czwartek, 7 grudnia 2017

Do roboty! - S. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka "Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego"

z cyklu Książki z duszą



"(...) kiedy dajesz jałmużnę, spójrz na człowieka, któremu dajesz, jak na brata, a nie jak na intruza. Jan Paweł II też o tym mówił. Jeśli traktujemy ubogich jako natrętów, którzy nam przeszkadzają w życiu, i żeby zamknąć im gębę, wrzucamy im kilka złotych, to nie jest jałmużna. Musimy spojrzeć na drugiego człowieka jak na brata, w którym cierpi Chrystus. To jedno spojrzenie może przemienić nas, a czasem może również przemienić tego drugiego człowieka. Nawet jeśli on jest agresywny, wulgarny, podpity i zaczepia nas na ulicy, to nie jest menel, to nie jest śmieć, to nie jest karaluch. To jest człowiek, mój brat, w którym cierpi Chrystus. Bóg stworzył go do miłości, do godnego życia. I Bóg cierpi, że on nie żyje w tej chwili pełnią życia." - s. 94

Czytasz tę książkę na własną odpowiedzialność. To nie jest zwykła lektura, którą połyka się w kilka wieczorów, odkłada i wraca do swojego mniej czy bardziej wygodnego życia. To naprawdę mocny i inteligentny głos w dyskusji o tym, czy pomagać i jak pomagać, a może lepiej byłoby napisać, jak być prawdziwym chrześcijaninem.

Książka w dużej mierze skupia się na trzech filarach życia wierzących, jakimi są modlitwa, post i jałmużna. Siostra Małgorzata Chmielewska opowiada szczerze i otwarcie o tym, że bez rozmowy z Bogiem wiara nie istnieje. I nie chodzi tu o pokorne odklepywanie formułek, ale o prawdziwą relację z Osobowym Bogiem, Który mnie kocha. Żadna więź nie przetrwa, jeśli nie jest pielęgnowana, podobnie jest z wiarą. Trzeba znaleźć czas, by porozmawiać i wcale nie musi to być wielomówstwo, właściwie nie powinno być. Kochać to usiąść przed Najświętszym Sakramentem i pozwolić sobie trwać we wpatrywaniu się w siebie nawzajem. Jak słusznie zauważa zakonnica, pierwsze pół godziny to próba uspokojenia się, pozwolenie na to, by w końcu przeminął we mnie natłok myśli i doznań. Dopiero potem można zacząć się wsłuchiwać. Co mnie zafascynowało to fakt, że czasem wystarczy kilka słów, albo gest, bo modlitwą może być całe życie, jeśli jest tylko przepełnione miłością. A jednak adoracja jest bardzo potrzebna, jak i różaniec, który choć wielu wydaje się nudny, uczy skupienia, wycisza, daje siłę. Można modlić się swoimi słowami, prosić nawet o więcej niż marzymy, bo przecież Bóg jest hojny, nie odmawia. Ale mieć też świadomość, że moja logika nie jest Bożą, więc nie zawsze dostanę to, co wydaje mi się potrzebne. I warto mieć, jak wspomina bohaterka rozmowy obrazy, figury, to ułatwia człowiekowi modlitwę, jest przypomnieniem w dzisiejszym świecie, że jest coś ważniejszego niż codzienne harowanie na nowe dobra. 

Post i tu coś, czego się nie spodziewałam. Otóż nie mówienie o umartwieniu, co o uporządkowaniu siebie, przywróceniu odpowiedniej hierarchii wartości w życiu, w końcu praktyka pozwalająca pozostać wolnym w świecie rzeczy. Nie jakieś dodawanie intencji do diety, bo schudnę a przy okazji jeszcze coś dobrego zrobię. To nie jest post. To nawet nie ryba w piątek. To ofiara z tego, z czego nie muszę rezygnować, a co zabiera mi wolność, staje się niebezpiecznie ważne, zawłaszcza jakąś część tego, co powinno należeć do Boga, co mnie usidla. Rezygnacja z facebooka, z ulubionego zajęcia, odmówienie sobie czegoś, co nie jest mi konieczne, to właśnie post. Ale warto pamiętać o tym, że nie może on powodować frustracji, bo zatraci się wówczas jego ideę. Owszem nie będzie początkowo łatwo, ale warto, by poczuć się sobą, nieskrępowanym żadnymi dobrami, zachciankami, nadmiarem. W końcu jałmużna i tu zaczynają się schody, bo temat traktowany jest bez ogródek. To nie wrzucenie na odczepne kilku złotych, ale dzielenie się tym, co mam. Nie tym, co mi zbywa, bo czasami trzeba oddać więcej, ryzykując, że może samemu zabraknąć. To nie bezmyślna rozrzutność, ale świadomość tego, że pomaganie zaczyna się od podstaw, bo jak mówić głodnemu o ideałach, zmianie życia, gdy burczy mu w brzuchu? Zobacz w drugim człowieku swojego brata i samego Boga, mówi siostra Chmielewska. Nie bój się, że ktoś cię naciągnie, czasem tak jest, ale też nie działaj głupio. Trzeba odróżnić wspieranie niezaradności od realnej i mądrej pomocy. Jałmużna to spłacanie pewnego długu, wyrównywanie szans, budowanie jedności na świecie. Nie ma od niej zwolnienia. To, że dane mi było urodzić się w miejscu, w którym miałam lepszy start niż inni obliguje mnie do tego, by tym z gorszym początkiem pomóc. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że zaraz podniosą się głosy, że dlaczego mam dawać to, co sam z trudem zdobywam, bo inni są mniej zaradni czy wręcz niezaradni. Są. Taka prawda. Świat stał się krwiożerczym miejscem, a w tym zahukaniu dobrami materialnymi, pogonią za bogactwem i dostatkiem obowiązkiem chrześcijanina jest pomagać. Tworzyć wspólnotę, w której brat troszczy się o brata, a nie tylko o siebie i swoją rodzinę. Trudna do przyjęcia prawda. 

Budowanie wspólnoty to wyjście poza siebie. Przełamanie lęków, oporów, niechęci. To nie sielanka, ale praca, głównie nad sobą. Dostrzeganie człowieka, który jest obok. Słuchanie, próba zrozumienia, bycie wytrwałym, nawet jeśli to, co robię nie przynosi efektów, bo jak udowadnia Siostra Małgorzata, czasami owoce przychodzą po latach i nie jest dane nam ich oglądać. Bądź jak drzewo, wyznaje, miej głowę w niebie, korzenie w ziemi. Pozwalaj kształtować się Bogu i nie bój otwarcia na bliźnich. Przewartościuj swój świat. Miej nadzieję i dawaj ją innym. Czyń dobrze. Nie bój się, że ktoś weźmie cię za frajera, bo świat myśli inaczej niż Bóg a Jezusowy Vip to nie ten, który wyciąga nogi i czeka na sługi, ale ten kto zakasa rękawy i bierze się do roboty. 

"Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego" to powiedziałabym pozycja rewolucyjna. Nie ogłasza niczego nowego, jedynie porządkuje to, co zdało się zatracić w dzisiejszej zwariowanej rzeczywistości. To rozmowa o tym, jak żyć, jak nie stać się niewolnikiem pracy, majątku, zdobyczy techniki. Poradnik o stawaniu się człowiekiem przez duże "C". Rozróżnianiu dobra od zła, mądrym pomaganiu, nierozmienianiu się na drobne, ale dawaniu siebie w wielorakim aspekcie. Siostra Chmielewska nie boi się mocnych słów. Prosto i dosadnie mówi, masz pomagać! To nie twój dobry gest, ale obowiązek! Rozmowa z Błażejem Strzelczykiem i Piotrem Żyłką to przewartościowanie tego, co na co dzień słyszy się w mediach, co próbuje nam wpoić nowoczesny lifestyle. Jest wezwaniem do chrześcijańskiego życia w sposób, w jaki funkcjonowało ono od początku, inteligentnie, czule i opiekuńczo. To walka z marginalizacją coraz większych części społeczeństwa, nauka dostrzegania człowieka w kimś, kto stoi naprzeciw. Mądra, niezwykle wartościowa, mobilizująca, do tego, by przemyśleć, wziąć sobie te słowa do serca i iść czynić dobrze. Świetnie napisana, klarowna, do powolnego czytania, by wyłuskać z niej jak najwięcej i do wielokrotnego powracania, bo o najważniejszym trzeba stale przypominać. Jedna z najważniejszych pozycji w mojej biblioteczce. 

Przeczytaj fragment TU

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM

S. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka, Odłóż tę książkę i zrób coś dobrego, wyd. WAM, Kraków 2017. 

8 komentarzy:

  1. Wspaniała lektura na święta i nie tylko! Chyba kupię ją sobie pod choinkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa lektura. Coś w rodzaju kierunkowskazu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, taki prosty, mądry i dosadny wykład o tym, jak postępować i żyć.

      Usuń
  3. Muszę przyznać że mocno zainteresowałaś mnie tą książką.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto po nią sięgnąć. Jest niewielka, ale ogromnie mądra.

      Usuń
  4. Nie słyszałam o tej książce, ale naprawdę mnie zainteresowałaś. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest szalenie interesująca i piękna. Poza tym S. Chmielewska jest niesamowitą kobietą, jedyną w swoim rodzaju :).

      Usuń