czwartek, 29 marca 2018

Kilka chwil z "Księgą ognia" - dzień piąty

z cyklu książki z duszą 



Zaczęły się najważniejsze święta w roku. Czas płynie wolniej, skupiamy się na przeżywaniu Triduum, wchodzimy głębiej w duchową rzeczywistość. 

Jezus dał się poznać przez łamanie chleba. Ten gest, który dziś ma szczególny wydźwięk, w dniu w którym obchodzimy pamiątkę ustanowienia sakramentu kapłaństwa i Eucharystii, był znakiem rozpoznawczym. To wówczas uczniowie przejrzeli i postanowili opowiedzieć, że widzieli swojego Mistrza. Zmartwychwstałego Pana. Ojciec Święty zwraca uwagę na to, że droga do Emaus symbolizuje naszą drogę wiary. Na niej kluczowe znaczenie mają dwie rzeczy - Pismo Święte i Eucharystia właśnie. Nie są oderwane od życia, one najgłębiej oddają to, co przeżywa każdy człowiek, bo układa się przecież różnie. Czasami jest dobrze, ale bywają i trudne momenty, bolesne chwile. Wówczas Ciało Chrystusa i Jego Słowo są tym, co nas umacnia.

"Kiedy jesteś smutny, weź do ręki Słowo Boże. Kiedy jesteś przygnębiony, sięgnij po Słowo Boże i idź na niedzielną mszę, by przyjąć Komunię świętą i uczestniczyć w misterium Jezusa. Słowo Boże, Eucharystia: one napełniają nas radością." - s. 201.

Życie przynosi różne doświadczenia. Nieraz czuje się jak uczniowie. Idę ze zwieszoną głową,bo mój Mistrz odszedł. A przecież wcale tak nie jest. Troski jednak przysłaniają świat, zasnuwają radosną prawdę o zmartwychwstaniu. Jest taka piosenka "List do Boga" lubię jej słuchać, gdy mi ciężko. Ma w sobie specyficzne połączenie smutku, nadziei, goryczy i wiary. Siadam wtedy i opowiadam Bogu moje życie, wątpliwości, radości. Nie jest to łatwe, bo często ludzie w moim wieku uczeni byli ukrywać swoje prawdziwe uczucia. Powiedzenie, że mam żal za to, co się dzieje, że nie rozumiem i jestem rozgniewana były nie do pomyślenia, jakby Bóg nie znał serca człowieka. Jakby miał mieć za złe to, że jest człowiekiem z całą rozpiętością uczuć, jaką go obdarował. Nim zasnę, rozmawiam z Bogiem jak z przyjacielem, którego przyznam nie zawsze rozumiem. Gdy mi smutno lubię usiąść w Kościele, nasycić się ciszą, czasami nawet nic nie mówić, po prostu być. Innym razem otwieram Pismo Święte i szukam w nim słowa, które Pan do mnie kieruje. 

Dziś wsłuchajmy się w Słowo. Pobądźmy z Bogiem. Otwórzmy swoje serca. Nie ukrywajmy siebie, tego kim i jacy jesteśmy, bo Bóg kocha nas właśnie takimi, z naszymi talentami, zaletami, niedoskonałościami. I z nami idzie drogą do Emaus czekając aż Go poznamy.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza