poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podsumowanie roku 2018




Nie wiem, kiedy minął mi ten rok. Wszystko działo się dość szybko. Z czytaniem bywało różnie. Czasami trafiałam na naprawdę dobre lektury, innym razem miałam ochotę cisnąć czytaną książką albo byłam okropnie zawiedziona. Nie zapisywałam wszystkiego, co udało mi się przeczytać, bo to nie wyścigi. Na pewno skończyłam 52 książki, ale lektur mogło być więcej.

Co mnie jednak najbardziej cieszy to spotkania, które mogłam poprowadzić, te w których wzięłam udział i ludzie, których poznałam.

Spotkania :-)



Rok zaczęłam od rozmowy z Jakubem Małeckim. Przyznam, że to pisarz, który ogromnie mnie zaskoczył nie tylko wymową tekstów, ale ich ładunkiem emocjonalnym. Oniryczne, balansujące na granicy jawy i snu, rzeczywistości i przesądów lub wierzeń opowieści nie tylko sprawiają, że czytelnik zanurza się w nich głęboko i refleksyjnie, ale pisane są naprawdę piękną polszczyzną. Każda książka pisarza podwyższa poprzeczkę, zabiera czytelnika do całkiem nowej krainy, innych odmętów ludzkiej duszy, tęsknot, marzeń, nieraz także lęków. Autor z wirtuozerią gra na kolejnych strunach duszy, zaskakując coraz bardziej. Poważny, melancholijny ton powieści kontrastuje ze skromnym i wesołym twórcą, który jak sam przyznaje, nie wie jak to się dzieje, że jego książki są tak niepodobne do niego. 



W marcu miałam okazję spotkać się z Marią Paszyńską, wspaniałą pisarką, która swoimi książkami czaruje wielu czytelników. Spod jej pióra wypływają niezwykłe, plastyczne, piękne i przesycone emocjami powieści zakorzenione w prawdziwych, historycznych realiach. Maria Paszyńska przybliża wspaniałe światy, znakomicie wprowadzając je w pomysłowe fabuły. Potrafi zaczarować szczegółowością opisywanych miejsc, doznań, nawet tych najtrudniejszych. Z jej książek wypływa wiara w dobro drugiego człowieka, umiejętność dostrzegania tego, co piękne, ale i zaduma nad rzeczami, które nie powinny się wydarzać. To jedna z tych osób, dla których potrafię zarwać noc, byle tylko dokończyć lekturę. Podczas spotkania pytałam o drogę pisarską autorki, jej zamiłowania literackie, wydane powieści i plany na przyszłość. 



Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że przeprowadzę rozmowę z Wojciechem Jagielskim, uznałabym, że żartuje. A jednak marzenia się spełniają. Tego znanego każdemu reportażysty nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Od dziecka słyszałam o jego podróżach, relacjach. To jedna z tych osób, które towarzyszyły mi od dziecka przez dorastanie aż po wiek dojrzały. Jeden z niedoścignionych wzorów, jeśli chodzi o reportaże, człowiek szalenie ciekawy. Zdumiała mnie niezwykła otwartość Wojciecha Jagielskiego, naturalność z jaką rozmawia z każdym, choć po przeprowadzeniu w życiu tylu rozmów nie powinno mnie to dziwić. Początki kariery, wgryzanie się w historie ludzi, wyprawy jako korespondent, to tylko niektóre z kwestii, jakie mogłam poruszyć podczas spotkania. 



W końcu niezwykła rozmowa z kolejnym reportażystą, tym razem Mariuszem Szczygłem. Są dwie rzeczy, których ogromnie chciałabym się nauczyć od autora "Nie ma" - warsztatu pisarskiego oraz umiejętności przyjmowania wszystkich ludzi bez oceniania ich. Nie wiem czy taką postawę można nazwać stoicką, dla mnie na pewno jest ogromnie ludzka. O tym, czy w życiu mamy więcej "jest" czy "nie ma", pisaniu tekstów, zainteresowaniu Czechami, które w szczególny sposób zostały przedstawione w "Gottland" i szukaniu prawdy, co zostało poruszone w "Projekcie prawda" i nie tylko mówiliśmy w grudniu. To rozmowa, przed którą się stresowałam, ale śmiem twierdzić, że nazwałabym ją jednym z najlepszych, jakie poprowadziłam. 




W tym roku uczestniczyłam również w kilku bardzo ciekawych wydarzeniach. Przede wszystkim były Targi Wydawców Katolickich ze wspaniałymi spotkaniami z Łobuzami, Siostrą Małgorzatą Chmielewską, Przemysławem Wilczyńskim i Marią Miduch. Następnie Warszawskie Targi Książki i bieganie pomiędzy stoiskami, stanie w kolejkach do autorów młodzieżowych, gdzie byłam chyba najstarszą czytelniczką ;) oraz wyszukiwanie perełek. W czerwcu pracowałam jako wolontariusz na Big Book Festivalu. Październik był związany z powrotem do rodzinnej miejscowości na debatę blogerów "Promotorzy czytania", którą wspominam bardzo dobrze i miło. Poznałam osobiście wspaniałe dziewczyny, pogadałam o tym, jak wygląda blogosfera, zastanawiałam się wraz ze współrozmówczyniami nad tym, jak powinna się rozwijać i jak zachęcać do czytania. Literacka Stolica zaowocowała przede wszystkim bardzo konkretnymi wnioskami dotyczącymi dalszej działalności na blogu. Utwierdziłam się mocno w tym, co od 1,5 roku delikatnie starałam się wprowadzać na tyle, że format Spaceru zmieni się dość mocno. Dużo sympatycznych, ambitnych i ciekawych blogerów, merytoryczne treści - wykłady Pauliny Małochleb i Rafała Hetmana oraz przemiłe książkowe prezenty, które poszerzą znacząco moje horyzonty literackie, czegóż chcieć więcej? Ostatnim wydarzeniem, które było dla mnie niezwykle ciekawe był wykład Mikołaja Golachowskiego, który odbył się w Bibliotece Publicznej w Dzielnicy Wilanów. Humor, piękne zdjęcia i masa ciekawych informacji sprawiły, że ten wieczór na długo pozostanie w mojej pamięci. 





Blogowo układało się różnie. Czasami bywało Was tu więcej, innym razem mniej. Zdarzały się momenty, gdy zastanawiałam się, co dalej. Nie zawsze miałam czas czytać i pisać. Pojawiałam się i znikałam. Przyjęłam pewne założenia, między innymi recenzowanie powieści po całym boomie wydawniczym, jeśli wydawnictwo na to pozwala. Takie działanie daje szansę dotarcia do osób, które unikały szumu związanego z danym tytułem. To też szansa na głębszą analizę treści i zainteresowanie tytułem. W tym roku Spacer objął swoim pierwszym patronatem powieść Marii Paszyńskiej "Córka gniewu", z czego jestem ogromnie dumna. Miałam również okazję zrecenzować na długo przed premierą tomik poezji Adriana Sinkowskiego "Atropina". Sama nie wiem jak znalazłam się także w podziękowaniach pewnej powieści, co było dla mnie zaskoczeniem totalnym. Podobnie jak to, że podczas jednego spotkania autorskiego korzystano z mojej recenzji. 



Jeśli chodzi o najlepsze książki to nie klasyfikuję ich jakoś szczególnie, podaję tak jak się pojawiały na blogu. Każda z nich coś mi dała. Wyróżniała się czymś innym, choć bywały zbieżności. Wiele rzeczy, które chciałam przeczytać pozostało niestety nietkniętych, ale zawsze jest czas w przyszłym roku. Nie pisałam o wszystkich przeczytanych książkach. Do niektórych muszę wrócić, jeszcze raz przeżyć, by opowiedzieć to, co czuję w najlepszy sposób. Poniżej jednak lista pozycji, które wyróżniły się w tym roku:

1. Monika Milewska "Latawiec z betonu" - ciekawa wizja nie tylko gdańskiego falowca, ale braku zrozumienia i refleksji nad życiem. Poddanie się propagandzie i odrobina realizmu magicznego z podróżami w czasie.

2. Maria Paszyńska "Owoc granatu. Kraina snów" - to, że Maria Paszyńska ma niezwykły dar do pisania było dla mnie jasne już po pierwszej powieści. Uwielbiam jej drobiazgowość w opisach, emocjonalność, ale znaleźć książkę, która stawia pytania chodzące po własnej głowie i snuje refleksje, z których mogę zbudować odpowiedzi, to już wyższa liga.

3. Jakub Małecki "Dygot" - nietuzinkowa powieść z pogranicza rzeczywistości i baśni. Głęboko emocjonalna, wymagająca przemyślenia, klimatyczna i smutna. A do tego piękna językowo i oryginalna. Nie zrecenzowałam jej, nadal dorastam do pisania o książkach Jakuba Małeckiego.

4. Mark Sullivan "Pod szkarłatnym niebem" - ta pozycja urzekła mnie przede wszystkim ogromnym człowieczeństwem głównego bohatera, który istniał naprawdę. Żył, pomagał innym, przeżywał swoje wzloty i upadki. Rzecz o tym, jak skomplikowane i trudne potrafi być życie. 

5. Bea Uusma "Ekspedycja" - to właściwie zapis życia i pogoni za marzeniem a nie książka. Historia zafascynowanej wyprawą polarną kobiety, która podporządkowała całe swoje życie rozwikłaniu pewnej zagadki. Pełna zdjęć, notatek, fragmentów z pamiętnika i wielu ciekawych  informacji publikacja.

6. Gabriel Tallent "Moja najdroższa" - przyznam, że to ogromnie dziwna historia. Z jednej strony przeraża i odpycha, z drugiej przyciąga z nie do końca zrozumiałą siłą. Nie oceniam samego pomysłu, ale językowo na pewno jest w porządku.

7. Adrian Sinkowski "Atropina" - czasami mam wrażenie, że coś mi umyka. Takie odczucia miałam podczas lektury wspomnianego tomiku. Jednocześnie dał mi on radość z poczucia tego, że nie ma jednej właściwej interpretacji. Ścieżek jest wiele, zależą od naszej inwencji, doświadczenia, zauważenia poszczególnych rzeczy. Odkryć na nowo interpretację to wspaniałe doświadczenie. 

8. Piotr Durak "Raport zza mgły" - czasami lubię poczytać smutne rzeczy, prozę która nie bije optymizmem ani nawet realizmem, ale pokazuje przygnębiającą refleksję o dzisiejszym świecie, w który zostaliśmy wrzuceni bez naszej zgody i pytania o cokolwiek. Tęsknota za utraconym światem, nieprzystawalność do współczesności, brak zrozumienia a może zgody na dzisiejsze mechanizmy. To wszystko zamknięte w poetycką prozę, która mocno wybija się na tle wierszy, również dobrych, ale jednak to ona zdobyła moje serce. 

9. Mariusz Szczygieł "Nie ma" - nie powiem, że jest to łatwa książka. Nie jest jednorodna. Cenię ją za refleksję, zagadnienia do przemyślenia których autor zmusza czytelnika, mierzenie się z własnym życiem, przemijalnością, emocjami, brakami i zauważanie tego, co towarzyszy nam w codzienności. 

Moje literackie zawody tego roku

1. Lidia Tkaczyńska "Kobieta z klasą. Poradnik" - to, co pojawiło się w recenzji mówi samo za siebie. Zbyt dużo niepozytywnych emocji wyrosło z mojej strony wokół tej pozycji. Oczekiwałam zupełnie czego innego, dostałam treść, z którą w wielu względach się nie zgadzam, w innych nie była ona dla mnie nowością, choć niespecjalnie interesuje się modą. 

2. Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona" - zapowiadało się całkiem nieźle. Autora lubię, może dlatego nie napisałam recenzji po przeczytaniu tej książki. Dość powiedzieć, że czuję się trochę oszukana. To nie Mróz, którego znam i który potrafi znacznie lepiej budować fabułę. Historia jest trochę nierealna a to, ile jest w stanie wytrzymać bohaterka już zupełnie mija się z prawdą. Nawet superman by wymiękł, a ona niezmordowanie przed do przodu. Również zakończenie nie zachwyca, a wręcz jest niezrozumiałe. 

3. Laini Taylor "Marzyciel" - to zdecydowanie nie jest zła książka, jest dobra, naprawdę. Podziwiam autorkę za wyobraźnię, sposób budowania opisów, dokładność. Owszem wciągnęła mnie fabuła, język jest bardzo ładny, myślę, że w oryginale nawet może być lepszy, jednak gdy wszyscy mówili o tym jaka to oryginalna powieść, ja doszukałam się w niej podobieństw z "Buntowniczką z pustyni", samo zakończenie również nie było dla mnie zaskoczeniem, okazało się raczej przewidywalne pod pewnymi względami. Nie ukrywam jednak, że chętnie przeczytam "Muzę koszmarów". Po prostu liczyłam na więcej. 

To tyle jeśli chodzi o 2018 rok. Zamykam go całkiem pozytywnie. A jak było u Was?


2 komentarze:

  1. Chyba mnie przekonałaś do Małeckiego, bo byłam z nim trochę na bakier ;) A poza tym... pięknie żywy miałaś rok, nawet, jeśli z blogowaniem i czytaniem było różnie (jak w życiu). Ja też lubię omijać ten boom na dany tytuł i zabierać się za niego, gdy nastanie cisza. Można na nowo odświeżyć jakąś książkę, albo właśnie przekonać opornych. Albo i samych siebie ;) Dużo dobra w nowym roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przekonałam Cię do Małeckiego :) Możesz spróbować od "Nikt nie idzie" to historia o zwykłym trudnym życiu i samotności bez realizmu magicznego, ale daje do myślenia. A potem może "Rdza" lub "Dygot" czy "Ślady". Tak, mówienie o książkach później ma moim zdaniem duży sens. Przede wszystkim pozwala trafić do ludzi z przekazem, tak mi się wydaje ;). A czasem trzeba przekonać i siebie, ja tak miałam z Dostojewskim. Rok był rzeczywiście i zakręcony i wspaniały pod względem spotkań i rzeczy, których się nauczyłam. Wszystkiego najlepszego dla Ciebie w Nowym Roku i mam nadzieję, że kiedyś porozmawiamy o książkach przy kawie :-).

      Usuń