznać prawdę o tym kraju, szczególnie wobec niepokojących informacji i braku zgody na podróżowanie poza Moskwę. To, co spotyka na swojej drodze przechodzi jego największe obawy. 



Od pierwszej podróży do dawnej Rosji nie tylko konfrontuje swoje wyobrażenie o tym kraju z rzeczywistością, ale musi czytać między wierszami. Jako idealista pragnie wierzyć w szczytne hasła i dobrobyt prostego ludu, którymi szczyci się Związek Radziecki, jako realista widzi co się dzieje. Umiejętność obserwacji, lotny umysł nie pozwalają mu wierzyć w wypowiadane kłamstwa. Przekonuje się, że za propagandą kryje się bezrobocie, bieda i nieprzemyślane posunięcia rządzących. Zdając sobie sprawę z cenzury chwali w listach bogactwo i nowoczesność Związku Radzieckiego, by po opuszczeniu jego granic opowiadać o szerzącym się ubóstwie, niedoborze produktów, zwolnieniach robotników. Odziera komunistyczny raj z szumnych sukcesów i fałszywych opinii. Jednak dopiero na terenach Ukrainy widzi tragedię, której nie można przemilczeć. Ludzi umierających z głodu, oszalałych z rozpaczy i braku pożywienia, czekających na dobrą śmierć, która skróci ich cierpienie. Od wyjazdu ze Związku Radzieckiego Gareth Jones grzmi o milionach ludzi, którzy czekają na pomoc. Pisze artykuły, daje odczyt w Berlinie, robi wszystko, co w jego mocy, by świat zareagował. Płaci za to karierą, łatką histeryka i fantasty, które pogrzebały jego renomę, w końcu zaś życiem. 

Mirosław Wlekły kreśli niezwykle interesujący portret Garetha Jonesa. Wciąga czytelnika w życie człowieka, który wyróżniał się na tle nie tylko swoich rówieśników, ale i większości ludzi epoki. Ambitny, bystry, ciekawy świata i piekielnie pracowity. Bez reszty oddany swojej pracy i otwarty na zmiany. Gareth Jones niezmordowanie wypełniał stawiane przed nim zadania, czerpiąc radość z tego, że ma udział w kreowaniu współczesnego mu świata. Spotykał największe osobistości lat 30-tych. Przewidywał przyszłe problemy. Nie bał się również głośno mówić o swoich prognozach i obawach. Przywiązanie do kodeksu moralnego, poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka oraz nakaz mówienia prawdy kosztowały do najpierw karierę, gdy zepchnięto go na margines dziennikarski, a następnie życie. Przeniesienie z centrum wydarzeń do małej walijskiej redakcji, w której zajmował się nieistotnymi lokalnymi tematami było niezwykle bolesne. Gareth nie tracił jednak nadziei i sumiennie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Największą nadzieję wzbudziła w nim podróż, podczas której miał relacjonować japońsko-sowiecki spór. Podroż, która zakończyła się porwaniem a następnie śmiercią dziennikarza.


Jeśli lubicie prawdziwe historie o niezwykłych ludziach "Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo" jest zdecydowania lekturą dla was. Wciągająca, ogromnie ciekawa, napisana z pasją i żyłką detektywa-reportera opowieść o człowieku, który zdumiewał swoim intelektem oraz moralnością, po prostu nie pozwala oderwać się od książki. Choć trudna i bolesna każe przemyśleć wiele spraw. To niewątpliwie doskonały przyczynek do rozmowy o etyce dziennikarskiej, odpowiedzialności za podawane informacje, bohaterów przedstawianych historii, wydarzeniach historycznych i sceptycyzmie polityków. Gareth Jones jawi się jako modelowy przykład dziennikarza, kryształowy wzór do naśladowania. Jednocześnie jest człowiekiem w pewnym sensie głęboko sprzecznym. Łączył w sobie bowiem nieprzeciętną inteligencję, chłodny analityczny, ostry jak brzytwa umysł z głęboką naiwnością graniczącą niemal z dziecięcą ufnością. Potrafił przewidzieć i wychwycić najdrobniejsze oznaki zbliżających się wydarzeń, równocześnie nie zważając a czasami nie dostrzegając otaczającego go niebezpieczeństwa. Niezwykle trafnie oceniał ludzi, ale ta umiejętność niestety nie pomogła mu ocalić życia i wyruszyć w podróż z całkowicie obcym człowiekiem. Po lekturze niezmiennie zadaję sobie pytanie, jaki były świat, gdyby ludzie posłuchali Garetha Jonesa i zareagowali na jego przewidywania. Jakim człowiekiem i dziennikarzem stałby się sam bohater biografii. Wydaje mi się, że świat wyglądałby nieco inaczej, choć nigdy się o tym nie przekonam.

Na koniec jedna rzecz, na okładce możecie przeczytać kilka słów od Agnieszki Holland. Pisze ona, że książka jest wspaniałym dopełnieniem filmu "Obywatel Jones", dla mnie jest na odwrót. To film jest dopowiedzeniem do doskonałej biografii napisanej przez Mirosława Wlekłego. 



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.



Mirosław Wlekły, Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo, wyd. Znak, Kraków 2019.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza