poniedziałek, 9 stycznia 2017

Złap się za Słowo - dzień dziewiąty





Ok, wiem że nie jest już ranek. Ale ja się muszę obudzić, więc wrzucam najlepszy budzik ;) i uciekam robić kawę.





Jezus przyjmuje chrzest od Jana. Chwila niezwykła. Nie pamiętam własnego chrztu, bo byłam za mała, ale jak pisze bp Grzegorz Ryś, Bóg wszczepia wówczas w serce człowieka miłość miłosierną. Niedawno czytałam książkę Papieża Franciszka "Miłosierdzie to imię Boga" i zachwyciłam się. Miłosierdzie to przytulenie Pana pochylenie się nad człowiekiem. Nie litość, ale wyraz miłości, dostrzeganie piękna tam, gdzie z pozoru go nie ma. Z miłosierdziem nieodłącznie kojarzy mi się św. Brat Albert. Człowiek, który dla Boga i bliźniego porzucił malarstwo i całkiem przyjemne życie. Szukał sposobu na to, by zbliżyć się do najuboższych, do których trafił kiedyś przypadkiem. W krakowskiej ogrzewalni ujrzał ludzką nędzę, brud, poniżenie, ludzi którzy daleko odeszli od Boga i których porzucił człowiek. 



Co piękne, to że zamiast uciekać, zapomnieć o chwili, która przesyciła jego duszę grozą, skupił się na czymś innym. Odczuł, że w ubogich zaniedbywany jest Bóg. Zrozumiał, że ubóstwo materialne łączy się z biedą duchową. Ludzie, którzy nie mają nikogo, pozostawieni samym sobie, zapomniani, nie dbają już o warunki życia. Są ubodzy podwójnie i to naprawdę boli. Trzeba wiele siły i empatii, by dostrzec potrzeby innych i im pomóc. To właśnie miłosierdzie pozwala za uśmiechem dostrzec ból, za człowiekiem odepchniętym, kogoś kto bardzo potrzebuje miłości. Nie każdy jest Bratem Albertem gotowym rzucić wszystko i iść do najuboższych. Czasem wystarczy jednak mała pomoc, dobre słowo, mądre działanie, by zacząć. Jeden gest to niby niewiele, a przecież może zmienić życie człowieka. Pierwszy krok jest najtrudniejszy, ale pociąga za sobą następne. 

Lubię wracać do tego, co zrobił św. Brat Albert i kształtować w sobie dostrzeganie ludzi, tego czego im brakuje. Nie jest to łatwe. Zmęczenie, problemy, zabieganie, to wszystko utrudnia widzenie. Jednak czasami coś ogromnie mnie zdumiewa, choćby mały uśmiech, który rozświetla twarz osoby, do której go kierujemy. Może czasami jest źle, ale bez miłości jest okropnie i trzeba o tym pamiętać. Człowiek musi być dla kogoś ważny, musi mieć choćby jedną przyjazną duszę. Dostrzec w człowieku Boga, to zobaczyć się wszystko.



A jeśli chcielibyście poczytać coś niesamowitego o św. Bracie Albercie, polecam "Brata naszego Boga" Karola Wojtyły.

2 komentarze:

  1. Dziękuję Ci za piękny tekst. Tego dziś potrzebowałam :* Dziękuję za mały uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za te słowa :) wywołały ogromną radość<3 Wszystkiego najpiękniejszego dla Ciebie :)

      Usuń