poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rzecz o człowieku w biegu - Marek Zając "Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 93 odsłonach"



"Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uważam się za przyjaciela wszystkich ludzi - bez względu na ich pochodzenie i wyznanie. Nie oznacza to jednak, że w praktyce jednakowo kocham wszystkich Żydów i wszystkich Polaków. Jednakowo kocham jednak porządnych ludzi. Jeśli mam przekonanie, że są porządni, wówczas drugorzędne znaczenie ma dla mnie rodowód ich babci czy prababci." - s. 54

Bohatera książki kojarzyłam najbardziej z uczestnictwa w uroczystościach w Auschwitz, z powiedzenia o dyplomatołkach oraz mocnego, głośnego i twardego wyrażania swojego zdania. Słowem, za dużo nie wiedziałam. Skusił mnie najbardziej tytuł tej książki, zabawny, lekki i świadczący o dystansie do siebie. Warto poznać człowieka lepiej, nim zamknie się go w jakiejś szufladce. 

Władysław Bartoszewski był człowiekiem nieprzeciętnym, temu zaprzeczyć się nie da. Niezwykle inteligentny, potrafił znaleźć rozwiązanie nawet w najtrudniejszych sytuacjach, może nie zawsze takie, jakie by się wszystkim podobało (choć nigdy nie będzie tak, że wszyscy są zadowoleni), ale wielogodzinne dyskusje nad newralgicznymi kwestiami zamykał krótko i treściwie. Gdy ktoś przychodził do niego z jakimś problemem, często odpowiadał z humorem, który myślę, że pomógłby polityce. Czytając książkę Marka Zająca odnosi się wrażenie, że był to człowiek, dla którego nie istniały rzeczy nie do przeskoczenia. Miał odpowiedź na wszystko i co charakterystyczne znajdywał ją niemal natychmiastowo. Wygadany i rozgadany był świetnym mówcą i potrafił odnaleźć się w każdej sytuacji.

"Jestem i byłem po stronie słabych i krzywdzonych, przeciw terrorystom - po stronie ofiar terroru, przeciw krzywdzicielom i wyznawcom metod gwałtu, jakkolwiek by je ideologicznie uzasadniali. Nie znoszę dyktatorów i systemów autorytarnych, trzeba przyznać, że z wzajemnością." - s. 76

Autor przedstawia go również jako osobę, która nie lubiła o sobie opowiadać. Genialna pamięć, z której zakamarków potrafił wydobywać imponujące ilości informacji sprzed wielu lat, dokładne daty, tematy rozmów, sprawiła że działał w ścisłej czołówce AK. Również w okresie komunizmu, nie tolerował tego, co działo się w państwie. W obozie koncentracyjnym, w którym przebywał doświadczył bestialstwa i zła i wyczulił się jeszcze bardziej na wszelkie przejawy totalitaryzmu. O samym pobycie w Auschwitz opowiadał niewiele, ale ogromnie dbał o to, by pamięć o tej straszliwej zbrodni i jej ofiarach nie zginęła. Potrafił jednak nawet żartować z tego, co przeraża, ale były to żarty zarezerwowane jedynie dla ludzi, którzy przeszli przez to piekło i nigdy nie ocierały się nawet o granicę niesmaku. Profesorem był z mądrości, studiów nie skończył, gdyż przeszkodziła mu w tym władza, a potem nie widział takiej konieczności. Jego mądrość sprawiła jednak, że wykładał na uniwersytecie. Szczególnie zaskoczyły mnie słowa, które pisał już jako młody, mający zaledwie 21 lat mężczyzna. Sam jednak przyznawał, że solidne podstawy mądrości i wychowania wyniósł z domu, a inteligencja i dobre wybory zrobiły resztę.



"Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 93 odsłonach" to pełna humoru, optymizmu, ironii, ciętych ripost, ale i mądrości książka, która ukazuje profesora inaczej, niż pokazywały to media pod koniec jego życia. Czytelnik poznaje bowiem niezmordowanego, będącego stale w biegu, cechującego się wielką niespożytą energią, mądrością i troską o kraj człowieka. Rozgadanego intelektualistę, który nigdy nie miał problemu z wypowiadaniem się, rozładowywaniem sytuacji, załatwianiem spraw. Był przeciw wszelkim niesprawiedliwościom, nie dzielił ludzi na rasy, poglądy, narodowości. Widział porządnych ludzi i tych, których szanować ciężko. Innych zarażał energią i zadziwiał aktywnością zawodową oraz ostrym jak brzytwa umysłem. Nie lubił bezczynności i motywował do ciągłej troski i dbałości o życie, siebie, kraj. Książka Marka Zająca jest króciutka, zbyt krótka, bo porywa i nie wypuszcza. Usiadłam do niej wieczorem i przepadłam. Pochłaniałam łapczywie kolejne strony, odkrywając człowieka, którego pojmowałam przez pryzmat jedynie części informacji. Uśmiechałam się, podziwiałam ironię i riposty, zdumiewałam wypowiedziami. Każde wspomnienie nosi w sobie lekkość, szczyptę lub więcej optymizmu i mądrość. Pędziłam niemal jak dziki tapir przez kolejne rozdziały, by uświadomić sobie coś bardzo ważnego, warto wgłębić się w to, co pozostawił po sobie profesor Bartoszewski, wyrobić głębszą o nim opinię, pomyśleć o tym, co przekazywał. Co mnie zdumiało, że nawet cięższe tematy poruszone są w sposób, który nie ciąży, inteligentnie i bardzo przystępnie. 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.




Marek Zając, Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 93 odsłonach, wyd. WAM, Kraków 2017.

2 komentarze:

  1. Profesor Bartoszewski to postać ciekawa, którą niezmiernie szanuję. Do tej pory czytałam tylko wywiady, jakich udzielał, ale chętnie poznam bliżej myśli profesora przedstawione w lekkiej, przystępnej formie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to był bardzo ciekawy i inteligentny człowiek, któremu zdecydowanie nie brakowało humoru, co widać we wspomnianej książce :).

      Usuń