czwartek, 31 stycznia 2019

Rebecca Fleet "Zamiana"




"Przez jakiś czas dokarmiam swój gniew, aż zaczyna grozić eksplozją. Gdy dochodzi do tego punktu, znów sięgam po długie, ostre kuchenne nożyce i idę na korytarz. Zdejmuję ze ściany jedną fotografię po drugiej, odchylam haczyki z tyłu i podnoszę szybki. Trzęsą mi się ręce, a moje zadanie wymaga precyzji, więc siadam i czekam na powrót chłodnej koncentracji. Zawężam pole widzenia do zdjęć ułożonych w równych rządkach na dywanie. Podnoszę każde po kolei i nacinam je starannie, wbijam czubki nożyc w jej twarz i zataczam kręgi, aż zupełnie znikną z fotografii." - s. 179-180

Kilka wolnych dni w nowym miejscu, swoboda, odpoczynek, inne środowisko. To miał być naprawdę udany czas. Planów nie brakowało, wyjazd był też swoistym remedium na ostatnie problemy bohaterów, szansą na umocnienie więzi. Dom, choć pustawy i wyglądający na niezamieszkany, prezentował się całkiem dobrze, choć brak osobistych rzeczy wywoływał lekki chłód. Na pozór sterylne i bezosobowe miejsce, kryło jednak pewną tajemnicę. Poukrywane drobiazgi, których postronni by nie zauważyli, były ważnym komunikatem dla Caroline. Przeszłość wróciła z całą siłą, ale kobieta nie wiedziała dokładnie, dlaczego? 

Ciężko zapomnieć o chwilach, które pozwalały oddychać w trudnym czasie. Nadawały koloru dniom pokrytym szarzyzną i bolesnym doświadczeniom. Im większe problemy, tym głębsza otucha, gdy nagle pojawia się ktoś, na kim można polegać i przy kim zapomina się o kłopotach. Wspólne porozumienie ma nieocenione znaczenie. A jednak można mijać się w słowach i w lot chwytać myśli. Milczeć na pewne tematy, żyć chwilą, zatracać się w cieple i nadawaniu na tej samej fali, wzajemnej fascynacji. Szukać tego życia, którego nie ma, a za którym tak bardzo się tęskni. Czuć, że wybrało się złą opcję w nieodpowiednim czasie. 

Wszystko zaczyna się niewinnie. Czytelnik zostaje wrzucony w napiętą sytuację, w której musi się dopiero rozeznać. Coś jest na rzeczy. Wydaje się, że to zwykłe życiowe problemy, nic nowego. Powoli jednak staje się jasne, że pod tymi znanymi z literatury i filmów dylematami kryje się coś więcej. Akcja płynie wolno, dyskomfort jednak narasta. Oblepia czytelnika, zakrada się do zakamarków jego ciała i umysłu. Jest w tej książce coś dusznego. Osaczającego wręcz. Czuje się to dziwne zamknięcie - nie w sensie dosłownym, ale właśnie podświadomym. Kolejne elementy układanki wskakują na właściwe miejsca, sytuacja rozjaśnia się, ale w momencie, gdy wydaje się, że przecież wszystko jest jasne, gdy jest się niemal pewnym, że sedno sprawy zostało odkryte, wszystko okazuje się złudą. W głowie powstają pytania, na które szuka się odpowiedzi. I mimo, że pojawiają się one dość szybko, to napięcie stale jest obecne. Nie opada, trzyma czytelnika w uścisku, bo nie sposób odetchnąć głębiej w tej historii przepełnionej wieloma bardzo zagmatwanymi relacjami i sprzecznymi emocjami. 

Książka Rebeccy Fleet to dla mnie bardziej wycieczka w głąb ludzkiej psychiki postawionej w obliczu naprawdę niełatwego wyzwania. Przeplatające się ze sobą relacje Caroline i Francisa pokazują niby jeden świat, ale z dwóch tak skrajnych perspektyw, że trudno tu o mówieniu o sympatiach i antypatiach. Każdy z bohaterów znajduje się w nieciekawym stanie. Żadnemu z nich nie jest łatwo. Ich losy plączą się podobnie jak słowa i gesty. Reakcje wymykają się spod kontroli, bywają nieadekwatne, są krzykiem rozpaczy, błaganiem o zmianę, próbą zrozumienia tego, co się wydarzyło. Co najbardziej przejmujące, to fakt, że to może zdarzyć się każdemu. Gniew, rozgoryczenie, żal, bezsilność, otępienie, wściekłość, strach, obojętność, smutek są nieodłącznymi towarzyszami bohaterów. Czytelnik odnajdzie jednak nieco pozytywnych wrażeń, ale tych jest zdecydowanie mniej i zawsze są okupione czyimś nieszczęściem. 

W równej mierze to historia o tym, jak życie rozprawia się z mitami tworzonymi we własnej głowie. Tym co z czasem może urastać do rangi arkadii czy piekła. Pisarka konfrontuje bohaterów z przeszłością, która spowita jest idealizowaniem tego co dobre, deprecjonowaniem niektórych sytuacji czy w końcu próbą ich lekceważenia. Pewne pytania pozostają boleśnie otwarte, choć wyborów już dokonano. Zarówno Caroline jak i Francis stale tkwią w przeszłości, choć mężczyzna zdaje się powoli od niej uwalniać. Czytając odnosi się wrażenie dualizmu świata przedstawionego. Wprowadza go nie tylko podział rozdziałów na te z 2013 i 2015 roku, ale przede wszystkim mentalne wycieczki do czasu minionego. Natarczywe nasuwanie się wspomnień, które może wywołać najdrobniejszy nawet gest czy niewinne słowo. Sama postawa bohaterów.


"Zamiana" nie jest ogromnie zaskakującą książką. Wiele rzeczy jest tu bardzo przewidywalnych. Jej urok tkwi jednak w klimacie, jaki zbudowała autorka. Klaustrofobicznym, lepkim, ciężkim, przesyconym jakąś dozą fatum. To nostalgia za tym co minione i niemożliwe połączona z nadzieją na lepsze jutro. Plus należy się również za kreację bohaterów - ludzi kruchych, podatnych na wiele czynników, posiadających słabości, zagubionych, niepewnych świata i siebie. To właśnie dzięki nim i nastrojowi tej lektury, mogę śmiało powiedzieć, że to dobra książka na zimowe popołudnie. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy. 

Rebecca Fleet, Zamiana, przeł. Aga Zano, wyd. Marginesy, Warszawa 2019.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz