poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Łańcuch kłamstw - Delia Ephron "Siracusa"






"To tak jakbyśmy byli pisklętami: wydziobujemy sobie drogę ze skorupki na zewnątrz, wyrastamy na wielkie ptaki o pięknym upierzeniu, a potem kawałek po kawałku zaczynamy składać skorupkę jaja i na powrót się w niej zamykać, pozostawiając może maleńki otwór do podglądania - minimalny kontakt ze światem. Wydziobawszy sobie drogę na zewnątrz, by żyć, wracamy do środka, by przeżyć. Oczywiście to tylko złudzenie. Skorupki jajek łatwo się tłuką." - s. 108


Nigdy nie jesteśmy w stanie do końca poznać człowieka. Część informacji zdobędziemy słuchając, część obserwując, ale zawsze pozostanie coś, do czego nigdy nie dotrzemy. Ludzie ubierają różne maski, uśmiechają się, robią dobrą minę do złej gry. Im bardziej są zamknięci, tym trudniej ocenić, z kim mamy do czynienia. Prawda jest jednak taka, że nawet myśląc, że kogoś znamy, możemy się całkiem zadziwić.

Urlop w europejskich miastach, zwiedzanie cudownych wiekowych zabytków, upojenie atmosferą starożytności, cudownie grzejącym w ramiona słońcem, zapachami i smakiem pysznego jedzenia, niezwykle melodyjnym językiem włoskim, pięknymi, ponętnymi kobietami i uwodzicielskimi mężczyznami. Słowem idealne miejsce na spędzenie wakacji. Dwa małżeństwa wybierają się w podróż, podczas której dochodzi do pewnego zdarzenia. Świetny wypad psuje się z dnia na dzień, z godziny na godzinę, aż w końcu nadchodzi katastrofa. Co doprowadziło do tragedii, której nikt się nie spodziewał?

Taylor i Finn nie stanowią dobranego małżeństwa. Ona bogata, zmanierowana, cechująca się wyższością i udawaną grzecznością, nie widzi świata poza córką Snow. To już nawet nie nadopiekuńczość nad przesadnie nieśmiałą dziewczynką, ale chorobliwa i toksyczna relacja. On zbywa milczeniem większość wybryków żony, nie jest żadnym autorytetem ani partnerem w tym związku, co więcej zostaje zepchnięty na plan dalszy. Finn przerzuca więc całą swoją energię na restaurację, którą prowadzi i trudno mu się dziwić, wszak wszystko co robi jest przecież krytykowane przez jego żonę. Snow zaś to swoista mimoza, która nie zrobi nic, na co nie ma ochoty. Wydawałaby się antypatyczna i rozpuszczona jak dziadowski bicz, gdyby nie fakt, że prawie się nie odzywa i pozostaje bardzo bierna. Gdy coś mówi, zazwyczaj czyni to szeptem, innym razem jedyną jej reakcją jest charakterystyczne cmokanie. Osobliwe zachowania dziecka, matka określa syndromem skrajnej nieśmiałości i chroni ją przed całym światem, zamykając przed wszystkimi i wszystkim. To ona decyduje, co córka będzie robić, w co się ubierać, gdzie chodzić. Dodatkowo sytuację komplikuje wygląd Snow, delikatność i powab, które ogromnie zwracają uwagę ludzi. Dziewczynka jest szalenie inteligentna i wydaje się, że doskonale potrafi dyrygować rodzicami. Lizzie to dziennikarka, która stale poszukuje tematów na nowe artykuły. Jako rasowy pismak zapisuje każdy szczegół, z którego może narodzić się tekst. Jest szaleńczo zakochana i zafascynowana swoim mężem Michaelem, który stał się sławny dzięki wydanej w młodości powieści. Śmiało można przyznać, że żona żyje w jego cieniu, choć sama się do tego przyczyniła. Michael jest zadufany w sobie, przesadnie przekonany o własnej wartości, choć stwarza wrażenie człowieka bardzo zdystansowanego. To urodzony gawędziarz, snujący kolejne zmyślone wydarzenia i pragnący sławy człowiek.



Od początku powieści, która przedstawia wydarzenia z Siracusy z późniejszej perspektywy każdego z dorosłych bohaterów widać, że obydwa małżeństwa są fikcją, istnieją na papierze, realnie zaś każdy z partnerów żyje własnym życiem, zajmuje się swoimi sprawami. Michael jest niewierny, Finn sytuuje się gdzieś poza zainteresowaniem Taylor, która bałwochwalczo adoruje córkę, Lizzie marzy o tym, by ożywić swój związek. Oliwy do ognia dolewa fakt, że Finn był kiedyś z Lizzie. Wspólny wyjazd nie wydaje się dobrym pomysłem, a jednak do niego dochodzi. Od początku czytelnik obserwuje grę bohaterów, którzy na zewnątrz są uprzejmi, grzeczni, ułożeni, jednak każdy z nich skrywa to, co naprawdę myśli o pozostałych. Nie wydarzenia w powieści są najważniejsze, w sumie jest ich naprawdę mało. Siłą tej książki jest gra postaci, wnikanie w ich myśli, punkt widzenia. Składanie akcji, a przede wszystkim obrazu relacji na podstawie poszczególnych rozdziałów. Różniące się od siebie spojrzenia, otwarte stwierdzenia, mamy tu wgląd w myśli i emocje, których Finn, Taylor, Michael i Lizzie nie ujawniają względem siebie. Jesteśmy uczestnikami podwójnej gry, tej pierwszej fasadowej, życia na pokaz, tworzenia idealnego obrazu dla innych i drugiej polegającej na odzieraniu mistyfikacji, wnikaniu w prawdę, byciu sobą. Szczerość zdumiewa, pokazuje, co tak naprawdę dzieje się między bohaterami. Im głębiej zanurzamy się w świat nieudanych związków, tym bardziej napięcie rośnie. I to właśnie fascynuje w "Siracusie". Nie czytałam jej, by dowiedzieć się, na czym polegała zapowiedziana tragedia, pochłaniałam kolejne strony zaciekawiona tym, co mówią bohaterowie, ich nieraz grubiańskim, nienawistnym, czasem kpiarskim czy wzgardliwym podejściem. Imponowała mi inteligencja postaci, które jednak zachowywały wszelkie uwagi dla siebie i grały w prowadzoną grę. Spodobał mi się zwięzły język autorki, pozbawiony rozwlekłych dywagacji, metrowych opisów i jej zdolność do zaciekawienia czytelnika poprzez stworzenie naprawdę interesujących postaci. Osób, które konkretnie nazywają rzeczy, trafnie określają sytuację, nie doszukują się usprawiedliwień, ale prosto i krótko, mówią jak jest. Delia Ephron napisała jedną z bardziej intrygujących książek, jakie przeczytałam. Jest ona nieco specyficzna, ale zdecydowanie warta przeczytania. 


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Delia Ephron, Siracusa, przeł. Agnieszka Walulik, wyd. W.A.B., Warszawa 2017.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz