poniedziałek, 17 grudnia 2018

Mariusz Szczygieł "Nie ma"




"Chyba każdy lubi być spacerowiczem po cudzej historii. Nie potykać się o nic, nie wpadać w dołki, gładko sobie sunąć po trawniku czyjegoś życia." s. - 165-166

Pomysł na napisanie książki o tym, czego nie ma pojawił się już w "Projekcie prawda". Temat jednak musiał się uleżeć, spełnić wymagania, które postawiono przed autorem. Być może potrzebował również rozwinąć się w swoim tempie, powoli, rzekłabym nawet niespiesznie, by wciągnąć w świat wielu bohaterów i historii. 

Mariusz Szczygieł zabiera czytelnika w podróż przez porywające, ale i całkiem zwyczajne historie. Wspomina o wierszu Violi Fisherovej, który zawładnął nim w metrze na tyle, że postanowił sprawdzić, kim była autorka. Kilka słów przeczytanych w środku komunikacji, w którym każdy patrzy w komórkę, skupia się na sobie, doprowadziło reportażystę nie tylko do fascynującej historii, ale przede wszystkim do pięknej znajomości. Czeska poetka okazała się bowiem postacią nietuzinkową i dowodem na to, że zawsze można zacząć tworzyć. Autor opowiada również oj kobiecie, która zamyka swoje życie w tabelce Excela, pozostawiając tym samym ślad po sobie. Swoista spuścizna, wydaje się być manifestem, zobaczcie miałam udane życie. Inny rozdział" dotyczy ogromnie charakterystycznej willi i jej mieszkańców. Czytelnik poznaje również mężczyznę, który uwierzył w koniec świata i uwolnił się od wszystkiego, co materialne. Wgryza się w historię Tomasza Gónickiego, ciekawego i oryginalnego twórcy, pracującego często w dość niestandardowy sposób. Poznaje siostry Woźnickie, dziś zapomniane już pisarki, których książki zubytkowano w bibliotekach. To zaledwie ułamek historii zawartych na kartach "Nie ma".

Ja pozostaję z pytaniem, czego jest więcej w tej książce. Tego, co "jest", czy właśnie tytułowego "nie ma". Odpowiedź dostaję od autora na spotkaniu. Odpowiedź godną reportażysty i człowieka, który zdobył już mądrość życiową. Pozwolę sobie zatem przytoczyć słowa Mariusza Szczygła, z którym miałam przyjemność rozmawiać. W zwrocie nie ma, "ma" to zaledwie 40%, ale w życiu jednak ważniejsza jest właśnie owa mniejszość, choć cały czas myślimy o pozostałych 60%. Być może tak jesteśmy ukształtowani, a może powołaniem człowieka jest nauczyć się cieszyć z tego, co posiada, nie roztkliwiając się nad brakami? Mówi się, że najbardziej doceniamy to, co straciliśmy. Na kartach książki autor zapisuje "Dorosły stajesz się dopiero, gdy stracisz to, co naprawdę kochasz (...)". (s. 195). Cały proces dojrzewania byłby zatem związany z nauką szacunku i rozumienia wartości szczęścia, które mamy. To kierunek rozważań filozoficznych, niełatwych, a może tego, czego uczyła mnie mama, czyli cieszenia się z małych rzeczy, które większość uznaje za pewnik. Bo, gdy przyjmuje się za nieoczywiste, że coś jest mi dane raz na zawsze, inaczej widzi się większość spraw.



"Nie ma" pozostaje opowieścią o ludzkim życiu, pełną zwykłych dni i uroczystych chwil. Wielu recenzentów podkreślało nierówność książki. Przeplatanie się bardzo dobrych tekstów z rozdziałami zwykłymi, przesyconymi szarymi historiami, nierzadko ckliwymi. Dla mnie jednak to przemyślany układ, oddający to, co dzieje się każdego dnia u większości ludzi, którzy wśród powtarzających się czynności, bliźniaczo podobnych do siebie dni, nagle zderzają się z czymś większym. Zatrzymują się nad niezwykłymi zdarzeniami. A może by tak kontemplować codzienność i wyławiać to oczywiste "jest"? Otworzyć szerzej oczy i przekonać się, że każdy dzień niesie ze sobą drobne, życiowe perełki? Książka Mariusza Szczygła to opowieść nie tylko o tym, czego brakuje w życiu czy co jest. To w równej mierze rzecz o nazywaniu wszystkiego po imieniu. Szukaniu nazw, by w pełni zrozumieć siebie i to, co się czuje. To pozwoli w pełni przeżyć życie świadomie. 

Autor odchodzi od formy klasycznego reportażu na rzecz opowiadania posiadającego jego elementy, czasami to wręcz eseje, które zabierają czytelnika do Czech, od lat fascynujących reportażystę. To jednak w równej mierze podróż geograficzna, co historyczna i filozoficzna. Tematyka jest bardzo szeroka i zróżnicowana, dzięki czemu lektura to prawdziwa uczta. Cięższe emocjonalnie rozdziały przeplatają się z lekkimi opowieściami, co daje również czas na refleksję i sprawia, że odbiór jest znacznie łatwiejszy. 

"Cyzelujemy język, nauczyciel nam tłumaczy, że jesteśmy teraz w stanie prowadzącym do frustracji. Niby wszystko już wiemy i nagle się okazuje, że niczego nie wiemy. Mamy porzucić prawidła gramatyczne, dobre dla początkujących. Mamy powtarzać po ludziach na ulicy." s. 91

Po lekturze "Nie ma" inaczej patrzę na świat. Oczarowuje mnie język książki, brak zbędnych słów, bardzo dobry styl, dzięki któremu płynie się przez książkę, doskonały warsztat. W głowie rodzą mi się pytania o codzienność, to co w życiu najważniejsze. Wnikam w historie bohaterów jednocześnie wchodząc w swoją własną rzeczywistość. Szukam swojej prawdy, określam to, czego nie ma i co właśnie jest, bo to stało się dla mnie esencją tej książki. Wydobywanie na światło dzienne rzeczy, które przemykają niezauważone w szarzyźnie i powtarzalności oraz głośne określanie własnych tęsknot. Jak poznać ludzi, skoro nie znamy samych siebie? Jak dawać szczęście, gdy sami nie jesteśmy zadowoleni? W końcu jak kochać, gdy samym nam brakuje do siebie miłości? Niepozorna książka o zwykłych i niezwykłych ludziach wywołuje lawinę przemyśleń, niemal filozoficznych. Zadamawia się we mnie i czeka, by wrastać coraz głębiej. Odzywa się cichym głosem w najmniej oczekiwanych chwilach. Nienachalnie, po prostu szepcząc patrz i żyj uważnie


Myślę, że każdy znajdzie w niej coś innego. Nie ma tu oczywistych prawd i wniosków. Szumnych deklaracji i wskazań. Jest refleksja nad człowiekiem i światem. Mariusz Szczygieł ma niezwykły dar do snucia opowieści bez oceniania. To rzadka postawa szacunku i przyjęcia człowieka bez wartościowania. Każdy ma swoją historię, lepszą lub gorszą. Mamy jednak czas, by pisać ją, zmieniać. To najbardziej urzekło mnie w "Nie ma". Możliwość odkrycia tego, czego jest więcej a czego mniej. Dostrzeżenia w rozdziałach mnogości rzeczy, bo każdy jest inny. To w pewien sposób trudna lektura. Taka, która zmusza do stanięcia z prawdą twarzą w twarz, ale ważna. Taka w sam raz na zimne, długie, ciche wieczory. 

Mariusz Szczygieł, Nie ma, wyd. Dowody na Istnienie, Warszawa 2018. 


2 komentarze:

  1. To właśnie podoba mi się w recenzjach, szczere zainteresowanie książką. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Czasami książka pochłania tak, że świata poza nią nie widać ;-) Ta jest jedną z tych, która drąży w człowieku. Właśnie takie pozycje są potrzebne.

      Usuń