piątek, 27 stycznia 2017

Złap się za Słowo - dzień dwudziesty szósty i dwudziesty siódmy




Dzisiejszy dzień dał mi do myślenia. Najpierw spotkanie, w którym była mowa o upływającym czasie, o Bogu, który został obecny w zapomnianych miejscach, o pasjach, które nadają życiu barw. Potem czekał na mnie w domu list, z przepięknymi słowami, których bardzo potrzebowałam. Jeszcze chwila i będę układać sobie to wszystko w sercu i głowie, jest o czym myśleć.

Jezus wstaje wcześniej niż inni i udaje się na pustynię, by się modlić. Po nauczaniu i uzdrawianiu w Kafarnaum, potrzebuje samotności, ciszy i rozmowy z Ojcem. Gdy uczniowie w końcu Go odnajdują, nie wraca do miasta, w którym czeka na niego tłum. Wyrusza dalej, by nauczać i działać cuda w kolejnych miejscach. Nikt nie na monopolu na działanie Boga. On jest niekończony, jest z każdym, stale w drodze, podobnie jak my. Nie zatrzymuje się, nie ogranicza do konkretnego człowieka.



Zastanawiam się, co bardziej poruszyło ludzi. Nauka, którą głosił Chrystus czy uzdrowienia i wyzwolenia? Czy chcieli nadal słuchać i uczyć się żyć? A może wygodnie było mieć przy sobie kogoś, kto uzdrowi, uleczy, pomoże. Co kierowało tymi, którzy przychodzili do Niego? Ilu ludzi, tyle serc. Morze trosk, ran, niespełnionych nadziei. Czy zobaczyli w Nim szansę na coś lepszego? A może po prostu Jezus ich zachwycił. Przecież porywał tłumy. Czym innym jest jednak pragnienie bycia przy nauczycielu i naśladowania go, czym innym próba zniewolenia, by mieć go tylko dla siebie.

Zachwyca nas piękno, dobro. Zdumiewa to, czego nie możemy wyjaśnić. Jezus jest dla nas zagadką, ale również przepustką do lepszej przyszłości. Trzeba jednak włożyć trud, by osiągnąć życie wieczne. Zastanowić się, czy Bóg jest dla mnie mistrzem, od Którego się uczę, czy złotą rybką, spełniającą moje pragnienia. Nie każdy doświadczy ogromnego cudu, ale przeżyje te pomniejsze, często niezauważane. Trzeba mieć szeroko otwarte oczy, by je dostrzec. Kim jestem? Pragnącym jedynie uzdrowienia chorym, czy człowiekiem realnie zafascynowanym Bogiem?



Wolny dzień przed weekendem w pracy. Piękne słońce za oknem, choć zimno. W głowie masa myśli, wiele do przeanalizowania, poukładania, podjęcia pewnych kroków. Powoli coś się rodzi. Modlę się o to, by mądrze wybrać.

Wędrówka Mistrza trwa nadal. Przemierza Galileę i naucza w synagogach. Jak podkreśla ewangelista "ich" synagogach. Zarysowuje tutaj podział, nie między Jezusem a ludźmi, ale wydaje mi się, że bardziej wyłącza Go spośród uczonych w piśmie. Zwraca uwagę na to, że jego Pan żyje głoszoną przez siebie nauką, nie narzuca zaś na ludność niemożliwych do wypełnienia obowiązków, których sam nie wykonuje. Największym wzruszeniem napawa jednak scena, w której pojawia się trędowaty. Upada na kolana i mówi "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". Nie, jeśli możesz, bo on wie, że to żaden problem dla Jezusa, choć przecież nie było i nie ma lekarstwa na trąd. Ten odrzucony przez wszystkich człowiek, prosi jedynie o to, by Jezus chciał mu pomóc. Nie wątpi w Jego moc. Może widział lub słyszał o uzdrowionych w Kafarnaum, ale wolę myśleć, że jego wiara była po prostu tak wielka. 

Ciekawe, co pomyślał Jezus? Uśmiechnął się, popatrzył z miłością. Pochwalił w sobie odwagę człowieka, który przecież miał trzymać się z dala od innych, a złamał wszelkie tabu i podszedł do nauczyciela. Wokół musiało panować przerażenie, przecież chory zarażał. Dla niego jednak najważniejsza była wola Chrystusa. Czasem zastanawiam się nad moją odwagą wobec innych. Dziwne spojrzenia, gdy przechodząc czy jadąc autobusem obok Kościoła żegnam się. Pewnie niektórzy też zastanawiają się, co na literackim blogu robią te wpisy. A przecież Biblia to nieskończone źródło inspiracji. Czy czasem brakuje mi odwagi do pewnych rzeczy? Tak, zdarza się, jak każdemu. Nie chodzi tu o wstydzenie się Boga, ale czasem o mocniejszy nacisk na pewne sprawy, rozpoczęcie czegoś nowego, wyrwanie się ze schematów życiowych. Patrzę na trędowatego i marzy mi się taka determinacja, wiara w słuszność podejmowanych działań. 

Wsłuchuję się w irlandzką muzykę i myślę o tym człowieku, jako o pewnym wzorze do naśladowania. "Jeśli chcesz", zawierzyć bezgranicznie, choć często się nie udaje, choć droga bywa niepewna i wielu burzy się dookoła. I zgoda na to, co się wydarzy w związku z prośbą. 

Boże, daj mi pogodę ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagę, abym zmieniał to, co zmienić mogę i mądrość, abym zawsze potrafił odróżnić jedno od drugiego.

To słowa Marka Aureliusza, a ja dodam nadzieję i wiarę trędowatego z Ewangelii.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz